-Już prawie, tylko buty znajdę, ok? Wejdź.-zaprasza mnie gestem do środka.
Ma na sobie czarne rurki, białą obcisłą koszulkę na ramiączkach i turkusową marynarkę ze złotymi guzikami. Włosy uczesała w wysoką kitkę, miała mocno czarny makijaż oczu i usta pociągnięte błyszczykiem.
-Waniliowy...-pochylam się i delikatnie ją całuję.
Obejmuje mnie w pasie i chwilę się całujemy, jednak kiedy do pokoju wchodzi jej mama, Ola jakby się speszyła i odsunęła ode mnie.
-Dobry wieczór.-uśmiecham się do mamy Oli.
-Dobry wieczór, widzę, że od wyjazdu jeszcze bardziej się kochacie.-uśmiecha się pani Krysia.
-Z każdym dniem.-uśmiecham się, a Ola rumieni się i wychodzi w poszukiwaniu butów.
-Wojtek!-po schodach biegnie Lilka i rzuca mi się na szyję.
-Cześć mała!-podnoszę ją.
-Lilka, co Ty, nie męcz go...za ciężka już jesteś.-mówi mama Oli karcąco.
-Jest w porządku, leciutka jak piórko...zresztą jak jej siostra.-uśmiecham się do Lilki, która się do mnie przytula.
-Jak było na wakacjach?-pyta radośnie.-Bo ona nie zdążyła. Wstała o 12, od razu szukała ubrań i jeszcze na zakupach była... a jak już miała chwilę to siedziała z Lilką.
-Wspaniale, Sopot to naprawdę piękne miasto. Gdynia i Gdańsk zresztą też. A w jej towarzystwie nie da się nudzić.
-A podobno mi coś przywieźliście tylko jest u Ciebie w torbie!-mówi Lilka.
-Tak, ale zapomniałem zabrać. Jak wrócimy z kolacji to Ci przyniesiemy.
-Zaraz będę, chyba wiem, gdzie są!-Ola krzyczy ze schodów.
-Może usiądziesz? Chwilę to zajmie. Opowiesz jak tam bycie starszym bratem.-mówi jej mama.
-Nie, dziękuję, bo my naprawdę musimy zaraz wychodzić, jak nie wróci to po nią pójdę. -uśmiecham się.-Bycie starszym bratem jest ok. Najgorsze jest to, że pewnie niedługo znów będę starszym bratem...
-Mama znów w ciąży?-pyta zdziwiona pani Krysia.-Lilka no daj już spokój Wojtkowi!
- Nie, nie ...skądże, jeszcze nie.-śmieję się i stawiam Lilkę na ziemi.-Po prostu tata ma narzeczoną no i wie pani...
-No tak. Przyszywane rodzeństwo, co?
-Tak... -uciekam wzrokiem.-Ważne, żeby oboje byli szczęśliwi.
-Mądry z Ciebie chłopak.-puszcza mi oczko.
-Jestem, mam.-do przedpokoju wpada Ola z pikowaną torebką na łańcuszku, kopią kultowej Chanel i w turkusowych butach na cienkiej szpilce.-Może być?
-Tak, kochanie, wyglądasz ślicznie.-łapię ją za rękę.-Oddam ją późno.-zwracam się do pani Krysi.
-A będziesz dziś u nas nocował?-pyta Lilka.
-To zależy już od Twojej siostry i mamy.-puszczam jej oczko.-do widzenia.
-Pa mamuś.-żegna się Ola i wychodzimy.
-Jak Ci się spało beze mnie?-pytam kiedy wsiadamy do auta.
-Nikt nie chrapał.-uśmiecha się.-Denerwuję się troszeczkę.
-Ja też.-poważnieję.-Nie mam ochoty znów poznawać nowej rodziny...
-Wiem, że to nie przyjemne, ale ...
-Ale on jest szczęśliwy, wiem.-kończę.
Zapada głucha cisza.
-Brakowało mi Ciebie wieczorem...-dotyka mojej ręki.-Zostaniesz dziś u mnie?
-A chcesz mnie?
-A czy to był podtekst?-śmieje się.
-Może...-puszczam oczko.
-To zostajesz?
