sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 1. - " Nie obiecuj czegoś czego nie będziesz mógł dotrzymać . "

Czwartek, godzina 16:32, Warszawa .

Stoję pod gimnazjum nr.46 im. Jana Kochanowskiego i jak zwykle czekam na Olę, która, jak zwykle się spóźnia .
Wyszło już kilka jej koleżanek, które się do mnie uśmiechnęły. Odpowiedziałem uśmiechem i kiedy znów się obejrzałem przede mną stała Ola . 
- Hej, sorcia, że tak długo . - uśmiecha się.
- Spoko, tylko Twoje spóźnienia są coraz dłuższe, co Cię trzyma w szkole ? - uśmiecham się i ruszamy w stronę domu .
- Nauczycielka się przyczepiła, bo znowu nie wzięłam zeszytu tak ? Ale no kurczę to tylko 3 raz w tym tygodniu, nie trzeba tak się drzeć . - zaczyna .
- Jest środa .
- ... A to dlatego ! - śmieje się . - Ale raz w życiu można . Jak u Ciebie ? Mam nadzieję, że zdasz !
- Jasne że tak !
- To dobrze . Jak Ci minął dzień ?
- Całkiem fajnie, ale mam pytanie .
- Jakie ?
- Masz plany na wieczór ?
- Ee .. w sumie nie .
- A spędzisz go ze mną ?
- Jasne, chętnie . - uśmiecha się .
Ma dziś na sobie koszulkę Nirvany,  niebieskie szorty i czarne trampki .
W każdą środę, czwartek i piątek wracając z LO ( 1. Klasa ) czekam na Olę i do domu wracamy razem . Ola chodzi do 3. Klasy gimnazjum i mieszka naprzeciwko mnie .
- A co Cię tak dzisiaj wzięło na spotkania ? - pyta uśmiechnięta .
- Dawno nie gadaliśmy dłużej niż przez drogę do domu, stęskniłem się.- uśmiecham się .
- Może dlatego że ciągle miałeś treningi i jeździłeś gdzieś niewiadomo gdzie ?
- Może . - Uśmiecham się. 
- Tylko dasz mi jakąś godzinkę, pół na przebranie się i obiad . Bo mama mnie zabije jak się dowie, że nic nie jadłam cały dzień.
- Nie jadłaś ?
- Nie, zapomniałam kanapek . - śmieje się.
- Masz . - ściągam plecak i wyciągam z niego kanapkę, którą jej podaję .
- Ojej, dzięki . - uśmiecha się i zaczyna jeść . - Mam nadzieję że dzisiejsza .
- Ta, te z zeszłego tygodnia wyjechały rano .
- Ok . Ej a Ty nie masz dziś treningu ? - Nie . - mówię. 
I raczej już nie będę miał .
- Czemu ?
- Odwołany . - kłamię .
- Aha . Powiedz mamie, że robi dobre kanapki .
- Dzięki, sam robiłem . - śmieję się .
- Talent po mamusi . - pokazuje mi język .
Kiedy jesteśmy już na naszej ulicy oboje kierujemy się do domów .
- Jestem . - rzucam plecak na ziemię.
- Cześć synu ! W sekretariacie dostałeś wszystkie papiery ? - do przedpokoju wchodzi tata .
- Tak, mam wszystkie.
- Odebrałem Twój paszport .
- Dzięki . - wchodzę do salonu i siadam na kanapie .
- Co jest ?
- Nic . - kładę się twarzą w poduszkę.
- Powiedziałeś jej ?
- Nie . Spotykamy się o 18, chcę z nią spędzić wieczór .
- Jesteś pewien?
- Nie .
- To po co ten wieczór ?
- Bo chcę go z nią spędzić, chcę popatrzeć na jej uśmiech, zanim powiem jej że wylatuję do Anglii i nie wiem kiedy się zobaczymy, ok ?
- Sam się w to pakujesz . Tylko pamiętaj, nie obiecuj czegoś czego nie będziesz mógł dotrzymać . - Tata wstaje i wychodzi .
