-Ola?-wychodzę z sypialni przytrzymując się framugi drzwi.
-O, kto wstał w końcu?-Ola uśmiecha się do mnie z kuchni, gdzie właśnie pije kawę, czytając gazetę.
-Zrobisz mi pyszne śniadanie? Jestem głodny i boli mnie głowa.-staję za nią i przytulam się.
-Dobrze Ci tak, ile można pić?-mówi uśmiechając się.
-Więcej niż wczoraj na pewno.-całuję ją w obojczyk.
-Umyj się i ubierz, co?-delikatnie mnie odpycha.
-Ach, a możesz mi śniadanko zrobić?
-Mogę.-przewraca oczami.
Po 10 minutach opuszczam łazienkę ubrany w krótkie spodenki i bez koszulki.
-Musimy pogadać.-informuję, kiedy dostaję talerz z tostami.
-O czym?-Ola siada po drugiej stronie barku i dalej pije kawę.
-Dlaczego nic mi nie mówiłaś o kolejnych studiach? To chyba ważne i powinniśmy pogadać...
-Nie zdecydowałam jeszcze...-zamyka gazetę.
-Czemu mi wcześniej nie powiedziałaś?
-Jakoś nie było okazji...poza tym to dużo bardziej skomplikowane.
-To znaczy?
-Bo nie będę studiować w na Uniwersytecie Warszawskim.-nerwowo uderza palcami w kubek.
-A gdzie...?-pytam podejrzanie.
-Dostałam stypendium i zaproszenie na uczelnię w ... Nowym Jorku.-kiedy to mówi patrzy w ziemię.
-W...Nowym Jorku?-powtarzam za nią.
-Tak.-bierze łyka kawy.
-Uhm...przyjmiesz je?
-To szkoła artystyczna, na kierunku projektanta...
-Tak nagle po prostu Cię zaprosili? Przecież studiowałaś psychologię...
-Kiedyś brałam udział w konkursie...projektowanie, wykonanie i pokaz kilku stylizacji. Zajęłam 2 miejsce. Konkurs był międzynarodowy. 3 pierwsze miejsca dostawały roczne stypendium w Nowym Jorku po ukończeniu swojego aktualnego kierunku. Wyniki ogłosili 2 tygodnie temu..nie wiedziałam tego długo. Do tej pory jestem w szoku..
-Pojedziesz?-pytam zagryzając usta.
-Nie wiem...taka szansa nie zdarza się codziennie.
-Cholera, a nie uważasz, że powinnaś mi o tym wcześniej powiedzieć? Czy może dopiero wtedy jak już będziesz w samolocie?
-Przestań, myślisz, że łatwo było mi się zebrać, żeby Ci to powiedzieć?
-Nie wiem, ale chyba powinnaś mi kurwa o takich rzeczach wspomnieć!
-Jeszcze nie podjęłam decyzji, mam czas do 30 sierpnia.
Kręcę głową.
-A co z nami? Ze mną i Tobą? Co będzie dalej?
-Nie wiem, skąd mam wiedzieć..
-Nie wiem, powinnaś mi to powiedzieć od razu, do cholery!
-Ty, 5 lat temu też powinieneś mi to powiedzieć od razu,a nie dzień przed wyjazdem!-krzyczy ze łzami w oczach.
Zabolało. Poczułem się tak jakby właśnie mnie spoliczkowała.
-Masz rację, ale to był pieprzony błąd z mojej strony. Nie powtarzaj go.-mówię spokojnie.
-Mówię Ci teraz, na początku lipca. 2 miesiące przed potwierdzeniem i 2 tygodnie po otrzymaniu wyników. Więc to jednak ja tu wyszłam bardziej fair.-zabiera kawę i siada na kanapę ciężko wzdychając.
-Co na to Twoja mama?-pytam siedząc tyłem do niej.
-Twierdzi, że to jedyna taka szansa i powinnam skorzystać, bo inne mogą się nie zdarzyć.
-Nie prawda...
-Jak nie? Co Ty myślisz, że stypendia w Nowym Jorku chodzą ulicą?-zanosi kubek do zlewu.
-Nie, ale przecież mogą się zdarzyć inne, lepsze.
-Słuchaj.-odwraca się.-Kiedy Tobie nadarzyła się szansa w Legii, nie wahałeś się. Kiedy starał się o Ciebie Arsenal, to też długo się nie zastanawiałeś. Teraz jesteś na szczycie, masz wszystko, możesz przebierać w ofertach jak w rękawiczkach.Ale, ups, uwaga! Nie każdy ma takie życie. Mnie nie stać na to, żebym sobie przebierała w uczelniach. Nowy Jork, Los Angeles, Miami, Paryż, Londyn, Moskwa? Nie. Dostałam jedyną taką szansę i wydaje mi się, że powinnam ją wykorzystać. Jeśli jesteś innego zdania, to chyba tylko z czystego egoizmu.-W mgnieniu oka zakłada szpilki i wychodzi bez słowa.
