poniedziałek, 30 grudnia 2013

rozdział 17. - " nie umiem się odnaleźć "

-Gotowa?-Ola otwiera mi drzwi.
-Już prawie, tylko buty znajdę, ok? Wejdź.-zaprasza mnie gestem do środka.
Ma na sobie czarne rurki, białą obcisłą koszulkę na ramiączkach i turkusową marynarkę ze złotymi guzikami. Włosy uczesała w wysoką kitkę, miała mocno czarny makijaż oczu i usta pociągnięte błyszczykiem.
-Waniliowy...-pochylam się  i delikatnie ją całuję.
Obejmuje mnie w pasie i chwilę się całujemy, jednak kiedy do pokoju wchodzi jej mama, Ola jakby się speszyła i odsunęła ode mnie.
-Dobry wieczór.-uśmiecham się do mamy Oli.
-Dobry wieczór, widzę, że od wyjazdu jeszcze bardziej się kochacie.-uśmiecha się pani Krysia.
-Z każdym dniem.-uśmiecham się, a Ola rumieni się i wychodzi w poszukiwaniu butów.
-Wojtek!-po schodach biegnie Lilka i rzuca mi się na szyję.
-Cześć mała!-podnoszę ją.
-Lilka, co Ty, nie męcz go...za ciężka już jesteś.-mówi mama Oli karcąco.
-Jest w porządku, leciutka jak piórko...zresztą jak jej siostra.-uśmiecham się do Lilki, która się do mnie przytula.
-Jak było na wakacjach?-pyta radośnie.-Bo ona nie zdążyła. Wstała o 12, od razu szukała ubrań i jeszcze na zakupach była... a jak już miała chwilę to siedziała z Lilką.
-Wspaniale, Sopot to naprawdę piękne miasto. Gdynia i Gdańsk zresztą też. A w jej towarzystwie nie da się nudzić.
-A podobno mi coś przywieźliście tylko jest u Ciebie w torbie!-mówi Lilka.
-Tak, ale zapomniałem zabrać. Jak wrócimy z kolacji to Ci przyniesiemy.
-Zaraz będę, chyba wiem, gdzie są!-Ola krzyczy ze schodów.
-Może usiądziesz? Chwilę to zajmie. Opowiesz jak tam bycie starszym bratem.-mówi jej mama.
-Nie, dziękuję, bo my naprawdę musimy zaraz wychodzić, jak nie wróci to po nią pójdę. -uśmiecham się.-Bycie starszym bratem jest ok. Najgorsze jest to, że pewnie niedługo znów będę starszym bratem...
-Mama znów w ciąży?-pyta zdziwiona pani Krysia.-Lilka no daj już spokój Wojtkowi!
- Nie, nie ...skądże, jeszcze nie.-śmieję się i stawiam Lilkę na ziemi.-Po prostu tata ma narzeczoną no i wie pani...
-No tak. Przyszywane rodzeństwo, co?
-Tak... -uciekam wzrokiem.-Ważne, żeby oboje byli szczęśliwi.
-Mądry z Ciebie chłopak.-puszcza mi oczko.
-Jestem, mam.-do przedpokoju wpada Ola z pikowaną torebką na łańcuszku, kopią kultowej Chanel i w turkusowych butach na cienkiej szpilce.-Może być?
-Tak, kochanie, wyglądasz ślicznie.-łapię ją za rękę.-Oddam ją późno.-zwracam się do pani Krysi.
-A będziesz dziś u nas nocował?-pyta Lilka.
-To zależy już od Twojej siostry i mamy.-puszczam jej oczko.-do widzenia.
-Pa mamuś.-żegna się Ola i wychodzimy.
-Jak Ci się spało beze mnie?-pytam kiedy wsiadamy do auta.
-Nikt nie chrapał.-uśmiecha się.-Denerwuję się troszeczkę.
-Ja też.-poważnieję.-Nie mam ochoty znów poznawać nowej rodziny...
-Wiem, że to nie przyjemne, ale ...
-Ale on jest szczęśliwy, wiem.-kończę.
Zapada głucha cisza.
-Brakowało mi Ciebie wieczorem...-dotyka mojej ręki.-Zostaniesz dziś u mnie?
-A chcesz mnie?
-A czy to był podtekst?-śmieje się.
-Może...-puszczam oczko.
-To zostajesz?
-Chętnie.-uśmiecham się.-Twoja mama nie będzie miała nic przeciwko?
-Nie, za to Lilka się ucieszy.-daje mi buziaka w policzek.
-To zostanę, bardzo chętnie.
-Fajnie.
Docieramy pod apartamentowiec taty i wchodzimy do lobby, od razu kierując się do windy z prezentem " do nowego mieszkania " w ręku.
-Które to było piętro?-pytam Olę.
-Trzecie.
-Ok.-opieram się o ścianę windy.-Zawsze miałem fantazje o windach...-rzucam jednoznaczne spojrzenie.
-O Boże...-śmieje się Ola.-Czemu mnie o tym informujesz?
-Miałem nadzieję, że je spełnisz.-wskazałem na przycisk stop.
-Niestety, nie.-uśmiecha się i wychodzimy.- To było chyba 18...nie?
Podchodzimy do drzwi i dzwonię. Otwiera nam tata:
-Cześć, zapraszamy...-gestem zaprasza nas do środka.
Wchodzimy do nowoczesnego apartamentu o czarno białym wystroju. Jest przerażająco monotonny. Wszystko, każdy mebel ustawiony równo, szafki kuchenne w połysku. Białe ściany i ciemne zasłony. Białe meble w salonie i czarne dekoracje.
Zanim zdążymy obejrzeć całe mieszkanie podchodzi do nas niezbyt wysoka, szczupła kobieta. Ma na sobie czerwoną sukienkę do kolan i czarne szpilki. Blond włosy sięgają jej do ramion, są pokręcone i cieniowane kilkoma brązowymi pasemkami. Kobieta ma może, max, ze 30 lat, zielone oczy i, chyba nie do końca naturalne, pełne usta.
-To jest Renata, moja narzeczona. A to Wojtek, mój młodszy syn i jego dziewczyna-Ola.
-Bardzo miło poznać.-uśmiecham się i rozlega się dzwonek do drzwi.
-To pewnie Janek z Mileną, otworzę.
-Może coś pani pomóc?-pyta Renatę Ola.
-Mów mi po prostu Renata.-uśmiecha się kobieta.-Możesz zanieść sałatki, a ja wezmę karkówkę..
-Dobrze.-mówi Ola i idą razem do kuchni.
Do salonu wszedł tata z Mileną i Jankiem.
-Cześć!-Milena całuje mnie w policzek.
-Cześć, cześć.-uśmiecham się.
Potem tata przedstawia Renatę i wszyscy siadamy do stołu przy balkonie. I następuje krępująca cisza, nikt nie wie jak zacząć rozmowę. Postanawiam ratować sytuację...
-Właściwie dlaczego chciałe...chcieliście się tu wprowadzić? Tylko przez Legię? Mówiłeś, że w Zabrzu dużo lepiej niż tu.
-Wiesz, właściwie okazało się, że tam jest identycznie jak tutaj. A ja zacząłem negocjować z Legią, w tym samym czasie Renata dostała pracę na Uniwersytecie i tak wyszło. Jestem tu jednak bliżej Was... i możemy się częściej widywać.
-Właściwie to ja mieszkam w Londynie, więc masz tu tylko Janka.
-Ale jest tu Ola i pewnie będziesz ją częściej odwiedzał.
-No niby tak...
-A pani będzie wykładać na uniwersytecie?-Ola pyta Renatę nakładając sobie sałatki greckiej.
-Renata.-uśmiecha się.-Tak, historię sztuki.
-Naprawdę?
-Tak, skończyłam studia na tym kierunku, chociaż osobiście fascynuje mnie projektowanie ubrań.
-Też uwielbiam projektować.-uśmiecha się Ola i razem z Renatą kontynuują rozmowę.
-Masz szkocką?-pytam ojca rzeczowo, bo widzę, że na trzeźwo się nie rozkręcę.
-A Ty nie jesteś samochodem?
-No jestem...kurwa.-nalewam sobie Sprite'a.
-My przyjechaliśmy taksówką, Milena może nas odwieść twoim autem.-mówi Janek.-Też się chętnie napiję.
-No niech będzie.-mówi ojciec i idzie do kuchni, wracając z Ballantines'em i trzema szklankami.
-Od razu lepiej...-biorę łyka.
-Tak w ogóle to... zaręczyliśmy się!-oznajmia Janek łapiąc Milenę za rękę.
-Naprawdę?-pyta ojciec.-To wspaniale, gratulujemy!
Potem każdy im gratulował, a Ola zaczęła rozmawiać z Mileną o pierścionkach i o ślubach.
Czyżby jej też się marzyło wspaniałe, ogromne wesele na 500 osób? Suknie, garnitury, długie przygotowania: wypisywanie zaproszeń, zamawianie sal, rozpisywanie menu, poszukiwania zespołu, sukni...zapewne jakieś lekcje tańca...potem stres przed samą uroczystością, setki ludzi, długa ceremonia, wzruszenia, gratulacje, prezenty, pierwszy taniec...może to nie takie złe?
-Wojtek? Słuchasz w ogóle?-Ola mnie szturcha.
-Przepraszam, zamyśliłem się... co się stało?
-Nic, ale siedzisz i uśmiechasz się do siebie, z nikim nie gadasz...
-Zamyślony jestem dziś, przepraszam.-uśmiecham się.-A wy coś planujecie razem?-pytam tatę.
-Co masz na myśli?-pyta Renata.
-No jakiś ślub czy coś...?
-Coś czyli dziecko?
-Ja tego nie powiedziałem.
-Planujemy ślub, ale dzieci jeszcze nie.-mówi Renata.-Może jak skończę 30 to wtedy coś pomyślimy...
-A...nie no okej. A ślub kiedy?
-Wiosną przyszłego roku.-uśmiecha się tata.-A jaki jest Wasz plan?
Krztuszę się whiskey.
-My w zasadzie...nie mamy planu.-zaczyna Ola.
-Dokładnie.