-Chętnie.-uśmiecham się.-Twoja mama nie będzie miała nic przeciwko?
-Nie, za to Lilka się ucieszy.-daje mi buziaka w policzek.
-To zostanę, bardzo chętnie.
-Fajnie.
Docieramy pod apartamentowiec taty i wchodzimy do lobby, od razu kierując się do windy z prezentem " do nowego mieszkania " w ręku.
-Które to było piętro?-pytam Olę.
-Trzecie.
-Ok.-opieram się o ścianę windy.-Zawsze miałem fantazje o windach...-rzucam jednoznaczne spojrzenie.
-O Boże...-śmieje się Ola.-Czemu mnie o tym informujesz?
-Miałem nadzieję, że je spełnisz.-wskazałem na przycisk stop.
-Niestety, nie.-uśmiecha się i wychodzimy.- To było chyba 18...nie?
Podchodzimy do drzwi i dzwonię. Otwiera nam tata:
-Cześć, zapraszamy...-gestem zaprasza nas do środka.
Wchodzimy do nowoczesnego apartamentu o czarno białym wystroju. Jest przerażająco monotonny. Wszystko, każdy mebel ustawiony równo, szafki kuchenne w połysku. Białe ściany i ciemne zasłony. Białe meble w salonie i czarne dekoracje.
Zanim zdążymy obejrzeć całe mieszkanie podchodzi do nas niezbyt wysoka, szczupła kobieta. Ma na sobie czerwoną sukienkę do kolan i czarne szpilki. Blond włosy sięgają jej do ramion, są pokręcone i cieniowane kilkoma brązowymi pasemkami. Kobieta ma może, max, ze 30 lat, zielone oczy i, chyba nie do końca naturalne, pełne usta.
-To jest Renata, moja narzeczona. A to Wojtek, mój młodszy syn i jego dziewczyna-Ola.
-Bardzo miło poznać.-uśmiecham się i rozlega się dzwonek do drzwi.
-To pewnie Janek z Mileną, otworzę.
-Może coś pani pomóc?-pyta Renatę Ola.
-Mów mi po prostu Renata.-uśmiecha się kobieta.-Możesz zanieść sałatki, a ja wezmę karkówkę..
-Dobrze.-mówi Ola i idą razem do kuchni.
Do salonu wszedł tata z Mileną i Jankiem.
-Cześć!-Milena całuje mnie w policzek.
-Cześć, cześć.-uśmiecham się.
Potem tata przedstawia Renatę i wszyscy siadamy do stołu przy balkonie. I następuje krępująca cisza, nikt nie wie jak zacząć rozmowę. Postanawiam ratować sytuację...
-Właściwie dlaczego chciałe...chcieliście się tu wprowadzić? Tylko przez Legię? Mówiłeś, że w Zabrzu dużo lepiej niż tu.
-Wiesz, właściwie okazało się, że tam jest identycznie jak tutaj. A ja zacząłem negocjować z Legią, w tym samym czasie Renata dostała pracę na Uniwersytecie i tak wyszło. Jestem tu jednak bliżej Was... i możemy się częściej widywać.
-Właściwie to ja mieszkam w Londynie, więc masz tu tylko Janka.
-Ale jest tu Ola i pewnie będziesz ją częściej odwiedzał.
-No niby tak...
-A pani będzie wykładać na uniwersytecie?-Ola pyta Renatę nakładając sobie sałatki greckiej.
-Renata.-uśmiecha się.-Tak, historię sztuki.
-Naprawdę?
-Tak, skończyłam studia na tym kierunku, chociaż osobiście fascynuje mnie projektowanie ubrań.
-Też uwielbiam projektować.-uśmiecha się Ola i razem z Renatą kontynuują rozmowę.
-Masz szkocką?-pytam ojca rzeczowo, bo widzę, że na trzeźwo się nie rozkręcę.
-A Ty nie jesteś samochodem?
-No jestem...kurwa.-nalewam sobie Sprite'a.
-My przyjechaliśmy taksówką, Milena może nas odwieść twoim autem.-mówi Janek.-Też się chętnie napiję.
-No niech będzie.-mówi ojciec i idzie do kuchni, wracając z Ballantines'em i trzema szklankami.