Co tu się właściwie stało?
Ola chyba ma sporo racji, ja złapałem szanse, które rzucał los, dlaczego ona nie może?
Wzdycham i zaczynam myśleć jak ją przeprosić.
To raczej nie będzie proste.
___________________________________
Jest już po 21 kiedy zmęczona wypadem na basen i spacerem z Elizą padam na kanapę. Mama zostawiła kartkę, że z Lilką są u pana prawnika na kolacji i może na noc zostaną u niego.
Więc dzisiejszy wieczór spędzę samotnie, bo Eliza poszła na randkę. W sumie to dobry pomysł, bo mogę poświęcić trochę czasu samej sobie. Długa kąpiel, kieliszek wina i mała pizza, czemu nie? Po dzisiejszej kłótni z Wojtkiem potrzebuję odrobiny relaksu.
Czemu nie pozwala mi na ten wyjazd, który może być spełnieniem marzeń i ogromną szansą dla mnie?
On się nie wahał 5 lat temu...
Jeśli naprawdę mnie teraz kocha to pozwoli mi wyjechać i będzie dbał o to, żeby nasz związek się nie rozpadł. Ja też będę się starać i myślę, że uda nam się przetrwać ten rok.
Wojtek nie odezwał się cały dzień, ale widziałam jego samochód pod domem rodziców.
Wzdycham i dzwonię po pizzę, zamawiam średnią stranierę na grubym cieście i z podwójnym serem, idealna na samotny wieczór.
Kiedy tylko nalałam sobie kieliszek wina, ktoś zadzwonił do drzwi.
O tej porze, serio? Kto to może być?
Idę do drzwi i powoli je otwieram, widzę... duży bukiet róż.
-Co chcesz?-pytam opierając się o drzwi.
Kwiaty zostają opuszczone niżej i wyłania się zza nich zakłopotana twarz Wojtka.
-Przepraszam.-uśmiecha się delikatnie.
-I myślisz,że to wystarczy?
-Nie, ale ...ech..ja wiem co powiedziałem i nie powinienem, ale kurczę...boję się, że nasz związek się skończy jak opuścisz Polskę. Nie chcę Cię znowu stracić i zrozumiałem, że nie mogę do tego dopuścić. Jeśli wyjedziesz to obiecuję Ci, że będę Cię wspierał, że będę odwiedzał i nie pozwolę Ci odejść, ok? Mam coś co...mam nadzieję, że Ci pomoże, przyniesie szczęście.Trzymaj.-wyciąga drugą rękę z opakowanym pudełkiem.
-Co to?
-Otwórz i zobacz.
Delikatnie zdejmuję wstążkę i unoszę wieczko pudełka. W środku widzę turkusowy materiał i numer 53. Wyciągam go z pudełka, które odstawiam na bok.
-Zagrałem w niej pierwszy mecz w Premier League. Wygraliśmy...3:0. Chcę, żebyś ją miała, bo jest dla mnie cholernie ważna, tak jak Ty. Mam nadzieję, że przyniesie Ci szczęście w Nowym Jorku.-uśmiecha się delikatnie.
-Ja...emm.. nie wiem co powiedzieć.-naprawdę się wzruszyłam.-Wejdziesz?
-Chętnie.A to też dla Ciebie.-daje mi ogromny bukiet.-Wybaczasz mi?
-Tak, głuptasie.-idę do kuchni i wstawiam kwiaty do wazonu.-są takie śliczne.
-Fajnie, że Ci się podobają. Gdzie wszyscy?-pyta Wojtek rozglądając się dookoła.
-U chłopaka mamy.-uśmiecham się.-Napijesz się czegoś?-wskazuję na butelkę wina.
-Jestem samochodem.
-Myślałam, że zostaniesz...jak już jesteś.-puszczam oczko.
-Jeśli chcesz.-uśmiecha się i widzę,że sam miał na to ochotę.
-Zamówiłam pizzę, niedługo będzie.
-Wiedziałaś, że przyjdę?
-Nie. Zjadłabym całą sama, ale że już jesteś...-pokazuję mu język i siadam obok niego.
-Podła...-pochyla się i czule mnie całuje.
Obejmuję go za szyję i przyciągam do siebie.
-Co Ty dziś taka namiętna?-pyta całując mnie w szyję.
-A czemu Ty nie?-gryzę delikatnie jego ucho.
-Mogę być, jeśli chcesz...może pójdziemy do twojego pokoju?
-A może jak odbiorę pizzę?-wstaję z kanapy słysząc dzwonek.