-A co jak wylecisz do Londynu? Lecisz z nim?-teraz pytania taty stały się dość niewygodne...
-Raczej jeszcze z nim nie lecę...-uśmiecha się Ola.
-Dlaczego? To dla Was idealny czas na założenie rodziny...
-Nie jestem co do tego pewna. Poza tym może pójdę na kolejne studia...
Co? Jakie studia?
-O czym Ty mówisz?-pytam ją zdziwiony.
-Miałam Ci powiedzieć, ale nie chciałam w trakcie wakacji... zaproponowali mi stypendium na kolejny kierunek za doskonałe zdanie pierwszego.-tłumaczy się i bierze łyka sprite'a.
-Uhm...masz zamiar się zgodzić?-pytam rzeczowo, czując na sobie spojrzenia reszty.
-Nie wiem, muszę o tym porozmawiać z Tobą, ale chyba w cztery oczy.-kończy.
-Ok, to pogadamy. Dolać komuś?-pytam zapełniając już 3. szklankę.
-O właśnie, a może panie też chcą coś mocniejszego? Albo likier czy wino?-tata wstaje od stołu w kierunku barku.
-Ja nie mogę, prowadzę.-mówi Milena.
-No jak to?-dziwi się Renata.-No to może Ty się ze mną napijesz? Malibu? Chambord? Albo mamy dobre hiszpańskie wino od mojej kuzynki...
-To może wino.
-A może Ci drinka zrobić?-pytam się.-Kilka shotów nie zaszkodzi, co?
-Nie dziękuję, kochanie.-pochyla się i daje mi buziaka, przytrzymuje mnie za luźno wiszący krawat.-Sobie zrób, to się wyluzujesz.
-Ballantines'a lepiej nie mieszać z wódką, bo mnie nikt do domu nie zaciągnie, albo się rozbierać zacznę.-uśmiecham się do niej słodko.
-Mmm...to może jednak chcesz?-dotyka delikatnie moich ust i się szybko odsuwa.
Zauważam na nas badawcze spojrzenie taty. Szybko jeszcze daję Oli buziaka w policzek i piję whiskey, po czym znowu sobie polewam. Czuję, że dziś muszę wyluzować, bo nie dociera do mnie, że moja rodzina podzieliła się na dwie, a ja stoję gdzieś po środku i nie umiem się odnaleźć.
-Może Ty już nie pij?-mówi tata patrząc na kolejną szklankę whiskey.
-Odkupię, jak tak Ci zależy.
-Nie o to chodzi.
-Daj spokój, jestem dorosły.-uśmiecham się.
-Dorosły, a rozsądny to dwie różne rzeczy...
-Więc twoim zdaniem jestem nierozsądny?
-Nie powiedziałem tego.
-A ja nie zaprzeczam, tylko pytam. Co się denerwujesz? Wasze zdrowie.-piję kolejną szklankę.
-Starczy tego.-mówi Ola.-Rozleje pan to sobie i Jankowi i koniec.
-Co? O co Ci teraz chodzi? Nalejcie mi też.-protestuję.
-Nalać to ty sobie soczku możesz.-mówi Ola poważnie.
-Tylko tą skończę...jaka Ty groźna jesteś.
Kolacja kończy się ok. 22 kiedy wypiliśmy tą butelkę whiskey ( połowę ja ), zjedliśmy i skończyły się sensowne tematy rozmów. Ja już nawet nie miałem ochoty tam siedzieć więc prawie się nie odzywałem. Bawiłem się włosami Oli i co jakiś czas rzucałem kilka słów, żeby nie było, że się nie udzielam.
W końcu opuściliśmy imprezę i wsiedliśmy do Porsche. Milena i Ola z przodu, a ja z Jankiem z tyłu. Wszystko dookoła mnie troszeczkę wirowało, chłodny nocny wiatr owiewał moją twarz. Wtedy wpadłem na pomysł.
-Ej czekajcie ... ja pójdę po jakąś wodę bo się źle czuje, ok?-wskazuję na logo sklepu za rogiem.
-Iść z tobą?-pyta Ola podejrzliwie.
-Idę tylko po wodę, zaraz będę.
Ruszyłem w stronę sklepu trochę za szybko i wszystko mi się zakręciło, ale jak zwolniłem to udało się zachować pion. W sklepie ledwo znalazłem dział z alkoholami, z którego wziąłem setkę wódki, 100 ml przecież nic mi nie zrobi... Po drodze zgarnąłem wodę źródlaną. Za wszystko zapłaciłem i przy wyjściu ze sklepu na raz machnąłem setkę, żeby nikt nie widział, wyrzuciłem ją do kosza i w stronę auta szedłem tylko z butelką wody.
-Zwycięstwo...-z ulgą opieram się o samochód, z którego wysiadł Janek.
-Wsiadaj...-otwiera drzwi i popycha mnie do środka. Siadam na tylnej kanapie i uchylam okno popijając wodę. Milena rusza i jedziemy przez Warszawę.
Po dwóch minutach zatrzymujemy się w jednym z  korków, które są mimo godzin nocnych, bo ludzie jadą lub wracają z wakacji...
Zauważam za oknem kilku kibiców Legii, krzyczących i śpiewających. Chyba właśnie wracają z meczu czy coś...
-  LEGIA WARSZAWA! WARSZAWA CWKS, LEGIA NAJLEPSZA JEST!-otwieram okno i śpiewam z nimi.
-Weź się chowaj, bo Ci wjebią jak Cię rozpoznają.
-Czemu?-śmieję się.
-Bo odszedłeś do Arsenalu.
-O kurwa...-śmieję się.-To sorry panowie, ja nic nie zrobiłem! Legia ponad życie!-krzyczę i zamykam okno.-Daj głośniej bo fajna piosenka leci...-mówię do Mileny.- No dalej no...
-Weźcie mu włączcie może się zamknie?-mówi Janek i dziewczyny zwiększają głośność, a my ruszamy dalej ulicami Warszawy.
Znów otwieram okno i tym razem siadam na drzwiach, a do pasa wystaję na ulicę.
Wszystko mi się trochę rozmywa, ale czuję coś co każe mi się śmiać.
-TAK SIĘ BAWI LONDYN, WOOOOOOOOOOOOOOOOO!-ludzie patrzą na mnie i się śmieją.
-Zamknij się, cwelu...-Janek wciąga mnie do środka.-Ale się nachlałeś...-zamyka okno.
-Nie jestem pijany?-mówię.-Kochanie...chodź do mnie...-wyciągam ręce do przodu.
-Nie mam jak, kochanie...
-A jak ja przyjdę do Ciebie?
-Nawet o tym nie myśl.
-Bzykajmy się.-zaczynam zdejmować koszulę.
-Ogarnij się stary.-mówi Janek.
-Kochanie, spokojnie...sam wiesz jak Ty się zachowujesz jak się napijesz...musisz być wyrozumiały dla niego.-mówi Milena.
-Masz bardzo mądrą dziewczynę.-kiwam głową.-A ja Ci powiem coś o mojej...-ściszam głos.
Janek patrzy na mnie dziwnie, albo ze złością jakoś nie mogę tego określić.
-Kocham ją, ale nikomu nie mów,ok?-pytam go szeptem i zaczynam się śmiać.-Wszystko jest takie śmieszne...a wiesz co najlepsze? Że laska taty jest od nas starsza o max. 5 lat...mam do niej mówić mamo? A i te jej usta...wary obciągary hahaha. Spać mi się chce...
-To się połóż...-mówi Ola
-Nie, bo go potem nie wyciągnę go z auta.-mówi Janek.
-No to wytrzymaj chwilę, kochanie...
-Zrobię to dla Ciebie...-uchylam okno i opieram się o nie, zamykam oczy.
Kiedy je otwieram samochód zatrzymuje się pod wysokim apartamentowcem w dzielnicy, którą kojarzę.
-Dzięki Wam, będziemy po auto jutro.Do zobaczenia.-Ola i Milena wymieniają buziaka w policzek.
-Janek, pomóż jej z Wojtkiem...weź go jakoś ogarnij do mieszkania.-prosi Milena.
-Ok, chodź stary...-Janek wysiada z auta.
Muszę chwilę pomyśleć zanim zrozumiałem co mówią.
-Mieliśmy...do Ciebie dziś, kochanieee.-mówię, kiedy Janek otwiera drzwi.
-Ale jesteśmy u Ciebie, chodź..-mówi Ola i idzie przodem. Wlepiam wzrok w jej krągłe pośladki i ruszam chwiejnym krokiem.
Janek zarzuca moją rękę na swoje ramie i podtrzymuje mnie...nie mam sił, żeby mu coś powiedzieć. W windzie opieram się o ścianę i oglądam uważnie Olę, która unika mojego spojrzenia i o czymś rozmawia z Jankiem ale jakoś ich nie słucham.
Wysiadamy i Janek prowadzi mnie do drzwi mojego mieszkania.
-Daj klucze...-Ola podchodzi i wkłada mi rękę do kieszeni po czym otwiera drzwi.
Janek prowadzi mi na kanapę, gdzie mówi mi cześć, daje buziaka Oli i wychodzi.
-Ech...coś Ty znowu zrobił.-Ola siada na podłodze obok kanapy, na której leżę.-Idziemy spać, kochanie. Zaczyna zdejmować mi buty i rozpina spodnie.
-Może też siebie też rozbierzesz to coś razem porobimy?-proponuję.
-Nie dziś.-uśmiecha się i zdejmuje mi spodnie.-Jeszcze koszula i lecimy spać.
-Okej..rób ze mną co zechcesz!-uśmiecham się.
-Chodź do sypialni...dasz radę?
-Dam...-złapałem ją za rękę i udało nam się dostać do łóżka, bez wywalania się, chociaż to kosztowało mnie sporo wysiłku.
Kiedy położyłem się do łóżka Ola przykryła mnie kołdrą i zdjęła z siebie ubrania i założyła moją koszulkę, po czym położyła się obok mnie. Cały pokój i ona wirowały ... Potem wszystko okryła ciemność.
_____________________________________________________________________________

