wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 6.- "Jestem całkiem sam"

Środowy poranek był jak każdy inny . Mama sprzątała, Lizka siedziała u siebie, Marek był już w pracy .
Po śniadaniu pojechałem do Szymona i umówiliśmy się na wyjście do klubu wieczorem, może z innymi znajomymi .
Jednak po obiedzie, koło 15 nie wytrzymałem i myśli, które cały dzień przewijały mi się przez głowę stały się tak nieznośne, że musiałem pójść do Oli . Chcę wiedzieć czy pozwoli mi się do siebie choć trochę zbliżyć. Nie wiem co się dzieje, nigdy nie błagałem dziewczyn o szansę.
Zarzucam na siebie kurtkę i idę do drzwi domu z numerem 12.
Otwiera mi, chyba zaskoczona, Pani Krysia .
- Dzień dobry, ja do Oli . Jest ?
- Cześć Wojtek, tak, jest u siebie. Wejdź . - kobieta z uśmiechem zaprasza mnie do środka . - Dawno Cię u nas nie było, ale eiesz, gdzie ma pokój, chyba sam trafisz ?
- Tak, chyba dam radę . - nie zdejmując kurtki wchodzę po schodach i skręcam w pierwsze drzwi na lewo .
Pukam, ale nikogo nie słychać, drzwi są lekko uchylone .
- Ola ? - pytam i powoli wchodzę do pokoju . Jego wystrój trochę się zmienił .  Ściany zamiast różowe są ciemno fioletowe, nad łóżkiem wiszą kolorowe lampki choinkowe . Dwuosobowe, białe  łóżko z wysokim zagłówkiem ma dużo kolorowych poduszek i kilka maskotek, które leżą na zielonej pościeli . Na łóżku leży otwarty laptop i zeszyt . Biurko jest zarzucone książkami i zeszytami . Tuż obok drzwi stoi komoda, a na niej kilka zdjęć, rodzinnych i z przyjaciółmi . Obok biurka stoi duża, biała, przsuwana szafa oklejona ... plakatami ze mną i innymi piłkarzami . Drzwi, balkonowe przy których była szafa były otwarte i niosły chłód .
Powoli podszedłem do szafy i ze zdziwieniem znalazłem 5 plakatów z moją osobą i kilka innych z Barceloną . Wisiał tam także kalendarz rozgrywek Arsenalu, wszystko było w nim uzupełnione, wyniki rozegranych meczy, kartki dla zawodników i kontuzje. Przechodzę do biurka i korkowej tablicy, która nad nim wisi . Są tam zdjęcia Oli z mamą i Lilką na wakacjach, ze znajomymi z imprez, daty zaliczeń i sesji oraz kilka naszych zdjęć z dzieciństwa i naszych wspólnych zrobionych w automatach albo szkole . Uśmiecham się na widok kilku głupich min zrobionych w automacie w centrum handlowym . Obok biurka w wysokim wazonie, który stoi na ziemi, wystają róże, które dostała ode mnie w wigilię . Jedno nasze zdjęcie właśnie odpadło z tablicy . Złapałem je i gdy chciałem powiesić z powrotem ...
- Co Ty tu robisz ? - nagle słyszę jej poirytowany głos .
- E, przyszedłem, bo miałaś dzisiaj mi powiedzieć czy mam szansę .
- Skąd masz to zdjęcie? - patrzy na fotografię w mojej dłoni i ruca okiem na biurko . - Czytałeś mój pamiętnik?!
- Nie, zdjęcie spadło to je podniosłem, a tego - pokazuję na gruby notes, który dopiero teraz zauważam . - Nawet nie dotykałem, Ola no co Ty. 
- Samo się otworzyło ?! - wyrywa mi zdjęcie z rąk i rzuca na biurko .
- Nic nie ruszałem, Ola ... - łapię ją za rękę .
- Zostaw mnie i wynoś się stąd ! - zabiera rękę i szybkim ruchem ściąga łańcuszek z szyi . - Zabieraj to i wychodź ! - wciska mi go w dłoń i popycha w stronę drzwi .
- Dlaczego ? To prezent !
- Kłamiesz, zawsze myślisz tylko o sobie i o tym żeby Tobie było dobrze, nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego .
- Ola, ja nic nie czytałem, chcę tylko z Tobą pogadać ... - próbuję się wytłumaczyć kiedy popycha mnie w stronę drzwi . - Ola ... - zamyka mi drzwi przed nosem .
- ... krzyczy na niego ! - słyszę głos Lilki, która właśnie weszła po schodach z panią Krysią .
- Wojtek?  Wszystko w porządku ? Lilka mówiła, że się kłócicie .
- Nie, ja po prostu ... już pójdę. - patrzę na wisiorek w mojej dłoni i zaciskam ją.  - Przepraszam, do widzenia .
- Daj, jej czas ... zrozumie .
- Wątpię . Do widzenia . - szybko schodzę po schodach i ze złością zatrzaskuje drzwi .
Rześkie powietrze uderza mnie w twarz . Chwilę stoję na ulicy i wdycham je po czym wracam do domu i trzaskam drzwiami, aż drżą szyby w oknach . Ulżyło mi, ale zaniepokoiło to mamę, która weszła do przedpokoju, gdy zdejmowałem kurtkę. 
- Coś się stało ? - pyta .
- Chyba mi się w głowie pokurwiło, że uwierzyłem w te Wasze cuda . Znów dostałem w dupę . - mówię i idę do siebie .
Za mną przychodzi Eliza i chce pogadać ale jej nie wpuszczam. Mam dość tego wszystkiego . Gadania o tym, że ludzie są dobrzy i cudowni a ja zły . Dzisiaj oberwało mi się bez powodu, zabolało.  Nie lubię tego uczucia, kiedy wychodzę przegrany. Zresztą, o czym my mówimy, nigdy nie umiałem przegrywać . Trochę mi zajmie zanim się nauczę. Zakładam słuchawki i oddaję się dźwiękom Kings Of Leon . Staram się wybić z głowy Olę i ten nieprzyjemny ból po jej słowach . Szukam mieszkania w centrum bądź blisko centrum Wa-Wy i dzwonię do kilku agencji, z dwoma udało się umówić na ten tydzień. 
Potem o 20 przychodzi Szymon i razem z kilkoma innymi kolegami idziemy do klubu . Powiedziałem w domu, żeby na mnie nie czekali, wrócę późno .
Wieczór pamiętam cały, wszystkie kluby, każdego drinka i każdą kolejkę . Kilka dziewczyn do nas podbijało, ale szału z nimi nie było, to był raczej męski wieczór.  Film lekko urywa się koło drugiej w nocy, kiedy nie wiem jak wróciłem do domu . Wiem, że wpadłem na ścianę przy schodach i jakimś cudem wczołgałem się do swojego pokoju i rzuciłem na łóżko.  Jak już prawie spałem, jak przez mgłę pamiętam, że ktoś wszedł do pokoju .
- ... ojtek ? ... yła . ... gadać ... uchasz... ie ? - jakaś rozmyta postać w różowych spodniach coś do mnie niewyraźnie mówi.  Albo ja słyszę końcówki słów.
- Elizaa ? Daj mi źwiędy zpokój . Źpię... - wybełkotałem .
Drzwi trzasnęły i wyszła .
Rano obudziła mnie susza w gardle i lekki ból głowy .
Wstaję i pocieram twarz. Mam na sobie wczorajsze ubrania i jest mi gorąco więc pozbywam się koszulki. Do połowy ubrany schodzę na dół i szukam jakiś witamin do rozpuszczenia . Znajduję magnez, multiwitaminę i witaminę C . Wrzucam po jednej z każdego do szklanki i zalewam zimną wodą . Powinno pomóc, ale wycieczka po wodę witaminową jest konieczna.
W czasie, gdy witaminy się rozpuszczają, kontroluję zegarek ( 12:48 ), znajduję Nutellę w szafce i postanawiam, że zostanie ona moim śniadaniem, bo muszę zjeść coś słodkiego.  Kiedy zadowolony z owoców poszukiwań jedzenia, łyżką zjadam nutellę i oglądam Pimp My Ride na MTV, do salonu wchodzi Eliza.
- O, już jesteś wśród żywych . - mówi zdziwiona.
- Nie krzycz tak. Gdzie wszyscy ?
- Mama sklep, reszta w pracy .
- Aha .
- Jesz to łyżką ?