-Od razu lepiej...-biorę łyka.
-Tak w ogóle to... zaręczyliśmy się!-oznajmia Janek łapiąc Milenę za rękę.
-Naprawdę?-pyta ojciec.-To wspaniale, gratulujemy!
Potem każdy im gratulował, a Ola zaczęła rozmawiać z Mileną o pierścionkach i o ślubach.
Czyżby jej też się marzyło wspaniałe, ogromne wesele na 500 osób? Suknie, garnitury, długie przygotowania: wypisywanie zaproszeń, zamawianie sal, rozpisywanie menu, poszukiwania zespołu, sukni...zapewne jakieś lekcje tańca...potem stres przed samą uroczystością, setki ludzi, długa ceremonia, wzruszenia, gratulacje, prezenty, pierwszy taniec...może to nie takie złe?
-Wojtek? Słuchasz w ogóle?-Ola mnie szturcha.
-Przepraszam, zamyśliłem się... co się stało?
-Nic, ale siedzisz i uśmiechasz się do siebie, z nikim nie gadasz...
-Zamyślony jestem dziś, przepraszam.-uśmiecham się.-A wy coś planujecie razem?-pytam tatę.
-Co masz na myśli?-pyta Renata.
-No jakiś ślub czy coś...?
-Coś czyli dziecko?
-Ja tego nie powiedziałem.
-Planujemy ślub, ale dzieci jeszcze nie.-mówi Renata.-Może jak skończę 30 to wtedy coś pomyślimy...
-A...nie no okej. A ślub kiedy?
-Wiosną przyszłego roku.-uśmiecha się tata.-A jaki jest Wasz plan?
Krztuszę się whiskey.
-My w zasadzie...nie mamy planu.-zaczyna Ola.
-Dokładnie.
-A co jak wylecisz do Londynu? Lecisz z nim?-teraz pytania taty stały się dość niewygodne...
-Raczej jeszcze z nim nie lecę...-uśmiecha się Ola.
-Dlaczego? To dla Was idealny czas na założenie rodziny...
-Nie jestem co do tego pewna. Poza tym może pójdę na kolejne studia...
Co? Jakie studia?
-O czym Ty mówisz?-pytam ją zdziwiony.
-Miałam Ci powiedzieć, ale nie chciałam w trakcie wakacji... zaproponowali mi stypendium na kolejny kierunek za doskonałe zdanie pierwszego.-tłumaczy się i bierze łyka sprite'a.
-Uhm...masz zamiar się zgodzić?-pytam rzeczowo, czując na sobie spojrzenia reszty.
-Nie wiem, muszę o tym porozmawiać z Tobą, ale chyba w cztery oczy.-kończy.
-Ok, to pogadamy. Dolać komuś?-pytam zapełniając już 3. szklankę.
-O właśnie, a może panie też chcą coś mocniejszego? Albo likier czy wino?-tata wstaje od stołu w kierunku barku.
-Ja nie mogę, prowadzę.-mówi Milena.
-No jak to?-dziwi się Renata.-No to może Ty się ze mną napijesz? Malibu? Chambord? Albo mamy dobre hiszpańskie wino od mojej kuzynki...
-To może wino.
-A może Ci drinka zrobić?-pytam się.-Kilka shotów nie zaszkodzi, co?
-Nie dziękuję, kochanie.-pochyla się i daje mi buziaka, przytrzymuje mnie za luźno wiszący krawat.-Sobie zrób, to się wyluzujesz.
-Ballantines'a lepiej nie mieszać z wódką, bo mnie nikt do domu nie zaciągnie, albo się rozbierać zacznę.-uśmiecham się do niej słodko.
-Mmm...to może jednak chcesz?-dotyka delikatnie moich ust i się szybko odsuwa.
Zauważam na nas badawcze spojrzenie taty. Szybko jeszcze daję Oli buziaka w policzek i piję whiskey, po czym znowu sobie polewam. Czuję, że dziś muszę wyluzować, bo nie dociera do mnie, że moja rodzina podzieliła się na dwie, a ja stoję gdzieś po środku i nie umiem się odnaleźć.
-Może Ty już nie pij?-mówi tata patrząc na kolejną szklankę whiskey.
