- Chyba chciałem pogadać . - zaczynam niepewnie .
- A, to my mamy o czym rozmawiać? - opiera się o drzwi .
- Myślę, że chyba muszę wyjaśnić to ... wszystko .
- Ale ja naprawdę zrozumiałam, że dajesz beze mnie radę, jak widać świetnie, więc nie mamy o czym rozmawiać . - jej zimny ton przeszywa mnie na wskroś .
- Ola to wszystko nie miało tak brzmieć ... ja wiem, że nie było mnie wtedy kiedy Twoja rodzina się rozpadała, ale teraz jestem, chcę to wszystko naprawić ... proszę, daj mi szansę . - mówię błagalnym tonem .
- Gówno wiesz ! Ja zawsze przy Tobie byłam, a Ty zostawiłeś mnie jak najbardziej Cię potrzebowałam.
- Chcę to naprawić, tęsknię za Tobą !
- Za późno, Wojtek . - kręci głową . - Cześć . - chce zamknąć drzwi .
- Nie pozwolę Ci tego tak zostawić ! - blokuję drzwi nogą .
- Rób co chcesz ale z dala ode mnie . Zabieraj tą nogę !
- Daj mi szansę ! Nie zostawię tak tego słyszysz, nie pozwolę !
- Nie pozwól .- zamyka drzwi tuż przed moim nosem .
Nie pozwól ?
Co jest ? Coś mnie zakłuło w środku, boli jak cholera .
Wrócę po nią . Jeszcze nie wiem jak to zrobię ale ją odzyskam .
Wracam do domu niczym zbity pies . Akurat wszyscy siadają do kolacji, dołączam i spędzamy całkiem miły rodzinny wieczór.
O 23 idę spać, pierwszy od tak dawna jestem w domu, myślę o Oli .
W Anglii byłem w dwóch ' związkach ' jeden przetrwał tydzień, inny trzy miesiące . Żaden nie był prawdziwą miłością . Reszta to przygody z jednej lub dwóch nocy, koniec .
Zasypiam koło pierwszej w nocy, po udostępnieniu kilku zdjęć fanom na.facebooku i godzinnym przeglądaniu profilu Oli .
___________________________________
Obudziłem się o 9 . Trochę się zdziwiłem widząc mój pokój, ale po chwili wszystko ogarnąłem .
Śniło mi się, że pięć lat temu nie wyjechałem tylko zostałem w Polsce, byłem tu z nią i byliśmy razem ...
Jakieś szczenięce, idiotyczne sny . Otrząsam się z ospania, ale czuję, że pożądnie wybudzi mnie tylko kawa .
Kiedy siadam na łóżku czuję mocny ból prawego barku . Ach, no tak, zastrzyk .
Z biurka zgarniam zamknięte opakowanie z dzienną dawką . Otwieram opakowanie i powoli dotykam igłą skóry i kiedy już mam ją wbić drzwi od pokoju się otwierają.
- Kurwa ludzie pukajcie zanim otworzcie drzwi ! - szybko cofam dłoń z lekiem.
- Ćpiesz ? - Lizka w szoku patrzy na strzykawkę .
- Jasne, bo przecież nie mam co robić a bark mnie nie nakurwia . - kręcę głową .
- Sorki, wolę się upewnić .
- Jasne. Co chcesz ?
- Mama prosi żebyś zszedł na śniadanie, bo będziemy ubierać choinkę .
- Zaraz będę . Zrób bratu kawę .
- Są święta, niech Ci będzie .
- Dzięki .
- Pomóc Ci ? Czy zawołać mamę, żeby Ci pomogła ?
- Daj spokój, idź rób kawę . - mówię .
Wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
Wzdycham i zdecydowanym ruchem wbijam strzykawkę, podając lek .
Nienawidzę tego robić, bo serio czuję się jak ćpun, pozatym ciężko samemu sobie zaaplikować zastrzyk. Ale już się przyzwyczaiłem, muszę sam sobie dawać radę .
Po kilku minutach czuję ulgę i mogę zejść na dół . Cała rodzina już tam jest, stoją wokół choinki i zaczynają ją ubierać .
- Dzień dobry ! Pomożesz nam ? - mama uśmiecha się i pokazuje na drzewko.
- Za chwilę . - Siadam na stołku barowym i piję kawę .
- Zawsze pierwszy leciałeś.
- Dorosłem .
- No tak, ja jestem ten młodszy niby, tak ? - pyta Janek .
- Jasne .