- Tak, a bo co ?Wiesz może o której wrociłem ?
- Koło trzeciej rano, chyba . Oglądałam film i słyszałam jak przyszedłeś . - siada na fotelu .
- Mhm . To dobrze.
- No .
- Miałem jakieś schizy że do mnie przyszłaś i coś chciałaś . - pije witaminę i kontynuuję pożeranie nutelli. 
- Byłam  .
- Po co ?
- Bo chciałam Ci o czymś powiedzieć ale nie byłeś zainteresowany.
- Może dlatego, że ledwo kontaktowałem ? Widzisz jak ja wygladam ?
- Normalnie, tylko masz sińce pod oczami i musisz zgolić ten dwudniowy koper z twarzy .
- Spadaj .
- No więc, teraz kojarzysz na tyle, żeby rozmawiać ?
- Cały czas z Tobą gadam więc chyba tak .
- Ola wczoraj u mnie była .
Zrobiło mi się znów gorąco, jeszcze bardziej. 
- Mhm . - udaję niezainteresowanego .
- I chciała z Tobą porozmawiać. 
- Ze mną ? Niemożliwe .
- No tak . Nie chciała powiedzieć co się stało wczoraj, jak wróciłeś taki wkurzony ale mówiła, że musi z Tobą pogadać . Ty akurat wyszedłeś bo to było koło 21. 
- No cóż . Przegapiła okazję . - trochę mnie ciekawi co chciała. 
- Przyjdzie dziś . Nie wiem o której. 
- Aha ? Dobrze wiedzieć . - odstawiam nutellę i idę w stronę schodów . - Pójdę się odświeżyć i ogolić jak tak Ci przeszkadza . Zrób mi kawę.  Słodką i z dużym mlekiem.
- Ok, zrobię, a broda wygląda jak koper . I taa jasne, robisz to dla mnie .
Nie odpowiadam, bo przecież nie robię tego dla Oli . No ... dla siebie, nie ?
Po prysznicu i szybkim ogoleniu się szukam mojej ulubionej koszulki .
Słyszę jak Eliza wita się z mamą więc może ona wie gdzie jest . Przecież wrzuciłem do prania, a mama już zrobiła więc ... musi wiedzieć co się z nią stało.
- Mamo, widziałaś gdzieś tą moją koszulkę z Playboyem ? - schodzę szukając po drodze paska do spodni, bo tak jakby, mi z dupy lecą .
- Tak, ale się suszy . - słyszę z kuchni.
Wchodzę tam i staję jak wryty . Przy barze siedzi Eliza i Ola, a moja mama rozpakowuje zakupy.
- Co Ty tu robisz ? - pytam, mimo tego co mówiła Eliza, zszokowany jej widokiem .
- Chciałam z Tobą porozmawiać .. - mówi trochę niepewnie. Mam wrażenie, że czegoś się boi .
- Porozmawiać ? Czy wytknąć mi, że kłamię i na nikim mi nie zależy ? - mówię zanim zdążę pomyśleć . Kac trochę zmienia mój tok myślenia .
- Nie, pogadać . - zrobiło jej się głupio .
- No ok. Poczekaj, pójdę po jakąś koszulkę i ... pójdziemy ... się przejść . - mówię ogarniając, że stoję przed nią w samych ( spadających ) spodniach.
- Dobrze.
- To ... zaraz ... będę .
W rekordowym tempie zmieniłem ubranie i zszedłem na dół, przedtem kontrolując wygląd w lustrze .
Ubrałem zwykłą białą koszulkę i niebieskie, proste jeansy . Do tego zimowe, czarne Nike, które wyglądają jak zwykłe Dunk High, tyle, że nieprzemakalne .
- Jestem . Idziemy ? - pytam .
- Tak, będę później . - mówi do Lizki . - do widzenia . - uśmiecha się do mamy, która patrzy na mnie z uśmiechem .
- Do widzenia .
Dopiero teraz widzę jak ładnie wygląda . Ma niebieskie rurki i ciemny sweterek, który swobodnie opada aż do ud i wisiorek ze swoim imieniem. Zakłada czarne botki na szpilce i czarny płaszczyk . Wygląda seksownie i elegancko .
Ja tylko zarzucam kurtkę i wychodzimy .
- Chodźmy do parku, co ? - proponuję.