-Odkupię, jak tak Ci zależy.
-Nie o to chodzi.
-Daj spokój, jestem dorosły.-uśmiecham się.
-Dorosły, a rozsądny to dwie różne rzeczy...
-Więc twoim zdaniem jestem nierozsądny?
-Nie powiedziałem tego.
-A ja nie zaprzeczam, tylko pytam. Co się denerwujesz? Wasze zdrowie.-piję kolejną szklankę.
-Starczy tego.-mówi Ola.-Rozleje pan to sobie i Jankowi i koniec.
-Co? O co Ci teraz chodzi? Nalejcie mi też.-protestuję.
-Nalać to ty sobie soczku możesz.-mówi Ola poważnie.
-Tylko tą skończę...jaka Ty groźna jesteś.
Kolacja kończy się ok. 22 kiedy wypiliśmy tą butelkę whiskey ( połowę ja ), zjedliśmy i skończyły się sensowne tematy rozmów. Ja już nawet nie miałem ochoty tam siedzieć więc prawie się nie odzywałem. Bawiłem się włosami Oli i co jakiś czas rzucałem kilka słów, żeby nie było, że się nie udzielam.
W końcu opuściliśmy imprezę i wsiedliśmy do Porsche. Milena i Ola z przodu, a ja z Jankiem z tyłu. Wszystko dookoła mnie troszeczkę wirowało, chłodny nocny wiatr owiewał moją twarz. Wtedy wpadłem na pomysł.
-Ej czekajcie ... ja pójdę po jakąś wodę bo się źle czuje, ok?-wskazuję na logo sklepu za rogiem.
-Iść z tobą?-pyta Ola podejrzliwie.
-Idę tylko po wodę, zaraz będę.
Ruszyłem w stronę sklepu trochę za szybko i wszystko mi się zakręciło, ale jak zwolniłem to udało się zachować pion. W sklepie ledwo znalazłem dział z alkoholami, z którego wziąłem setkę wódki, 100 ml przecież nic mi nie zrobi... Po drodze zgarnąłem wodę źródlaną. Za wszystko zapłaciłem i przy wyjściu ze sklepu na raz machnąłem setkę, żeby nikt nie widział, wyrzuciłem ją do kosza i w stronę auta szedłem tylko z butelką wody.
-Zwycięstwo...-z ulgą opieram się o samochód, z którego wysiadł Janek.
-Wsiadaj...-otwiera drzwi i popycha mnie do środka. Siadam na tylnej kanapie i uchylam okno popijając wodę. Milena rusza i jedziemy przez Warszawę.
Po dwóch minutach zatrzymujemy się w jednym z korków, które są mimo godzin nocnych, bo ludzie jadą lub wracają z wakacji...
Zauważam za oknem kilku kibiców Legii, krzyczących i śpiewających. Chyba właśnie wracają z meczu czy coś...
- LEGIA WARSZAWA! WARSZAWA CWKS, LEGIA NAJLEPSZA JEST!-otwieram okno i śpiewam z nimi.
-Weź się chowaj, bo Ci wjebią jak Cię rozpoznają.
-Czemu?-śmieję się.
-Bo odszedłeś do Arsenalu.
-O kurwa...-śmieję się.-To sorry panowie, ja nic nie zrobiłem! Legia ponad życie!-krzyczę i zamykam okno.-Daj głośniej bo fajna piosenka leci...-mówię do Mileny.- No dalej no...
-Weźcie mu włączcie może się zamknie?-mówi Janek i dziewczyny zwiększają głośność, a my ruszamy dalej ulicami Warszawy.
Znów otwieram okno i tym razem siadam na drzwiach, a do pasa wystaję na ulicę.
Wszystko mi się trochę rozmywa, ale czuję coś co każe mi się śmiać.
-TAK SIĘ BAWI LONDYN, WOOOOOOOOOOOOOOOOO!-ludzie patrzą na mnie i się śmieją.
-Zamknij się, cwelu...-Janek wciąga mnie do środka.-Ale się nachlałeś...-zamyka okno.
-Nie jestem pijany?-mówię.-Kochanie...chodź do mnie...-wyciągam ręce do przodu.
-Nie mam jak, kochanie...