Pijak jeden! 

Myślicie, że Ola pójdzie na te studia, a Wojtek naprawdę nie ma co do niej żadnych planów?
I dlaczego właściwie się upił? Piszcie co myślicie :)

kocham i czekam na kom xo

Dodaję to w Sylwestra, jest godz. 02:11 .
Chciałabym życzyć Wam szczęśliwego nowego roku, spełnienia marzeń, wypełnienia swoich postanowień, dużo miłości i zajebistych wspomnień! <3
wszystkiego najlepszego w roku 2014 kochani ! <3




niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 16.- " niepoprawny romantyk "

-Uwielbiam to miasto.-Ola bierze do ręki lampkę wina.
-Jest niesamowite, jedno z niewielu magicznych miejsc w Polsce...-patrzę za okno hotelowej restauracji.
Jest 23, siedzimy na romantycznej kolacji w hotelowej restauracji. Przez 4 dni pobytu w Trójmieście zwiedziliśmy i zobaczyliśmy właściwie wszystko co chcieliśmy. Zaczynając od " Experymentu "  kończąc na porcie. W między czasie zobaczyliśmy stare miasto, spacerowaliśmy po kolorowych uliczkach, kąpaliśmy się i nocami bywaliśmy w klubach.
-Masz ochotę się przejść?-pytam ją z uśmiechem i wycieram usta serwetką.
-Proponujesz mi romantyczny spacer brzegiem morza?-Ola uśmiecha się.
-Tak, oklepane, ale co zrobisz. Trafił Ci się niepoprawny romantyk.
-Ech, jakoś będę musiała to przeżyć. Chodźmy.-łapie mnie pod rękę i opuszczamy hotel.
Na zewnątrz wciąż jest ciepło, mimo późnej godziny i lekkiego wiatru.
-Kocham to miejsce.-Ola siada na piasku, obok kładzie swoje szpilki. Morskie fale leniwie przypływają i odchodzą z brzegu, szum morza i dźwięki miasta tworzą specyficzną atmosferę.
Ola siedzi na samym brzegu, woda obmywa jej nogi i w końcu moczy krótką sukienkę, którą ma na sobie.
Postanawiam się dosiąść do niej.
-To miał być spacer, a nie...posiadówka jakaś.
-Nie mam już siły na chodzenie...-Ola już leży na piasku.
Kładę się obok i odgarniam jej włosy z twarzy.
-To może jutro zafundujemy sobie spa? Cały dzień słodkich masaży i kąpieli?-proponuję.
-To by było cudowne...w sumie nigdy nie byłam w spa.- ona śmieje się zakrywając twarz.
-To jutro będziesz.-łapię ją za ręce i zakładam sobie na szyję po czym delikatnie całuję ją w policzek.
-Mmm...kontynuuj...-mruczy cicho.
-Może pójdziemy do hotelu?-całuję jej szyję i policzki.
-A co będziemy tam robić?-pyta z uśmiechem.
-Zrobię Ci prywatne spa z masażem.-proponuję.
-O...no to chodźmy.-Ola wcale się nie podnosi.-Weź mnie na ręce.
-Do morza Cię mogę wrzucić.
-Nie...zanieś mnie, mój księciu.-wysyła mi buziaka.
Wzruszam ramionami i biorę ją na ręce. Kiedy zaczęliśmy iść w stronę hotelu Oli przypomniało się, że  na piasku zostały jej buty więc po nie wróciliśmy. Ale zamiast zatrzymać się przy nich poszedłem dalej, do wody i w ubraniach weszliśmy prawie do pasa, mimo początkowych protestów Oli.
-Jesteś głupi!-śmieje się Ola i powoli ją puszczam do wody. Jestem w wodzie aż do pasa, Ola prawie do biustu.-Zimna ta woda.
-Sama jesteś zimna, patrz-wskazuję głową w prawo, gdzie grupka ludzi w strojach kąpielowych grała w siatkówkę w morzu. Plaża przy hotelu jest strzeżona, więc możemy tu przebywać.-Im jest ciepło.
-Oj, ale mi zimno, chodźmy już.-Wiesza mi się na szyi i daje czułego buziaka. Z powrotem biorę ją na ręce i razem wychodzimy z wody, zabieramy buty i idziemy prosto do naszego hotelu. Na chodniku Ola stwierdziła, że dalej może jej się chcieć iść więc szliśmy trzymając się za ręce, całując i przytulając.
Czułem się jak zakochany nastolatek, nie chciałem wypuścić jej z objęć ani na chwilę.
W pokoju Ola od razu poszła po ręcznik żeby wytrzeć lekko pomoczone włosy i zdjąć sukienkę. Wróciła w krótkim topie i szortach.
-Jesteś piękna.-patrzę jak rozczesuje swoje ciemne włosy.
-Oj, weź przestań...-rumieni się.
-Ale tak jest. Napijemy się jakiegoś szampana, wina ...czegokolwiek?
-Mało piłeś na imprezach?-uśmiecha się kątem ust.
-Tak, mam niedobór alkoholu. Wino czy szampan?-biorę telefon.
-Szampan, niech będzie na bogato.-puszcza oczko i odkłada szczotkę.
-Ok.-dzwonię do obsługi i zamawiam zimnego szampana.
Po kilku minutach dostajemy alkohol i dwa kieliszki, chłopak odchodzi z napiwkiem a my otwieramy butelkę i podziwiamy nocny widok morza.
-To najpiękniejsze wakacje...-Ola wtula się we mnie.
-Wiem...są idealne.-odstawiam kieliszek i skupiam się tylko na niej.
-Serce Ci szybko uderza...-Ola jest wtulona w moją klatkę piersiową.
-Zawsze tak ma jak jesteś blisko.
-Ooo, jaki Ty jesteś słodki.-patrzy na mnie i po chwili delikatnie całuje mnie w policzek.
Postanawiam szybko zamienić to w dłuższy pocałunek, więc z zamkniętymi oczami szukam jej ust i w końcu wpijam się w nie delikatnie. Słyszę jej cichy jęk i mocniej ją przytulam po czym sadzam sobie w pasie i nie przestaję całować.
Dzisiaj musi być moja, muszę ją mieć, chcę żeby w tej jednej chwili była tylko moja, żebym był tym jedynym, który ją zdobył.
Świat wiruje i nagle lądujemy na łóżku.Całuję ją po policzkach, szyi i schodzę do obojczyków. Ona zdejmuje ze mnie koszulkę i całuje moje barki.Dotykam jej ud i mocniej ściskam pośladki, całuję jej brzuch i biodra. Rozpinam szorty i odrzucam je na bok. Sadzam Olę na swoich kolanach i całuję, aż brakuje nam tchu. Po kilku minutach pieszczot leżymy tylko w bieliźnie. Pochylam się nad nią i odgarniam włosy z jej czoła.
-Kocham Cię.-mówi i dłonią gładzi mnie po brzuchu.-Chcę...
-Jesteś pewna?-pytam spokojnie, mimo że w środku aż mnie roznosi z podniecenia.
-Tak...-mówi niezbyt pewnym głosem.
-Jakby coś było nie tak..to mów.-uśmiecham się i całuję ją.
Kiedy dotykam jej nagiego brzucha i zdejmuję stanik, czuję jak jej ciało drży, więc mocno ją przytulam.
-Będzie dobrze, rozluźnij się...-szepcę jej cicho do ucha i kontynuuję pieszczoty.
Kiedy już oboje byliśmy nadzy zawahałem się. W końcu teraz jestem za nią odpowiedzialny dużo bardziej...
Starałem się być delikatny, tak, żeby jej było dobrze. Kochaliśmy się długo i wręcz doskonale.
Nigdy w życiu nie kochałem się tak dobrze, nie czułem się tak wspaniale po seksie. Może nie mówię tu o kontakcie fizycznym, bo przecież to jej pierwszy raz, nie mogła się kochać jak ' znawca'. Mówię o psychice, uczuciach. Nigdy w życiu nie czułem się z kimś tak bardzo związany, zżyty i zakochany. Naprawdę czułem, że to jest to czego potrzebowałem. Pierwszy raz poczułem coś takiego, zawsze liczyły się cycki, dupa i dobre zaliczenie.
-Wszystko ok?-pytam Olę, która okrywa się mocniej kołdrą.
-Tak...doskonale.-uśmiecha się i stara uspokoić, wciąż przyspieszony, oddech, po czym sięga po moją koszulkę, która leży na podłodze.
-Nie, zostaw...-łapię ją za rękę.-Daj się nacieszyć...-całuję w ramię.
-Niech Ci będzie, ale chcę więcej buziaków.-uśmiecha się.
-Mmm...poświęcę się.-zaczynam całować całe jej ciało.
Ola zasypia koło 2 w nocy, idę w jej ślady i mocno ją przytulam ze świadomością, że wszystko czego pragnę mam w swoich dłoniach.
_________________________________________________________________________________