- Ok . - zgadza się. 
Całą naszą ulicę idziemy w ciszy i kiedy już tracę nadzieję, na jakąkolwiek rozmowę, ona się odzywa .
- Przyszłam, bo chciałam ... Cię przeprosić . - odgarnia loki na bok .
- Za co ?
- Wiesz za co ...
- Nie, wyjaśnij mi co się wczoraj w ogóle stało? Bo nie ogarniam .
- Głównie, przepraszam, że tak najechałam za ten pamiętnik . To ja zostawiłam otwarty i zapomniałam, a Ty tak tam stałeś z tym zdjęciem i ... wiem, że zachowałam się jak kretynka .
- Ola, kurcze. Ja wiem, że wracam tak nagle, ale to nie znaczy, że będę wpadał do Ciebie do domu i przeglądał Twój pamiętnik, serio. Chcę odnowić przyjaźń i raczej nie będę rzucał się na Twoje życie prywatne .
- Wiem, zachowałam się jak kretynka i bardzo Cię za to przepraszam. I to co powiedziałam to nie prawda .
- Daj spokój  .
- Nie, nie dam spokoju, bo osądziłam Cię źle i mi głupio. Przepraszam . Ja po prostu ..  nie wiedziałam, że tak nagle wrócisz nie wiem jak mam się do tego wszystkiego ustosunkować, w dodatku dużo mam nauki i niedługo sesja ...
- Rozumiem.  Wybaczam . A jaka jest Twoja decyzja ? - pytam .
- No wiesz ... - patrzy w bok. - Chciałabym, żeby było tak jak kiedyś.
- Ja też. 
- Wiem.
Zapadła cisza . Idziemy już parkiem i zatrzymujemy się przy zasypanej śniegiem fontannie .
Nadal jest cicho, zerkam w jej stronę i widzę jak ucieka spojrzeniem .
- Ale się zrobiło niezręcznie ... - zaczynam .
- Tak troszkę. - uśmiecha się.
- Cześć Ola ! - obok nas przechodzi kilku chłopaków i witają się z nią . Mnie dwóch obrzuca dziwnym spojrzeniem i odchodzą .
- Hej ! - krzyczy do nich . - Nie poznajesz ich ?
- Kogo ?
- Tych dwóch po lewej . Kamil i Norbert .
- Co Ty ?
- No tak . Z nimi też nie miałeś kontaktu ?
- Nie, tylko z Szymonem i Michałem .
- Ach, no tak. Wojtek i Szymon, nie rozłączni. Trochę nam Ciebie brakuje na tych wszystkich spotkaniach .
- Serio ? Wątpię .
- Nie, naprawdę . A Ty ? Co słychać za morzem w Wielkiej Brytanii ? Przyjaciół tam raczej masz .  - pyta uśmiechnięta .
To dobrze, że powoli to całe skrępowanie mija .
- Mam ? Jednego może dwóch. Reszta to znajomi, a prawda jest taka, że jestem całkiem sam .
- Na pewno nie jest tak źle .
- No dobra, znajdzie się dwóch przyjaciół .
- Zawsze ktoś . A rodzice ? Tata ?
- Daj spokój, każdy ma już swoje życie, ja muszę mieć własne . Słyszałem, że studiujesz .
- Tak, psychologię, już trzeci rok.
- Eliza mówiła, że drugi . - dziwię się. - Nie, trzeci. Będę się obraniać i koniec .
- A nie miałaś iść na AWF ?
- A Ty wogóle do szkoły i na studia?
- Cięta riposta . - śmieję się .
- Wiem. - miło słyszeć jej śmiech .
- Słuchaj, proponuję Ci kawę i jakieś dobre ciacho, hm ? Bo umieram i chętnie bym się napił kawy .
- Oo, aż szkoda odmówić . - uśmiecha się. - Tu niedaleko jest niezła i przytulna kawiarnia . Za placem zabaw w lewo .
- Zatem prowadź . - uśmiecham się .
Przy miłej rozmowie dochodzimy do kawiarni i zajmujemy przyjemne miejsce w rogu kawiarenki . Zamawiamy kawy oraz desery.
- Można palić ? - pyta Ola kelnera.
- Oczywiście, przynieść popielniczkę?
