środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 8. - ' mam szanse ? '

Ten tydzień minął na mniejszej ilości spotkań z Olą, która zaczęła trzymać mnie na dystans. Dużo więcej działo się w domu i podwarszawskim dworku, gdzie jeździłem razem z mamą kontrolować przygotowania do wesela . Nigdy bym nie pomyślał, że coś takiego jak kwiaty i ich miejsce ma znaczenie . Mama tylko wynajęła salę i ludzi, resztę czyli ustawianie dekoracji wzięła na siebie . Wszystko miała zapisane w notatniku z którego stopniowo wykreślała kolejne, skończone punkty . Na wesele zaproszonych zostało ok 200 osób , nie wiem skąd ich tyle, ale ok. W sumie, patrząc na to że Marek zaprosił 5 kolegów z biura + każdy przyjdzie z kimś to już 10 osób . Więc luz .
Ale coś takiego jak wieszanie balonów i ustawianie kwiatów czy wieszanie wstążek, moim zdaniem nie musi być nadzorowane, oni wiedzą jak przystroić żeby było ładnie.  Ale kogo obchodzi moje zdanie ? Mama chce żeby było idealnie, ja ją tylko wożę ( Marek cały dzień w pracy, a nie chce żeby mama prowadziła w ciąży więc muszę ją wozić) .
Ale wywołałem mały wybuch złości u mamy, kiedy zauważyłem że na liście gości brakuje jednej osoby .
Mianowicie - Mojego ojca .
- Mamo ? Chyba zapomniałaś ... - w niedzielne popołudnie przeglądam listę gości. 
- Co ? Jak to ? O czym ?! - pyta przerażona .
- O Tacie, nie ma go na liście gości .
- Wiem . - jakby mniej zestresowana siada na kanapę .
- Jak to ' wiesz ' ? - pytam .
- Wojtek, nie zaprosiliśmy Maćka .
- Dlaczego ? - pytam w szoku .
- To byłoby niekomfortowe dla niego.
- Mamo, On  też ma narzeczoną, przyszliby razem .
- Wojtek, proszę Cię . Nie zaprosiłam go i już . Marek proponował, ale odmówiłam.
- Czemu ? Tata jest częścią Twojego życia!  Może i już nie jesteście razem, ale zawsze powinien być ważny ! - mówię lekko podniesionym głosem .
Żebym ja musiał takie rzeczy mojej Matce tłumaczyć ...
- Wojtek, podaj mi jeden powód dlaczego jest nadal częścią mojego życia .
Te słowa mnie trochę zabolały .
- Podam nawet dwa ! Janek i Wojtek . Mówi Ci to coś ? - pytam już mocno poirytowany .
- To, że jest Waszym ojcem nie znaczy, że ...
- Nic nie znaczy prawda ? A nie pomyślałaś, że on jest całkiem wykluczony z naszego życia ? Nie zapraszasz go na święta, ani nawet na głupią kawę . Unikasz go jak małe dziecko ! A on dopiero teraz kogoś ma ! Kiedy ty 4 lata byłaś szczęśliwa, on był sam! Całkiem sam ! Nie miał z kim spędzać świąt. Kiedy Ty u mnie byłaś nie przyjeżdżał bo wiedział że go nie chcesz wiedzieć !
- Wojtek, do cholery nie mam ochoty o tym rozmawiać, nie rób problemu tam gdzie go nie ma ! Decyzja podjęta i jej nie zmienię. - mama mi przerywa .
- Zawsze tak gadasz . Kurwa, wolałbym żebyś dalej była sama, wtedy byś zrozumiała jak on się czuł przez te 4 lata.  - wychodzę z domu trzaskając drzwiami .
Dwa dni ciężko mi się rozmawiało z mamą, która dzielnie próbowała nawiązać ze mną kontakt większy niż : no, yhy , tak .
W końcu dałem jej spokój, bo to ma być jej dzień i musi być szczęśliwa .
Jest sobota, godzina 8 rano . Siedzę w domu u mamy i piję kawę.  Wszyscy latają i szukają czegoś . Tylko Janek i ja siedzimy na kanapie . Mama od 7 u góry się szykuje, Milena też, Eliza robi to samo a Marek z nerwów nie może usiedzieć na miejscu i kręci się w kurtce po podwórku, chyba pali .
- Wiesz że taty nie będzie ? - pytam Janka wieszając mój garnitur na drzwiach od łazienki .
- Wiem. Bez sensu, on nic nie wie o ślubie.
- Tak, ale mama mówi że tak lepiej .
- Daj spokój, będzie mu przykro jak się dowie z gazet czy tam od kogoś z rodziny.
- Ale uda, że ma to gdzieś . Szkoda, że ja nie mam. Ona byłaby szczęśliwsza z tatą ... - mówię ze złością .
- Nie Wojtek, skoro nie są razem to nie .
- Ale ... kurwa no . Kocham Elizę jak siostrę a Marka lubię ale ... kurde .
- Wiem.  Daj spokój, jest szczęśliwa . - Ta ... - siadam i pisze smsa do Oli .
Mimo lekkiego dystansu między nami, od tamtego wieczora coś mnie do niej ciągnie . Staram się to pohamować i zachowywać zimną krew . Na wesele nadal idziemy razem . Miałem ją obudzić smsem jak już będę u mamy .
Szczerze mówiąc dzisiejszy wieczór i noc zapowiada się wspaniale . Widziałem przygotowania sali i zapowiada się nieźle .
Ola ma przyjść o 13 kiedy będziemy wyjeżdżać do urzędu.
Do 10 siedzę na dole i praktycznie nic nie robię. Wszyscy latają, coś sprawdzają . Mama w papilotach, Eliza z maseczką, dom wariatów .
O 10:30 słyszę dzwonek do drzwi i postanawiam, łaskawie, je otworzyć.
Widok za nimi trochę mnie dziwi . Ola w kurtce i zimowych butach + spodniach wyglądających jak od piżamy, ciągnie za sobą wysoki, czarny kuferek z 5 szufladami, a w drugiej ręce ma pokrowiec na ubrania, pewnie z czymś w środku .
- Obiecałam Twojej mamie i Elizie, że im pomogę z fryzurami i makijażem, oto jestem. - uśmiecha się .
Ach, no tak . W końcu jest stylistyką, po skończeniu technikum .
- Wow, nieźle . A czemu to ja miałem Cię obudzić ?
- Bo jak Ty już jesteś to znaczy że Twoja mama też wstała i się zaczyna szykować, a ja miałam być jak już będzie miała zrobione papiloty i kilka innych rzeczy, których nie ogarniesz . - uśmiecha się i ściąga kurtkę .
Widzę koszulkę z ciasteczkowym potworem i spodnie w ciastka, które okazują się ...
- Jesteś w piżamie ? - patrzę z rozbawieniem .
- Tak, chyba jak wszyscy . - uśmiecha się .
- Ja nie .
- Ale Eliza, Pani Ale tak . Pozatym po co miałam się w coś ubierać jak i tak zaraz będę się przebierać ? Twoja mama mi tak mówiła .
- Aha . Pomóc Ci to wnieść ? - wskazuję kuferek .
- Tak, jeśli możesz . Uważaj, lekkie nie jest .
- Spoko . - łapię za kufer i wnoszę go na górę. 
- Dziękuję, a to mogę powiesić u Ciebie w pokoju ?
- Już nie jest mój i tam chyba jest Milena .
- Milena?
- Dziewczyna Janka, siedzą tam razem już pół godziny, lepiej nie wchodź .
- Ok ...
- Ola? To Ty ? Chodź, zostaw ciuchy u mnie, tu jesteśmy !  - krzyczy Eliza ze swojego pokoju. 
- Wybacz, damskie sprawy. - uśmiecha się Ola i idzie do pokoju .
Z góry ciągle słychać jakieś śmiechy, Janek mówi że Ola także zajmie się Mileną i jej makijażem, a my siedzimy na dole i potwornie się nudzimy . Chociaż trochę się denerwuję, to ślub mojej mamy, mimo wszystko .
O dwunastej trzydzieści postanowiłem wziąć prysznic i zacząć się ubierać .
Z łazienki wyszedłem ubrany w spodnie od garnituru  koszulę . Zawiązałem krawat i od Janka usłyszałem, że Marek pojechał do urzędu  sprawdzić czy wszystko gotowe i przywitać swoją rodzinę, która już jest ( Marek pochodzi z gór, przyjechali szybciej ) .
Mama schodziła w momencie gdy zakładałem marynarkę .
Wyglądała ślicznie w kręconych włosach, długiej białej sukni i z czerwonymi ustami oraz lekko brązowym makijażem .
Była szczęśliwa, dopiero teraz to zauważyłem .
Za nią zeszła Eliza w ciemnych lokach i granatowej sukience do kolan jej oczy były podkreślone ciemnym cieniem i kreską. Potem Milena w turkusowej, szerokiej sukience do połowy ud, z delikatnym różowym cieniem na powiekach i w koku .
Oli nie było .
- Mamo, wyglądasz ślicznie . - uśmiecham się patrząc na nią . Jej blond loki były wysoko upięte, a welon ciągnął się po ziemi .
- Myślisz ?
- Tak . - całuję ją w policzek . - Bo w końcu widać, jaka jesteś szczęśliwa.
- Kocham Cię synku . - przytula mnie.
- Ja Ciebie też .
- Gdzie jest Ewelina i Radek ? - pyta Mama .
Ewelina to siostra mamy, która jest świadkową, a Radek to najlepszy przyjaciel Marka - świadek.
- Zaraz przyjadą . - mówi Janek .
- A gdzie Ola ? - pytam .
- Właśnie schodzi ... - mówi mama słysząc stukot szpilek.
Po chwili na stopniach pojawia się Ola, która wygląda wręcz niesamowicie .
Włosy ma zaczesane na prawo, całe delikatnie zakręcone. Piękne i seksowne spojrzenie znad długich rzęs, lekko różowe policzki i usta pomalowane błyszczykiem . Obcisła sukienka w kolorze czerwonego wina idealnie ukazuje jej sylwetkę . Ramiączka sukienki podkreślają jej drobność, głęboki dekolt uwydatnia piersi, sukienka jest obcisła więc widać idealne wcięcie w talii i szersze biodra, kończy się w połowie ud i dalej widać seksowne, długie nogi w wysokich, czarnych szpilkach. W ręku trzyma czarną kopertówkę . Wszystkiego dopełnia słodki uśmiech na jej twarzy .
- Może być ? Nie narobię Ci siary, panie gwiazda ? - pyta łapiąc mnie pod rękę .
- Dzisiaj to Ty chyba będziesz gwiazdą, wyglądasz bosko.
- Dziękuję . - rumieni się . - Wrzucisz do bagażnika ?
- Co to ? - łapię za małą waliczkę .
- Ubrania na poprawiny, a co innego ?
- No tak . - uśmiecham się i pomagam ubrać jej płaszczyk, potem  wychodzimy z domu.
Limuzyna z mamą i świadkami właśnie odjechał z podwórka .
Wsiadamy do audi i w lusterku widzę mamę Oli, która wsiada do czarnego Lexusa z jakimś wysokim facetem .
- To ten prawnik . - mówi widząc moje spojrzenie .
- Poważnie jest, widzę .
- niestety ... - mówi smutno.
Ruszamy do urzędu, po drodze odbierając kwiaty, które zamówiła Ola .
Kiedy dojeżdzamy pod Urząd jest już tam większość zaproszonych gości i zaczynają oni wchodzić do środka. 
Mijamy kilku wujków i cioć, którzy  patrzą na mnie dosyć sceptycznie, większość z nich mnie nie lubi.
Szczególnie rodzeństwo mamy, którym babcia naopowiadała niewiadomo co .
Kilku innych uśmiecha się do mnie, na co ja też odpowiadam uśmiechem.
Ola trzyma mnie pod rękę, więc mogę spodziewać się pytań o to, czy to moja dziewczyna . Minęło nas kilku paparazzich, którzy zrobili kilka zdjęć mi i Oli, przy okazji . Chyba byli tymi bardziej kulturalnymi, bo po tych zdjęciach uśmiechnęli się i wrócili do samochodów, po czym odjechali.  Oni zadanie spełnili, mają zdjęcia, po co wpieprzać się dalej? Uszanowali prywatność mojej rodziny, z takimi ludźmi mogę pracować .
Po wejściu do urzędu zajmujemy krzesełka w drugim rzędzie obok Mileny i Janka . Sala jest ogromna, żeby pomieścić 200 osób to mała nie może być .
Potem jest standardowy ślub, ludzie z niewiadomych powodów płaczą ( babcia i mama Marka ), Ola wygląda na wzruszoną, a ja ... zero reakcji. Mama jest szczęśliwa, to najważniejsze.
Po godzinnym ślubie opuszczamy budynek i ustawia się długa kolejka do składania życzeń, my jesteśmy jakoś przed połową, więc pójdzie szybko .
- To Twoja dziewczyna ? - podchodzi do mnie mój dwudziestopięcioletni kuzyn - Michał .
- Nie, przyjaciółka. Ola , to Michał, mój kuzyn . Michał to Ola . - przedstawiam ich sobie .
- Piękną masz przyjaciółkę . - całuje Olę w rękę .
- Prawda?
- Już nie przesadzaj . - Ola przysuwa się do mnie .
- Nie przesadza . - wtrąca Michał . -A Twoja kariera idzie jak burza, kiedy Ty ostatnio w Polsce byłeś ?
- No jak wyjeżdżałem . Ale fakt, że nieźle idzie .
- Tak, też bym chciał tak jak Ty .
- A Ty ? Co robisz ?
- Jestem prawnikiem . Znaczy skończyłem studia rok temu i zacząłem pracę w kancelarii . Narazie sam nie prowadzę spraw, tylko pomagam ale liczę, że to się zmieni.
- To jak mnie ktoś zaskarży to się odezwę . - śmieję się .
- Dobra . - też się uśmiecha . - Pogadamy później, bo mnie Marta woła. Do zobaczenia .
- Bardzo miły . - uśmiecha się do mnie Ola .
- Ta, jeden z fajniejszych kuzynów . Jeszcze sporo ich dziś poznasz .
- To miło .
Potem nadchodzi nasza kolej na składanie życzeń . Od Oli dostali francuskie wino z 1986 roku, ode mnie wycieczkę do Wenecji w ramach podróży poślubnej i od nas oboje duży bukiet kwiatów .
- Twoja mama wygląda na taką szczęśliwą . - stwierdza Ola, kiedy wsiadamy do Audi .
- Chyba w końcu jest .
Teraz musimy wyjechać za Warszawę do Hotelu i dworku .
- Śluby mnie zawsze wzruszają, nie ważne czyje . - patrzy w lusterko i poprawia włosy .
- Zostaw, jest perfekcyjnie . - uśmiecham się. - Mnie śluby nie ruszają .
- Perfekcyjna, nie będę nigdy . - pokazuje mi język .
- Dla mnie już jesteś . - mówię zanim zdążę pomyśleć.
- Przestań . - Ola się uśmiecha zawstydzona i patrzy za okno.
Chyba zapunktowałem .
Włączam radio i chwilę jedziemy w ciszy .
- Wiesz, jak wychodziliśmy to taka pani się na nas patrzyła, tak dziwnie. Zmierzyła nas i jakiegoś faceta szturchała i mówiła że Zeniu coś tam ... kto to był ? - pyta nagle Ola .
- Pewnie Babcia Hela . Kobieta która mnie nienawidzi .
- Jak to nienawidzi ?
- Po prostu twierdzi, że jestem zbyt podobny do ojca .
- Bez sensu .
- Wiem .
- Nie przejmuj się .
Uśmiecham się tylko i jadę dalej .
Dojeżdżamy do dworku z wielkim hotelem obok i zajmujemy miejsce parkingowe .
Kiedy wysiadamy podbiega do nas 5 paparazzich i dwóch dziennikarzy .
- Wojtek uśmiechnij się !
- Co Ty na to, że Twoja mama wychodzi za mąż ? Co na to Twój ojciec, którego właśnie zostawiła narzeczona ?
- Jak to jest być na ślubie swojej matki z innym mężczyzną ?
- Wojtek w prawo, uśmiech !
- Kim jest Twoja partnerka ? Szykuje się kolejne wesele ?
- Co na to wszystko Twój brat ?