Pierdolenie . Jak ja jej to powiem ?
Że po 13 latach znajomości ją tu zostawiam całkiem samą ? Znaczy z jej przyjaciółmi, ale beze mnie . Bez tego jak mając 10 lat uczyłem ją grać w piłkę i jak, mając 12 lat, w wakacje przyszła do mnie z płaczem bo jej wielka pierwsza miłość ma dziewczynę, która jej nienawidzi .
Zawsze byłem przy niej i ona przy mnie . Mówiliśmy sobie wszystko . Zresztą, co się dziwić . Poznałem ją jak miałem 4 lata, a ona się wprowadziła naprzeciwko i była wielką atrakcją dla mnie i moich kolegów, bo była jedyną dziewczyną na tej ulicy.
A dzisiaj muszę jej powiedzieć, że jutro o 12 mam samolot do Londynu, nie wiem kiedy wrócę . Może na święta a może za rok, a może za 3 lata . Lecę tam, bo muszę podpisać kontrakt z Arsenalem Londyn, na który zgodził się mój tata-manager .
Chciałem zostać w Legii, ale nie ... po co .
Wzdycham i idę do lodówki. Tata u góry pakuje swoje walizki, a ja wpierniczam jogurt .
Potem idę się przebrać w luźną koszulkę i dżinsy .
- Tato, daj stówę ! - krzyczę zakładając buty .
- Weź sobie, portfel w bluzie ! - słyszę z góry .
- Ok ! - wyciągam z portfela taty 100 zł i chowam do mojego.
W końcu sam na siebie zarabiam, nie?
Wychodzę z domu i przechodzę przez ulicę ( jest to ślepa uliczka zakończona garażami, dużo aut tu nie jeździ, bo jest tu tylko 10 domów ) do domu Oli .
Dzwonię i otwiera mi jej mama z jej młodszą, 3-letnią siostrą Lilką, na rękach .
- Dzień dobry ! - uśmiecham się .
- Witaj Wojtuś, witaj . Wchodź, Olę  już wołam . - mówi pani Krysia i uśmiecha się do mnie .
- Spokojnie, ja poczekam.  - wchodzę do przedpokoju .
- Chodź, nie zdejmuj butów, brudno tu trochę. 
Ta kobieta powtarza mi to od zawsze, że ma brudno i od zawsze ma tu czyściej  niż ja kiedykolwiek, gdziekolwiek miałem.
- Ola, Wojtek już jest ! - woła pani Krysia .
- Już idę, no ! - słyszę głos Oli widzę jak zbiega po schodach w różowych szortach i koszulce na ramiączkach . - Jestem .
- Ok, idziemy ?
-  Jasne! Mamo będę późno, pa . - Ola całuje mamę w policzek i wchodzimy . - Dokąd właściwie idziemy ?
- Zabieram Cię na romantyczną kolację do KFC .
- To randka
- W sumie to tak . - uśmiecham się do niej . - To źle ?
- Nie, fajnie . - łapie mnie pod rękę . - Mogę, nie ?
- Jasne .
- A czemu zaprosiłeś mnie dopiero teraz ?
- Bo to chyba kolacja pożegnalna . - zaczynam chyba najtrudniejszą rozmowę w moim życiu .
- Nie rozumiem?
- Słuchaj bo ... eh . - wzdycham i zatrzymuję się .
- Co jest ?
- Jutro o 12:34 mam samolot do Londynu .
- Lecisz na wakacje ? Już teraz ? Jeszcze miesiąc szkoły .
- Nie jadę na wakacje, wyjeżdżam na stałe, Ola .
- Co ? Ale dlaczego ? Nie, Wojtek nie. - Ola mnie puszcza i patrzy smutno.
- Muszę .
- Po co ? Dlaczego ? I kurczę, mogłeś mi wcześniej powiedzieć ...
- Nie chciałem, żeby było Ci smutno .