- No chodź, bo zaraz nie będzie.co ubierać . - Lizka ciągnie mnie za rękę i z nie ukrywaną przyjemnością zaczynam ubierać drzewko razem z nimi .
Kończymy po godzinie .
Zdążyłem zjeść śniadanie i ubrać się. Lizka akurat wychodziła .
- Ej widziałeś Janka ?
- U góry czegoś szuka, a co ?
- Bo chciałam spytać, gdzie są łyżwy.
- W schowku, nad schodami pewnie . - mówię. Tam zawsze były takie rzeczy .
- Aha, dzięki . Byłeś wczoraj u Oli, nie ?
- Tak, nie chce mnie znać .
- Dziwisz się ? Ale myślę, że jak powalczysz to wróci .
- Taa ? Idziesz z nią ?
- Tak. Lecę poszukać łyżew. - wchodzi szybko na górę .
Wychodzę z domu i pierwsze co widzę to Ola, która biega po ulicy i ciągnie Lilkę na sankach . Śmieje się i wygląda niesamowicie . Ubrana we wzorzyste legginsy, buty emu i kremową kurtkę . Na głowie ma czarną czapkę beanie z pod której wychodzą proste brązowe włosy .
Stoję tak chwilę i patrzę na nią. Po chwili się ogarniam i ruszam ulicą .
- Cześć . - uśmiecham się do Oli i Lilki .
- Hej ! To Twój nowy kolega ? - Lilka się ze mną wita i natychmiast zadaje pytanie Oli .
- Nie, nie lubię go .
- To po co Ci jego plakat ?
- Zostawiłaś czapkę w domu, wróć po nią . - Ola znów odsyła siostrę .
Kiedy dziewczynka idzie do domu postanawiam spróbować jakoś pogadać .
- Więc jestem na plakatach w Twoim pokoju ? - pytam z uśmiechem .
- Idź stąd . - krótka i zwięzła odpowiedź .
- Daj spokój, pogadaj ze mną .
- No idź, kurczę !
- Dlaczego ?
- Bo frajer jesteś .
- Sama tego chciałaś .- szybko lepię śnieżkę i rzucam w Olę .
- Kretynie ! - również lepi kulkę i rzuca we mnie .
- O Ty ! - kolejne pociski lecą szybko i przy szóstym rzucie Ola traci równowagę i z piskiem przewraca się na śniegu.
- Chyba wygrałem ! - śmieję się, po czym niespodziewanie obrywam wielką kulką w twarz i ląduję na zaspie . Właściwie to za nią . Policzek pali jak cholera a lewe oko boli, w śnieżce chyba był lód bo widzę troszkę krwi na śniegu który zbierałem z twarzy .
- Ej ? Wstawaj, nie udawaj . - słyszę jej głos .
Siadam na śniegu i z przykrością stwierdzam, że nie mogę otworzyć lewego oka, bo wszędzie mam śnieg, wodę i w dodatku boli .
- Poddaję się ! - krzyczę .
Wtedy zza zaspy wychodzi Ola .
- Nie udawaj już ! - mówi.
- Nie udaję !
- Krew Ci leci..
- Nie mów ? - udaję zdziwenie .
- Należało Ci się . To też . - zza pleców wyciąga kolejną dużą śnieżnkę i rzuca we mnie, leżącego już na śniegu .
- Słodka i delikatna, jak zawsze . - wypluwam śnieg i ściągam go z twarzy .
- Cholera to Ci chyba spuchło, wstawaj .- mówi z paniką w oczach.
- Ok. - podnoszę się z ziemi i idziemu w stronę jej domu, to mnie dziwi ale nie będę protestował .
- Siadaj . - mówi kiedy zdejmuję kurtkę i wchodzę do domu . - Lilka ? Jesteś ?
- No . Czapki szukałam ale nie ma .
- Narazie Ci nie potrzebna. Mama wyszła ? Zostaniemy w domu, tylko sprawdzałam czy jesteś .
- zapomniała kupić rybę i pojechała do sklepu . Czemu on tu jest jak go nie lubisz ? - pyta pokazując na mnie .
- Bo mnie pobiła, widzisz ? - pokazuję na oko .
- Należało Ci się . - Ola przychodzi z wacikami i wodą utlenioną . - Pokaż to, oprzyj głowę i odchyl do tyłu .
- Ok ? - posłusznie wykonuję polecenie . - Auć .
Zimny i mokry wacik dotyka mojej skóry .
- Muszę przemyć .
- Spoko .
- Ej, Ola ? To idziemy ? - do salonu wchdzi Eliza . - O cholera, wybaczcie. - patrzy jak Ola pochyla się nade mną .
Od tylu musiało to inaczej wyglądać .
- Nie przeszkadzasz , wchodź . - mówi Ola .
- Co wy ... robicie?
- Ola go pobiła . - mówi Lilka z uśmiechem .
- Aha . Wow . - Lizka siada na fotelu naprzeciwko nas .
- Aua, cholera delikatniej, kobieto ! - mówię kiedy Ola mocniej dociska wacik.
- Zamknij się i siedź cicho, daj to oczyścić . Nie jest duże . - mówi Ola.
- Coś Ty mu zrobiła ?
- Przypieprzyła śnieżką z lodem, chciała mnie zabić . - mówię.
- Ty zacząłeś .
- Należało Ci się .
- Tobie też . - nakleja mi plaster . - Lilka przynieś okład z zamrażarki bo Mu policzek puchnie .
Dziewczynka przynosi niebieski woreczek wypelniony żelem, zmrożony, aż sztywny .
- Trzymaj chwilę, aż nie zejdzie opuchlizna. - Ola odwraca się i zbiera plastry i wodę ze stołu .
- Dzięki.
- Czemu patrzysz na jej tyłek ? - Lilka siada obok mnie i po prostu pyta .
- Bo jest fajny . - uśmiecham się .
Ola z oburzeniem otwiera usta i nabiera powietrza .
Fail.
- Masz minutę na wyjście stąd !
- Sorki, ja ... to miał być ... - Wstaję z kanapy .
- Wynoś się ! - zdążyłem tylko założyć buty, kurtkę wepchnęła mi w rękę i wywaliła mnie za drzwi zamykając je przed nosem .
Byłem już tak blisko. Zostałem z okładem przy policzku przed drzwiami . Nawet nie zakładam kurtki tylko idę do domu.
- Wojtek, oszalałeś ? W krótkim rękawku na mróz ?! - w przedpokoju spotykam mamę .
- Ech, tylko kawałek .
- Co Ci się stało ?
- Nic, Ola uderzyła mnie śnieżką z lodem i mi spuchło.
- Aż tak ją zdenerwowałeś ? - mama jest chyba rozbawiona tym faktem .
Opowiadam jej co się stało, pomijając fakt, jak zostałem wyrzucony z domu .
Potem wraca Liza i pokazuje że chce pogadać . Ale mama każe jej pomóc w sprzątaniu i kuchni . Marka nie widać, pewnie jest w sklepie, Janek siedzi u Mileny, która będzie na wigilii .
Mama każe mi sprzątać razem z Elizą, więc czas do 15 mija nam szybko. Potem idę do pokoju, a Eliza wchodzi za mną .
- Coś Ty odwalił ? " Bo ma fajny tyłek " ? No proszę Cię, to poniżej krytyki ! - zaczyna krzyczeć .
- Trochę słabo wyszło .
- Trochę ? To było straszne !
- Daj spokój ... wymsknęło się.
- Było blisko, mówiła że nawet chciała z Tobą pogadać !
- Jasne.
- No tak, Wojtek przeproś ją jakoś .
- Za komplement ?
- Nie wiem z kim Ty się zadawałeś w tej Anglii, ale na takie rzeczy z nią to chyba musisz poczekać .
- Wymsknęło mi się no, kurde .
- Patrzenie się wymsknęło ?
- Słuchaj, jestem facetem i raczej będę patrzył na to czy laska ma fajny tyłek. Nic nie poradzę, taka natura .
- To bądź prawidziwym facetem i ją przeproś !
- Jak ? Nie chce ze mną gadać, a na wigilię jej się do domu nie wpakuje !
- Wyślij jej coś .
- Smsem mam ją przeprosić ? Nie mam numeru .
- Masz jej wysłać prezent kretynie, Wy naprawdę jesteście nie kumaci . - Eliza kręci głową i wychodzi z pokoju.
Prezent mówisz ?
Szkoda, że go wyrzuciła :( TAKI PIĘKNY KOMPLETEM :D
OdpowiedzUsuńCiekawe co Wojtuś za prezent wymyśli :3 Czytam szybko następnego :*
OdpowiedzUsuńHaha Wojtek dowalił :D odegrała się na nim śnieżką :P Super :D Zaczynam czytać kolejny :3
OdpowiedzUsuńSuper komentarz :3 wojtka
OdpowiedzUsuń