- Bez komentarza, proszę się odsunąć i wyjść stąd, to teren i impreza prywatna.- ciągnę Olę za rękę w stronę wejścia przeciskając się przez tłum paparazzich .
Na parking wjeżdżają kolejne auta.
- Ale Wojtek, kilka słów do kamery !
- Proszę się odsunąć, nie mam zamiaru z państwem rozmawiać, pozwólcie cieszyć się weselem. Opuśćcie parking, bo wezwę ochronę,a następnie policję .
- Nie wyglądasz na szczęśliwego, jesteś przeciw temu małżeństwu ?
- Kilka zdjęć ? uśmiechnij się.
- Kim jest Twoja partnerka ?
- Kurwa, ludzie idźcie stąd ! - mówię i przeciskam się przez tłum razem z Olą .
Po wejściu do dworku paparazzi zostają przed budynkiem, nadal robiąc zdjęcia .
Idę po ochronę, po czym dziennikarze zostają wyproszeni z parkingu i odjeżdżają. Zdążyli już zrobić wystarczająco dużo zdjęć rodzinie i mi. Ciekawe artykuły na pewno się pojawią . Zdążyłem zauważyć logo kilku gazet i jednej stacji telewizyjnej. To totalne brukowce, takie które szukają taniej sensacji, zaraz coś nawymyślają .
Zdążyli popsuć mi humor . Ochrona wezwała więcej ludzi i ustawili się przy wjeździe na parking, gdzie każdy ma pokazać zaproszenie, dwóch stoi przy wejściu. Dwóch przy wejściu do hotelu obok i kilku wokół stalowego ogrodzenia naokoło obiektu .
Oczywiście obiecałem im za to dodatkowe wynagrodzenie, oni też muszą z czegoś żyć .
- Co to było ? Kurczę ... - Ola poprawia fryzurę kiedy przez szklane drzwi wchodzimy na salę .
- Moje życie . - uśmiecham się krzywo .
' Co na to ojciec, którego zostawiła narzeczona ? '  o co chodzi ? Tata znów jest sam ? I nikt mu nie powiedział o weselu ... zapowiada się afera .
- Nie martw się już, pora się bawić . - kelnerzy częstują nas i pozostałych gości kieliszkami szampana, wszyscy czekamy na młodą ( już nie tak bardzo ... ) parę .
- Jasne . - uśmiecham się i staram się udawać, że dobrze się czuję .
- Ale tu ślicznie . - Ola cały czas trzyma mnie pod rękę, rozglądamy się po sali .
Prostokątne stoły stały do siebie równolegle na całej długości sali, po środku znajdował się ogromny parkiet, na końcu orkiestra . Wszędzie były kwiaty, pięknie ozdobione stoły i krzesła .
Goście stoją na parkiecie w kole czekając na mamę .
Ola objęła mnie w pasie i przytuliła się . Zdziwiło mnie to, ale podobało się jednocześnie .
Na salę właśnie weszła mama i Marek .
Wzniesiono pierwszy toast i rozpoczął się pierwszy taniec .
Patrzyłem na uśmiechniętą mamę i jakoś nie czułem jej szczęścia .
Potem razem z Olą szukaliśmy naszych miejsc . Zajęliśmy je i dosiedli się do nas Janek, Milena, Eliza oraz Michał z Martą, potem obok była rodzina Marka .
Następnie zjedliśmy obiad i zaczęły się rozmowy, śmiechy, toasty, wesele jak każde inne, orkiestra grała, ludzie zaczęli wychodzić na parkiet . Ola akurat poszła pogadać z mamą, która była po drugiej stronie sali .
Poszedłem w jej stronę. Siedziała na czyimś miejscu  i rozmawiała z Panią Krysią i jej facetem .
- Dzień dobry ! - witam się stając za nią .
- Witaj, Wojtek . - mówi pani Krysia. - To jest Adam, Adam to Wojtek .
- Wiem, kto to. Bardzo miło poznać . - mężczyzna wyciąga rękę .
Wygląda na sympatycznego .
- Cześć, mi też . - uśmiecham się . - Przyszedłem porwać Cię na parkiet, bo mnie zostawiłaś . - zwracam się do Oli .
- Mnie ? - patrzy zdziwiona .
- Tak, Ciebie . Chodź . - łapię ją za rękę i idziemy w stronę parkietu .
- No dobra . - uśmiecha się delikatnie.
Łapię ją w pasie i delikatnie przyciągam do siebie. Prawą ręką trzymam jej dłoń i prowadzę w tańcu .
- Jest wspaniale, prawda ? - pyta Ola patrząc mi w oczy .
- Tak, bardzo mi się podoba .
- Już się nie przejmujesz ?
- Nie . - uśmiecham się.
- To dobrze, bo nie ma czym . Świetnie tańczysz . - mówi kiedy ją obracam i przyciągam do siebie .
- Dzięki, Ty też nie najgorzej . - śmieję się .
Ola patrzy mi w oczy i już się do niej pochylam kiedy ... :
- O, Wojtek, kochanie . - podchodzi do mnie ... babcia  Hela .
- Babcia ?
- No babcia, babcia . A kochanie, kto to ? Nie przedstawisz mi swojej towarzyszki ? Dziewczyna tak ? Witaj kochanie, jestem babcią Wojtusia . - babcia podchodzi do Oli .
- Dzień dobry, jestem Ola i ..
- Jesteś dziewczyną Wojtka tak ?
- Nie w zasadzie to nie ...
- Ale wyjaśnij mi jedną rzecz kochana .. - babcia popycha ją w stronę stołu i zajmują dwa miejsca - jedno babci, drugie dziadka, którego nie ma .
Niedaleko siedzi mama, obok rodzeństwo mamy i koledzy Marka .
Dla bezpieczeństwa idę za nimi i staję obok Oli.
- Babciu, bo my chcieliśmy potańczyć, a Ty nam ...
- Nie przerywaj mi jak mówię ! Więc kochanie, lubisz Wojtka tak ?
- No tak, bo my się przyjaźnimy ...
- Ale kochanie co Ty w nim lubisz ?
- Ja nie wiem tak do końca ale ...
- Nie ma ale ! Widzisz Wojtek, ona leci na Twoje pieniądze ! - słysząc to unoszę brwi a Ola siedzi w szoku . - Kochanie, nie ma co nawet dla pieniędzy z nim być! Bo on niedługo nic nie zarobi, wyrzucą go z każdego klubu ! - babcia mówi coraz głośniej, przez co zwraca uwagę reszty rodziny i głównie podejrzliwe spojrzenie mojej mamy . - Jest taki sam jak jego ojciec ! Ty z nim będziesz, myśląc, że to ten jedyny, a on ? On Ci tylko dzieci narobi i zaraz do innej poleci ! Młodszą sobie znajdzie, kochanie nie ma sensu. On myśli inną głową, niż każdy !
- Babciu, weź się do cholery zamknij, bo już mam dość Twojego pieprzenia o tacie ! - nie wytrzymuję.
- Jak Ty się do starszych odzywasz ?! Ja mówię prawdę, mój kochany, prawda boli .
- Kurwa, to że rodzice się rozstali to niczyja wina, ani Taty ani Mamy !
- O tu się zdziwisz złociutki ! Cały ten rozwód to Twoja wina ! Bo Maciek był skoncentrowany na Tobie i Twojej karierze ! Zawsze kłócili się o Ciebie, nigdy o kogoś innego ! I ten cały rozwód też był przez Ciebie, rozumiesz ? Twoi rodzice rozstali się przez Ciebie, depresja mamy przez rozwód czyli znów przez Ciebie . I teraz jak narzekasz na ich rozstanie to wiedz, że to Twoja wina, gówniarzu bezczelny ! - już wszyscy przy stołach obok patrzą na nas ze zdziwieniem.
 Ola z wrażenia otworzyła usta, a kiedy się odwróciłem, kilka tańczących par również na mnie patrzyło .
Nie powiedziałem nic szybko poszedłem w stronę wyjścia .
Otworzyłem drzwi na hall, a następnie na dwór i rześkie, zimowe powietrze uderzyło mnie w twarz .
Co się ze mną dzieje do cholery ?
Czemu przejmuję się tym co mówi ta stara debilka ?
Zabolało mnie to, że małżeństwo rodziców rozpadło się przeze mnie . Mogło tak być. Często się kłócili, tata mówił że piłka ważniejsza niż nauka a mama na odwrót, rozwodzili się kiedy tata wbrew mamie wysyłał mnie z Agrykoli do Legii .
Przechodzę obok ochroniarzy i idę w stronę stajni, muszę się przejść, chociaż kawałek.  Wdycham zimne powietrze, na dworze jest już ciemno, bezchmurne niebo ukazuje milion gwiazd .
- Wojtek! Poczekaj ! - przez drzwi wychodzi Ola .
Zatrzymuję się i pochodzi do mnie .
- Nie przejmuj się tym co ona mówiła. 
- Ola, jak ja mam się nie przejmować skoro to może być prawda ...
- Kurczę, Wojtek . Oboje wiemy, że to nie prawda . Znam Twojego tatę i twoją mamę. Wiem, że nie przez Ciebie i Twoją karierę, to by ich nie rozdzieliło . Wiem, że to boli, ale ich miłość się rozpadała powoli, aż doszli do takiego momentu, że postanowili to skoczńyć .  A Twój tata jest wspaniałym człowiekiem i ona nie ma prawa źle o nim mówić. - Ola patrzy mi w oczy i dotyka dłonią mojego policzka . - rozumiesz ?
- Tak ... może i masz rację ...
- Mam, na 100% . Już , nie martw się, zapomnij, wyluzuj się. - przytula mnie .
- Dziękuję, że jesteś . - mówię cicho i uśmiecham się. - Zimno Ci. - czuję, że aż się trzęsie .
Wyszła w samej sukience .
- Nie, nie jest źle. 
- Masz . - ściągam marynarkę i okrywam ją . - Powietrzymy się trochę ?
- Ale nie za długo, bo obiecałeś mi taniec i musimy go dokończyć i zacząć dużo innych. - Ola uśmiecha się słodko i idziemy razem naokoło budynku zaglądając do stajni, gdzie jest aż 8 koni .
Kiedy wracamy na salę nikt już chyba nie pamięta tego co się działo, a my w spokoju możemy dokończyć taniec .
Później wieczór i noc to wesele jak każde inne . Tańczenie, picie, jedzenie, rozmowy .
Ola poznała większą część rodziny, tańczyła z kilkoma kuzynami i wujkami, ja zostałem wyściskany przez Ciocie i poznałem kawałek rodziny Marka ( dzięki Elizie ) po oczepinach ( welon złapała Milena, krawat Janek, wow szykuje się impreza ! ) i różnych zabawach impreza rozkręciła się na dobre. Większość wujków była wstawiona i ze strony Marka i z naszej . Ja dużo nie wypiłem, nie byłem nie wiadomo jak nawalony, ale trochę toastów z Michałem wznosiliśmy . Ola z Mileną, Elizą i Martą piły wino albo drinki .
Tak naprawdę to dopiero dziś ogarnęłem, że nie ma śladu po tamtej Oli sprzed 5 lat .
Teraz na miejscu tej ciągle śmiejącej 15-latki w kitce i trampkach jest seksowna, inteligenta i zabawna kobieta z rozbrajającym uśmiechem. Z przyjemnością patrzę na jej długie nogi, krągłe piersi i długie włosy . Kiedy się uśmiecha czuję, jak robi mi się ciepło na sercu .
Koło piątej rano kiedy zostało już tylko ze 40 osób idziemy do pokoju . Z racji tego, że mama Oli jest w pokoju z Adamem ja jestem w pokoju z Olą.
Po wyjściu z sali zabieramy z samochodu nasze torby z ubraniami i idziemy do hotelu .
Nasz pokój jest na trzecim piętrze z balkonem. Kiedy wchodzimy do środka, okazuje się, że jest jedno podwójne łóżko i żadnej kanapy. Oboje byliśmy zbyt zmęczeni żeby coś wymyślić, więc postanowiliśmy, że śpimy razem . Kiedy Ola poszła przebrać się w piżamę ja leżałem w bokserkach, prawie śpiąc, pod kołdrą .
Ola wyszła ubrana w zielone, bawełniane, króciutkie szorty i koszulkę z myszką  Mikey .
- Słodko . - śmieję się patrząc na nią.
- Spadaj . - wchodzi pod kołdrę . - Weź może okno zasłoń, bo słońce nam będzie świecić rano .
- Ok . - zasłaniam okno czarną zasłoną i wracam do łóżka .
Pokój jest pomalowany na żółto z ciemnymi meblami ( szafa i komoda ) telewizorem i łóżkiem z mosiężną obudową w kwiaty .
- Gasimy ? - pytam pokazując na lampkę po mojej stronie łóżka .
- No . Dobranoc . - Ola obraca się do mnie tyłem i gaszę światło .
- Dobranoc . - uśmiecham się i też odwracam do niej plecami .
Kiedy po kilkunastu minutach prawie spałem, usłyszałem Olę .
- Tobie też tak zimno ?
- Nie, gorąco wręcz .
- Mi zimno. Co jest?
Obracał się, przysuwam do niej bliżej i wkładam ręce pod kołdrę, po czym ją obejmuję i przyciągam blisko do siebie, drugą ręką okrywając ją szczelniej kołdrą .
- Lepiej ? - pytam .
- Tak ... ale jesteś cieplutki . -  Ola też się obraca i wtula się we mnie, czuję jej oddech na mojej klatce piersiowej . Opieram brodę na jej głowie i mocniej przytulam . - mogę tak ? - pyta .
- Jasne. - mówię . - Dobranoc Olu.
- Dobranoc Wojtek .
Jest zimna, w porównaniu do mnie jej ciało jest lodowate .
Mocno ją przytulam i zasypiamy .
Budze się po 10, Ola już nie śpi .
- Hej, jak się spało ? - pyta uśmiechnięta .
- Bosko, ale krótko . A Tobie ?
- Dobrze, cieplutko .
- To się cieszę . Już po 10, chyba pora wstawać jeśli chcemy coś zjeść . - mówię .
- To ja idę pierwsza, bo mi to dłużej zajmie . - Ola wstaje i wyciąga z torby kosmetyczkę po czym idzie do łazienki.
Ja przewracam się na brzuch i przysypiam jeszcze na chwilę, po czym Leżę na plecach i nic nie robię .
Ola wychodzi z łazienki po 20 minutach . Umalowana i uczesana w wysoką kitkę . Wyciąga ubrania i wraca do łazienki .
Po kilku minutach wychodzi ubrana w ciemne jeansy, biały tshirt i turkusową marynarkę . Na szyi ma złoty łańcuszek, a na nogi zakłada wysokie szpilki na platformie w kolorze marynarki .
Wygląda elegancko i ślicznie.
- Może być ? - Patrzy na mnie .
- Śliczna jesteś .- uśmiecham.się leżąc na poduszkach .
- Dziękuję . - uśmiecha się i rumieni. - Jak.chcesz dostać jedzenie to się rusz . - mówi .
- Ok . - wychodzę do łazienki, po drodze zabierając rzeczy. Opuszczam ją po 10 minutach.
- Ej, weź pomóż bo przez kaca nie zawiażę krawatu . - mówię trzymając go w ręku.
Ubrałem jeansy i biały  tshirt, ale żeby było jakoś bardziej elegancko to mogę mieć śledzik .
- Daj to . - Ola staje naprzeciwko mnie i zakłada krawat po czym zgrabnymi ruchami wiąże go.  - Oj, czekaj. Coś mi nie wyszło, supeł zrobiłam .
Rozwiązuje go i próbuje jeszcze raz . Tym razem udaje jej się .
- Dzięki.- patrzę jej w oczy . - Przez te Twoje szpilki jesteś niższa tylko trochę.  - patrzę jej w oczy .
- Jakieś 10 cm?
- No jakoś tak . - patrzę jej w oczy . - Mówiłem Ci, że ślicznie dziś wyglądasz ?
- Tak.
- To powiem inaczej . Jesteś piękna .- uśmiecham się i pchnięty emocjami pochylam się i dotykam jej ust . Obejmuję ją w pasie i przyciągam do siebie . Ona założyła mi ręce na szyję i wpiła się w moje usta .