- Tak, bo przecież teraz nie jest ! - siada na murku .
- Przepraszam .
- Ale po co tam lecisz ?
- Podpisać kontrakt z Arsenalem ...
- Tak ? To ... wow, gratuluję . - wstaje i przytula mnie.
Mimo tego, że ma 172 cm, wydaje mi się niziutka, malutka i drobna . Może dlatego, że ja mam 185 .
- Dzięki . - obejmuję ją i czuję jak się we mnie wtula.
- Ja nie chcę, żebyś wyjeżdżał .
- Też tego nie chcę, ale muszę .
- Wiem, jedziesz po marzenia, nie ? - odsuwa się i łapie mnie za rękę . - Spędźmy ten wieczór jak najlepiej, ok?
- Dobrze. Chodź.-biorę ją za rękę i idziemy w stronę najbliższego KFC.
Chwila krępującej ciszy staje się nieznośna. 
- Będzie mi brakowało naszego siedzenia w domku na drzewie . - zaczynam .
- Ooo tak, mi też . - śmieje się Ola . - Szczególnie jak ktoś z niego wypadał.
- Taaaak, niezapomniane uczucie lecieć na twarz .
- Ej . - Zatrzymujemy się na chodniku.- Zamówimy pizzę i pójdziemy do domku ? - proponuje .
- Żartujesz ?
- Nie, chodź . - ciągnie mnie za rękę .
- To może jak już jesteśmy niedaleko to kupmy żarcie i wtedy pojedziemy na działki do domku ?
- Ech, ok . - zgadza się Ola i znowu idziemy w stronę KFC. - Pisz do mnie, kiedy tylko będziesz mógł.
- Postaram się codziennie, treningi to tylko 3 godziny dziennie .
- Wiem, ale pewnie będziesz miał milion zajęć . A i jak już się rozkręcisz to miliony fanów itp ...
- Faktycznie, chyba nie znajdę czasu na napisanie do Ciebie bo przecież nie jestem uzależniony od facebook'a. - śmieję się .- A tak poważnie to będę się tam super nudził.
- Nie, przecież tyle rzeczy można robić . No i szkoła też raczej Ci zapełni czas .
- Jaka szkoła ? - znów się śmieję .
- No przecież będziesz tam chodził do szkoły .
- Nie będę .
- Ale przecież ... miałeś skończyć liceum i iść na studia. Nawet do.jednego liceum mieliśmy chodzić, ale jak nie możemy to tam skończ !
- Nie chcę .
- Wojtek !
- Ola . Daj spokój, wystarczająco mnie boli, że muszę wyjechać .
- Wiem . Ale i tak będę Cię namawiać na szkołę .
Wchodzimy do KFC i kupujemy ( całkiem sporo ) jedzenia, po czym autobusem wybieramy się na przedmieścia Warszawy, gdzie moja mama ma działkę z ogródkami i tam właśnie znajduje się domek na drzewie .
Przy kluczach od domu zawsze mamy te od wejścia na działkę, bo często mama tam jest i czegoś zapomina więc ja albo Janek musimy po to jechać .
- Dawno tu nie byliśmy. - Ola wchodzi przez drewnianą, wielką furtkę i rozgląda się .
- Wiem, a we dwoje to już wieki . - Ola się zarumieniła .
Niby to moja przyjaciółka, ale od jakiegoś czasu odczuwam pociąg w jej stronę. Od piaskownicy razem, ale od kiedy poszła do gimnazjum coś iskrzy .
- Chodź . - ciągnie mnie za rękę .
Wpuszczam ją przodem i sam wchodzę na górę za nią .
Otwieramy drzwi i znajdujemy się w kwadratowym drewnianym pomieszczeniu. Na podłodze leżą rozrzucone zabawki, książki. Na półkach kolejne zabawki i rzeczy . Ściany są pooklejane piłkarzami i piosenkarzami, boysbandami Oli . Moja głowa prawo dotyka dachu, trochę urosłem .