Obudziłam się chwilę przed Wojtkiem, zdążyłam tylko ubrać się w jego koszulkę kiedy zadzwonił telefon.
-Halo?-zaspany odbiera.-Cześć Liza ..czemu dzwonisz tak wcześnie, coś się stało...ale jak to jest już 12? Nie zauważyłem.
Uśmiecham się pod nosem, Wojtek gestem pokazuje, żebym została i kontynuuje rozmowę.
-Co? Ale kto ... co on chce?-pyta zdezorientowany.-Po co w ogóle przyjechał....
Trzeba mu przyznać, że wyglądał niesamowicie seksownie leżąc do połowy przykryty kołdrą, na poduszkach i słodko przecierającym zaspane oczy. Jego włosy były ułożone w sennym nieładzie.
-Dobra...Liza, my będziemy dziś wieczorem jakoś...może dość późno. Do zobaczenia, pa.-odkłada iPhone.
-Coś się stało?-pytam z uśmiechem.
-Tata jest w Warszawie...-mówi zamyślony.
-Chcesz jechać wcześniej?
-Obiecałem Ci dzień w spa.-uśmiecha się.
-Daj spokój, widzę, że chcesz. A do spa jeszcze zdążę pojechać. Myjemy się, pakujemy i jedziemy. Śniadanie gdzieś po drodze złapiemy.-całuję go w czoło.
-Nie wyobrażasz sobie jak bardzo Cię kocham.-uśmiecha się.-Mogę iść z Tobą?-pyta kiedy idę w stronę łazienki.
-Nie możesz...-pokazuję mu język i znikam za drzwiami.
Ściągam z siebie koszulkę i odkręcam wodę do wanny.
Zerkam na swoje odbicie w lustrze i zaczynam się sobie przyglądać.Czy coś się zmieniło?
Nie, absolutnie nic. Mój brzuch wciąż jest taki sam, może bardziej opalony...moje piersi wciąż są za małe, a tyłek za mało okrągły. Uda są w porządku.
Zmieniło się tylko to, że to ciało nie należy już tylko do mnie. Ktoś inny je dotknął, był w nim, zdobył je.
Wczorajsza noc była cudowna, chociaż nie było do końca tak przyjemnie jak myślałam. Wiem, że z każdym razem będzie jeszcze lepiej. Ale inna sprawa czy zadowoliłam Wojtka?
Mam nadzieję, że nie spodziewał się jakiegoś mega seksu z wyćwiczoną laską, bo na to nie było najmniejszych szans. Mam nadzieję, że go zadowoliłam...
A tak szczerze mówiąc, to on jest cholernie seksowny. Ma umięśnione, bez przesady, po prostu ładnie wyrzeźbione ciało. Rozpływam się w jego dużych dłoniach, uwielbiam umięśniony brzuch, którego dopełnia tatuaż. Ma mocno umięśnione nogi i ręce. Nic mnie chyba tak nie podniecało jak widok i dotyk jego nagiego, rozpalonego ciała.
Jestem mega zadowolona z tych wakacji. To będą jedne z najpiękniejszych wspomnień jakie miałam. Wspólny spacer w zoo i głupie zdjęcia  z każdej wycieczki, romantyczny wieczór na plaży, szaleństwo w nocnych klubach, rozmowy z jego fanami, długie spacery po mieście. Wszystko uwiecznione na zdjęciach.
Wczorajszego wieczoru nigdy nie zapomnę, jeśli mogłabym wybrać jak miał wyglądać mój pierwszy raz zdecydowanie wybrałabym wczorajszy wieczór. Było idealnie.
Z tymi przemyśleniami wchodzę do wanny i biorę relaksującą kąpiel.
Po kąpieli suszę i czeszę włosy w wysoką kitkę, nakładam odrobinę podkładu i tuszu. Po czym wychodzę w samym ręczniku, bo zapomniałam wziąć ubrania do łazienki.
-No, no ... jeżeli zamierzasz dziś tak chodzić cały dzień to jestem za...-Wojtek odkłada tablet i siada na brzegu łóżka.
-Nie rób sobie nadziei na to, kochanie.-wyciągam top i szorty z torby, zaczynam szukać bielizny, kiedy nagle on przyciąga mnie do siebie, na łóżko i zdejmuje ze mnie ręcznik. Rzuca mnie na chłodną pościel i pochyla się w samych bokserkach.
-Jak to? Miałem nadzieję, że cały dzień będziesz paradować nago.
-Nie, zdecydowanie nie będę.-śmieję się gdy on robi mi malinkę na obojczyku.-Puść mnie już, co?
-Nie, jeszcze chwilkę.-całuje mnie w usta.
Trochę czuję się skrępowana tym, że leżę przed nim całkiem nago...
-Wojtuś, kochanie, zimno mi.-zaczynam narzekać.
-No, to może jednak się ubierz.-pokazuje mi język i całuje w ramię, po czym jak gdyby nigdy nic wraca do ipada.
Podnoszę ręcznik i wracam do łazienki.
Zakładam top i wczorajsze szorty, spryskuję się owocową mgiełką i wychodzę z łazienki zabierając po drodze moją  kosmetyczkę i ubrania.
-Możesz iść się kąpać.-mówię wrzucając wszystko do walizki.-A ja w tym czasie nas spakuję.
-Jak chcesz, tylko wezmę sobie coś do ubrania.
Hotel opuszczamy koło 13, w towarzystwie paparazzich, do których powoli zaczęłam się przyzwyczajać.
-Szkoda, że już musimy wracać...-mówi Wojtek po wyjechaniu  z Trójmiasta.-Przepraszam, że nie zostaliśmy do wieczora...
-Daj spokój, co? Sama to zaproponowałam i niczego nie żałuję.Było cudownie, wiesz?-kładę mu dłoń na kolanie.
-Wiem.-uśmiecha się.
Droga do Warszawy mija nam szybko i przyjemnie, Wojtek zdecydował się jechać płatną autostradą, aby było szybciej. Więc na naszej ulicy jesteśmy między 18 a 19.
-To samochód taty...-mówi Wojtek widząc Jeep'a na podjeździe.
-Właściwie to czemu Eliza Ci mówiła, że on tu jest?
-Bo Janek nie chciał, żebym wracał szybciej do niego. Poza tym nikt nie mówił, że on jest u nas w domu, tylko w mieście. Ale widocznie postanowił ich odwiedzić.-gasi silnik i otwiera drzwi.
-To zobaczymy się później? Może was samych zostawię?
-Nie, chodź ze mną. Proszę. Później oboje pójdziemy do Ciebie.-prosi Wojtek.
-No dobrze, chodźmy.
Wysiadamy z auta i za rękę idziemy do domu Wojtka. W Wa-wie jest 27 stopni, trochę mniej niż w Sopocie, ale i tak cudownie gorąco.
Wchodzimy do domu, przy wejściu czuć zapach wanilii i...oliwki dla dzieci.
Z salonu dobiegają śmiechy i rozmowy. Wojtek mocniej ściska moją dłoń.
-Cześć Wam!-Wojtek wita się ze wszystkimi w progu.-Cześć...tato.
Wtedy wszyscy rzucili się na powitanie. Wszyscy oprócz taty Wojtka. On został na końcu.
-Cześć, synu...-uśmiecha się lekko skrępowany.-A to ... kto?-pyta patrząc na mnie.
-Ola...moja dziewczyna. Zresztą, znacie się przecież...-mówi niepewnie na niego patrząc.
-Ola? Jejku...nie poznałem Cię. Jesteś jeszcze ładniejsza niż byłaś...-mówi z uśmiechem.
-Więc co tu robisz?-pyta Wojtek siadając na kanapie obok Elizy.
-No właśnie...otóż zostałem trenerem bramkarzy w Legii! Wczoraj podpisałem kontrakt.-oznajmia z uśmiechem.- I z tej okazji zapraszam Ciebie i Janka, z paniami oczywiście, na kolację do mnie do mieszkania. Poznacie przy okazji Renatę. Jutro o 18 wam pasuje?
-Tak, jutro będzie ok. Chłopaki w legii mają z Tobą przejebane.-mówi Wojtek ze śmiechem. Chyba się trochę rozluźnił.
-Napijesz się czegoś?-podchodzi do mnie Lizka.
-Tak, chętnie.
Idziemy razem do kuchni. Wojtek rozmawia z resztą rodziny.
-Jak Ci się podobały wakacje  z moim bratem?-pyta nalewając mi pepsi.
-Szczerze to było niesamowicie. Uwielbiam go...-patrzę na kanapę gdzie uśmiechnięty rozmawia z mamą.
-To czemu coś Cię martwi?
-Nic mnie nie martwi, wszystko jest ok.-zapewniam ją, kłamiąc.
Tak naprawdę cały czas głowę zaprząta mi wczorajsza noc.
-Nie kłam i mów co jest.-Lizka opiera się o blat.
-Przespałam się z nim.-mówię uciekając wzrokiem.
-Żartujesz?-mówi z niedowierzaniem.
-Serio...trochę dziwnie się z tym czuję...-biorę łyka pepsi.
-Nie masz czemu, to normalne...
-Pogadamy o tym jak będziemy same,ok? Bo na razie muszę przygotować się do kolacji z jego ojcem i jego dziewczyną...brzmi jak wyzwanie.
Wtedy nie wiedziałam, że bardziej jak spełnienie ukrytych marzeń...


_______________________________________________________________________________


W końcu Wojtkowi się udało, ale czy Ola jest z tego zadowolona?
I co mają znaczyć ukryte marzenia?

Ktoś ciekawy? Albo może domyśla się ktoś?:)

dawno mnie tu nie było ale piszę jeszcze na love makes suprises więc ciężko idzie :P
Kolejny rozdział będzie tam :D

Kocham i czekam na komentarze xo 

mam pytanie, ktoś czyta www.evenifyourenotonlyone.blogspot.com ? bo nie wiem czy mam tam coś pisać czy nie .... bo jeśli nie ma dla kogo to pozbędziemy się go :p

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 15.-"być tym wyjątkowym"

-Wszystko z nią okej? Znaczy...czy wszystko jak trzeba?-pytam uśmiechniętą Elizę.
-Tak, jest tam już ponad godzinę. 
Stoję z Olą pod porodówką, gdzie skierowała nas pielęgniarka.
-A to nie za długo?-pytam.
-To czasem trwa ponad kilka godzin, spokojnie.-Ola uśmiecha się.
-Tak? To może posiedzimy. Marek jest?
-Tak, w środku z nią. 
-Nie denerwuj się, będzie dobrze.-Ola siada obok mnie i łapie mnie za dłonie, które mocno zaciskam.
-Wiem, po prostu...stres.
Przytula mnie i chwilę tak siedzimy.
Potem zaczynam chodzić w kółko, znów siadam i tak przez dwie godziny.
Ola i Eliza starały się mnie uspokoić ale jakoś nie mogłem usiedzieć w miejscu. Nie wiedziałem co się dzieje z mamą, nic nie było słychać. Poza tym wyszły stamtąd cztery kobiety, właściwie zostały wywiezione przez pielęgniarki na wózkach inwalidzkich. Żadna z nich nie była mamą, zaczynałem się martwić.
W końcu jednak wyszedł stamtąd Marek.
-I jak?-pyta uśmiechnięta Eliza.
-Mam...córkę.-mówi i uśmiecha się. Właściwie to cały czas się szczerzył.
-To super! Mam brata!-Eliza skacze i cieszy się jak głupia.
-A z mamą wszystko ok?-pytam.
-Tak, zaraz ją na salę odwiozą. Zadzwonię chyba do wszystkich, że to już,co?
-No tak. I ...gratulacje.-uśmiecham się do Marka.
-Dzięki młody. Nowy starszy bracie.-puszcza oczko i idzie dzwonić do rodziny. Widać, że jest zachwycony.
Ola i Eliza stoją i rozmawiają z uśmiechem o dziecku, widać, że bardzo chcą je już zobaczyć.
-Cieszysz się?-Ola podchodzi do mnie i uśmiecha się.
-Tak. Cieszę się.-uśmiecham się i delikatnie daję jej buziaka w czoło. 
-Teraz jesteś starszym bratem...-uśmiecha się Ola.-Już nie będziesz oczkiem w głowie mamusi.
-Przejebane, ale może teraz będę Twoim?-pochylam się i całuję ją w usta.
Chwilę pozwalam sobie na zatopienie się w jej ustach, ale szybko przestaję bo przypominam sobie o obecności Elizy.
Później spędzamy czas w sali u mamy, jesteśmy tam  do 21:00 . Dziecko wygląda jak każde inne, naprawdę nie rozumiem czym się zachwycać. Jest różowe i pomarszczone. Co tu ' słodkiego' i ' pięknego ' nie mam pojęcia. Oczywiście też udawałem, że jestem zachwycony. Okazało się, że to dziewczynka, narazie nie ma imienia ale podobno do jutra będzie.
Około 22:03 jesteśmy u mnie w mieszkaniu i właśnie stawiamy walizki na podłodze.
-Zjesz coś? Umieram z głodu...-z lodówki wyciągam jedzenie i robię kanapki.
-Nie dzięki.-Ola siada na kanapie opierając głowę na zagłówku.
Przyglądam się jej chwilę. Jak zamyka oczy i spokojnie oddycha, jak delikatny uśmiech maluje się na jej twarzy.
-Może wina?-pytam.
-Zawsze mi to proponujesz.-uśmiecha się otwierając oczy.
-Zawsze się zgadzasz.
-To dziś też nie odmówię. Męczący był ten pobyt w szpitalu, ale warto było. Twoja  siostrzyczka jest prześliczna.
-No nie wiem.
-Przestań. Taka słodziutka była.-zanoszę Oli wino i sam siadam obok z kanapkami.
-Na pewno nie chcesz?-pokazuję na talerz.
-Na pewno. Ale możesz mi coś zagrać.-uśmiecha się biorąc łyka wina.
-Jakoś dziś chyba nie mam weny na granie.-uśmiecham się przepraszająco.
-Szkoda.-robi smutną minę.-Ale może chcesz mnie nauczyć?
-Serio?
-Tak.-uśmiecha się.
-Ok, możemy spróbować.Jak zjem, ok?
-Ok.
-Miałbym do Ciebie sprawę, tak w ogóle...
-Jaką?
-Byłaś kiedyś w Londynie?-pytam uśmiechnięty.
-Nie...
-To może byś wpadła i pomogła urządzić domek?
-Domek?
-Tak, kupiłem przecież...300 metrów samo się nie ogarnie. Potrzeba w tym...kobiety.-uśmiecham się.
Czy ja właśnie nie mówię o tym o czym rano Janek mi wspominał? Nie, on mówił o wspólnym mieszkaniu, a ja o urządzaniu i ... no nie o mieszkaniu.
-E...jasne, spoko.-Ola chyba nie jest pewna.-Ale robimy wycieczkę po Londynie!
-Jasne. A teraz chodź.-zabieram jej kieliszek i idę do fortepianu.-Zapraszam panią.
-Ok. Trochę stresujące. Bardziej niż śpiewanie.
-Jeszcze nawet nie zaczęłaś.-uśmiecham się.-Masz dobre palce do grania.
-To znaczy?-rzuca niepewne spojrzenie.
-Długie...pewnie też zwinne.-uśmiecham się.-Zacznijmy od czegoś prostego...
Szukam nut i gram kilka akordów, potem Ola je po mnie powtarza. Tłumaczę jej jakie dźwięki, gdzie są i jak je zagrać żeby dobrze brzmiały. Gramy razem jakoś przez godzinę. Potem Ola przerywa i mówi, że jak na jedną lekcję jej starczy. 
-To teraz może nauczysz mnie tańczyć?-włączam stereo.
Pierwsza piosenka, która się włącza to ' We Ride ' Rihanny ( a tutaj robimy klik i wczuwamy się w klimacik. :))
-Chyba zapomniałeś, że całkiem dobrze tańczysz.-śmieje się Ola i pije wino.
-Tak, ale chciałem mieć jakieś powody, żeby Cię poprzytulać, chodź.-uśmiecham się i ciągnę ją za rękę.
-Głupi jesteś...-śmieje się, ale daje się objąć i prowadzić w tańcu.
-Chyba chciałaś powiedzieć " romantyczny ". 
-Może trochę.-uśmiecha się i tańczymy w rytm muzyki.
Jej zapach mnie otacza, uwodzi i zwodzi. Przyciągam ją mocniej do siebie.
-Lubię, kiedy jesteś tak blisko.-słyszę głos Oli, cichy i nieśmiały.
-To dobrze, ja też nie narzekam.-uśmiecham się do siebie i całuję ją w kark.
Moje dłonie przesuwały się od jej talii do ud. Jedną dłonią dotykam jej policzka i czule całuję.
-Kocham Cię...-mówię, ku swojemu własnemu zaskoczeniu i ponownie wpijam się w jej usta.
Ola obejmuje mnie i odwzajemnia pocałunek. Powoli wsuwam rękę pod jej koszulkę i dotykam jej delikatnej skóry. Czuję jak przeszywa ją dreszcz. Przerywam pocałunek i bez słów prowadzę Olę za rękę do sypialni.
Tym razem to jej ręce wędrują pod mój t-shirt i całuje mnie. Zdejmuję jej koszulkę i popycham na łóżko, po czym kładę się nad nią oparty na rękach i po szybkim buziaku, po karku schodzę do klatki piersiowej. Nie wierzę w to, że ma tak idealne, delikatne ciało, pieszczę ją długimi pocałunkami. Chwilę później ściągam koszulkę i czuję usta Oli na moim brzuchu.
Kiedy zaczynam rozpinać jej szorty, Ola delikatnym ruchem zabiera moją rękę i siada na łóżku. Wzrokiem zaczyna szukać swojej koszulki.
-Nie możemy...-wstaje zakłopotana.
-Co...?Dlaczego?-pytam zdezorientowany. Znowu? Znowu nie możemy kiedy miało być tak pięknie.
-No bo jakby Ci to...
-Co?-niecierpliwię się.
Co tym razem?
-No po prostu...nie.
-Co się dzieje?
-Nic, Wojtek, daj spokój...-Ola zakłada koszulkę.
-Zrobiłem coś nie tak?-pytam.
-Nie...nie mam ochoty.
-No przed chwilą jeszcze wyraźnie miałaś!-mówię, bo ta rozmowa zaczyna mnie już irytować.-Ola, mów co jest...
-Nic, Wojtek nie mam ochoty, źle się czuję i w ogóle....nie.-Ola wyraźnie się wykręca.
-Weź przestań i od razu mów co jest, a nie kręcisz coś!-wbrew własnej woli podnoszę głos.-Czemu ?
-Nie wiem, może dlatego, że jestem dziewicą?!-Ola krzyczy i wychodzi z pokoju. Po chwili słyszę trzask drzwi, prawdopodobnie od łazienki.
No dobra, teraz mnie zaskoczyła. Znowu.
Mogłem tak nie naciskać. Ale dziewictwo to nic złego, wręcz przeciwnie zaskoczyła mnie tym, że jeszcze żadnemu facetowi nie pozwoliła zdobyć jej ciała.
Gorsze jest to, że mi też może nie pozwolić...ale nie o to tu chodzi, nie?
-Ola...-wychodzę z pokoju poprawiając spodnie.-Przepraszam...nie wiedziałem, nie chciałem naciskać.
-Dobra, daj spokój.
-Wyjdź, proszę.
Słyszę przekręcany zamek i Ola wychodzi.
-Mogłaś mi powiedzieć..
-Miałam Ci na dzień dobry powiedzieć " jestem dziewicą ' ?-Ola mija mnie i siada na kanapę.
-No niby nie...w każdym razie, przepraszam, że tak naciskałem ale ... po prostu... Jesteś dziewczyno mega, mega seksowna i naprawdę ciężko uwierzyć, że nikt Cię nie tknął. 
Ola dość dziwnie na mnie spojrzała, nie do końca łapię, o co chodzi.
-Ale to jednak...słodkie, że wciąż...
-Taaa?
-Tak. Bo chciałbym być tym wyjątkowym...rozumiesz?
-Rozumiem.-daje mi buziaka.-Chodźmy spać, bo jutro rano jedziemy, kotek.-łapie mnie za rękę i idziemy do sypialni. Jednak kiedy tylko kładę się obok niej, obejmuję ją i jednocześnie czuję, że jest tym chyba skrępowana. Więc po prostu puszczam i opieram głowę na jej ramieniu.
-Dobranoc, kochanie.-mówię cicho i całuję ją w kark.
-Dobranoc.-przez skórę czuję, jak się uśmiecha.
__________________________________________________________________________