Najpierw czule pieściła moje wargi, potem drażniła się językiem, zabierała i znów pozwalała na dotknięcie się.  Później już cały czas się spotykały . Kiedy mnie całowała czułem się jak w niebie, dosłownie .
Zaczęła zdejmować mi ręce z szyi więc przerwałem pocałunek .
Oblizała usta i patrzyła w ziemię z uśmiechem. 
Ja założyłem rękę na kark, mimo tego, że nic mnie nie swędziało.
Ola przygryza wargę i zupełnie nagle daje mi buziaka w policzek.
- Spakuję kosmetyczkę, to od razu walizki zaniesiemy . - mówi jak gdyby nigdy nic i idzie do łazienki.
- Ok . - mówię i kiedy obie są już spakowane wynosimy je do samochodu, po drodze oddając klucze do pokoju.
Zanosimy bagaże i wracamy do dworku, gdzie chyba wszyscy już są .
Idziemy za rękę, dziwne ale nie przeszkadza mi.
Zajmujemy nasze miejsca, witamy się i jemy wspólne śniadanie . Łapie się na tym, że rozmowa z Olą zamieniła się w flirt . I to całkiem niezły .
W pewnym momencie ludzie znów zaczęli się rozchodzić, to jeszcze tańczyć, to do toalety, to się przewietrzyć  . W końcu przy naszym stole zostaliśmy we dwoje . Postanowiłem sprawdzić facebook'a, bo Ola jadła sałatkę .
- co robisz ?
- Piszę fanom o wieczorze .
- Mrr, Twój fanpage . - Ola przysuwa się i opiera o moje ramię .
- Co taka ciekawska jesteś co u moich fanów ?
- Sama jestem największą fanką .
- Ale miło się zrobiło . - uśmiecham się słysząc to. 
Patrzę jej w oczy i delikatnie muskam jej usta, potem czule pieszczę jej wargi, nasze języki delikatnie i czule się stykają . Ona dotyka dłonią mojej twarzy, ja obejmuję ją w pasie . Kilka chwil czułości i odrywamy się od siebie, powoli i z niechęcią .
Ze zdziwieniem zauważam Elizę która przechodziła i chyba nas widziała oraz kilkunastu innych członków rodziny, którzy patrzą z zaciekawieniem.
- Można tu palić ? - Ola pyta Michała i mnie jak gdyby nic się nie stało .
- Chyba nie, musisz iść na zewnątrz .- mówi Michał .
- Ok . - Ola uśmiecha się
- Czekaj, pójdę z Tobą . - wychodzę razem z nią na zewnątrz .
Ola wyciąga papierosy i odpala jednego .
- Ola ... ? - zaczynam niepewnie.
- Co ?
- Czy ty nadal coś do mnie czujesz ? - pytam zbierając się na odwagę.
Spuszcza wzrok. 
- Nie wiem ...
- Jak to ?
- Coś ... kurczę Wojtek ...  coś mnie do Ciebie ciągnie, ale ja wiem, że Ty za chwilę znów wyjedziesz i nie będzie Cię przez kolejne kilka lat.
- Wcale nie , rozmawialiśmy o tym, będę przejeżdżał w wolnym czasie. Na weekendy, wakacje .
- To nie zmienia faktu, że Ty jesteś tam, a ja tu . Nie wiem co jest. Ale ciągnie mnie do Ciebie niesamowicie, nie wiem czemu . Mam rozum Wojtek, a on podpowiada mi, że to nie jest dobry pomysł.
- Ale Ola ... no.... my tyle razy przecież ... i teraz tak często razem, ja ....
- Ty co? Wyrzuć to z siebie.
- Kurde, podobasz mi się. Daj mi szansę, ja naprawdę się postaram .
-Ale ... to jeszcze chyba nie pora na takie decyzje. Postaraj się ... udowodnij, że zależy ... i może mój rozum Cię przepuści .
- A jeśli nie ?
- Jak się postarasz, to nie będzie opcji, że nie .
- Czyli mam szanse ?
- Większe niż myślisz . - uśmiecha się . - Tylko dobrze je wykorzystaj .


_____________________________________________________________________


ohohohohohohoohohoo co sie dzieeje ? :)

UWAGA ! 
już jutro bądź pojutrze na
www.heartbeatforfootball.blogspot.com 
NOWY ROZDZIAŁ ;D

bang,bang,bang ! wracamy :*








środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 7.- "Było blisko"

Po środzie dni mijają szybko i przyjemnie . Mama i Marek zaplanowali ślub na za dwa tygodnie, a ja kupiłem mieszkanie w centrum  Warszawy . Urządzałem je i w czwartek, tydzień później wszystko było gotowe . Z Olą spotykałem się codziennie, popołudniami, nasze relacje są bardzo dobre, a nawet lepsze .
Nasze codzienne rozmowy stopniowo nas zbliżały .
Z mojego mieszkania, apartamentu  właściwie, jestem bardzo dumny .
Nowoczesna kuchnia i salon tworzy jedną całość, oddzielona sypialnia jest raczej ciepłym i romantycznym miejscem ( ja, ukryty romantyk ). Najwięcej zainwestowałem w łazienkę, w której jest prysznic i wanna z hydromasażem . Jedna ściana mieszkania jest przeszklona i z salonu widać miasto. Zaznaczam, że jest on na 10 piętrze nowoczesnego apartamentowca . Mieszkam w nim dopiero dwa dni, ale już lubię to miejsce . Mój pokój oficjalnie oddałem mamie dla mojego brata lub siostry, które nadejdzie . Już się przyzwyczaiłem do tej myśli i nawet się cieszę . Wesele jest w następną sobotę w jednej z podwarszawskich miejscowości. 
To, że mieszkam kilkanaście przecznic od domu nie oznacza, że mój kontakt z Olą jest ograniczony i bądźmy szczerzy, obiady jem u mamy . Rzeczy ze starego pokoju są przeniesione tutaj. Jestem w sumie szczęśliwym człowiekiem, a na pewno szczęśliwszym niż dwa tygodnie temu.  Mój bark prawie mi nie dokucza, wszystko układa się po mojej myśli . Na facebookowym profilu poprawiam moje kontakty z fanami, informując ich o wszystkim na bierząco . Portale plotkarskie kochają pisać o tym jak szukałem mieszkania i jak ono w końcu wygląda i czy jest to jakiś znak, że wracam na stałe do Polski lub, że mam dziewczynę . Sporo paparazzich za mną chodzi bądź jeździ i jest to dziwne uczucie, nie myślałem że w Polsce jestem tak znany . W końcu byłem powołany na kadrę, ale jeszcze nie grałem żadnego meczu dla Biało-Czerwonych .
Sylwestra spędziłem u Szymona, na domówce, z tego co wiem Ola była wtedy na imprezie u koleżanki . Nowy rok rozpoczęłem bardzo dobrze ( czytaj : połowy imprezy nie pamiętam ale nic mi nie ukradli ). Wiem że dzwoniłem  do Oli i składaliśmy sobie życzenia, jak miło. Mogę się założyć, że pudelek wie o moim sylwestrze więcej niż ja sam . Ale jest dobrze .
Jest piątkowe popołudnie, skończyłem wypakowywać pudła z książkami na regał i piję kawę .
Wyciagam telefon i dzwonię do Oli, obiecałem jej, że zobaczy moje mieszkanie jak tylko się urządzę więc ...
- Hej ! - witam się . - Plany na popołudnie ?
- No hej . Właściwie to tak .
- Kurde, a jakie ? - pytam smutno.
- Mama idzie na randkę o 17, raczej szybko nie wróci, muszę zostać z Lilką . - odpowiada równie smutno jak ja . - Czemu pytasz ?
- Bo chciałem żebyś wpadła do mnie. W końcu Ci obiecałem, nie ? Ale weź ją ze sobą, przecież to nie problem .
- No nie wiem, nie chce Ci robić problemu .
- Jakiego problemu ? Wpadnijcie obie, przynajmniej będę miał wesoło, a Wy nie będziecie  siedzieć same .
- No tak . To wyślij mi adres, a my będziemy koło 18 .
- Dobra, do zobaczenia .
- Buźki .
Rozłączam się , po czym wysyłam jej adres i sprawdzam czy w lodówce jest coś do jedzenia . Z przykrością stwierdzam, że jest dosłownie pusta, bo kupiłem sobie tylko śniadanie rano i nic więcej . Czeka mnie zatem wyprawa do sklepu . Ubieram się i wyruszam na podbijanie Almy .
Po dwóch godzinach wykańczających zakupów i półgodzinnym korku stwierdzam, że jest już wpół do piątej .
Rozpakowuję zakupy, które są zapasem na najbliższy miesiąc. Kupiłem wszystko.co potrzebne do normalnego życia, ale wszystkie komplety talerzy i sztućców wczoraj przyniosła mi moja mama ( na 12 osób , po co ? ) razem ze szklankami i garnkami twierdząc, że każdy ma to w domu . Dziś uzupełniłem mój dom o jedzenie i napoje . Zapełniłem też barek ( Daniels, wódka, trzy wina,gin, blue curracao, malibu ), lodówkę, słodycze, soki i napoje gazowane . Tak, żebym nie musiał chodzić do sklepu . Do tego jakieś rzeczy z których jakby co będę mógł zrobić coś obiadopodobnego .
Nim się obejrzę jest 17, a niedługo potem kiedy zdążę usiąść i włączyć telewizor dzwoni dzwonek do drzwi .
Już ?
Otwieram drzwi i widzę uśmiechniętą Olę i jeszcze bardziej uśmiechniętą różową Lilkę .
- Cześć ! - wita się różowa postać, mokra od śniegu .
- Cześć, wchodźcie . - zapraszam je gestem do środka .
- Ty widziałeś jak śnieg daje ? - Ola ściąga neonowo zieloną beanie z głowy . - Cholera, rano prostowałam włosy, a już mam pokręcone .
- Dobrze jest .- uśmiecham się i pomagam jej zdjąć płaszczyk . - byłem przed chwilą w sklepie i nic nie padało .
- To wyjrzyj za okno . Lilka ! Zdejmuj czapke!
Oglądam się za siebie i patrzę przez przeszkloną ścianę . Za oknem gęsto pruszy gruby śnieg i już zaczyna się robić ciemno .
- Cholera, mocno pada . Jakaś zamieć ? - patrzę ze zdziwieniem .
- No raczej . - Ola rozgląda się po mieszkaniu . - Ale tu ślicznie !
Pomalowana na cytrynowo ( tak pisało na farbie )  salono-kuchnio-jadalnia z jasnymi kanapami i ciemnymi szafkami i kuchnią rzeczywiście robiła wrażenie . Do tego widok na Warszawę - pięknie .
- Wow, sam urządzałeś ?
- Tak, znaczy, mama wepchnęła to - pokazuje na czarny, prostokątny stół i sześć krzeseł.  - ale co zrobisz.
- Dobrze, to tu pasuje .
- Tam jest łazienka - pokazuję drzwi po prawej stronie od wejścia . - A tu sypialnia . - obok drzwi do łazienki znajdują się kolejne .
Na scianie naprzeciwko drzwi stoi nowoczesny biało czarny regał z stereo, książkami i filmami .  W niektórych szufladach są też rzeczy ze starego pokoju .
- Wygląda extra . Naprawdę, niesamowicie to urzadziłeś .Najbardziej podoba mi się sypialnia . - mówi kiedy obeszliśmy  mieszkanie .
Jest pomalowana na czerwono z ciemnym, dużym łóżkiem, które ma wysoki zagłówek na szerokość ściany i wysoki na metr . Obok stoją dwie szafki nocne z lampkami i na przeciwko, dużą czarna szafa z białymi, przesuwanymi drzwiami z namalowanymi czarnymi chińskimi znaczkami. Nie ma okna, ale za to na ścianie naprzeciw wejścia wisi obraz Nowego Jorku nocą . Pokój jest całkiem spory, a podłoga wyłożona grubym, kremowym dywanem .
- Siadajcie . Chcesz kawę czy coś gazowanego ? 
- Kawę, z dużym mlekiem .
- A Ty Lilka ?
- Colę . Czemu do niego przyszłyśmy jak się nie lubicie ? - pytanie jest skierowane do Oli. 
- Już go lubię .
- Aha, to dobrze, bo ja też . O ja ! Masz playstation !
- No, możesz sobie włączyć i pograć. Gry są w szufladzie pod telewizorem.
- Telewizorem czy ekranem kinowym ? - Ola patrzy na 90 calowy płaski ekran .
- Jak wolisz . - podaję jej kawę i colę Lilki . Do tego stawiam miseczki ze skittlesami, żelkami i ciastkami .
- Oo jak miło . - Ola z uśmiechem sięga po ciasteczko. - Ślicznie tu masz, nie mogę się napatrzeć .
Wygląda dziś pięknie, mimo, że ma na sobie zwykle czarne legginsy w białe plusy i dżinsową koszulę . Z makijażu mogę wyróżnić tylko tusz i chyba błyszczyk, nic więcej . Na dworzu jest bardzo zimno i chyba od tego zimna ma lekko czerwony nos, wygląda słodko . Włosy jej się zakręciły ( od zawsze wolę ją w takich ) i są delikatnie poskręcane na końcach .
- Mi też się podoba .
- I jaki tu porządek ! Jak nie u faceta .
- Bo to dopiero dwa dni, poczekaj tydzień !
- Ok, a jak przygotowania do ślubu ? Moja mama już myśli w co ma się ubrać .
- Ciągle gdzieś biegają, coś zamawiają, dzwonią, potwierdzają... mama boi się, że będzie źle wyglądała w sukience, przecież to dopiero drugi miesiąc .
- No a dziwisz się? I oooo, będziesz miał brata albo siostrę, to takie słodkie. - jest wyraźnie zadowolona . - W chuj . - mówię idąc po sprite'a.
- Nie cieszysz się ?
- Jasne, że cieszę, ale to dosyć ... dziwne.
- Że Twoja mama jest szczęśliwa ?
- Że bierze ślub i jest w ciąży ... to wszystko jest poza tatą i ... poza mną .
- Jesteś zazdrosny ? - pyta kiedy siadam na kanapę .
- Nie zazdrosny ... lubię Marka, a Eliza jest najlepszą siostrą jaką miałem. Tylko aż do oświadczyn była nadzieja, że ona i tata ... - zaczynam.
- Że wrócą ?
- Tak . Ale tata też ma dziewczynę, nawet do nas nie zadzwonił na święta, na sylwestra ... żyje swoim życiem .
- Przykro mi . - Ola kładzie mi dłoń na kolanie . - Ale wiem o czym mówisz . Nie chcę narzekać ale moja mama ma bardziej rozbudowane życie towarzyskie niż ja . Dzisiaj poszła na randkę z takim fajnym prawnikiem . - śmieje się. .
- To też masz ciekawie . - uśmiecham się i w tym momencie w mieszkaniu na moment gaśnie światło i wszystko się wyłącza .
- Co się stało ? - Lilka głośno mówi to o czym każdy pomyślał .
- Jakaś awaria chyba. 
Światło wraca, włącza się telewizor .
- Zobacz, wszędzie zgasło . - Ola staje przy oknie i pokazuje na Warszawę, która albo gaśnie, albo się zapala .
I tak widać tylko rozmyte światło, bo śnieg pada tak mocno, że prawie nic nie widać .
- Zaraz zobaczymy co się dzieje, już 19, pewnie powiedzą jak to coś złego . - włączam na wiadomości .
Lilka z miseczką pełną skittlesów wciska się między nas na kanapę .
- Dobry wieczór państwu, dzisiejsze wiadomości zaczynamy informacjami z ostatniej chwili !  Warszawa zasypana ! - zaczyna prezenter . - Zaczęło się niewinnie od delikatnych opadów śniegu, które około godziny 18 zamieniły się w zamiecie śnieżne ! Skutki ? Nie przejezdne ulice, zablokowane parkingi, zasypane dachy i zamarznięci ludzie . Władze miasta apelują o nie opuszczanie domów i miejsc w których się przebywa, aż do zaprzestania opadów .
Potem kilkuminutowy materiał pokazujący zasypaną Warszawę.
- Kurcze Lilka, jak ny wrócimy do domu ? - Ola mierzwi jej blond grzywkę .
- Nie wrócicie. - mówię .
- Co ?
- No tak, nie wypuszczę Was stąd w taką zamieć, oszalałaś ? Wasza mama też raczej zostanie u tego faceta więc spokojnie.  Pozatym myślę, że nie chciałaby, żebyście wracały w taki śnieg .
- Ale ...
- Bez ale, zostajecie ! - mówię .
- Tak, Ola zostańmy! - prosi Lilka .
- Ale to będzie problem ...
- Daj spokój, chodź Lilka, idziemy robić kolację . - razem z uśmiechniętą dziewięciolatką idę do kuchni.
Ola patrzy przez przeszkloną ścianę . - Może rzeczywiście powinniśmy zostać . - siada po drugiej stronie barku, na krzesełku barowym .
- No mówię przecież . A szczególnie dlatego, że szef kuchni serwuje dziś dania włoskie . - puszczam jej oczko.
- Mogę Ci pomóc ? - pyta Lilka .
- Jasne . To my robimy kolację, a Ola poczeka . Chcesz coś mocniejszego ? I tak zostajecie na noc . - proponuję Oli, wyciągając makaron .
- W sumie czemu nie ? A co masz ?
- Whiskey, wino białe i czerwone, gin ... ale mogę zrobić Ci drinka jak chcesz .
- O to chętnie. 
- Pół na pół ? - pytam ze śmiechem idąc do barku .
- Pogrzało Cię? Z dwóch zrób, tak delikatnie.
- Ok .
Przynoszę wódkę i blue curracao. Z pod barku wyciagam szklankę do drinków i shaker . Wódką zapełniam dno shakera czyli  ok.3 cm od dna.  Potem wlewam sprite'a do połowy i dolewam niebieskie curracao . Stosuję kilka trików, czyli zmieniając butelki rzucam je nad i pod sobą a następnie łapię i nalewam do shakera, wzbudzając śmiech u Oli. Potem zamykam i wstrząsam, całość przelewam do wysokiej szklanki na drinki, dorzucam lodu i słomkę z parasoleczką .
Cały drink ma intensywnie niebieski kolor i wygląda apetycznie .
- Oo panie barman, wygląda genialnie . - Ola próbuje napoju przez spłomkę . - I tak samo smakuje . Masz wiele ukrytych talentów .
- Tak, zaraz Ci podam mistrzowskie spaghetti, co nie Lilka ?
- Jasne .
Następne pół godziny mija nam na miłych rozmowach, gotowaniu i śmianiu się .
Kiedy siadamy do kolacji, Lilka idzie na kanapę i ogląda telewizję .
- Naprawdę dobrze gotujesz . - Ola próbuje spaghetti .
- Taa, chyba tylko to. Mam dwie lewe ręce co do gotowania .
- Ale makarony robisz świetne.  - uśmiecha się. 
W tym momencie żarówka nad stołem zaczęła mrugać, a potem całkiem zgasła . Tak jak prąd w mieszkaniu . Wszystko okryła ciemność .
- Co się stało ? - zdziwiony głos Lilki przerywa ciszę .
- Cholera, czekaj znajdę świeczki . - wyciągam telefon i szukam po szafkach paczki ze świeczkami . W końcu znajduję jedną, w której jest 12 okrągłych świeczek .
- Masz zapalniczkę? - pytam Olę . - Nie chce mi się szukać zapałek .
- Mam, poczekaj . - w ciemności słyszę jak idzie do kurtki. Potem przychodzi do mnie, do kuchni.
- Aua . - wpadła na blat . - Masz . Podawaj po kolei.
Odpalamy wszystkie świeczki i cztery stawiamy na ławie, przy Lilce, cztery  na blacie w kuchni i resztę na stole .
- Zobacz, wszędzie zgasło . - Ola patrzy w ciemność za szkłem .
- No . Ale u nas całkiem przyjemnie.- rozglądam się po mieszkaniu .
- Taki klimacik. Skąd świeczki w Twoim domu ?
- Z natury niepoprawnego romantyka.
Wracamy do stołu i kończymy kolację . Dopiero po pół godzinie zauważamy, że Lilka wcale się nie odzywa .
- Lilka ? - pyta Ola . - Wszystko ok ?
Wstaje i idzie do niej na kanapę .
- Co jest ? - pytam idąc do kuchni i zaczynam robić Oli kolejnego drinka.
- Zasnęła . - mówi ściszonym głosem i siada przy stole .
- Może ją zaniosę do sypialni, żeby sobie spokojnie spała ?
- Nie, nic jej nie będzie. 
- Lepiej będzie spała . Weź świeczkę i zanieś do sypialni . Odkryj kołdrę, a ja ją przyniosę .
- No dobra. - Ola bierze jedną świeczkę i idzie do sypialni .
Powoli, żeby jej nie obudzić, podnoszę Lilkę z kanapy i niosę do sypialni . Ola ją przykrywa i gasi świeczkę . Wychodzimy z sypialni i po cichu zamykamy drzwi, po czym wracamy do kuchni gdzie kończę robienie drinka i nalewam sobie whiskey .
- Słodką masz siostrę . I taką bezproblemową .
-  Bezproblemowa i słodka jest tylko przy Tobie .
- Mam dobry wpływ na dzieci .
- Więc będziesz dobrym starszym bratem .
- Weź nic nie mów ... - podaję jej drinka . - W ogóle mam do Ciebie pytanie, a właściwie prośbę .
- No słucham . - bierze łyka napoju . Siadam obok niej na stołku barowym.
- Też dostałaś zaproszenie na ślub, nie?
- No tak, Twoja mama chyba nas trochę lubi . - śmieje się .
- Bo za tydzień jest to wesele ... i tak sobie pomyślałem, że jeśli nie masz z kim iść to może ... no poszłabyś ze mną? - w końcu wyduszam z siebie to pytanie, a następnie biorę dużego łyka whiskey .
- No z nikim nie idę więc, jasne, chętnie pójdę . Z synem panny młodej... - uśmiecha się do mnie. 
Światło świeczek tworzy cudowny, romantyczny klimat .
- Cudownie . - odpowiadam uśmiechem.
- Wiesz, dziękuję za wspaniałą kolację i że możemy zostać . - Ola pochyla się i delikatnie całuje mnie w policzek, po czym wstaje i idzie do okna. Patrzy na ciemną Warszawę . Jakieś światła widać dopiero kilka, jak nie kilkanaście, przecznic dalej .
- Myślę, że zasłużyłem na więcej, co ? - wstaję i podchodzę do niej .
- To znaczy ? - odwraca się i patrzy na mnie. 
- Pyszne spaghetti, zimne drinki i oddanie Wam sypialni ... to sporo jak na jeden wieczór. - delikatnie się uśmiecham i pochylam w jej stronę.  Nasze czoła się stykają.
- Więc bardzo Ci za to dziękuję . - kładzie dłonie na mojej klatce piersiowej, a ja pochylam się i czule dotykam jej ust .
Jej delikatne i ciepłe wargi sprawiają, że w moim brzuchu pojawia się przyjemne ciepło . Obejmuję ją w pasie i coraz czulej całuję , pozwala mi na to, żeby nasze języki delikatnie się dotykały, pocałunek z każdą chwilą robi się coraz bardziej namiętny, a mój brzuch wariuje i nie bardzo wiem co właściwie się ze mną dzieje, ale ten stan mi się podoba .
Dotykam dłonią jej twarzy i kiedy już zaczyna brakować nam tchu odrywamy się od siebie na kilka centymetrów .
- Nie ma za co . - szepcę ze złośliwym uśmiechem i jeszcze raz delikatnie muskam jej usta . 
- To nie fair . - patrzy mi w oczy .
- Co takiego ?
- Ty urosłeś a ja nadal jestem niska .
- 175 to bycie niskim ?
- 172 . - mówi smutno .
- Ok . - łapię ją w pasie i podnoszę do góry. 
- Aaa ! Co Ty robisz ?! - piszczy ze śmiechem .
- Cicho bądź, Lilka śpi . - uciszam ją.- Sprawiam, że jesteś wyższa. - łapię ją pod uda i sadzam sobie w pasie, tak, że jej głowa jest tuż nad moją .
- Dużo lepiej . - całuje mój policzek a potem usta .
- Mhmy ... - pozwalam jej na pieszczotę i mocniej przyciągam do siebie jej ciało . Zakłada mi ręce na szyję i wpija się w moje usta.
Powoli przesuwam dłonie na jej pośladki, a następnie wsuwam pod koszulę .
Cofam się i razem z nią siadam na kanapę . Moje dłonie przesunęły się do przodu na jej płaski brzuch i od dołu zacząłem rozpinać guziki .
Kiedy byłem przy połowie ona odsunęła się ode mnie i zaczęła podciągać mi koszulkę, podniosłem ręce i szybko się jej pozbyliśmy .
Całowałem jej szyję i do końca rozpinałem koszulę . Potem zabrałem się za jeansy i położyłem ją na kanapie . Leżała już tylko w samej bieliźnie i czule mnie całowała, ręką rozpinając mi spodnie .
Nie wiem do końca co się ze mną działo, to wszystko było jak w jakimiś transie, niby wiem co robię ale nie jestem pewien czy powinienem. Z nią pewnie  jest tak samo .
Mierzwi moje włosy i całujemy się, moje dłonie już szukają zapinki od stanika kiedy ...
Ola? Gdzie jesteś ... chodź spać ze mną . - nagle zza kanapy wychodzi zaspana Lilka  . - Co Ty jej robisz ?!
Patrzy z przerażeniem na pół nagiego mnie leżącego na jej siostrze ubranej tylko  w bieliznę .
Szybko z niej schodzę i zapinam spodnie, Ola stara zakryć się moją koszulką .
- Eeee ... słuchaj, zaraz przyjdę . Idź do pokoju . - mówi Ola zwalniając oddech .
- Nie ! On Ci coś zrobił ?
- Nie, Lilka idź do pokoju .
- Boże, wy uprawiacie seks ! - krzyczy dziewczynka .
To wzbudza we mnie rozbawienie .
- Skąd Ty wiesz co to seks ? - pyta zszokowana Ola .
- Ada mi mówiła.  - mówi uśmiechnięta . - Mama wie że Ty to robisz ?
- Boże, Lilka idź do pokoju !
- Ale ...
- Wyjdź ! Zaraz przyjdę .
- Wszystko powiem mamie! - tupie nogą i idzie do pokoju.
Ola wzdycha i wstaje z kanapy . Ja pijąc whiskey patrzę na jej seksowne ciało . Od dołu po długich i zgrabnych nogach, przez seksowne pośladki ubrane w skromne stringi, płaski brzuch i koronkowy stanik aż do rozczochranych włosów i rozpalonych policzków .
- Przyłapała nas . - zaczynam ze śmiechem .
- To nic śmiesznego, demoralizujemy dziecko .
- Co ona widziała? Prawie nic .
- Dostatecznie dużo.  - zaczyna zakładać koszulę .
- może dam Ci jakąś moją do spania ?
- Nie, nie trzeba . - zaczyna ją zapinać.
- Trzeba . - ściągam jej koszulę z ramion i całuję w obojczyk .
- Zostaw . - delikatnie mnie odpycha i zakłada jeansy . - Idę do niej, dobranoc . - uśmiecha się delikatnie i idzie do sypialni.
Wyciągam koc i kładę się na kanapę ciężko wzdychając .
Gdyby ta mała weszła 10 minut później widziałaby dużo więcej . Chyba dobrze, że weszła ... boję się teraz o to, że moje kontakty z Olą się pogorszą .
Nie wiem co się stało, czemu tak nagle zaczęła mnie tak pociągać i podniecać . Narobiła mi ochoty na dobry seks, ale teraz muszę się obejść bez tego, bo jutro raczej czeka nas ciężka rozmowa .
_________________________________


Następnego ranka kiedy się obudziłem, pierwsze co poczułem to zapach wanilii a potem ciasta na nalesniki  .
Pół przytomny podnoszę się z kanapy i patrzę na kuchnię.  Ola smaży naleśniki a Lilka smaruje je dżemem i nutellą.
- Cześć . - uśmiecham się zaspany .
- Hej . - odpowiada mi Ola niezbyt wesoło. 
- Jak Wam się spało ?
- Dobrze, a Tobie ?
- Też . - uśmiecham się. 
- Proszę . - stawia przede mną talerz z naleśnikami i szklankę mleka . - Smacznego.
- Dziekuję.
- Słuchaj ... - ścisza głos patrząc na Lilkę, która je naleśniki przy barze w kuchnii . - To co się wczoraj stało ... nigdy nie powinno, bardzo przepraszam bo to głównie moja wina i żałuję, że to się stało . My po śniadaniu idziemy, nie powinnam wogóle tu nocować, przepraszam .
- Nie, Ola ... to moja wina, przepraszam Cię i obiecuję, że to się więcej nie powtórzy .
- My będziemy szły, ja już zjadłam, Lilka skończy i lecimy .
- Nie, poczekaj, daj mi pięć minut i Was odwiozę . Drogi już odblokowane ?
- Tak, mówili że od 6 rano Warszawa działa już normalnie .
- Odwiozę Was. I tak jadę do mamy .
- Wojtek nie...
- Cicho bądź, mówię że odwiozę to odwiozę . - zjadam pierwszego naleśnika i idę się umyć, kiedy wracam zjadam drugiego i wszyscy razem idziemy do samochodu . Na naszej ulicy się żegnamy i idę do domu . Gdzie od razu zaczyna się przesłuchanie Elizy ...
____________________________________
Wat? Wat? Było blisko !
Chcecie rozdział pisane oczami Oli, czy wolicie tylko męski punkt widzenia ? :)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 6.- "Jestem całkiem sam"

Środowy poranek był jak każdy inny . Mama sprzątała, Lizka siedziała u siebie, Marek był już w pracy .
Po śniadaniu pojechałem do Szymona i umówiliśmy się na wyjście do klubu wieczorem, może z innymi znajomymi .
Jednak po obiedzie, koło 15 nie wytrzymałem i myśli, które cały dzień przewijały mi się przez głowę stały się tak nieznośne, że musiałem pójść do Oli . Chcę wiedzieć czy pozwoli mi się do siebie choć trochę zbliżyć. Nie wiem co się dzieje, nigdy nie błagałem dziewczyn o szansę.
Zarzucam na siebie kurtkę i idę do drzwi domu z numerem 12.
Otwiera mi, chyba zaskoczona, Pani Krysia .
- Dzień dobry, ja do Oli . Jest ?
- Cześć Wojtek, tak, jest u siebie. Wejdź . - kobieta z uśmiechem zaprasza mnie do środka . - Dawno Cię u nas nie było, ale eiesz, gdzie ma pokój, chyba sam trafisz ?
- Tak, chyba dam radę . - nie zdejmując kurtki wchodzę po schodach i skręcam w pierwsze drzwi na lewo .
Pukam, ale nikogo nie słychać, drzwi są lekko uchylone .
- Ola ? - pytam i powoli wchodzę do pokoju . Jego wystrój trochę się zmienił .  Ściany zamiast różowe są ciemno fioletowe, nad łóżkiem wiszą kolorowe lampki choinkowe . Dwuosobowe, białe  łóżko z wysokim zagłówkiem ma dużo kolorowych poduszek i kilka maskotek, które leżą na zielonej pościeli . Na łóżku leży otwarty laptop i zeszyt . Biurko jest zarzucone książkami i zeszytami . Tuż obok drzwi stoi komoda, a na niej kilka zdjęć, rodzinnych i z przyjaciółmi . Obok biurka stoi duża, biała, przsuwana szafa oklejona ... plakatami ze mną i innymi piłkarzami . Drzwi, balkonowe przy których była szafa były otwarte i niosły chłód .
Powoli podszedłem do szafy i ze zdziwieniem znalazłem 5 plakatów z moją osobą i kilka innych z Barceloną . Wisiał tam także kalendarz rozgrywek Arsenalu, wszystko było w nim uzupełnione, wyniki rozegranych meczy, kartki dla zawodników i kontuzje. Przechodzę do biurka i korkowej tablicy, która nad nim wisi . Są tam zdjęcia Oli z mamą i Lilką na wakacjach, ze znajomymi z imprez, daty zaliczeń i sesji oraz kilka naszych zdjęć z dzieciństwa i naszych wspólnych zrobionych w automatach albo szkole . Uśmiecham się na widok kilku głupich min zrobionych w automacie w centrum handlowym . Obok biurka w wysokim wazonie, który stoi na ziemi, wystają róże, które dostała ode mnie w wigilię . Jedno nasze zdjęcie właśnie odpadło z tablicy . Złapałem je i gdy chciałem powiesić z powrotem ...