- Tęskniłam za tym miejscem. - Ola siada na miękkim kocyku, który leży na podłodze .
- Tak ... ja też . - siadam obok niej i rozglądamy się dookoła . - Patrz ! - złapałem za pelerynę Supermana .
Ola zaczyna się śmiać i wstaje .
- Trochę za mała...- zawiązuje mi ją na szyi i patrzy z uśmiechem .
Faktycznie, materiał sięga tylko do połowy pleców . Tak naprawdę.to jest to kawałek starej zasłony, którą  mama kiedyś przerobiła na pelerynę, chyba na jakiś bal przebierańców .
- A to w czymś przeszkadza ? - pytam z uśmiechem . - Nie mogę już być Twoim Supermanem ?
- No nie wiem ... w za krótkiej pelerynie ?
- Ciesz się, że nie w za małych gaciach . - zaczynam rozwiązywać i zdejmować ciuch .
- Zostaw . - Ola z powrotem mi ją zawiązuje . - Możesz być moim Supermanem ostatni wieczór ?- rumieni się.
- Ostatni raz.  - uśmiecham się .
Jej ręce zostały na mojej klatce piersiowej i teraz się do siebie uśmiechamy w ciszy .
W końcu decyduję się na coś, czego ostatnio bardzo chciałem .
Pochylam się i czule dotykam jej ust. Są ciepłe i delikatne.
Odsuwam się kawałek i patrzę na nią. Ma zamknięte oczy i czeka na resztę tego co zacząłem, więc nasze usta znów się spotykają, tym razem pewniej.  Ujmuję jej twarz w dłonie i czuję jej ręce, które mnie obejmują .
Mój żołądek rozsadza tysiące motylków a w głowie mam pustkę . Nasze języki się delikatnie stykają i moje ręce ją przyciągają, trzymając w talii, a jej dotykają mojej szyi .
Języki delikatnie się dotykają i czuję, że w tej chwili jest tylko moja. Zawsze była moja, była moją Olą, która przynosiła mi lody kiedy byłem chory i nie mogłem ich jeść, była tą, która z mamą siedziała na moich treningach i przychodziła na mecze, tą którą uczyłem pływać i tą za którą biłem dokuczających jej kolegów, tą która uczyła mnie tańczyć wolnego i tą która była przy mnie kiedy rodzice się rozstawali .
Mocno ją do siebie przyciskam i wkładam w ten pocałunek maximum miłości .
Po chwili czułego pocałunku odrywamy się od siebie i widzę łzę na jej policzku .
- Nie płacz . - pochylam się i dotykamy się czołami .
- Kocham Cię . - wtula się we mnie .
Coś przyjemnie zaczęło grzać mnie w okolicy serca, uśmiecham się jak głupek i czuję, że nic nie może zepsuć tej chwili .
- Ja Ciebie też . - całuję ją we włosy. - Już nie płacz . - mocno ją obejmuję słysząc jak szlocha .
- Jak mam nie płakać jak ktoś kogo tak bardzo kocham wylatuje stąd i nie wiem kiedy wróci ?!Jestem zła że dopiero dziś mi powiedziałeś . - siada na ziemi i znów ciekną jej łzy .
- Wiem, ale nie chciałem, żebyś się tak długo tym martwiła. Wyjadę i już .
- Wiesz, że to nie będzie ot tak . - kręci głową .
- Wiem. - siadam i obejmuję ją ramieniem .
- Mogę Ci coś powiedzieć ?
- Jasne .
- To był mój pierwszy pocałunek... - mocniej się we mnie wtula .
Zdziwiłem się .
- Cieszę się, że to ja byłem tak wyjątkowy . A chcesz przeżyć drugi ?
- Tak .
Z zamkniętymi oczami szukam jej ust i znów łączymy się w czułym pocałunku, kiedy dzwoni mój telefon .
- Przepraszam ... - odsuwam się i odbieram. - Co chcesz tato ?
- Mógłbyś już wrócić ?
- Żartujesz sobie ? Będę po 22, cześć .