- Będę wdzięczna . - uśmiecha się do niego uroczo.
Chłopak przynosi popielniczkę, a Ola wyciąga paczkę papierosów .
- Nie będzie Ci przeszkadzało ? - pyta .
- Nie, ale to zły nawyk . - uśmiecham się .
- No powiedział ten, który palił szlugi za szkołą . - śmieje się .
- No ale zrozumiałem, że to złe .
- Szczególnie jak paliłeś przed McDonaldem kiedyś i szła pani od Polskiego, w życiu nie widziałam, żeby ktoś tak szybko wyrzucał fajki, a jak już przeszła to po ziemi sprawdzał gdzie poleciały, bo może jeszcze da się dopalić . - odpala papierosa .
- Najlepsze było to, że zmarnowałem szluga, a ona i tak dała mi zjebę w szkole. - śmieję się . - Do mamy dzwoniła.
- Ta, żeby widziała Ciebie i tych ludzi co się gapili jak szukasz po ziemi . - Ola się śmieje coraz głośniej, a ludzie w kawiarni patrzą na nas karcąco . - Ej, opanujmy się .
- To wszystko nie zmienia faktu, że rzuciłem palenie i też powinnaś .
- Nie palę nałogowo. Czasem tylko .
-  To źle .
- Ty też masz pewnie jakiś nałóg .
- Jaaaasne . - kręcę głową .
- Na pewno .
- No nie wiem .
- Nic ?
- Może ... nie wiem, ale nie ćpam i nie palę .
- Czyli pijesz . - uśmiecha się .
- Szklanka whiskey w piątek wieczorem to szczyt mojego alkoholizmu .
- Czyli Anglia oduczyła Cię Twojego yolo i próbowania wszystkiego co złe.
- Może troszkę .
- Fajnie się mieszka w Londynie ?
- Tak, to idealne miejsce na życie. Wszystko czego potrzebujesz tam jest .
- Ale życie w takim mieście jak Londyn musi być niesamowite . Wieczorny spacer nad Tamizą, London Eye . SushiHeaven z widokiem na miasto ... mmmm . - Ola się uśmiecha .
- Ma swój urok . Ale ja raczej widzę Londyn w dzień . Nocą to kluby w Soho . A tak to nie mam z kim iść .
- Kup psa. - pokazuje mi język i gasi papierosa . - A tak poważnie to jednak musi być fajnie. 
- No . Byłem może ze dwa razy na wieczornym spacerze . Tak to tylko powrót z meczu albo z gali czy czegoś tam .
- Samotne dwa spacery na rozmyślanie ?
- Nie, raczej nie samotne .
- Więc jednak kłamiesz w wywiadach i masz dziewczynę ! - posyła mi śliczny uśmiech i kelner przynosi kawę i desery .
Mam zwykłą białą kawę i tiramisu, a Ola karmelowe latte i duży deser owocowy .
- Poprawka, miałem.  - uśmiecham się widząc napis AFC zrobiony z pianki w mojej filiżance .
- Czemu już nie ?
- Po trzech miesiącach miałem jej dość . - uśmiecham się . - To po prostu nie było to . Ale niby mamy dobre stosunki .
- Przykro mi. 
- Chyba tylko Tobie . - uśmiecham się .
-Zabawne . Jezu jaki ten deser wielki . - patrzy na pucharek z lodami, owocami i bitą śmietaną . - Umrę, ale zjem . - pakuje pierwszą łyżeczkę do ust .
- A Ty ? Masz z kim chodzić na romantyczne spacery ?
- Mam wspaniałego chłopaka . - patrzy na mnie z uśmiechem.  - W simsach .
- To musi być prawdziwa miłość .
- Jest. Ale nie narzekam . Jak patrzę na niektórych zakochanych to mi niedobrze .
- Zaczynam podejrzewać że w domu masz 40 kotów.
- Bardzo śmieszne.
- Zawsze wierzyłaś w prawdziwą miłość . - zaczynam mój deser .
- Nadal wierzę . Ale muszę zachować pozory szczęśliwego singla .
- Okej . - śmieje się. 
Czas w kawiarni mija nam na bardzo przyjemnych rozmowach i spacerze aż do 16, kiedy oboje żegnamy się na naszej ulicy .
- Spotkamy się jutro ? - pyta Ola uśmiechając się .