- Co Ty tu robisz ? - nagle słyszę jej poirytowany głos .
- E, przyszedłem, bo miałaś dzisiaj mi powiedzieć czy mam szansę .
- Skąd masz to zdjęcie? - patrzy na fotografię w mojej dłoni i ruca okiem na biurko . - Czytałeś mój pamiętnik?!
- Nie, zdjęcie spadło to je podniosłem, a tego - pokazuję na gruby notes, który dopiero teraz zauważam . - Nawet nie dotykałem, Ola no co Ty. 
- Samo się otworzyło ?! - wyrywa mi zdjęcie z rąk i rzuca na biurko .
- Nic nie ruszałem, Ola ... - łapię ją za rękę .
- Zostaw mnie i wynoś się stąd ! - zabiera rękę i szybkim ruchem ściąga łańcuszek z szyi . - Zabieraj to i wychodź ! - wciska mi go w dłoń i popycha w stronę drzwi .
- Dlaczego ? To prezent !
- Kłamiesz, zawsze myślisz tylko o sobie i o tym żeby Tobie było dobrze, nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego .
- Ola, ja nic nie czytałem, chcę tylko z Tobą pogadać ... - próbuję się wytłumaczyć kiedy popycha mnie w stronę drzwi . - Ola ... - zamyka mi drzwi przed nosem .
- ... krzyczy na niego ! - słyszę głos Lilki, która właśnie weszła po schodach z panią Krysią .
- Wojtek?  Wszystko w porządku ? Lilka mówiła, że się kłócicie .
- Nie, ja po prostu ... już pójdę. - patrzę na wisiorek w mojej dłoni i zaciskam ją.  - Przepraszam, do widzenia .
- Daj, jej czas ... zrozumie .
- Wątpię . Do widzenia . - szybko schodzę po schodach i ze złością zatrzaskuje drzwi .
Rześkie powietrze uderza mnie w twarz . Chwilę stoję na ulicy i wdycham je po czym wracam do domu i trzaskam drzwiami, aż drżą szyby w oknach . Ulżyło mi, ale zaniepokoiło to mamę, która weszła do przedpokoju, gdy zdejmowałem kurtkę. 
- Coś się stało ? - pyta .
- Chyba mi się w głowie pokurwiło, że uwierzyłem w te Wasze cuda . Znów dostałem w dupę . - mówię i idę do siebie .
Za mną przychodzi Eliza i chce pogadać ale jej nie wpuszczam. Mam dość tego wszystkiego . Gadania o tym, że ludzie są dobrzy i cudowni a ja zły . Dzisiaj oberwało mi się bez powodu, zabolało.  Nie lubię tego uczucia, kiedy wychodzę przegrany. Zresztą, o czym my mówimy, nigdy nie umiałem przegrywać . Trochę mi zajmie zanim się nauczę. Zakładam słuchawki i oddaję się dźwiękom Kings Of Leon . Staram się wybić z głowy Olę i ten nieprzyjemny ból po jej słowach . Szukam mieszkania w centrum bądź blisko centrum Wa-Wy i dzwonię do kilku agencji, z dwoma udało się umówić na ten tydzień. 
Potem o 20 przychodzi Szymon i razem z kilkoma innymi kolegami idziemy do klubu . Powiedziałem w domu, żeby na mnie nie czekali, wrócę późno .
Wieczór pamiętam cały, wszystkie kluby, każdego drinka i każdą kolejkę . Kilka dziewczyn do nas podbijało, ale szału z nimi nie było, to był raczej męski wieczór.  Film lekko urywa się koło drugiej w nocy, kiedy nie wiem jak wróciłem do domu . Wiem, że wpadłem na ścianę przy schodach i jakimś cudem wczołgałem się do swojego pokoju i rzuciłem na łóżko.  Jak już prawie spałem, jak przez mgłę pamiętam, że ktoś wszedł do pokoju .
- ... ojtek ? ... yła . ... gadać ... uchasz... ie ? - jakaś rozmyta postać w różowych spodniach coś do mnie niewyraźnie mówi.  Albo ja słyszę końcówki słów.
- Elizaa ? Daj mi źwiędy zpokój . Źpię... - wybełkotałem .
Drzwi trzasnęły i wyszła .
Rano obudziła mnie susza w gardle i lekki ból głowy .
Wstaję i pocieram twarz. Mam na sobie wczorajsze ubrania i jest mi gorąco więc pozbywam się koszulki. Do połowy ubrany schodzę na dół i szukam jakiś witamin do rozpuszczenia . Znajduję magnez, multiwitaminę i witaminę C . Wrzucam po jednej z każdego do szklanki i zalewam zimną wodą . Powinno pomóc, ale wycieczka po wodę witaminową jest konieczna.
W czasie, gdy witaminy się rozpuszczają, kontroluję zegarek ( 12:48 ), znajduję Nutellę w szafce i postanawiam, że zostanie ona moim śniadaniem, bo muszę zjeść coś słodkiego.  Kiedy zadowolony z owoców poszukiwań jedzenia, łyżką zjadam nutellę i oglądam Pimp My Ride na MTV, do salonu wchodzi Eliza.
- O, już jesteś wśród żywych . - mówi zdziwiona.
- Nie krzycz tak. Gdzie wszyscy ?
- Mama sklep, reszta w pracy .
- Aha .
- Jesz to łyżką ?
- Tak, a bo co ?Wiesz może o której wrociłem ?
- Koło trzeciej rano, chyba . Oglądałam film i słyszałam jak przyszedłeś . - siada na fotelu .
- Mhm . To dobrze.
- No .
- Miałem jakieś schizy że do mnie przyszłaś i coś chciałaś . - pije witaminę i kontynuuję pożeranie nutelli. 
- Byłam  .
- Po co ?
- Bo chciałam Ci o czymś powiedzieć ale nie byłeś zainteresowany.
- Może dlatego, że ledwo kontaktowałem ? Widzisz jak ja wygladam ?
- Normalnie, tylko masz sińce pod oczami i musisz zgolić ten dwudniowy koper z twarzy .
- Spadaj .
- No więc, teraz kojarzysz na tyle, żeby rozmawiać ?
- Cały czas z Tobą gadam więc chyba tak .
- Ola wczoraj u mnie była .
Zrobiło mi się znów gorąco, jeszcze bardziej. 
- Mhm . - udaję niezainteresowanego .
- I chciała z Tobą porozmawiać. 
- Ze mną ? Niemożliwe .
- No tak . Nie chciała powiedzieć co się stało wczoraj, jak wróciłeś taki wkurzony ale mówiła, że musi z Tobą pogadać . Ty akurat wyszedłeś bo to było koło 21. 
- No cóż . Przegapiła okazję . - trochę mnie ciekawi co chciała. 
- Przyjdzie dziś . Nie wiem o której. 
- Aha ? Dobrze wiedzieć . - odstawiam nutellę i idę w stronę schodów . - Pójdę się odświeżyć i ogolić jak tak Ci przeszkadza . Zrób mi kawę.  Słodką i z dużym mlekiem.
- Ok, zrobię, a broda wygląda jak koper . I taa jasne, robisz to dla mnie .
Nie odpowiadam, bo przecież nie robię tego dla Oli . No ... dla siebie, nie ?
Po prysznicu i szybkim ogoleniu się szukam mojej ulubionej koszulki .
Słyszę jak Eliza wita się z mamą więc może ona wie gdzie jest . Przecież wrzuciłem do prania, a mama już zrobiła więc ... musi wiedzieć co się z nią stało.
- Mamo, widziałaś gdzieś tą moją koszulkę z Playboyem ? - schodzę szukając po drodze paska do spodni, bo tak jakby, mi z dupy lecą .
- Tak, ale się suszy . - słyszę z kuchni.
Wchodzę tam i staję jak wryty . Przy barze siedzi Eliza i Ola, a moja mama rozpakowuje zakupy.
- Co Ty tu robisz ? - pytam, mimo tego co mówiła Eliza, zszokowany jej widokiem .
- Chciałam z Tobą porozmawiać .. - mówi trochę niepewnie. Mam wrażenie, że czegoś się boi .
- Porozmawiać ? Czy wytknąć mi, że kłamię i na nikim mi nie zależy ? - mówię zanim zdążę pomyśleć . Kac trochę zmienia mój tok myślenia .
- Nie, pogadać . - zrobiło jej się głupio .
- No ok. Poczekaj, pójdę po jakąś koszulkę i ... pójdziemy ... się przejść . - mówię ogarniając, że stoję przed nią w samych ( spadających ) spodniach.
- Dobrze.
- To ... zaraz ... będę .
W rekordowym tempie zmieniłem ubranie i zszedłem na dół, przedtem kontrolując wygląd w lustrze .
Ubrałem zwykłą białą koszulkę i niebieskie, proste jeansy . Do tego zimowe, czarne Nike, które wyglądają jak zwykłe Dunk High, tyle, że nieprzemakalne .
- Jestem . Idziemy ? - pytam .
- Tak, będę później . - mówi do Lizki . - do widzenia . - uśmiecha się do mamy, która patrzy na mnie z uśmiechem .
- Do widzenia .
Dopiero teraz widzę jak ładnie wygląda . Ma niebieskie rurki i ciemny sweterek, który swobodnie opada aż do ud i wisiorek ze swoim imieniem. Zakłada czarne botki na szpilce i czarny płaszczyk . Wygląda seksownie i elegancko .
Ja tylko zarzucam kurtkę i wychodzimy .
- Chodźmy do parku, co ? - proponuję.
- Ok . - zgadza się. 
Całą naszą ulicę idziemy w ciszy i kiedy już tracę nadzieję, na jakąkolwiek rozmowę, ona się odzywa .
- Przyszłam, bo chciałam ... Cię przeprosić . - odgarnia loki na bok .
- Za co ?
- Wiesz za co ...
- Nie, wyjaśnij mi co się wczoraj w ogóle stało? Bo nie ogarniam .
- Głównie, przepraszam, że tak najechałam za ten pamiętnik . To ja zostawiłam otwarty i zapomniałam, a Ty tak tam stałeś z tym zdjęciem i ... wiem, że zachowałam się jak kretynka .
- Ola, kurcze. Ja wiem, że wracam tak nagle, ale to nie znaczy, że będę wpadał do Ciebie do domu i przeglądał Twój pamiętnik, serio. Chcę odnowić przyjaźń i raczej nie będę rzucał się na Twoje życie prywatne .
- Wiem, zachowałam się jak kretynka i bardzo Cię za to przepraszam. I to co powiedziałam to nie prawda .
- Daj spokój  .
- Nie, nie dam spokoju, bo osądziłam Cię źle i mi głupio. Przepraszam . Ja po prostu ..  nie wiedziałam, że tak nagle wrócisz nie wiem jak mam się do tego wszystkiego ustosunkować, w dodatku dużo mam nauki i niedługo sesja ...
- Rozumiem.  Wybaczam . A jaka jest Twoja decyzja ? - pytam .
- No wiesz ... - patrzy w bok. - Chciałabym, żeby było tak jak kiedyś.
- Ja też. 
- Wiem.
Zapadła cisza . Idziemy już parkiem i zatrzymujemy się przy zasypanej śniegiem fontannie .
Nadal jest cicho, zerkam w jej stronę i widzę jak ucieka spojrzeniem .
- Ale się zrobiło niezręcznie ... - zaczynam .
- Tak troszkę. - uśmiecha się.
- Cześć Ola ! - obok nas przechodzi kilku chłopaków i witają się z nią . Mnie dwóch obrzuca dziwnym spojrzeniem i odchodzą .
- Hej ! - krzyczy do nich . - Nie poznajesz ich ?
- Kogo ?
- Tych dwóch po lewej . Kamil i Norbert .
- Co Ty ?
- No tak . Z nimi też nie miałeś kontaktu ?
- Nie, tylko z Szymonem i Michałem .
- Ach, no tak. Wojtek i Szymon, nie rozłączni. Trochę nam Ciebie brakuje na tych wszystkich spotkaniach .
- Serio ? Wątpię .
- Nie, naprawdę . A Ty ? Co słychać za morzem w Wielkiej Brytanii ? Przyjaciół tam raczej masz .  - pyta uśmiechnięta .
To dobrze, że powoli to całe skrępowanie mija .
- Mam ? Jednego może dwóch. Reszta to znajomi, a prawda jest taka, że jestem całkiem sam .
- Na pewno nie jest tak źle .
- No dobra, znajdzie się dwóch przyjaciół .
- Zawsze ktoś . A rodzice ? Tata ?
- Daj spokój, każdy ma już swoje życie, ja muszę mieć własne . Słyszałem, że studiujesz .
- Tak, psychologię, już trzeci rok.
- Eliza mówiła, że drugi . - dziwię się. - Nie, trzeci. Będę się obraniać i koniec .
- A nie miałaś iść na AWF ?
- A Ty wogóle do szkoły i na studia?
- Cięta riposta . - śmieję się .
- Wiem. - miło słyszeć jej śmiech .
- Słuchaj, proponuję Ci kawę i jakieś dobre ciacho, hm ? Bo umieram i chętnie bym się napił kawy .
- Oo, aż szkoda odmówić . - uśmiecha się. - Tu niedaleko jest niezła i przytulna kawiarnia . Za placem zabaw w lewo .
- Zatem prowadź . - uśmiecham się .
Przy miłej rozmowie dochodzimy do kawiarni i zajmujemy przyjemne miejsce w rogu kawiarenki . Zamawiamy kawy oraz desery.
- Można palić ? - pyta Ola kelnera.
- Oczywiście, przynieść popielniczkę?
- Będę wdzięczna . - uśmiecha się do niego uroczo.
Chłopak przynosi popielniczkę, a Ola wyciąga paczkę papierosów .
- Nie będzie Ci przeszkadzało ? - pyta .
- Nie, ale to zły nawyk . - uśmiecham się .
- No powiedział ten, który palił szlugi za szkołą . - śmieje się .
- No ale zrozumiałem, że to złe .
- Szczególnie jak paliłeś przed McDonaldem kiedyś i szła pani od Polskiego, w życiu nie widziałam, żeby ktoś tak szybko wyrzucał fajki, a jak już przeszła to po ziemi sprawdzał gdzie poleciały, bo może jeszcze da się dopalić . - odpala papierosa .
- Najlepsze było to, że zmarnowałem szluga, a ona i tak dała mi zjebę w szkole. - śmieję się . - Do mamy dzwoniła.
- Ta, żeby widziała Ciebie i tych ludzi co się gapili jak szukasz po ziemi . - Ola się śmieje coraz głośniej, a ludzie w kawiarni patrzą na nas karcąco . - Ej, opanujmy się .
- To wszystko nie zmienia faktu, że rzuciłem palenie i też powinnaś .
- Nie palę nałogowo. Czasem tylko .
-  To źle .
- Ty też masz pewnie jakiś nałóg .
- Jaaaasne . - kręcę głową .
- Na pewno .
- No nie wiem .
- Nic ?
- Może ... nie wiem, ale nie ćpam i nie palę .
- Czyli pijesz . - uśmiecha się .
- Szklanka whiskey w piątek wieczorem to szczyt mojego alkoholizmu .
- Czyli Anglia oduczyła Cię Twojego yolo i próbowania wszystkiego co złe.
- Może troszkę .
- Fajnie się mieszka w Londynie ?
- Tak, to idealne miejsce na życie. Wszystko czego potrzebujesz tam jest .
- Ale życie w takim mieście jak Londyn musi być niesamowite . Wieczorny spacer nad Tamizą, London Eye . SushiHeaven z widokiem na miasto ... mmmm . - Ola się uśmiecha .
- Ma swój urok . Ale ja raczej widzę Londyn w dzień . Nocą to kluby w Soho . A tak to nie mam z kim iść .
- Kup psa. - pokazuje mi język i gasi papierosa . - A tak poważnie to jednak musi być fajnie. 
- No . Byłem może ze dwa razy na wieczornym spacerze . Tak to tylko powrót z meczu albo z gali czy czegoś tam .
- Samotne dwa spacery na rozmyślanie ?
- Nie, raczej nie samotne .
- Więc jednak kłamiesz w wywiadach i masz dziewczynę ! - posyła mi śliczny uśmiech i kelner przynosi kawę i desery .
Mam zwykłą białą kawę i tiramisu, a Ola karmelowe latte i duży deser owocowy .
- Poprawka, miałem.  - uśmiecham się widząc napis AFC zrobiony z pianki w mojej filiżance .
- Czemu już nie ?
- Po trzech miesiącach miałem jej dość . - uśmiecham się . - To po prostu nie było to . Ale niby mamy dobre stosunki .
- Przykro mi. 
- Chyba tylko Tobie . - uśmiecham się .
-Zabawne . Jezu jaki ten deser wielki . - patrzy na pucharek z lodami, owocami i bitą śmietaną . - Umrę, ale zjem . - pakuje pierwszą łyżeczkę do ust .
- A Ty ? Masz z kim chodzić na romantyczne spacery ?
- Mam wspaniałego chłopaka . - patrzy na mnie z uśmiechem.  - W simsach .
- To musi być prawdziwa miłość .
- Jest. Ale nie narzekam . Jak patrzę na niektórych zakochanych to mi niedobrze .
- Zaczynam podejrzewać że w domu masz 40 kotów.
- Bardzo śmieszne.
- Zawsze wierzyłaś w prawdziwą miłość . - zaczynam mój deser .
- Nadal wierzę . Ale muszę zachować pozory szczęśliwego singla .
- Okej . - śmieje się. 
Czas w kawiarni mija nam na bardzo przyjemnych rozmowach i spacerze aż do 16, kiedy oboje żegnamy się na naszej ulicy .
- Spotkamy się jutro ? - pyta Ola uśmiechając się .
- Jasne, tylko jakoś po południu, bo mówiłem, że idę mieszkania oglądać .
- A no tak. O 17 może być ?
- Chyba tak, ale daj swój numer to się zgadamy . - podaję jej Iphone'a.
- Ok . - wpisuje numer . - Zadzwoń jak będziesz wolny .  Zdążę się pouczyć .
- Spoko . To do jutra. - uśmiecham się kiedy stoimy pod jej drzwiami .
- No cześć, Wojtek . - uśmiecha się nieśmiało i rumieni na policzkach, po czym wchodzi do domu .
Zadowolony z siebie wracam do domu . Wchodzę do salonu gdzie Janek z Elizą siedzą na kanapie, a Marek i Mama stoją naprzeciwko .
- Coś mnie ominęło ? - pytam zaskoczony .
- Nie, dobrze, że jesteś . Siadaj. - mówi mama .
- Ogłoszenia jakieś ?
- Siadaj .
- Dobra . - nalewam sobie soku i zajmuję miejsce na fotelu .
- No więc musimy Wam o czymś powiedzieć . - zaczyna mama . - To będą dosyć duże zmiany w naszym codziennym życiu .
- Pobieracie sie?  - pyta Janek .
- Nie, to nie to .
- Otóż ... Ala jest w ciąży. - mówi Marek .
Z wrażenia zachłysnąłem się sokiem.
- Ale jak ... w ciąży? - pyta Janek w idenatycznym szoku jak ja .
- No mam Ci tłumaczyć jak to się robi ? - pyta Marek z uśmiechem .
- Fu, jesteś obrzydliwy . - mówi Lizka . - Ogólnie to fajnie, cieszę się .
- Który to miesiąc ? Pierwszy ? - pyta Janek .
- Drugi . Dokładnie siódmy tydzień . - mówi mama z uśmiechem .
- To ... fajnie . - Janek też stara się uśmiechnąć .
- Super . - nadal jestem w szoku .
Moja mama w ciąży, ja się pytam dlaczego .
Niby to normalne no, są razem 4. Lata, kochają się, Elizę traktuję jak.siostrę, jest nią na 100% . Ale jak to mam mieć brata lub siostrę, znowu ?
Jeszcze z innego ojca ... jak sobie pomyślę o tym to jakoś tak smutno, że tata jest wykluczony z naszego życia .
- Ale poczekajcie, jeszcze nie idźcie . - mówi Marek . - Ty też nie . - pokazuje na mamę .
- Ok, ale o co chodzi?
Marek bez słowa wychodzi z salonu i po chwili wraca z kwiatami .
Kurwa, nie mówcie, że ...
- Alu, jesteś najwspanialszą kobietą jaką kiedykolwiek poznałem, kocham Cię i chcę być przy Tobie już na zawsze . Więc ... wyjdziesz za mnie ? - uklęknął i wyciągnął pierścionek .
Co ? Brazylijska telenowela? Chcę zmienić kanał !
- O Boże, tak ! - krzyczy mama z uśmiechem, on zakłada jej pierścionek, a potem całuje ją .
Jezu, mogło mnie dłużej nie być .
Potem Janek i Eliza , również w szoku poszli pogratulować obojgu, ja byłem jako ostatni .
Moje piękne gratulacje zakończyłem słowami:
- Trzeba to opić !
Które delikatnie zastąpiły : muszę się napić. 
Butelka Danielsa i trzy szklanki. Mama piła sok, a Eliza wino ( z wodą, mama wciąż myśli że ona ma 12 lat . ), my whiskey . Które jak dla mnie nie wystarczyło ( było pół butelki na 3 osoby. To za mało ) . Więc poprawiłem dobrą Polską wódką, razem z Jankiem .
Nie byłem tak pijany jak wczoraj, ale te kilka kieliszków sprawiło ulgę.
Mimo wszystko, dziś czułem cholerne szczęście. I nie mam pojęcia dlaczego .
____________________
Aww ;3 szykuje się wesele!
Podoba sie ? :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 5. - "Czekam na cud"

Włączam laptopa i szukam potrzebnego numeru telefonu .
Szukam firmy, która pracuje dziś najdłużej . Przy szóstym numerze dowiaduję się, że działają do dwudziestej.  Wybieram tę opcję . Z dostawcą umawiam się, że zapłacę mu więcej o 20 zł więcej tylko, żeby paczkę dostarczył jako ostatnią pod wybrany adres.  Z internetowego katalogu wybieram wzór i prezent po czym facet podaje numer konta i wpłacam pieniądze.  Mówi, że po otrzymaniu paczki przez odbiorcę, otrzymam internetowe potwierdzenie i zapis przewozu . Dziękuję i rozłączam się.  Dopiero teraz czytam opinię i ogarniam, że wybrałem jedną z najlpeszych firm.
Mam nadzieję, że jej się to spodoba.
Oczywiście nie kazałem napisać od kogo to tylko kilka słów, przez które chyba się domyśli, że to ode mnie .
Kładę się na łóżku i momentalnie zasypiam .
Budzi mnie mama po 17 pytając czy mam coś do prasowania .
- Co ? Nie, nic chyba ... a co ?
- Bo zaraz siadamy do wigilii, czekamy na babcię i dziadka i rodziców Marka .
- Aha . - jestem zaspany i wcale nie mam ochoty schodzić na dół .
- To masz coś czy nie ?
- Nie .
- A w co się ubierasz ?
- zostaje tak ?
- Nie ma mowy . - Mama otwiera szafę i wyciąga białą koszulę i czarny śledzik . - Wyprasuje .
- Mamo, daj spo ... - drzwi się zamykają . - A chuj z tym...
- Słyszałam to ! - mama krzyczy zza drzwi .
Wzdycham i wstaję . Będę musiał przeżyć ten wieczór . A sobie z okazji świąt zacznę szukać mieszkania w Warszawie . Dzisiaj postaram się być jak najmniej złośliwy względem babci. No, chyba że zacznie pierwsza.
Nigdy jej nie lubiłem, ona mnie też ( od kiedy skończyłem 13 lat . Chociaż uparcie mówi że kocha mnie tak samo jak Janka ), mówi, że jestem zbyt podobny do taty, którego nie lubiła od początku.
- Masz . - mama wchodzi i podaje mi ubrania . - Postaraj się być miły, co ?
- Jasne, chyba, że ona zacznie .
- Ona To Twoja babcia i ...
- Ma swoje zasady, wiem wiem .
- Postaraj się . Kocham Cię. 
- Ahh . Ok . Mam się w to ubrać ?
- Jeden wieczór wytrzymasz .
- Mhm.
Już widzę babcię jak mi docina gdzieś między zdaniami . Ogólnie nie jest najgorsza. Ma 60 lat ( mama ma 39 )  , jest szczupłą i zadbaną kobietą . Zawsze ma dużo kasy i każdy się jej podlizuje, a ona sama nie przyjmuje do wiadomości że się starzeje i nie jest typową babcią . Stara się być nowoczesną kobietą, co momentami wychodzi obciachowo . Patrzy na każdego z góry i jest dość złośliwa i szczera, lubi chodzić do Kościoła, w jej parafii to ona daje największe datki .  Wolę dziadka, który starzeje się z godnością i nie popiera niektórych akcji babci, ale ona zawsze tak go wkurzy, że zgadza się z nią dla świętego spokoju. 
W dodatku poznam dziewczynę Janka i rodziców Marka .
Zapowiada się ciekawie . Ale może babcia będzie trzymać język za zębami przy obcych ludziach .
Zmieniam spodnie na czarne rurki i zakładam koszulę. Wiążę luźno krawat i psikam się Playboyem na wypadek mamy, która może się czegoś przyczepić . Z szafy wyciągam prezenty i schodzę na dół.Szybko upycham je pod choinką i siadam przy barze . Stół był rozłożony i dwa razy większy, potraw nie było mniej niż 20 . Do pokoju właśnie wszedł Janek i jakaś wysoka blondynka . Miała na sobie czarną sukienkę do kolan i szpilki . Ładne niebieskie oczy i ciemną karnację ( albo solarium ! ) .
- O, to jest mój brat, Wojtek . - uśmiecha się Janek . - Wojtek, to Milena .
- Cześć, miło poznać . - uśmiecham się .
- O Jezu, cześć . Ej mogę zdjęcie z Tobą ? - pyta mnie uśmiechnięta .
- Co ? - patrzę zdezorientowany to na nią, to na Janka . - Eee, jasne ... ?
- Ale extra, zrób kotek, wstawie na facebook'a . - dziewczyna podaje mu telefon i przytula się do mnie .
To dość krępujące, że to dziewczyna Janka ale on chyba się tym wszystkim nie przejął . Uśmiecham się i brat robi nam zdjęcie .
Kiedy ją puszczam zadaje mi milion różnych pytań o Londynie .
- Eee słuchaj, ja z góry zapomniałem ... eee muszę iść .. pogadamy za chwilę . - uśmiecham się przepraszająco i idę na górę .
Zabieram stamtąd telefon i chwilę siedzę w moim pokoju . Dopóki nie słyszę dzwonka i przybycia, prawdopodbnie, babci .
Z powrotem schodzę do wszystkich i tak, w drzwiach stoi nikt inny jak Helena Myszak aka moja babcia .
Wita się ze wszystkimi z uśmiechem a na mój widok lekko się zdziwiła .
- O ! Czyżby mój drugi wnuk bądź Książę Karol wrócił zza morza ? - pyta zdziwiona . - Nie mówiłaś, że będzie . - patrzy na mamę .
- Bo to do ostatniej chwili nie było wiadome . - uśmiecha się mama.
- No, no . Urosłeś z 5 cm . - mierzy mnie .
- 14 ale kto by liczył .- mówię i całuję ją w policzek . - Cześć babciu .
- O, jeszcze po polsku mówisz . Pomóż mi . - babcia odwraca się i pomagam zdjąć jej płaszcz . - Może tam wyrosłeś na ludzi .
Potem witam się z dziadkiem, który nie zmienił się nic a nic . Liczę, że nadal ma to wspaniałe poczucie humoru .
Potem wchodzą rodzice Marka, Mirka i Henryk . Następnie dzielenie się opłatkiem i siadamy do wigilii . Pechowo siedzę między Elizą a Mileną, naprzeciwko babci, która co chwilę mnie mierzy i rozmawia ze wszystkimi dookoła . Sytuacja była miła i przyjemna do godziny dziewiętnastej. Poznałem Milenę i pośmialiśmy się z Jankiem i Lizką . Babcia w tym czasie gadała z Mamą i Mirką, a Marek gadał z ojcem i dziadkiem . Całkiem spoko. Do chwili gdy ...
- A Ty Wojtek jak tam żyjesz w Anglii? - babcia Hela przerwała mi rozmowę z Bratem .
- Wszystko okej, mam dom, samochód, w pracy też w porządku.
- Ah . A gdzie dokładniej mieszkasz ? - W Londynie .
- Ah . Sam ?
- No tak, mieszkanie nie jest jakieś wielkie, daję radę ale chcę kupić dom.
- Nie masz dziewczyny ?
- Nie .
- Jezus Maria, Zenuś nasz wnuk jest gejem . - babcia szybko szturcha dziadka, który prawie opluł się winem . 
Rozmowy przy stole ucichły a ja sam próbowałem się nie roześmiać .
- Hela, Ty to jak coś powiesz... - zaczyna dziadek. - A może nie bierze pierwszej lepszej tylko czeka na tą wyjątkową ?
- Daj spokój w tym wieku tak się nie robi. A on nawet nie zaprzeczy ! Wiesz sam ile się teraz mówi o tych homoseksualistach!
- Nie, babciu nie jestem gejem . Po prostu nie znalazłem jeszcze takiej, która byłaby dla mnie . - zaczynam śmiejąc się. 
- Aha ... no ale jeśli jesteś gejem to się przyznaj wnusiu, naprawdę .
- Nie babciu nie jestem gejem . - uśmiecham się . Wszyscy oprócz babci próbują się nie śmiać i powoli.wracają do normalnych rozmów. 
- A w pracy dobrze?  Może znalazłbyś lepszy zawód, przecież stoisz te 90 minut w tej bramce i tak naprawdę, dużo się nie napracujesz, a jak mało pracujesz to mało zarabiasz .
-Zarabiam naprawdę dużo i nie narzekam na to co mam .
- Mieszkasz w jakiejś małej klitce w jakiejś biednej dzielnicy pewnie !
- Moja klitka ma 100 metrów i jest niedaleko centrum Londynu.
- Ale to i tak beznadziejny zawód, nic nie osiągniesz. Skończysz jak Twój ojciec. Jesteś identyczny.
-Jak skończył mój ojciec przepraszam bardzo ? - zaczynam się irytować .
- No jak to ?! Zostawił Was z mamą i sobie poszedł do młodszej, która go zresztą zostawiła, bo kto by takiego chciał ! Zresztą co tu dużo gadać, to po nim myślisz nie tą głową co każdy. - babcia jak gdyby nigdy nic nakłada sobie sałatkę .
- Babciu, Tobie zęby wymienili że taki cięty język masz ? - uśmiecham się niewinnie. 
- Co ? Jak możesz ! Nigdy nic mi nie wymieniali, Ala Ty nic nie powiesz ? - babcia się oburzyła, aż poczerwieniała ze złości. 
- Wojtek, przestań ... - mama patrzy na to wszystko niechętnie .
- Mam jej pozwolić tak obrażać siebie i ojca ? Chyba śmieszni jesteście . A Tobie to nic nie wymieniali tak ? Zmarszczki się same prostują czy rano prasujesz ?
- Wojtek, do cholery uspokój się . Ty mamo też przestań, nie masz prawa obrażać Maćka, nam się po prostu nie ułożyło i koniec. 
- Janek nie narzeka ....
- W sumie, to mogłabyś przestać babciu. - mówi brat .
- Ach , tak bo teraz Maciej okazuje się aniołem .
- Bardzo w porządku facet, poznałem osobiście i lubię . Jest wigilia, nie psujcie nastroju.  - odzywa się Marek .
- Macie rację, są święta i tak nie powinno być . - mówi Babcia.  - Przeproś mnie i będzie po kłopocie. - zwraca się do mnie .
- Chyba sobie żartujesz . - patrzę na zegarek w telefonie.
- Nie, ale jeśli nie chcesz to ok . Ja się prosić nie będę. 
- Starczy, Hela ! Daj chłopakowi spokój, już Ci mówiłem, że jak będziesz robić sceny to na następną wystawę jedziesz sama! - odzywa się dziadek, a babcia bez słowa wychodzi i idzie do łazienki . - Wybaczcie mi kochani, ale ona taka jest. Najmocniej za nią przepraszam. Ciebie szczególnie. - Dziadek patrzy na mnie .
- Nic nie szkodzi, dziadku.
- To dobrze, mądry chłopak .
Wtedy wszyscy mówią dziadkowi że nic się nie stało i rodzina wraca do normalnych rozmów . Jest 19:48 . Wstaje od stołu i mówię, że muszę się przewietrzyć.
Nie żebym narzekał, ale uwaga babci zabolała . Mimo wszystko i tego jaki jest, nie dam obrażać mojego ojca. 
Wychodzę na przedpokój nie zapalając światła i patrzę przez okno jak śnieg pruszy na ulice. Pod latarniami widać lecące płatki śniegu . Na ulicy cisza i tylko w oknach domów świecą się światła.  W domu na przeciwko pali się ono także na ganku . Wyszedłem teraz specjalnie, bo za chwilę powinna przyjechać paczka do Oli .
Uśmiecham się na wspomnienie tego, że co roku w połowie wigilii, zanim rozpakowałem prezenty szedłem do niej i wymienialiśmy się prezentami, które sobie nawzajem kupowaliśmy . W pierwsze święta po moim wyjeździe wysłałem jej na święta paczkę z nowymi Nike, które w Polsce miały być dopiero pół roku później . A ona wysłała mi najnowszą część GTA, od którego byłem wtedy uzależniony ( nadal jestem ) . Na te wszystkie wspomnienia uśmiecham się sam do siebie i nawet nie zauważam kiedy światło na werandzie się zapala .
- Co Ty tu tak stoisz ? - pyta Eliza .
- Zgaś światło, bo będzie nas widać . Czekam.  - mówię zaskoczony jej obecnością. 
- Na co czekasz ? - posłusznie gasi światło i staje obok mnie w oknie. 
- Na cud, wiesz?
- W święta się zdarzają . Jaki konkretnie ?
- Zaraz ma przyjechać paczka, którą wysłałem Oli .
- Aaa ! - uśmiecha się .
Włączam laptopa i szukam potrzebnego numeru telefonu .
Szukam firmy, która pracuje dziś najdłużej . Przy szóstym numerze dowiaduję się, że działają do dwudziestej.  Wybieram tę opcję . Z dostawcą umawiam się, że zapłacę mu więcej o 20 zł więcej tylko, żeby paczkę dostarczył jako ostatnią pod wybrany adres.  Z internetowego katalogu wybieram wzór i prezent po czym facet podaje numer konta i wpłacam pieniądze.  Mówi, że po otrzymaniu paczki przez odbiorcę, otrzymam internetowe potwierdzenie i zapis przewozu . Dziękuję i rozłączam się.  Dopiero teraz czytam opinię i ogarniam, że wybrałem jedną z najlpeszych firm.
Mam nadzieję, że jej się to spodoba.
Oczywiście nie kazałem napisać od kogo to tylko kilka słów, przez które chyba się domyśli, że to ode mnie .
Kładę się na łóżku i momentalnie zasypiam .
Budzi mnie mama po 17 pytając czy mam coś do prasowania .
- Co ? Nie, nic chyba ... a co ?
- Bo zaraz siadamy do wigilii, czekamy na babcię i dziadka i rodziców Marka .
- Aha . - jestem zaspany i wcale nie mam ochoty schodzić na dół .
- To masz coś czy nie ?
- Nie .
- A w co się ubierasz ?
- zostaje tak ?
- Nie ma mowy . - Mama otwiera szafę i wyciąga białą koszulę i czarny śledzik . - Wyprasuje .
- Mamo, daj spo ... - drzwi się zamykają . - A chuj z tym...
- Słyszałam to ! - mama krzyczy zza drzwi .
Wzdycham i wstaję . Będę musiał przeżyć ten wieczór . A sobie z okazji świąt zacznę szukać mieszkania w Warszawie . Dzisiaj postaram się być jak najmniej złośliwy względem babci. No, chyba że zacznie pierwsza.
Nigdy jej nie lubiłem, ona mnie też ( od kiedy skończyłem 13 lat . Chociaż uparcie mówi że kocha mnie tak samo jak Janka ), mówi, że jestem zbyt podobny do taty, którego nie lubiła od początku.
- Masz . - mama wchodzi i podaje mi ubrania . - Postaraj się być miły, co ?
- Jasne, chyba, że ona zacznie .
- Ona To Twoja babcia i ...
- Ma swoje zasady, wiem wiem .
- Postaraj się . Kocham Cię. 
- Ahh . Ok . Mam się w to ubrać ?
- Jeden wieczór wytrzymasz .
- Mhm.
Już widzę babcię jak mi docina gdzieś między zdaniami . Ogólnie nie jest najgorsza. Ma 60 lat ( mama ma 39 )  , jest szczupłą i zadbaną kobietą . Zawsze ma dużo kasy i każdy się jej podlizuje, a ona sama nie przyjmuje do wiadomości że się starzeje i nie jest typową babcią . Stara się być nowoczesną kobietą, co momentami wychodzi obciachowo . Patrzy na każdego z góry i jest dość złośliwa i szczera, lubi chodzić do Kościoła, w jej parafii to ona daje największe datki .  Wolę dziadka, który starzeje się z godnością i nie popiera niektórych akcji babci, ale ona zawsze tak go wkurzy, że zgadza się z nią dla świętego spokoju. 
W dodatku poznam dziewczynę Janka i rodziców Marka .
Zapowiada się ciekawie . Ale może babcia będzie trzymać język za zębami przy obcych ludziach .
Zmieniam spodnie na czarne rurki i zakładam koszulę. Wiążę luźno krawat i psikam się Playboyem na wypadek mamy, która może się czegoś przyczepić . Z szafy wyciągam prezenty i schodzę na dół.Szybko upycham je pod choinką i siadam przy barze . Stół był rozłożony i dwa razy większy, potraw nie było mniej niż 20 . Do pokoju właśnie wszedł Janek i jakaś wysoka blondynka . Miała na sobie czarną sukienkę do kolan i szpilki . Ładne niebieskie oczy i ciemną karnację ( albo solarium ! ) .
- O, to jest mój brat, Wojtek . - uśmiecha się Janek . - Wojtek, to Milena .
- Cześć, miło poznać . - uśmiecham się .
- O Jezu, cześć . Ej mogę zdjęcie z Tobą ? - pyta mnie uśmiechnięta .
- Co ? - patrzę zdezorientowany to na nią, to na Janka . - Eee, jasne ... ?
- Ale extra, zrób kotek, wstawie na facebook'a . - dziewczyna podaje mu telefon i przytula się do mnie .
To dość krępujące, że to dziewczyna Janka ale on chyba się tym wszystkim nie przejął . Uśmiecham się i brat robi nam zdjęcie .
Kiedy ją puszczam zadaje mi milion różnych pytań o Londynie .
- Eee słuchaj, ja z góry zapomniałem ... eee muszę iść .. pogadamy za chwilę . - uśmiecham się przepraszająco i idę na górę .
Zabieram stamtąd telefon i chwilę siedzę w moim pokoju . Dopóki nie słyszę dzwonka i przybycia, prawdopodbnie, babci .
Z powrotem schodzę do wszystkich i tak, w drzwiach stoi nikt inny jak Helena Myszak aka moja babcia .
Wita się ze wszystkimi z uśmiechem a na mój widok lekko się zdziwiła .
- O ! Czyżby mój drugi wnuk bądź Książę Karol wrócił zza morza ? - pyta zdziwiona . - Nie mówiłaś, że będzie . - patrzy na mamę .
- Bo to do ostatniej chwili nie było wiadome . - uśmiecha się mama.
- No, no . Urosłeś z 5 cm . - mierzy mnie .
- 14 ale kto by liczył .- mówię i całuję ją w policzek . - Cześć babciu .
- O, jeszcze po polsku mówisz . Pomóż mi . - babcia odwraca się i pomagam zdjąć jej płaszcz . - Może tam wyrosłeś na ludzi .
Potem witam się z dziadkiem, który nie zmienił się nic a nic . Liczę, że nadal ma to wspaniałe poczucie humoru .
Potem wchodzą rodzice Marka, Mirka i Henryk . Następnie dzielenie się opłatkiem i siadamy do wigilii . Pechowo siedzę między Elizą a Mileną, naprzeciwko babci, która co chwilę mnie mierzy i rozmawia ze wszystkimi dookoła . Sytuacja była miła i przyjemna do godziny dziewiętnastej. Poznałem Milenę i pośmialiśmy się z Jankiem i Lizką . Babcia w tym czasie gadała z Mamą i Mirką, a Marek gadał z ojcem i dziadkiem . Całkiem spoko. Do chwili gdy ...
- A Ty Wojtek jak tam żyjesz w Anglii? - babcia Hela przerwała mi rozmowę z Bratem .
- Wszystko okej, mam dom, samochód, w pracy też w porządku.
- Ah . A gdzie dokładniej mieszkasz ? - W Londynie .
- Ah . Sam ?
- No tak, mieszkanie nie jest jakieś wielkie, daję radę ale chcę kupić dom.
- Nie masz dziewczyny ?
- Nie .
- Jezus Maria, Zenuś nasz wnuk jest gejem . - babcia szybko szturcha dziadka, który prawie opluł się winem . 
Rozmowy przy stole ucichły a ja sam próbowałem się nie roześmiać .
- Hela, Ty to jak coś powiesz... - zaczyna dziadek. - A może nie bierze pierwszej lepszej tylko czeka na tą wyjątkową ?
- Daj spokój w tym wieku tak się nie robi. A on nawet nie zaprzeczy ! Wiesz sam ile się teraz mówi o tych homoseksualistach!
- Nie, babciu nie jestem gejem . Po prostu nie znalazłem jeszcze takiej, która byłaby dla mnie . - zaczynam śmiejąc się. 
- Aha ... no ale jeśli jesteś gejem to się przyznaj wnusiu, naprawdę .
- Nie babciu nie jestem gejem . - uśmiecham się . Wszyscy oprócz babci próbują się nie śmiać i powoli.wracają do normalnych rozmów. 
- A w pracy dobrze?  Może znalazłbyś lepszy zawód, przecież stoisz te 90 minut w tej bramce i tak naprawdę, dużo się nie napracujesz, a jak mało pracujesz to mało zarabiasz .
-Zarabiam naprawdę dużo i nie narzekam na to co mam .
- Mieszkasz w jakiejś małej klitce w jakiejś biednej dzielnicy pewnie !
- Moja klitka ma 100 metrów i jest niedaleko centrum Londynu.
- Ale to i tak beznadziejny zawód, nic nie osiągniesz. Skończysz jak Twój ojciec. Jesteś identyczny.
-Jak skończył mój ojciec przepraszam bardzo ? - zaczynam się irytować .
- No jak to ?! Zostawił Was z mamą i sobie poszedł do młodszej, która go zresztą zostawiła, bo kto by takiego chciał ! Zresztą co tu dużo gadać, to po nim myślisz nie tą głową co każdy. - babcia jak gdyby nigdy nic nakłada sobie sałatkę .
- Babciu, Tobie zęby wymienili że taki cięty język masz ? - uśmiecham się niewinnie. 
- Co ? Jak możesz ! Nigdy nic mi nie wymieniali, Ala Ty nic nie powiesz ? - babcia się oburzyła, aż poczerwieniała ze złości. 
- Wojtek, przestań ... - mama patrzy na to wszystko niechętnie .
- Mam jej pozwolić tak obrażać siebie i ojca ? Chyba śmieszni jesteście . A Tobie to nic nie wymieniali tak ? Zmarszczki się same prostują czy rano prasujesz ?
- Wojtek, do cholery uspokój się . Ty mamo też przestań, nie masz prawa obrażać Maćka, nam się po prostu nie ułożyło i koniec. 
- Janek nie narzeka ....
- W sumie, to mogłabyś przestać babciu. - mówi brat .
- Ach , tak bo teraz Maciej okazuje się aniołem .
- Bardzo w porządku facet, poznałem osobiście i lubię . Jest wigilia, nie psujcie nastroju.  - odzywa się Marek .
- Macie rację, są święta i tak nie powinno być . - mówi Babcia.  - Przeproś mnie i będzie po kłopocie. - zwraca się do mnie .
- Chyba sobie żartujesz . - patrzę na zegarek w telefonie.
- Nie, ale jeśli nie chcesz to ok . Ja się prosić nie będę. 
- Starczy, Hela ! Daj chłopakowi spokój, już Ci mówiłem, że jak będziesz robić sceny to na następną wystawę jedziesz sama! - odzywa się dziadek, a babcia bez słowa wychodzi i idzie do łazienki . - Wybaczcie mi kochani, ale ona taka jest. Najmocniej za nią przepraszam. Ciebie szczególnie. - Dziadek patrzy na mnie .
- Nic nie szkodzi, dziadku.
- To dobrze, mądry chłopak .
Wtedy wszyscy mówią dziadkowi że nic się nie stało i rodzina wraca do normalnych rozmów . Jest 19:48 . Wstaje od stołu i mówię, że muszę się przewietrzyć.
Nie żebym narzekał, ale uwaga babci zabolała . Mimo wszystko i tego jaki jest, nie dam obrażać mojego ojca. 
Wychodzę na przedpokój nie zapalając światła i patrzę przez okno jak śnieg pruszy na ulice. Pod latarniami widać lecące płatki śniegu . Na ulicy cisza i tylko w oknach domów świecą się światła.  W domu na przeciwko pali się ono także na ganku . Wyszedłem teraz specjalnie, bo za chwilę powinna przyjechać paczka do Oli .
Uśmiecham się na wspomnienie tego, że co roku w połowie wigilii, zanim rozpakowałem prezenty szedłem do niej i wymienialiśmy się prezentami, które sobie nawzajem kupowaliśmy . W pierwsze święta po moim wyjeździe wysłałem jej na święta paczkę z nowymi Nike, które w Polsce miały być dopiero pół roku później . A ona wysłała mi najnowszą część GTA, od którego byłem wtedy uzależniony ( nadal jestem ) . Na te wszystkie wspomnienia uśmiecham się sam do siebie i nawet nie zauważam kiedy światło na werandzie się zapala .
- Co Ty tu tak stoisz ? - pyta Eliza .
- Zgaś światło, bo będzie nas widać . Czekam.  - mówię zaskoczony jej obecnością. 
- Na co czekasz ? - posłusznie gasi światło i staje obok mnie w oknie. 
- Na cud, wiesz?
- W święta się zdarzają . Jaki konkretnie ?
- Zaraz ma przyjechać paczka, którą wysłałem Oli .
- Aaa ! - uśmiecha się .
Chwilę stoimy w ciszy . Dochodzi już dwudziesta, a kuriera nie ma .
- Wy ... byliście mega zżyci ze sobą, prawda ? - pyta Eliza .
- Bardzo.  Była dla mnie ... jak Ty, jak siostra .
- Przecież nie jestem Twoją prawdziwą siostra...znaczy biologicznie. - mówi smutno .
- Jak to nie ? Dla mnie będziesz zawsze moją młodszą siostrą.- przytulam ją. 
- A Ty starszym, niekumatym bratem.
- Widzisz jak się zgadzamy !
- Ale nie traktowałeś Oli jak siostrę .
- Dopóki nie skończyła 15 lat, to traktowałem .
- A potem ?
- Potem zauważyłem, że ma śliczny uśmiech, długie nogi, fajny tyłek i włosy.
- I ... ?
- I zaczęła mi się bardzo podobać . Coraz częściej umawialiśmy się tylko we dwoje, wieczorami . Znaczy w prawie każdy wieczór, który był wolny. Kiedy byliśmy ze znajomymi to też zawsze było kilka uśmiechów i spojrzeń, które o czymś tam świadczyły . Później mieliśmy mało czasu dla siebie . Ona przygotowywała się do testów gimnazjalnych, a ja miałem więcej treningów. Potem spotkań związanych z transferem, badań aż w końcu dowiedziałem się, że legia odblokowała transfer i że wylatuje do Londynu . Dopiero wtedy udało mi się wyznać jej, że ją kocham . Bo wtedy czułem w 100% że tak jest . A potem ... sama wiesz .
- To brzmi okropnie smutno jak tak mówisz . Zresztą ona jak mi o Tobie mówiła zawsze płakała . Tęskniłeś za nią ?
- Ogromnie . Jak za nikim innym . Ale potem to wszystko, złość i smutek przelałem na treningi ... i zapomniałem w końcu.
- Przykro mi . - przytula się do mnie.  - Obiecaj, że ją odzyskasz .
- Obiecuję. Zobacz, jest samochód. 
- No . - patrzymy przez okno .
Kierowca wychodzi i otwiera tył dużego Vana . Wyciąga z niego wielki bukiet kwiatów i pudełeczko.
- Co właściwie kupiłeś ? - pyta Eliza .
- To . I bukiet ze 100 róż. -pokazuję stronę internetową i zdjęcie srebrnego wisiorka. - Ładne ?
- Tak, piękne . - Lizce oczy aż się świecą .
- Firma współpracuje z Apartem więc raczej nie tandeta.
- Drogie? 
- Nie zbyt tanie . - uśmiecham się .
- Spodoba jej się . Na pewno .
Kurier czeka przed drzwiami, otwiera mu chyba pani Krysia, po czym widać Olę jak pokwitowuje odbiór i ze zdziwieniem wnosi kwiaty i pakunek do domu, a kurier odjeżdża .
- I już ... zabrała . Chodź . - Eliza ciągnie mnie do domu .
- Ok ... mam nadzieję ...
- podoba jej się, chodź . Twoja babcia już na Ciebie czeka . - śmieje się .
- Ugh .
Wracamy do salonu, gdzie rozpoczyna się rozpakowywanie prezentów . Janek dostał koszulkę Realu Madryt i nowe korki z kolekcji CR7 ( ode mnie ) . Eliza jakieś ciuchy i ja kupiłem jej Ipada, mamie dałem bransoletkę od Swarovskiego, Markowi koszulkę Theo Walcotta z autografem ( chciał ) . Sam dostałem nowe rękawice i słuchawki .
Niby nic, ale miło.  Potem trochę wypiliśmy, zjedliśmy i wszyscy zaczęli zbierać się na spacer do parku niedaleko .
Zostałem zmuszony do pójścia, więc z niechęcią założyłem kurtkę i wyszliśmy z domu .
Po przejściu dosłownie kawałka drogi usłyszałem, jak ktoś mnie woła. Odwracam się i ze zdziwieniem widzę Olę, która idzie w moją stronę.
- Możemy chwilę pogadać... na osobności ? - pyta patrząc na moją rodzinę . - Dobry wieczór .
Wszyscy zgodnie jej odpowiedzieli i odeszliśmy na bok .
- Co Ty sobie wyobrażasz, że wyślesz mi jakieś kwiatki i wisiorek i już przebiegnę do Ciebie wybaczając ?!
- Jezu, nie denerwuj się, są święta, chciałam być miły .
Wzdycha.
- Słuchaj, ja nie umiem Ci tego zapomnieć, nie wiem czy dam radę . - mówi opanowując nerwy .
- Ja Ci nie każę zapominać, chcę żebyś spróbowała mi wybaczyć.
- Kto Ci powiedział, że ja chcę ?
- A nie chcesz żebyśmy znów się przyjaźnili ?
- To nie tak ... pomyśle . Powiem Ci po świętach, wesołych . Cześć .
Odchodzi w stronę swojego domu .
Dołączam do rodziny i zatopniony we własnych myślach idę z nimi . Kolejne dwa dni spędzam lekko nieobecny, sam w pokoju .
W środę postanowiłem dowiedzieć się czy są szanse na przyjaźń z Olą . Dość szybko tego pożałowałem ...
____________________________________
:o co on znów narozrabiał?
Jak Wam się podoba, Jakieś przemyślenia ?  ;)
A to cudeńko, które otrzymała Ola, ładne ?

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 4. - " Poniżej krytyki ? "

- Chyba chciałem pogadać . - zaczynam niepewnie .
- A, to my mamy o czym rozmawiać? - opiera się o drzwi .
- Myślę, że chyba muszę wyjaśnić to ... wszystko .
- Ale ja naprawdę zrozumiałam, że dajesz beze mnie radę, jak widać świetnie, więc nie mamy o czym rozmawiać . - jej zimny ton przeszywa mnie na wskroś .
- Ola to wszystko nie miało tak brzmieć ... ja wiem, że nie było mnie wtedy kiedy Twoja rodzina się rozpadała, ale teraz jestem, chcę to wszystko naprawić ... proszę, daj mi szansę . - mówię błagalnym tonem .
- Gówno wiesz ! Ja zawsze przy Tobie byłam, a Ty zostawiłeś mnie jak najbardziej Cię potrzebowałam.
- Chcę to naprawić, tęsknię za Tobą !
- Za późno, Wojtek . - kręci głową . - Cześć . - chce zamknąć drzwi .
- Nie pozwolę Ci tego tak zostawić ! - blokuję drzwi nogą .
- Rób co chcesz ale z dala ode mnie . Zabieraj tą nogę !
- Daj mi szansę ! Nie zostawię tak tego słyszysz, nie pozwolę !
- Nie pozwól .- zamyka drzwi tuż przed moim nosem .
Nie pozwól ?
Co jest ? Coś mnie zakłuło w środku, boli jak cholera .
Wrócę po nią . Jeszcze nie wiem jak to zrobię ale ją odzyskam .
Wracam do domu niczym zbity pies . Akurat wszyscy siadają do kolacji, dołączam i spędzamy całkiem miły rodzinny wieczór. 
O 23 idę spać, pierwszy od tak dawna jestem w domu, myślę o Oli .
W Anglii byłem w dwóch ' związkach ' jeden przetrwał tydzień, inny trzy miesiące . Żaden nie był prawdziwą miłością . Reszta to przygody z jednej lub dwóch nocy, koniec .
Zasypiam koło pierwszej w nocy, po udostępnieniu kilku zdjęć fanom na.facebooku i godzinnym przeglądaniu profilu Oli .
___________________________________

Obudziłem się o 9 . Trochę się zdziwiłem widząc mój pokój, ale po chwili wszystko ogarnąłem .
Śniło mi się, że pięć lat temu nie wyjechałem tylko zostałem w Polsce, byłem tu z nią i byliśmy razem ...
Jakieś szczenięce, idiotyczne sny . Otrząsam się z ospania, ale czuję, że pożądnie wybudzi mnie tylko kawa .
Kiedy siadam na łóżku czuję mocny ból prawego barku . Ach, no tak, zastrzyk .
Z biurka zgarniam zamknięte opakowanie z dzienną dawką . Otwieram opakowanie i powoli dotykam igłą skóry i kiedy już mam ją wbić drzwi od pokoju się otwierają.
- Kurwa ludzie pukajcie zanim otworzcie drzwi ! - szybko cofam dłoń z lekiem.
- Ćpiesz ? - Lizka w szoku patrzy na strzykawkę .
- Jasne, bo przecież nie mam co robić a bark mnie nie nakurwia . - kręcę głową .
- Sorki, wolę się upewnić .
- Jasne. Co chcesz ?
- Mama prosi żebyś zszedł na śniadanie, bo będziemy ubierać choinkę .
- Zaraz będę . Zrób bratu kawę .
- Są święta, niech Ci będzie .
- Dzięki .
- Pomóc Ci ? Czy zawołać mamę, żeby Ci pomogła ?
- Daj spokój, idź rób kawę . - mówię .
Wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
Wzdycham i zdecydowanym ruchem wbijam strzykawkę, podając lek .
Nienawidzę tego robić, bo serio czuję się jak ćpun, pozatym ciężko samemu sobie zaaplikować zastrzyk. Ale już się przyzwyczaiłem, muszę sam sobie dawać radę .
Po kilku minutach czuję ulgę i mogę zejść na dół . Cała rodzina już tam jest, stoją wokół choinki i zaczynają ją ubierać .
- Dzień dobry ! Pomożesz nam ? - mama uśmiecha się i pokazuje na drzewko.
- Za chwilę . - Siadam na stołku barowym i piję kawę .
- Zawsze pierwszy leciałeś.
- Dorosłem .
- No tak, ja jestem ten młodszy niby, tak ? - pyta Janek .
- Jasne .
- No chodź, bo zaraz nie będzie.co ubierać . - Lizka ciągnie mnie za rękę i z nie ukrywaną przyjemnością zaczynam ubierać drzewko razem z nimi .
Kończymy po godzinie .
Zdążyłem zjeść śniadanie i ubrać się. Lizka akurat wychodziła .
- Ej widziałeś Janka ?
- U góry czegoś szuka, a co ?
- Bo chciałam spytać, gdzie są łyżwy.
- W schowku, nad schodami pewnie . - mówię. Tam zawsze były takie rzeczy . 
- Aha, dzięki . Byłeś wczoraj u Oli, nie ?
- Tak, nie chce mnie znać .
- Dziwisz się ? Ale myślę, że jak powalczysz to wróci .
- Taa ? Idziesz z nią ?
- Tak. Lecę poszukać łyżew. - wchodzi szybko na górę .
Wychodzę z domu i pierwsze co widzę to Ola, która biega po ulicy i ciągnie Lilkę na sankach . Śmieje się i wygląda niesamowicie . Ubrana we wzorzyste legginsy, buty emu i kremową kurtkę . Na głowie ma czarną czapkę beanie z pod której wychodzą proste brązowe włosy .
Stoję tak chwilę i patrzę na nią. Po chwili się ogarniam i ruszam ulicą .
- Cześć . - uśmiecham się do Oli i Lilki .
- Hej ! To Twój nowy kolega ? - Lilka się ze mną wita i natychmiast zadaje pytanie Oli .
- Nie, nie lubię go .
- To po co Ci jego plakat ?
- Zostawiłaś czapkę w domu, wróć po nią . - Ola znów odsyła siostrę .
Kiedy dziewczynka idzie do domu postanawiam spróbować jakoś pogadać .
- Więc jestem na plakatach w Twoim pokoju ? - pytam z uśmiechem .
- Idź stąd . - krótka i zwięzła odpowiedź .
- Daj spokój, pogadaj ze mną .
- No idź, kurczę !
- Dlaczego ?
- Bo frajer jesteś .
- Sama tego chciałaś .- szybko lepię śnieżkę i rzucam w Olę .
- Kretynie ! - również lepi kulkę i rzuca we mnie .
- O Ty ! - kolejne pociski lecą szybko i przy szóstym rzucie Ola traci równowagę i z piskiem przewraca się na śniegu.
- Chyba wygrałem ! - śmieję się, po czym niespodziewanie obrywam wielką kulką w twarz i ląduję na zaspie . Właściwie to za nią . Policzek pali jak cholera a lewe oko boli, w śnieżce chyba był lód bo widzę troszkę krwi na śniegu który zbierałem z twarzy .
- Ej ? Wstawaj, nie udawaj . - słyszę jej głos .
Siadam na śniegu i z przykrością stwierdzam, że nie mogę otworzyć lewego oka, bo wszędzie mam śnieg, wodę i w dodatku boli .
- Poddaję się ! - krzyczę .
Wtedy zza zaspy wychodzi Ola .
- Nie udawaj  już !  - mówi.
- Nie udaję !
- Krew Ci leci..
- Nie mów ? - udaję zdziwenie .
- Należało Ci się . To też . - zza pleców wyciąga kolejną dużą śnieżnkę i rzuca we mnie, leżącego już na śniegu .
- Słodka i delikatna, jak zawsze . - wypluwam śnieg i ściągam go z twarzy .
- Cholera to Ci chyba spuchło, wstawaj .- mówi z paniką w oczach.
- Ok. - podnoszę się z ziemi i idziemu w stronę jej domu, to mnie dziwi ale nie będę protestował .
- Siadaj . - mówi kiedy zdejmuję kurtkę i wchodzę do domu . - Lilka ? Jesteś ?
- No . Czapki szukałam ale nie ma .
- Narazie Ci nie potrzebna. Mama wyszła ?  Zostaniemy w domu, tylko sprawdzałam czy jesteś .
- zapomniała kupić rybę i pojechała do sklepu . Czemu on tu jest jak go nie lubisz ? - pyta pokazując na mnie .
- Bo mnie pobiła, widzisz ? - pokazuję na oko .
- Należało Ci się . - Ola przychodzi z wacikami i wodą utlenioną . - Pokaż to, oprzyj głowę i odchyl do tyłu .
- Ok ? - posłusznie wykonuję polecenie . - Auć .
Zimny i mokry wacik dotyka mojej skóry .
- Muszę przemyć .
- Spoko .
- Ej, Ola ? To idziemy ? - do salonu  wchdzi Eliza . - O cholera, wybaczcie. - patrzy jak Ola pochyla się nade mną .
Od tylu musiało to inaczej wyglądać .
- Nie przeszkadzasz , wchodź . - mówi Ola .
- Co wy ... robicie? 
- Ola go pobiła . - mówi Lilka z uśmiechem .
- Aha . Wow . - Lizka siada na fotelu naprzeciwko nas .
- Aua, cholera delikatniej, kobieto ! - mówię kiedy Ola mocniej dociska wacik. 
- Zamknij się i siedź  cicho, daj to oczyścić . Nie jest duże . - mówi Ola.
- Coś Ty mu zrobiła ?
- Przypieprzyła śnieżką z lodem, chciała mnie zabić . - mówię.
- Ty zacząłeś .
- Należało Ci się .
- Tobie też . - nakleja mi plaster . - Lilka przynieś okład z zamrażarki bo Mu policzek puchnie .
Dziewczynka przynosi niebieski woreczek wypelniony żelem, zmrożony, aż sztywny .
- Trzymaj chwilę, aż nie zejdzie opuchlizna. - Ola odwraca się i zbiera plastry i wodę ze stołu .
- Dzięki.
- Czemu patrzysz na jej tyłek ? - Lilka siada obok mnie i po prostu pyta .
- Bo jest fajny . - uśmiecham się .
Ola z oburzeniem otwiera usta i nabiera powietrza .
Fail.
- Masz minutę na wyjście stąd !
- Sorki, ja ... to miał być ... - Wstaję z kanapy .
- Wynoś się ! - zdążyłem tylko założyć buty, kurtkę wepchnęła mi w rękę i wywaliła mnie za drzwi zamykając je przed nosem .
Byłem już tak blisko.  Zostałem z okładem przy policzku przed drzwiami . Nawet nie zakładam kurtki tylko idę do domu.
- Wojtek, oszalałeś ? W krótkim rękawku na mróz ?! - w przedpokoju spotykam mamę .
- Ech, tylko kawałek .
- Co Ci się stało ?
- Nic, Ola uderzyła mnie śnieżką z lodem i mi spuchło.
- Aż tak ją zdenerwowałeś ? - mama jest chyba rozbawiona tym faktem .
Opowiadam jej co się stało, pomijając fakt, jak zostałem wyrzucony z domu .
Potem wraca Liza i pokazuje że chce pogadać . Ale mama każe jej pomóc w sprzątaniu i kuchni . Marka nie widać, pewnie jest w sklepie, Janek siedzi u Mileny, która będzie na wigilii .
Mama każe mi sprzątać razem z Elizą, więc czas do 15 mija nam szybko.  Potem idę do pokoju, a Eliza wchodzi za mną .
- Coś Ty odwalił ? " Bo ma fajny tyłek " ? No proszę Cię, to poniżej krytyki ! - zaczyna krzyczeć . 
- Trochę słabo wyszło .
- Trochę ? To było straszne !
- Daj spokój ... wymsknęło się.
- Było blisko, mówiła że nawet chciała z Tobą pogadać !
- Jasne.
- No tak, Wojtek przeproś ją jakoś .
- Za komplement ?
- Nie wiem z kim Ty się zadawałeś w tej Anglii, ale na takie rzeczy z nią to chyba musisz poczekać .
- Wymsknęło mi się no, kurde .
- Patrzenie się wymsknęło ?
- Słuchaj, jestem facetem i raczej będę patrzył na to czy laska ma fajny tyłek. Nic nie poradzę, taka natura .
- To bądź prawidziwym facetem i ją przeproś !
- Jak ? Nie chce ze mną gadać, a na wigilię jej się do domu nie wpakuje !
- Wyślij jej coś .
- Smsem mam ją przeprosić ? Nie mam numeru .
- Masz jej wysłać prezent kretynie, Wy naprawdę jesteście nie kumaci . - Eliza kręci głową i wychodzi z pokoju.
Prezent mówisz ?