-To czekam u Ciebie.-Wojtek zabiera wino i kieliszki i idzie na górę.
Płacę za pizzę i idę do swojego pokoju, gdzie czeka już Wojtek.
-Niestety średnia tylko.-uśmiecham się, a kiedy tylko odłożyłam karton na szafkę, Wojtek pociągnął mnie na łóżko.
-Mmm...mam jakieś szanse Ci odmówić?-pytam kiedy Wojtek zmysłowo całuje moje obojczyki, ręką ściągając moja koszulkę.
-Obawiam się, że żadnych.-rzuca moją koszulkę na podłogę.
-Chyba jakoś to przeżyję.-robię dużą malinkę na jego karku.
-Będziesz musiała.-uśmiecha się kiedy moje ręce wędrują pod jego koszulkę.
Kiedy byliśmy już w samej bieliźnie zadzwonił mój telefon, przerywając namiętnie pocałunki.
-Zostaw, daj spokój...-Wojtek z powrotem kładzie mnie na łóżku i całuje.
Telefon dzwoni jeszcze 2 razy po czym cichnie, a my jesteśmy już całkiem zajęci sobą.
Kochaliśmy się dłużej i bardziej namiętnie niż ostatnio. Nie sądziłam, że kiedyś będę robiła takie rzeczy z Wojtkiem ...
Teraz leżę ubrana w koszulkę, która od niego dostałam, a on nago pod kołdrą i obżeramy się pizzą o 23.
-Zobacz, co niedawno znalazłam.-schylam się pod łóżko i wyciągam metalowe pudełko po czekoladkach.
-Co to?-pyta Wojtek powoli wsuwając mi dłonie pod koszulkę i podnosząc ją do góry. Potem delikatnie całuje mnie w usta i...
-OLA! Dzwoniłam do Ciebie, co Ty robisz, że...-do pokoju nagle wpada mama i w połowie zdania urywa, kiedy widzi półnagą mnie i Wojtka na łóżku. Jesteśmy równie zaskoczeni jak ona, ale Wojtek z prędkością światła zabiera swoje ręce ze mnie.
-Dobry wieczór...-zaczyna zakłopotany zaciągając kołdrę.
-Ee...a nie miałyście zostać na noc u ...
-Lilka się źle czuła, musiałyśmy wrócić...-mama rozgląda się po pokoju, gdzie leżą rozrzucone ubrania, pudełko po pizzy i wino na nocnej szafce. Kiedy zauważa mój stanik i bokserki Wojtka na podłodze unosi wysoko brwi i patrzy na mnie dziwnym wzrokiem.-Może później Ci opowiem...nie będę przeszkadzać.
-Eh, zaraz do Ciebie przyjdę, ok?-rozglądam się po pokoju w poszukiwaniu majtek.
-Dobrze, ale nie musisz, nie przeszkadzajcie sobie.-uśmiecha się delikatnie i wychodzi.
-Pójdę do niej i pogadam chwilę,ok?-uśmiecham się do niego i odkładam pudełko.-Zaraz Ci pokażę...
Szybko zakładam majtki i poprawiam koszulkę. Jest trochę za duża, sięga mi kawałek za pośladki.
-Jesteś mega seksowna...-uśmiecha się Wojtek z łóżka.
Posyłam mu buziaka i wychodzę z pokoju.
Mama siedzi na dole w kuchni i robi sobie herbatę.
-Lilka u siebie?-pytam stając przy blacie.
-Tak, ma gorączkę. Myślę, że do rana jej przejdzie.-odpowiada mama.
-A...a jak randka?-pytam.
-Dobrze, ale chyba nie tak dobrze jak Twoja.
-Tak, Wojtek wpadł...em...pogadać.
-Ach, więc tak to się teraz nazywa.-uśmiecha się do siebie.-Co to...och.
-Co?-patrzę na moje udo, na które przed chwilą zerknęła mama.
Widać na nim dość wyraźnie zarysowaną dużą dłoń Wojtka...jak już mówiłam dziś było dużo bardziej...namiętnie. Szybko obciągam koszulkę w dół.
-To ja może już wrócę do Wojtka...na górę.
-Jesteś z nim szczęśliwa?-pyta nagle mama.
-Tak mi się wydaje...jestem.-uśmiecham się.
-Tylko bądź ostrożna, ludzie nie zawsze się zmieniają.
-Przecież chciałaś, żebym z nim odnowiła kontakt.-nie rozumiem o co jej chodzi.
-Ale nie sądziłam, że z nim będziesz i będziecie uprawiać dziki seks w Twoim pokoju.
-Ja też nie sądziłam, że z nim będę, ale go kocham i jesteśmy dorośli, mamy do tego pełne prawo.-obracam się i wchodzę na górę, do siebie.
-Co mówiła?-pyta Wojtek leżąc, już w bokserkach na łóżku.
-Nic takiego...-siadam na jego brzuchu i całuję go w policzek.
-Na pewno?
-Tak.-moje usta wędrują po jego brodzie i policzku.
-Więc pokaż co jest w skrzyneczce.-uśmiecha się i przeczesuje mi włosy.
-Ok. Robiłam porządki i znalazłam kilka fotek, Twoich, jeszcze z legii.
-Co ty? Pokaż.-podaję mu kilka fotografii, na których jest on i na jednej jeszcze jego tata.
-To jest moje ulubione...to tez mi się podoba.-podaję mu jedno, na którym jest w bramce w bluzie i z piłką w rękach, drugie jak rozmawia przez telefon w oknie hotelu i pokazuje znak Legii.
-Kurczę, nawet ja ich już nie mam. Zawsze robiłaś dużo zdjęć...a co to?-szybkim gestem wyciąga z pudełka kolejne zdjęcie.
-Emm...my.-uśmiecham się.
Na jego twarzy też pojawia się delikatny uśmiech, kiedy widzi 6-letniego siebie i 5-letnią mnie jak leżymy na trawie.
-Masz dużo takich?-pyta patrząc na mnie.
-Tam wiszą, z innymi.-pokazuję na korkową tablicę.- I re...-podaje mu 2 kolejne zdjęcia.
Na jednym jest mały Wojtek, a na drugim ja w dwóch kiteczkach.
-Mogę sobie wziąć?-pokazuje na moje zdjęcie.
-Ehm... tak. Jak chcesz...-uśmiecham się.
-Dzięki.To ty?-wyciąga kolejne zdjęcia. Tym razem z moich sesji, jak miałam 18-20 lat i bawiłam się w bycie dzieckiem rocka, ale i seksowną kobietą.
-Tak.
-mega seksowne...-pokazuje jedno, na którym przeglądam się w lustrze w sukience i z czerwonymi ustami.-a na tym...nie wyglądasz jak Ty.-podaje mi zdjęcie, gdzie siedzę na stadionie i pokazuję znaczek Legii.
-To było po psychiatrze i odwyku...miałam długie włosy i wychudzoną, bladą twarz...włosy ścięłam na krótsze i em..przytyłam trochę.-uśmiecham się zakłopotana.
-Tutaj wyglądasz pięknie...-wskazuje na mnie ubraną w koszulkę z Nirvaną i kolejne na dachu budynku.-Powinnaś być modelką.
-Modelką? Jestem za gruba.
-Chyba nienormalna...-przegląda kolejne zdjęcia.
Z gór, z ulicznych sesji, z nad brzegu Wisły i z imprez u znajomych.
-A to co?-ogląda zdjęcie, na którym mam zakrytą twarz i burzę loków.-Sama robiłaś?
-Nie, robił je Norbert... ja tego nie pamiętam prawdopodobnie byłam wtedy w środku załamania...zrobił je bo to niby artystyczne, ale jednak wiem, że dla mnie. Żebym wiedziała do jakiego stanu się już nie doprowadzać. Nie jest najlepsze, ale dla mnie ma znaczenie...-obracam je w moich dłoniach.
-Jak patrzę ile przeszłaś i jak udało Ci się z tego wyjść, to czuję, że nie osiągnąłem w życiu nic. Może z Tobą uda mi się osiągnąć wewnętrzny sukces,co? Wygrać z własnymi słabościami... czy strachem albo czymkolwiek innym.
-Masz słabości?-uśmiecham się patrząc w jego oczy.
-Największa z nich właśnie na mnie patrzy.-pochyla się i mnie całuje.
-Wzruszyłeś mnie, już drugi raz dziś.-ponownie siadam na jego brzuchu.
-Może już na dziś starczy, co? Jakiś zmęczony jestem, kac mnie jeszcze chyba trzyma...-przeciera twarz.
-A może jeszcze chwilka?-uśmiecham się i bawię jego włosami.
-A co chcesz robić?
-W sumie nie wiem, możemy iść spać...słuchaj...co Ty na to, żebym miała tatuaż?-pytam go.
-Serio?
-No.
-Jestem za, a jaki?
-Nie wiem, myślałam, że pomożesz mi coś wybrać.
-To może jutro coś zobaczymy?
-Ok. Chodźmy spać, bo widzę, że już padasz...-dotykam jego ciepłego policzka.
Odkładam skrzynkę, gaszę światło i szczęśliwa zasypiam w ramionach Wojtka.
________________________________________________________________________________
Co Wy na to? :3
Myślicie, że wyleci do NY?
A jeśli tak to czy związek przetrwa?
Kocham i czekam na kom :*
#chillout
a oto zdjęcia, które Ola pokazywała Wojtkowi :