-Weź mi jakiegoś muffina i red bulla jak już będziesz płacił.-proszę Wojtka kiedy wysiada na stacji niedaleko Trójmiasta.
Jest już 17 a my dopiero dojeżdżamy do Sopotu. Jednak nie mogę się już doczekać słodkiego nic nie robienia, opalania na plaży i nocnych imprez. Przynajmniej tak to wygląda w planie. 
Od rana udało nam się pozbyć tej niezręcznej atmosfery z wczoraj, a nawet wymienić jeden pocałunek.
-Spoko, zaraz wracam.-uśmiecha się i wysiada z porsche.
Czekam kilka minut i wraca Wojtek z moim zamówieniem, w tym samym czasie dzwoni telefon.
-Hej.-odbieram widząc, że to Eliza.
-Hej, gdzie jesteście?
-Już prawie w Sopocie, a co tam?
-No nic, po prostu już za Tobą tęsknię, on mi Cię zabiera, wyrodny brat.
-Nie taki straszny, przyniósł jedzenie.-śmieję się.
-Dobra a tak serio to dzwonię po to, żebyś go namówiła na tych wakacjach żeby mnie zabrał do Londynu jak będzie wracał. Błagam załatw mi to.-błaga Eliza.
-No dobra...postaram się.
-Ok, nie przeszkadzam Wam, buźka.
-No hej.-rozłączam się.
-Zaraz będziemy.-mówi Wojtek i odpala silnik.
-Cieszę się na ten wyjazd. 
-W końcu będziemy tylko we dwoje.
-Bez Lilki.-śmieję się.
-Słodkie dziecko, o co Ci chodzi?-pyta Wojtek.
-O to, że jak tylko przychodzisz to nie może się od nas odczepić.
-Kocha mnie.
-No w to nie wątpię.
Około 18 dojechaliśmy do śródmieścia w Sopocie, jak się okazało, tuż obok plaży i morza, do do hotelu Sofitel Grand. Zdecydowanie zaskoczyła mnie ilość gwiazdek ( 5 ... ) ale po Wojtku można się było tego spodziewać. I położenie-niedaleko molo, tuż przy plaży. Idealnie na wakacje.
Wjechaliśmy na parking przed hotelem, który przypominał ogromny pałac, ogrody przy wejściu robiły ogromne wrażenie. Na tle parku i morza wyglądał trochę jak z bajki. Pogoda jest idealna, 27 stopni, bezchmurne niebo. 
-Widzę, że Ci się podoba.-Wojtek chyba zauważył mój uśmiech.-Poczekaj, aż wejdziemy do środka.
-Nie mogę się doczekać.
-Ja też.-Wojtek wysiada z auta i otwiera bagażnik. 
Niecałe 30 sekund później pojawia się przy nas boy hotelowy i zabiera wszystkie bagaże po czym rusza w stronę wejścia, a my za rękę idziemy za nim.
-Czujesz to morskie powietrze? Takie inne, nie?-uśmiecham się.
-Nie, jakoś nie bardzo łapię różnicę.-puszcza mi oczko.
-Po rozpakowaniu się od razu idziemy na molo.-decyduję kiedy wchodzimy do lobby.
Wojtek odbiera kartę do pokoju i idziemy do windy, którą jedziemy na drugie piętro. Idziemy do pokoju nr.312 i wchodzimy do środka. Zanim zdążę się dobrze rozejrzeć, puka boy hotelowy i Wojtek daje mu napiwek, za przywiezienie bagażu. Zamyka drzwi i razem rozglądamy się po pokoju. Po lewej stronie od wejścia znajdują się drzwi do wszechstronnej łazienki z toaletą, blatem z dwoma zlewami, prysznicem i wanną z jacuzzi. Na przeciwko wejścia widać duże okna balkonowe z widokiem na morze. Obok drzwi jest telewizor, a przy ścianie po lewej stronie stoi duże dwuosobowe łóżko, barek, szafki i fotel. Pokój jest utrzymany w kremowo kawowej kolorystyce. Kawowe ściany i kremowe meble, ciemne podłogi i białe pościele, lampy, abażury i fotele. Po prawej stronie od wejścia znajdowała się garderoba. Nad oknami wisiały duże, ciężkie fioletowe zasłony nadające jeszcze większego uroku całemu pokojowi.
Za oknami balkonowymi wcale nie było balkonu. Za nimi szerzył się widok na piękny ogród, fontanny, kwiaty, żywopłoty i plażę z morzem. Fale spokojnie wpływały i wypływały na brzeg, ludzie się opalali, dzieci biegały. W wodzie grupka ludzi grała w siatkówkę. Czubki drzew w ogrodzie delikatnie kołysały się pod lekkim morskim wiatrem. Niebo  było bezchmurne a słońce mocno grzało. Idealny wakacyjny krajobraz.
-I jak, kochanie?-Wojtek rzuca się na łóżko i pilotem włącza klimatyzację.
-Idealnie, pięknie, cudownie. Szukam stroju i idziemy na plażę.
-Już?
-No tak, a co?
-Może najpierw kopniemy się na jakiś obiad,a dopiero później opierdaling?
-Niech Ci będzie. Idę założyć jakieś bikini, albo coś.-mówię z uśmiechem i zauważam bardzo jednoznaczne spojrzenie Wojtka. Przesuwa wzrokiem po moim ciele, bez skrępowania, po prostu ogląda mnie.
Rezygnuję z bikini i po prostu zakładam koszulkę do pępka. W końcu i tak jest już po 18, pewnie pójdziemy na spacer a potem gdzieś na wieczór. Plażing dopiero jutro. 
Po godzinnym obiedzie w ogromnej restauracji udajemy się na molo, gdzie spacerując za ręce wzbudzamy ogromne zainteresowanie plażowiczów. Kilka osób chce zrobić sobie zdjęcie z Wojtkiem, dwóch ośmioletnich chłopców prosiło o autograf, para dwudziestopięciolatków robi sobie z nim zdjęcia. Później podchodziły już grupki ludzi. W końcu odeszłam na bok i w budce z napojami kupiłam sobie mrożoną kawę. Oparłam się o barierkę. Rzuciłam krótkie spojrzenie na Wojtka, który cierpliwie rozdawał autografy i pozował do zdjęć. Na oko stało obok niego ze 30 osób.
Wzdycham i patrzę w morze. Mogłam się tego spodziewać, przecież Wojtek jest bardzo rozpoznawalną osobą. Stoję tak sama myśląc o tym, że jeśli tak ma wyglądać ten wyjazd pod dziękuję bardzo. Mogłam to lepiej przemyśleć. Mija jakieś pół godziny i postanawiam wrócić do hotelu.
W połowie drogi przez molo ktoś łapie mnie za rękę.
-Przepraszam, że to tak długo trwało.-mówi Wojtek ze smutkiem.-Obiecuję, że to był pierwszy i ostatni raz.
-Na pewno?
-Tak.
-W sumie to nie mam prawa być zła, po prostu znudziło mi się stanie tam i czekanie.
-W takim razie idźmy gdzieś indziej?
-Ok.-Wojtek łapie mnie za rękę i razem idziemy w miasto.
Wieczór spędzamy na ulicach Sopotu, oglądając, zwiedzając i rozmawiając. Na portalach społecznościowych Wojtek zamieszczał zdjęcia z wspólnej wycieczki po mieście.
Rozglądaliśmy się za jakąś nocną rozrywką w końcu decydując się na jeden z klubów, gdzie planujemy spędzić chociaż pół nocy.
Kupujemy bilet wstępu i od razu zamawiamy pierwsze z wielu drinków tej nocy.
_________________________________________________________________________________
Co myślicie? :)
Wydarzy się coś czy nie? ;)

Kocham xoxo 




zapraszam, daję followback wszystkim :)






poniedziałek, 18 listopada 2013

Rozdział 14.-" boi się stałych związków?"

-Wow, gratuluje, nie spodziewałem się.-mówię otwierając zaproszenie.
W środku jednak czuję, że wokół mnie dzieje się coś, czego nie rozumiem.
-To możesz tam zaprosić tą swoją dziewczynę, co?-mówi Ania, a kelner przynosi sushi.
Mi co prawda odechciało się już jeść, w ogóle wszystkiego mi się odechciało.
-Jasne, że tak. Pewnie chętnie wpadnie. Nie wierzę, że się pobieracie.-mówię, z jakże szczerym, niedowierzaniem.
-Właśnie, też w to nie wierzę, ale jestem szczęśliwy, nie mogę się doczekać.-mówi Robert.-A co do ślubu, to chciałbym, żebyś został moim świadkiem!
-Ja?
-No, a ja? Nie chcesz?
-Chcę, jasne, że tak. Kurde, stary super!-uśmiecham się.
-I jeszcze zapraszam Cię na wieczór kawalerski, weekend w sumie. Za tydzień w Cannes, jachtem po Lazurowym Wybrzeżu.-proponuje uśmiechnięty.
-Wchodzę w kto. Kto jeszcze będzie?
-Kilku znajomych, Sławek, Marco, kilku innych i Ty.-mówi uśmiechnięty.
-Spoko, szczegóły doślesz.-uśmiecham się też.
Obiad schodzi nam do 15, potem jadę do siebie, gdzie w słodkiej samotności przetwarzam to, co się dzieje wokół mnie.
W styczniu moja mama wyszła za mąż.
Teraz Janek będzie się oświadczał,a co za tym idzie-brał ślub.
W międzyczasie Robert się żeni.
Extra.
Wzdycham i oglądam zaproszenie. Za dwa tygodnie, w dworku niedaleko Krakowa...ślub.
Rzucam je na stół i idę się spakować. Zmiana planów, wyjeżdżamy dziś wieczorem.
_______________________________________________________________________
-Ola, Wojtek przyszedł.-mama wchodzi do mojego pokoju, kiedy w dresach dopinam walizkę.
-Idę.-poprawiam włosy i uśmiechnięta schodzę do salonu. Wojtek siedzi na kanapie z Lilką i oglądali bajkę.
-Cześć.-uśmiecham się stając za kanapą.
-Hej, gotowa na wyjazd?-pyta wstając i podchodząc do mnie.
Zanim zdążę odpowiedzieć, on mnie obejmuje i delikatnie całuje.
-Tak, właśnie zamykałam walizkę.A Ty?-obejmuję go w pasie i patrzę w jego piękne oczy.
-Gotowy i ... mam pomysł.-mówi uśmiechając się.
-Jaki?-pytam.
-Jedźmy już teraz.
-Co?
-No bierz walizkę i jedziemy, chcę spędzić z Tobą jak najwięcej czasu.-mówi uśmiechnięty.
-Ty tak serio? Przecież to ponad 5 godzin jazdy, jesteś na siłach? Powinieneś się wyspać i....
-Tak, no daj spokój. Ja się czuję zajebiście, przestań myśleć! Jedźmy, teraz...-prosi mnie łapiąc za rękę.
Zerkam na mamę, która obserwuje nas zza blatu w kuchni.
-No ale rano byłbyś bardziej...
-Proszę, chcę się wyrwać, zapomnieć o problemach, odpocząć. Już, teraz, zaraz. Bierz walizkę i jedźmy.-Wojtek wręcz błaga.
-Dobrze...już idę na górę po walizkę.-mówię wchodząc po schodach.
-Pomogę Ci, wezmę ją. Wszystko spakowane?-pyta Wojtek, kiedy zabiera walizkę i torbę z mojego pokoju.
-Tak, dzięki.-mówię i zamykam drzwi.
Wychodzimy przed dom i Wojtek pakuje bagaże do Porsche.
-Uważajcie na siebie, co? I zadzwoń jak dojedziecie.-Mama całuje mnie w policzek.-Jesteś pewna, że chcesz z nim tam jechać?-pyta zdecydowanie ciszej, tak żeby Wojtek nie usłyszał.
-Tak mamo, ufam mu.-mówię poważnie.-Pa Lilka! Zadzwonię jak dojedziemy.-dodaję głośno i wsiadam do auta.
-Do widzenia.-Wojtek uśmiecha się do mojej mamy i wsiada do auta.
Ruszamy Warszawą.
-Cieszysz się chociaż?-pyta Wojtek.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. A czemu tak nagle chciałeś dziś wyjechać? Coś się stało?-pytam.
-Nic, kochanie. Po prostu mam dość tego syfu i chcę odpocząć.
-Ok, jak sobie chcesz. Co dziś robiłeś?-pytam uśmiechnięta udając, że nie widzę, że coś jest nie tak.
-Byłem z Jankiem wybierać pierścionek zaręczynowy, chłopak chce się oświadczyć.-Wojtek kręci głową.
-Nie lubisz jej?
-Lubię, czemu nie, miła dziewczyna.
-To czemu nie chcesz, żeby Janek się oświadczał?
-Bo to bez sensu, on ma dopiero 25 lat.
-Dopiero? To idealny wiek i jeśli są gotowi to super.
-I Ty przeciwko mnie, Brutusie?-szyderczy uśmiech.
-To kiedy ty chciałbyś zakładać rodzinę? Po pięćdziesiątce?-pytam zdziwiona.
-Na pewno nie teraz, to trochę bezsensu. Majac 25 lat jeszcze spokojnie może pożyć. A tak? Rodzina, obowiązki...
-Mając dziewczynę też masz obowiązki.-mówię poważnie.
-Ale nie takie jak mając żonę i dziecko...znaczy...-myśli nad tym co powiedział i patrzy na moją niezadowoloną minę.
-A co masz na myśli?-pytam.
-To, że mając żonę ... nie mogę powiedzieć ' wychodzę z kumplami, wrócę za 2 dni.'
Czy to znaczy, że mogę się czegoś takiego spodziewać?
-Ale to zależy jaką będziesz miał żonę.-mówię uśmiechnięta.
Niby każdy ma jakieś potrzeby, jeśli jego potrzeba to weekend z kumplami, dla mnie to nie problem.
-Nieważne. Zapomnijmy, ok? Pora na wakacje.
-Ok. A jak obiad z ...kolegą?
-Z Robertem Lewandowskim, kochana.-uśmiecha się Wojtek.
-Coś Ty ! O Jezu ... z Robertem, o ja!-uśmiecham się. Nie wiem czemu sama na to nie wpadłam, to oczywiste, że z ' lewym' bo z jakim innym Robertem?- I jak było?
-Super, wręczył mi zaproszenie na ślub.-Jego uśmiech szybko znika.-No i na wieczór kawalerski, weekend raczej. Za tydzień w Cannes.
-W tą sobotę co będzie? A ślub kiedy?-pytam zaciekawiona.
-Nie, następną. Ślub jest trochę później.-uśmiecha się.-W tym tygodniu jestem tylko dla Ciebie.-puszcza oczko.
-To dobrze.
-A jak Tobie zleciał dzień?
-Nic ciekawego, pakowałam się prawie cały dzień. Jeszcze Eliza wpadła i poza tym to nic.-odpowiadam bawiąc się włosami.
Właśnie opuściliśmy Warszawę i wyjechaliśmy na przedmieścia. Na dworze jest ze 30 stopni, słońce wciąż praży. W aucie jest przyjemnie chłodno, klimatyzacja delikatnie powiewa.
Wojtek jest zamyślony i jednocześnie widać, że coś go męczy od środka.
Kiedy utwór z płyty przełącza się na ' All of the lights ' Kanye West'a, Wojtek pogłaśnia i uśmiecha się do mnie.
-Wiesz chyba musimy zatankować, bo później w nocy nie będzie mi się chciało stawać dwa razy.-mówi Wojtek.
-Za 3 km masz stację.-mówię.
-To dobrze, od razu jakąś kawę machniemy,nie?
-Kawy nigdy za wiele!
-Czekaj. Ktoś dzwoni.-Wojtek wyciąga telefon i odbiera.-Co jest Liza? Ale jak to... już?! Ja ... nie mogę, jestem już daleko za Warszawą. Tak, chcieliśmy z Olą wcześniej wyjechać. Nie ... nie mogę zawrócić.
Jeszcze chwilę z nią gada, a ja już doskonale wiem o co chodzi.
-Nie jesteśmy aż tak daleko, możesz zawrócić.-mówię, zdziwona jego zachowaniem, kiedy odkłada telefon.
-Nie chcę. Nie ma po co.-mówi zaciskając dłonie na kierownicy.
-Tylko Twoja mama rodzi. Masz rację, nie ma po co. Co się z Tobą dzieje?
-Nie mogę zcierpieć tego, że ma dziecko z kimś innym niż tata. Rozumiesz?! Nie mogę!-Wojtek wybucha złością.
Zjeżdża na stacje i głośno trzaska drzwiami, aż się szyby trzęsą. Idzie zatankować, a potem podjeżdża na parking obok wejścia do kas i kawiarni.
-Idziesz ze mną, czy czekasz?-pyta krótko.
-Czekam. Weź mi z mlekiem i dużym cukrem.
Wyciągam papierosy i palę dopóki Wojtek nie przyjdzie z kawą. W międzyczasie piszę sms do Lizy, że Wojtek przyjedzie do szpitala i żeby wysłała mi adres.
-Duża z mlekiem i dużo cukru, proszę kochanie.-Wojtek stawia na masce samochodu dwa kubki, a obok mojego rzuca 10 saszetek cukru.
-Bardzo śmieszne, 4 wystarczą.-wsypuję saszetki do kubka i zaczynam pić kawę oparta o maskę Porsche.
-Słuchaj...możemy pojechać rano.-zaczynam.
-Ola, ja naprawdę nie chcę tam być.-Wojtek nerwowo przeczesuje włosy dłonią.
-Wiesz co? Możesz mówić co chcesz, ale do cholery to jest twoja mama. Pozatym widzę, że się martwisz i będziesz się całą drogę denerwował, potem będziesz żałował że Cię tam nie było, choć powinieneś. Jedna noc Cię nie zbawi, a jutro pojedziemy i będziemy już tylko we dwoje, ok?-wyrzucam to siebie.
Wojtek patrzy w bok, ucieka wzrokiem oparty o samochód.
-Kochanie proszę. To tak jakby...Ona nie przyjechała na Twój ślub. Rozumiesz? Ja wiem co czujesz, jak to jest. Mam brata z innej matki, ale go kocham. Bo to mój brat. Ty jesteś w tej samej sytuacji. Twoja mama chce żebyś przy niej teraz był. Proszę, kiedy wypijemy kawę zawrócisz i pojedziemy do Warszawy, do szpitala.-obejmuję go w pasie i czekam aż na mnie spojrzy. Nie reaguje, więc dłonią kieruję jego spojrzenie w moje oczy.-Proszę  Cię. Jeśli nie robisz tego dla nich, zrób dla mnie.
Patrzy na mnie i wzdycha.
-Myślisz, że jej zależy żebym tam był?
-Jestem pewna.-uśmiecham się i dotykam jego policzka dłonią.-Jedziemy do Warszawy?
-Jedziemy.-uśmiecha się i pochyla w moją stronę.
Jego usta delikatnie muskają moje i po chwili czule mnie całuje. Wdycham jego zapach, który mnie wręcz otumania. Pachnie mieszanką perfum, kawy i czegoś czego nie umiem określić.Mocno się w niego wtulam i całujemy się do utraty tchu.
-Ale śpimy u mnie.-uśmiecha się.
-Ok.-uśmiecham się i daje mu szybkiego buziaka.
Pijemy kawę starając się nie wracać do tematów ślubów i dzieci, bo Wojtka wyraźnie to drażni.
Tylko czemu? Może boi się stałych związków? Ale gdyby tak było to raczej nie starałby się o to, żebyśmy byli razem.Nie wiem co tu jest grane, ale jakoś to ogarnę.
Jedziemy w ciszy. Ale nie tej krępującej, tylko pełnej spokoju i przemyśleń. Przerywa ją tylko radio, które cicho gra.
Zerkam w stronę, jeszcze przed chwilą zamyślonego, Wojtka i łapię go na tym samym. Oboje szybko odwracamy spojrzenie.
Sytuacja powtarza się kilka razy, dopóki oboje nie wybuchamy śmiechem.
-Trochę dziecinne, nie? Gimbaza tak jakby.-śmieje się Wojtek.
-To czemu się odwracałeś?
-Bo mnie onieśmielasz, złotko.-składa usta w dzióbek.
-Nie wiedziałam, że Ciebie się da onieśmielić.
-Tylko wybranym się udaje.
Śmieję się i znów patrzę w okno.
-Masz ładny śmiech.-mówi Wojtek i zakłada czarne nerdy.
-Co?
-Ładnie się śmiejesz, nie rżysz jak koń.-mówi z uśmiechem.
-A to dobrze wiedzieć!-znowu się śmieję.
-Taki słodki.
-Daj spokój.-uśmiecham się.
-Mówię co myślę.
-Podlizujesz się.
-Też.-uśmiecha się.
Po godzinnych korkach w końcu dostajemy się pod szpital.
Wojtek parkuje samochód i ... siedzi.
-Wszystko ok?
-Tak, po prostu...nie, nic. Chodźmy.-otwiera drzwi i wysiada.
Idę w jego ślady i razem idziemy w stronę wejścia.
Wojtek złapał mnie za rękę, a ja poczułam przyjemne ciepło w brzuchu. Uśmiechnęłam się do siebie i mocniej ściąsnęłam jego dużą i silną dłoń.
_______________________
Co myślicie? Co stanie się dalej? I co ten Wojtek? Kocham xo

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 13. - ' Czy to są żarty?'

-Widzimy się jutro rano.-Ola daje mi buziaka w policzek i wychodzi z domu mojej mamy.
-Cześć kochanie.-uśmiecham się.
-Więc jedziecie do Sopotu?-mama siada na fotelu i odruchowo obejmuje swój ( spory...) ciążowy brzuszek. Wygląda pięknie, ale wciąż nie mogę się pogodzić z tym, że jest w ciąży. A to przecież ósmy miesiąc...
-Tak, kiedyś trzeba odpocząć.
-W zeszłym roku wybrałeś Malediwy, a nie ojczyznę. Ona ma na Ciebie dobry wpływ...częściej przyjeżdżasz. Może pora wrócić na stałe?-pyta pijąc herbatę.
-Nie, raczej nie. Teraz jak już kupiłem dom, nie mam zamiaru opuszczać Londynu.
-Trochę szkoda, że nie ma Cię tu na codzień.-mówi mama smutno.
-Masz Lizkę, Janka i teraz będzie...dziecko. Więc nie nudzi Ci się.
-Niby tak, ale zawsze będzie mi Cię brakować. Nie wiem kiedy mi tak wydoroślałeś...
-Mamo...-przewracam oczami.
-No co? Taka prawda.-śmieje się.
-Tata się do Ciebie ostatnio odzywał?-pytam zmieniając temat.
-Nie, a co?
-Do mnie też jakoś dawno...z 4 miesiące temu, nie wiem co się dzieje, nie odbiera telefonów i w ogóle.
-On tak ma i dobrze o tym wiesz. Odezwie się jak będzie czegoś potrzebował.
-Przestań tak gadać.-przygryzam wargę.
Ale to prawda, że ostatnio jak z nim rozmawiałem skończyło się tym, że pożyczył 100 tyś., ale wolę nie mówić mamie o tym fakcie.
-Przykro mi, kochanie.Słuchaj a wracając do Ciebie...czy ten buziak od Oli oznacza, że jesteście razem?
Uśmiecham się.
-Tak.
-To wspaniale, kochanie! Wiedziałam, że to się tak skończy.-uśmiecha się wyraźnie zadowolona z siebie.
Wczorajszy wieczór i noc u Oli były wspaniałe, mimo tego, że tak naprawdę do niczego nie doszło poza kilkoma namiętnymi pocałunkami i spaniem w jednym łóżku. W sumie zyskałem wspólny wyjazd do Trójmiasta i cudowną dziewczynę.
-Tylko ja jestem zaskoczony?-pytam z uśmiechem.
-Ej Mamo jest może...-do domu nagle wchodzi Janek.- O Wojtek, jesteś słuchaj bo ja mam do Ciebie ważną sprawę, pozwolisz na chwilę?
-Ee... no ok. - o co może chodzić?
Wychodzimy przed dom. Jest gorące, czerwcowe przedpołudnie. Słońce świeci, dmucha delikatny wiatr. Idealna wakacyjna pogoda.
-Co się stało?-pytam.
-Podsłuchałem dziś przez przypadek rozmowę Mileny z przyjaciółką...
-No zaczyna się ciekawie.-opieram się o moje porsche i delikatnie przecieram lakier.
-I ona powiedziała, że chyba jej nie kocham, bo jesteśmy razem od trzech lat i wciąż jej się nie oświadczyłem i nie planujemy rodziny, więc chyba nie chcę z nią czegoś więcej i że jeśli jej się nie oświadczę do końca tygodnia to z nami koniec.-Janek gada jak nakręcony i jest wyraźnie zdenerwowany.
-A chcesz z nią założyć rodzinę i się jej oświadczyć?-pytam.
-Tak, ale bałem się teraz, wiesz jej to proponować i ...
-Nie tłumacz się. A jak ja mam Ci pomóc?-nie do końca rozumiem.
-Byliśmy umówieni na dziś wieczór na kolację. I ja tak sobie pomyślałem, że mógłbym jej się dziś oświadczyć.
-To genialnie, naprawdę zajebisty pomysł,ale co ja mam do tego? Chyba nie chcesz, żebym się oświadczył za Ciebie?
-Możesz ze mną pojechać po pierścionek?
-Ja?Mamę weź albo Lizkę.
-Nie, właśnie chodzi o Ciebie. Bo może i jesteś walnięty ale masz gust.-mówi.-No stary...kasę mam tylko weź bądź człowiek i chodź z bratem po pierścionek.
Wzdycham.
-Niech będzie.Wsiadaj.-otwieram Porschaka i pokazuję mu drugie drzwi.
-Dzięki.-uśmiecha się i wsiada.-Niemożliwe, mogę jechać w twoim porsche.
-W sumie...masz rację, wysiadaj, pobiegniesz za mną.-uśmiecham się.
-Spieprzaj.
W samochodzie rozbrzmiewa Trey Songz ' Bottoms Up' i ruszamy z podjazdu.
-W ogóle to powinienem się w pizdu nie zgodzić, bo przez jakieś dwa lata nie wiedziałem, że masz dziewczynę. W ogóle gówno wiedziałem.-zakładam ciemne okulary.
-Tak wyszło, jakoś...
-Może dla Ciebie.Ale nie ważne...serio chcesz zakładać rodzinę, mając 25 lat?-pytam Janka.
-No w sumie tak, to chyba najlepszy czas, nie?
-Nie wiem, chyba masz czas się jeszcze wyszaleć, a jak będziesz miał żonę,  to potem dziecko...dziecko to obowiązki, nie pożyjesz.
-Ja już się wyszalałem, wolę mieć Milenę i być szczęśliwym, niż szaleć i być samotnym.-mówi poważnie.
-Boże, gdzie się podział mój brat?-pytam nie wierząc w to, co słyszę.
-O co Ci chodzi? Sam niedługo dojdziesz do tego, że nie chcesz być sam. Kupiłeś wielką chatę, ale jak pomieszkasz w niej dłużej niż tydzień,  po jakiś dwóch miesiącach stwierdzisz, że chcesz żeby tam na Ciebie ktoś czekał.
-Taaak, na pewno.-uśmiecham się ironicznie.
-Jakoś wątpię, żebyś do końca życia chciał być sam.
-Jak już nie jestem sam, ale jeszcze nie pora na wprowadzanie się i wspólne plany.
-Tak? A z kim i na co jest pora?
-Z Olą. Na trochę szaleństwa.
-Z Olą? Od kiedy?-pyta zdziwiony.
-Od wczoraj.
-Zaskoczę Cię, bo ona chce mieć liczną i szczęśliwą rodzinę. Chyba nie jesteście sobie przeznaczeni.
-Skąd Ty to wiesz?
-Słyszałem kilka jej rozmów z Lizą, wiem sporo. Ona naprawdę wie, czego chce. Uważaj.-uśmiecha się.
-Jasne, wczoraj stwierdziliśmy, że związek niewiele zmieni w naszym życiu.
-To znaczy?
-Nie ograniczy mojej wolności.
Janek się śmieje.
-Co?-pytam zdezorientowany.
-Każdy związek ogranicza wolność. Chyba nie myślisz, że mając dziewczynę się nie zmienisz?
-No raczej, że się nie zmienię.
-Zobaczymy.-uśmiecha się.
-Zobaczymy...
Jedziemy do Złotych Tarasów, gdzie od razu udajemy się do ' Kruka ', a następnie 'Apartu'.
-Człowieku, tutaj musi być ten idealny...-mówi Janek.
-Musi.-wziąłem się za to na poważnie, bo wiem, że to może być jeden z najważniejszych dni w życiu Janka.
-W czymś panom pomóc?-podchodzi do nas ruda dziewczyna w ciemnym żakiecie i czarnej spódnicy.
-Szukamy idealnego pierścionka...zaręczynowego.-mówię z uśmiechem.
-Coś tańszego, czy z górnej półki?
-Nie ma znaczenia, musi być idealny, żeby mi i jemu się spodobał.-mówię.
-W takim razie zapraszam.-dziewczyna idzie do gablotek i wyciąga kilka pianek z pierścionkami.
Po półgodzinie decydujemy się na pierścionek z białego złota z diamencikami. Janek był przygotowany na taki wydatek, pewnie planował to tylko może jeszcze nie na teraz.
-To teraz skombinuj jakieś ładne badyle i jest Twoja.-mówię kiedy wychodzimy ze sklepu.
-A jak się nie zgodzi?
-Zgodzi się, tylko mi tu schiz nie łap.-mówię.
-No ok, dzięki, że pojechałeś.-mówi Janek.
-Spoko, tylko daj znać jak poszło. Jutro rano jadę do Sopotu więc raczej nie pogadamy, zadzwoń albo napisz jak już będzie po wszystkim.
-Dobra. Gdzie jedziesz?
-Do Szymona, potem jeszcze może spotkam się z Robertem jak się złapiemy. Powodzenia.
-Ok, dzięki jeszcze raz. Narazie !-Janek wysiada z Porschaka i idzie do domu.
Jadę do centrum, gdzie spotykam się z Szymonem, który musi szybko wyjść, bo jego dziewczyna jest w szpitalu. Więc znów zostałem sam, po czym postanowiłem skontaktować się z Robertem.
-Jesteś jeszcze w Warszawie?-pytam, kiedy on odbiera.
-No tak, miałem dzwonić do Ciebie, że będę z Anią.-mówi jakby nie do końca przekonany.-Chyba nie będzie Ci przeszkadzać?
-Nie, Co Ty. Dawno się nie widzieliśmy. Za pół godziny w naszym sushibarze?
-Jasne. Do zobaczenia.
-Hej.
Towarzystwo Ani jakoś nie bardzo mi odpowiada. Lubię ją, jest super, ale jakoś dziś po tych poważnych tematach z bratem wolałbym bez niej.
Jadę ulicami 'żywej' Warszawy, która przypomina najmniej ruchliwe ulice Londynu. To jest ta różnica między Polską a Anglią.
Kocham wracać do tego ruchliwego, niespokojnego i uzależniającego Londynu.
Jest 14 kiedy znajduję się w sushi barze i czekam na Roberta z Anią.
-Siema!-Robert klepie mnie w plecy i dosiada się do stolika. Za nim idzie Ania ubrana w krótką fioletową zwiewną sukienkę. Jest niewątpliwie piękna, ale do Oli jej dużo brakuje.
-Cześć piękna.-całuję ją w policzek.
-No cześć, wariacie. Dawno się nie widzieliśmy!-mówi siadając obok Roberta, na przeciwko mnie.
-Ostatni raz to chyba na Wembley.-uśmiecham się.
Kelner zbiera zamówienia i przynosi kawy. Kiedy tylko spytałem co u nich, zadzwonił mój telefon.
-Cześć.-słyszę radosny głos Oli.
-Cześć kochanie, coś się stało?-pytam.
-Nie, znaczy ... jedziemy tam na tydzień?
-Tak, a co?
-Nic, chciałam wiedzieć, bo zaczynam się pakować. Sam rozumiesz. Co robisz?-pyta.
-Jestem na obiedzie z Robertem, zadzwonie później, co?-mówię.
-A. Ok, jasne nie będę przeszkadzać. Buziak.-Ola nie traci humoru.
-Pa, kotek.-rozłączam się.-Sorry, ale sami rozumiecie.-uśmiecham się przepraszająco.
-No spoko, ale czyżby wiecznie wolny, pierwszy singiel Polskiej Piłki miał dziewczynę?-pyta Robert z uśmiechem.
-Bardzo śmieszne, ale tak się składa, że mam.-śmieję się.
-Znam ją?-pyta Robert z zainteresowaniem.
-Nie. Raczej nie. To się załatwi przy okazji. Jutro jedziemy do Sopotu...
-Okazja może być niedługo.-przerywa mi Ania.
-Szczegóły proszę.-uśmiecham się.
-Bo...my się pobieramy.-Ania wyjmuje z torebki koperte i podaje mi ją przez stół.
W szoku otwieram i widzę zaproszenie na ślub, dla mnie i osoby towarzyszącej.
Czy to są żarty ?

____________________________________

Czo ten Wojtek, jakieś obawy przed stałym związkiem ?
Co myślicie ? :)
Kolejny rozdział w długi weekend ! Dużo więcej się wydarzy :)
Kocham xo