- Jasne, tylko jakoś po południu, bo mówiłem, że idę mieszkania oglądać .
- A no tak. O 17 może być ?
- Chyba tak, ale daj swój numer to się zgadamy . - podaję jej Iphone'a.
- Ok . - wpisuje numer . - Zadzwoń jak będziesz wolny .  Zdążę się pouczyć .
- Spoko . To do jutra. - uśmiecham się kiedy stoimy pod jej drzwiami .
- No cześć, Wojtek . - uśmiecha się nieśmiało i rumieni na policzkach, po czym wchodzi do domu .
Zadowolony z siebie wracam do domu . Wchodzę do salonu gdzie Janek z Elizą siedzą na kanapie, a Marek i Mama stoją naprzeciwko .
- Coś mnie ominęło ? - pytam zaskoczony .
- Nie, dobrze, że jesteś . Siadaj. - mówi mama .
- Ogłoszenia jakieś ?
- Siadaj .
- Dobra . - nalewam sobie soku i zajmuję miejsce na fotelu .
- No więc musimy Wam o czymś powiedzieć . - zaczyna mama . - To będą dosyć duże zmiany w naszym codziennym życiu .
- Pobieracie sie?  - pyta Janek .
- Nie, to nie to .
- Otóż ... Ala jest w ciąży. - mówi Marek .
Z wrażenia zachłysnąłem się sokiem.
- Ale jak ... w ciąży? - pyta Janek w idenatycznym szoku jak ja .
- No mam Ci tłumaczyć jak to się robi ? - pyta Marek z uśmiechem .
- Fu, jesteś obrzydliwy . - mówi Lizka . - Ogólnie to fajnie, cieszę się .
- Który to miesiąc ? Pierwszy ? - pyta Janek .
- Drugi . Dokładnie siódmy tydzień . - mówi mama z uśmiechem .
- To ... fajnie . - Janek też stara się uśmiechnąć .
- Super . - nadal jestem w szoku .
Moja mama w ciąży, ja się pytam dlaczego .
Niby to normalne no, są razem 4. Lata, kochają się, Elizę traktuję jak.siostrę, jest nią na 100% . Ale jak to mam mieć brata lub siostrę, znowu ?
Jeszcze z innego ojca ... jak sobie pomyślę o tym to jakoś tak smutno, że tata jest wykluczony z naszego życia .
- Ale poczekajcie, jeszcze nie idźcie . - mówi Marek . - Ty też nie . - pokazuje na mamę .
- Ok, ale o co chodzi?
Marek bez słowa wychodzi z salonu i po chwili wraca z kwiatami .
Kurwa, nie mówcie, że ...
- Alu, jesteś najwspanialszą kobietą jaką kiedykolwiek poznałem, kocham Cię i chcę być przy Tobie już na zawsze . Więc ... wyjdziesz za mnie ? - uklęknął i wyciągnął pierścionek .
Co ? Brazylijska telenowela? Chcę zmienić kanał !
- O Boże, tak ! - krzyczy mama z uśmiechem, on zakłada jej pierścionek, a potem całuje ją .
Jezu, mogło mnie dłużej nie być .
Potem Janek i Eliza , również w szoku poszli pogratulować obojgu, ja byłem jako ostatni .
Moje piękne gratulacje zakończyłem słowami:
- Trzeba to opić !
Które delikatnie zastąpiły : muszę się napić. 
Butelka Danielsa i trzy szklanki. Mama piła sok, a Eliza wino ( z wodą, mama wciąż myśli że ona ma 12 lat . ), my whiskey . Które jak dla mnie nie wystarczyło ( było pół butelki na 3 osoby. To za mało ) . Więc poprawiłem dobrą Polską wódką, razem z Jankiem .
Nie byłem tak pijany jak wczoraj, ale te kilka kieliszków sprawiło ulgę.
Mimo wszystko, dziś czułem cholerne szczęście. I nie mam pojęcia dlaczego .
____________________
Aww ;3 szykuje się wesele!
Podoba sie ? :)

2 komentarze:

  1. Ola mu wybaczyła! Super ! Wojtuś będzie miał braciszka :3 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że chyba mu wybaczyła ;> Czekam na więcej :*

    OdpowiedzUsuń