-A jak ja przyjdę do Ciebie?
-Nawet o tym nie myśl.
-Bzykajmy się.-zaczynam zdejmować koszulę.
-Ogarnij się stary.-mówi Janek.
-Kochanie, spokojnie...sam wiesz jak Ty się zachowujesz jak się napijesz...musisz być wyrozumiały dla niego.-mówi Milena.
-Masz bardzo mądrą dziewczynę.-kiwam głową.-A ja Ci powiem coś o mojej...-ściszam głos.
Janek patrzy na mnie dziwnie, albo ze złością jakoś nie mogę tego określić.
-Kocham ją, ale nikomu nie mów,ok?-pytam go szeptem i zaczynam się śmiać.-Wszystko jest takie śmieszne...a wiesz co najlepsze? Że laska taty jest od nas starsza o max. 5 lat...mam do niej mówić mamo? A i te jej usta...wary obciągary hahaha. Spać mi się chce...
-To się połóż...-mówi Ola
-Nie, bo go potem nie wyciągnę go z auta.-mówi Janek.
-No to wytrzymaj chwilę, kochanie...
-Zrobię to dla Ciebie...-uchylam okno i opieram się o nie, zamykam oczy.
Kiedy je otwieram samochód zatrzymuje się pod wysokim apartamentowcem w dzielnicy, którą kojarzę.
-Dzięki Wam, będziemy po auto jutro.Do zobaczenia.-Ola i Milena wymieniają buziaka w policzek.
-Janek, pomóż jej z Wojtkiem...weź go jakoś ogarnij do mieszkania.-prosi Milena.
-Ok, chodź stary...-Janek wysiada z auta.
Muszę chwilę pomyśleć zanim zrozumiałem co mówią.
-Mieliśmy...do Ciebie dziś, kochanieee.-mówię, kiedy Janek otwiera drzwi.
-Ale jesteśmy u Ciebie, chodź..-mówi Ola i idzie przodem. Wlepiam wzrok w jej krągłe pośladki i ruszam chwiejnym krokiem.
Janek zarzuca moją rękę na swoje ramie i podtrzymuje mnie...nie mam sił, żeby mu coś powiedzieć. W windzie opieram się o ścianę i oglądam uważnie Olę, która unika mojego spojrzenia i o czymś rozmawia z Jankiem ale jakoś ich nie słucham.
Wysiadamy i Janek prowadzi mnie do drzwi mojego mieszkania.
-Daj klucze...-Ola podchodzi i wkłada mi rękę do kieszeni po czym otwiera drzwi.
Janek prowadzi mi na kanapę, gdzie mówi mi cześć, daje buziaka Oli i wychodzi.
-Ech...coś Ty znowu zrobił.-Ola siada na podłodze obok kanapy, na której leżę.-Idziemy spać, kochanie. Zaczyna zdejmować mi buty i rozpina spodnie.
-Może też siebie też rozbierzesz to coś razem porobimy?-proponuję.
-Nie dziś.-uśmiecha się i zdejmuje mi spodnie.-Jeszcze koszula i lecimy spać.
-Okej..rób ze mną co zechcesz!-uśmiecham się.
-Chodź do sypialni...dasz radę?
-Dam...-złapałem ją za rękę i udało nam się dostać do łóżka, bez wywalania się, chociaż to kosztowało mnie sporo wysiłku.
Kiedy położyłem się do łóżka Ola przykryła mnie kołdrą i zdjęła z siebie ubrania i założyła moją koszulkę, po czym położyła się obok mnie. Cały pokój i ona wirowały ... Potem wszystko okryła ciemność.
_____________________________________________________________________________
Pijak jeden!
Myślicie, że Ola pójdzie na te studia, a Wojtek naprawdę nie ma co do niej żadnych planów?
I dlaczego właściwie się upił? Piszcie co myślicie :)
kocham i czekam na kom xo
Dodaję to w Sylwestra, jest godz. 02:11 .
Chciałabym życzyć Wam szczęśliwego nowego roku, spełnienia marzeń, wypełnienia swoich postanowień, dużo miłości i zajebistych wspomnień! <3
wszystkiego najlepszego w roku 2014 kochani ! <3