- Wojtek wracaj i nawet nie próbuj się rozłą ... - wcisnąłem czerwoną słuchawkę i wyłączyłem telefon.
- Przepraszam, tata .
- Co chciał ? - Ola podciąga kolana pod brodę .
- Ee ... nic w sumie . - dotykam dłonią jej brody i całuję ją w policzek .
Odsuwa się ode mnie kawałek .
- Nie, bo będę tęsknić jeszcze bardziej .
- I tak będziemy tęsknić oboje, chodź . - rozkładam ramiona i ona przytula się do mnie .
- Nie rozmawiajmy już o wyjeździe, co ?
- Tak . - uśmiecham się .
Do 21 siedzimy w domku, jemy i co chwilę się śmiejemy ze wspomnień z dzieciństwa, już nie rozmawiamy o wyjeździe, ale wiem, że w jej głowie nadal to siedzi - tak jak w mojej .
Przed 22 wysiadamy z autobusu i idziemy na naszą ulicę . Kiedy stoimy przed drzwiami jej domu, czuję, że zaraz pęknie mi serce. Ola wygląda ślicznie w świetle lamp, ale i tak widzę łzy w jej oczach .
- To już, tak ?  Mamy się pożegnać, jutro wyjedziesz i nie wiem kiedy Cię zobaczę ? - patrzy smutno .
- Tak ... to już .
- Zostań, proszę ... - zaczynają jej lecieć łzy .
- Chciałbym, ale nie mogę, wiesz o tym .
- Będę za Tobą bardzo tęsknić, napisz jak dolecisz i ... obiecaj, że o mnie nie zapomnisz . - obejmuje mnie za szyję .
- Obiecuję . Kocham Cię . - podnoszę ją i delikatnie całuję .
Lecą jej łzy, mocno ją przytulam i chwilę tak stoimy .
- Ostatni raz . - stanęła na palcach i sama mnie pocałowała . Czułem jej ból i tęsknotę i miłość .
Całujemy się dopóki starcza nam oddechu .
- Dobranoc . - przytulam ją i patrzę jak wchodzi do domu .
- Kocham Cię , pamiętaj . Dobranoc . - zanim zamknie drzwi podbiega i daje mi buziaka . - Powodzenia . - szybko wraca do domu i zatrzaskuje drzwi .
Ze zdziwieniem czuję, że pada deszcz, mam krople wody na policzku . Jeszcze większe zdziwienie czuję, kiedy widzę, że naokoło mnie nie pada, tylko po moim policzku lecą łzy . Ocieram je szybko i wracam do domu . Zamykam drzwi i opieram się o nie plecami po czym siadam na wycieraczce i ze złością rzucam butami w ścianę .
- Kurwa ! - krzyczę i rzucam prawym butem .
Ulżyło mi .
Do przedpokoju wszedł tata .
- Kazałem Ci wrócić do domu, coś Ty robił tak długo ?! I czemu do cholery wyłączyłeś telefon ?!
- Straciłem zasięg i bateria padła . - kłamię . - Chciałem z nią spędzić wieczór, daj mi spokój, idę do siebie .
Zamykam się w pokoju i do rana nie mogę zasnąć . Udaje mi się koło piątej .
Potem wszystko potoczyło się szybko, pożegnanie się z mamą, wyjazd taksówką, odprawa na lotnisku i wylot . Przez cały ten pośpiech nie zdążyłem dobrze się zastanowić i jeszcze raz pomyśleć nad rozmową z Olą .  Ona zaprzątała mi głowę do rana, wspomnienia i to jak bardzo ją kocham nie pozwoliło mi zasnąć .
A pośpiech nie uświadomił mi tego, że obiecałem jej coś, czego w ogóle nie dotrzymam ... tylko, że wtedy nie wiedziałem, że tak szybko zapomnę .

Hello London ! 
___________________________________________

Podoba się ? 
Proszę o kom, bo nie wiem czy dalej pisać :)x 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz