poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 15.-"być tym wyjątkowym"

-Wszystko z nią okej? Znaczy...czy wszystko jak trzeba?-pytam uśmiechniętą Elizę.
-Tak, jest tam już ponad godzinę. 
Stoję z Olą pod porodówką, gdzie skierowała nas pielęgniarka.
-A to nie za długo?-pytam.
-To czasem trwa ponad kilka godzin, spokojnie.-Ola uśmiecha się.
-Tak? To może posiedzimy. Marek jest?
-Tak, w środku z nią. 
-Nie denerwuj się, będzie dobrze.-Ola siada obok mnie i łapie mnie za dłonie, które mocno zaciskam.
-Wiem, po prostu...stres.
Przytula mnie i chwilę tak siedzimy.
Potem zaczynam chodzić w kółko, znów siadam i tak przez dwie godziny.
Ola i Eliza starały się mnie uspokoić ale jakoś nie mogłem usiedzieć w miejscu. Nie wiedziałem co się dzieje z mamą, nic nie było słychać. Poza tym wyszły stamtąd cztery kobiety, właściwie zostały wywiezione przez pielęgniarki na wózkach inwalidzkich. Żadna z nich nie była mamą, zaczynałem się martwić.
W końcu jednak wyszedł stamtąd Marek.
-I jak?-pyta uśmiechnięta Eliza.
-Mam...córkę.-mówi i uśmiecha się. Właściwie to cały czas się szczerzył.
-To super! Mam brata!-Eliza skacze i cieszy się jak głupia.
-A z mamą wszystko ok?-pytam.
-Tak, zaraz ją na salę odwiozą. Zadzwonię chyba do wszystkich, że to już,co?
-No tak. I ...gratulacje.-uśmiecham się do Marka.
-Dzięki młody. Nowy starszy bracie.-puszcza oczko i idzie dzwonić do rodziny. Widać, że jest zachwycony.
Ola i Eliza stoją i rozmawiają z uśmiechem o dziecku, widać, że bardzo chcą je już zobaczyć.
-Cieszysz się?-Ola podchodzi do mnie i uśmiecha się.
-Tak. Cieszę się.-uśmiecham się i delikatnie daję jej buziaka w czoło. 
-Teraz jesteś starszym bratem...-uśmiecha się Ola.-Już nie będziesz oczkiem w głowie mamusi.
-Przejebane, ale może teraz będę Twoim?-pochylam się i całuję ją w usta.
Chwilę pozwalam sobie na zatopienie się w jej ustach, ale szybko przestaję bo przypominam sobie o obecności Elizy.
Później spędzamy czas w sali u mamy, jesteśmy tam  do 21:00 . Dziecko wygląda jak każde inne, naprawdę nie rozumiem czym się zachwycać. Jest różowe i pomarszczone. Co tu ' słodkiego' i ' pięknego ' nie mam pojęcia. Oczywiście też udawałem, że jestem zachwycony. Okazało się, że to dziewczynka, narazie nie ma imienia ale podobno do jutra będzie.
Około 22:03 jesteśmy u mnie w mieszkaniu i właśnie stawiamy walizki na podłodze.
-Zjesz coś? Umieram z głodu...-z lodówki wyciągam jedzenie i robię kanapki.
-Nie dzięki.-Ola siada na kanapie opierając głowę na zagłówku.
Przyglądam się jej chwilę. Jak zamyka oczy i spokojnie oddycha, jak delikatny uśmiech maluje się na jej twarzy.
-Może wina?-pytam.
-Zawsze mi to proponujesz.-uśmiecha się otwierając oczy.
-Zawsze się zgadzasz.
-To dziś też nie odmówię. Męczący był ten pobyt w szpitalu, ale warto było. Twoja  siostrzyczka jest prześliczna.
-No nie wiem.
-Przestań. Taka słodziutka była.-zanoszę Oli wino i sam siadam obok z kanapkami.
-Na pewno nie chcesz?-pokazuję na talerz.
-Na pewno. Ale możesz mi coś zagrać.-uśmiecha się biorąc łyka wina.
-Jakoś dziś chyba nie mam weny na granie.-uśmiecham się przepraszająco.
-Szkoda.-robi smutną minę.-Ale może chcesz mnie nauczyć?
-Serio?
-Tak.-uśmiecha się.
-Ok, możemy spróbować.Jak zjem, ok?
-Ok.
-Miałbym do Ciebie sprawę, tak w ogóle...
-Jaką?
-Byłaś kiedyś w Londynie?-pytam uśmiechnięty.
-Nie...
-To może byś wpadła i pomogła urządzić domek?
-Domek?
-Tak, kupiłem przecież...300 metrów samo się nie ogarnie. Potrzeba w tym...kobiety.-uśmiecham się.
Czy ja właśnie nie mówię o tym o czym rano Janek mi wspominał? Nie, on mówił o wspólnym mieszkaniu, a ja o urządzaniu i ... no nie o mieszkaniu.
-E...jasne, spoko.-Ola chyba nie jest pewna.-Ale robimy wycieczkę po Londynie!
-Jasne. A teraz chodź.-zabieram jej kieliszek i idę do fortepianu.-Zapraszam panią.
-Ok. Trochę stresujące. Bardziej niż śpiewanie.
-Jeszcze nawet nie zaczęłaś.-uśmiecham się.-Masz dobre palce do grania.
-To znaczy?-rzuca niepewne spojrzenie.
-Długie...pewnie też zwinne.-uśmiecham się.-Zacznijmy od czegoś prostego...
Szukam nut i gram kilka akordów, potem Ola je po mnie powtarza. Tłumaczę jej jakie dźwięki, gdzie są i jak je zagrać żeby dobrze brzmiały. Gramy razem jakoś przez godzinę. Potem Ola przerywa i mówi, że jak na jedną lekcję jej starczy. 
-To teraz może nauczysz mnie tańczyć?-włączam stereo.
Pierwsza piosenka, która się włącza to ' We Ride ' Rihanny ( a tutaj robimy klik i wczuwamy się w klimacik. :))
-Chyba zapomniałeś, że całkiem dobrze tańczysz.-śmieje się Ola i pije wino.
-Tak, ale chciałem mieć jakieś powody, żeby Cię poprzytulać, chodź.-uśmiecham się i ciągnę ją za rękę.
-Głupi jesteś...-śmieje się, ale daje się objąć i prowadzić w tańcu.
-Chyba chciałaś powiedzieć " romantyczny ". 
-Może trochę.-uśmiecha się i tańczymy w rytm muzyki.
Jej zapach mnie otacza, uwodzi i zwodzi. Przyciągam ją mocniej do siebie.
-Lubię, kiedy jesteś tak blisko.-słyszę głos Oli, cichy i nieśmiały.
-To dobrze, ja też nie narzekam.-uśmiecham się do siebie i całuję ją w kark.
Moje dłonie przesuwały się od jej talii do ud. Jedną dłonią dotykam jej policzka i czule całuję.
-Kocham Cię...-mówię, ku swojemu własnemu zaskoczeniu i ponownie wpijam się w jej usta.
Ola obejmuje mnie i odwzajemnia pocałunek. Powoli wsuwam rękę pod jej koszulkę i dotykam jej delikatnej skóry. Czuję jak przeszywa ją dreszcz. Przerywam pocałunek i bez słów prowadzę Olę za rękę do sypialni.
Tym razem to jej ręce wędrują pod mój t-shirt i całuje mnie. Zdejmuję jej koszulkę i popycham na łóżko, po czym kładę się nad nią oparty na rękach i po szybkim buziaku, po karku schodzę do klatki piersiowej. Nie wierzę w to, że ma tak idealne, delikatne ciało, pieszczę ją długimi pocałunkami. Chwilę później ściągam koszulkę i czuję usta Oli na moim brzuchu.
Kiedy zaczynam rozpinać jej szorty, Ola delikatnym ruchem zabiera moją rękę i siada na łóżku. Wzrokiem zaczyna szukać swojej koszulki.
-Nie możemy...-wstaje zakłopotana.
-Co...?Dlaczego?-pytam zdezorientowany. Znowu? Znowu nie możemy kiedy miało być tak pięknie.
-No bo jakby Ci to...
-Co?-niecierpliwię się.
Co tym razem?
-No po prostu...nie.
-Co się dzieje?
-Nic, Wojtek, daj spokój...-Ola zakłada koszulkę.
-Zrobiłem coś nie tak?-pytam.
-Nie...nie mam ochoty.
-No przed chwilą jeszcze wyraźnie miałaś!-mówię, bo ta rozmowa zaczyna mnie już irytować.-Ola, mów co jest...
-Nic, Wojtek nie mam ochoty, źle się czuję i w ogóle....nie.-Ola wyraźnie się wykręca.
-Weź przestań i od razu mów co jest, a nie kręcisz coś!-wbrew własnej woli podnoszę głos.-Czemu ?
-Nie wiem, może dlatego, że jestem dziewicą?!-Ola krzyczy i wychodzi z pokoju. Po chwili słyszę trzask drzwi, prawdopodobnie od łazienki.
No dobra, teraz mnie zaskoczyła. Znowu.
Mogłem tak nie naciskać. Ale dziewictwo to nic złego, wręcz przeciwnie zaskoczyła mnie tym, że jeszcze żadnemu facetowi nie pozwoliła zdobyć jej ciała.
Gorsze jest to, że mi też może nie pozwolić...ale nie o to tu chodzi, nie?
-Ola...-wychodzę z pokoju poprawiając spodnie.-Przepraszam...nie wiedziałem, nie chciałem naciskać.
-Dobra, daj spokój.
-Wyjdź, proszę.
Słyszę przekręcany zamek i Ola wychodzi.
-Mogłaś mi powiedzieć..
-Miałam Ci na dzień dobry powiedzieć " jestem dziewicą ' ?-Ola mija mnie i siada na kanapę.
-No niby nie...w każdym razie, przepraszam, że tak naciskałem ale ... po prostu... Jesteś dziewczyno mega, mega seksowna i naprawdę ciężko uwierzyć, że nikt Cię nie tknął. 
Ola dość dziwnie na mnie spojrzała, nie do końca łapię, o co chodzi.
-Ale to jednak...słodkie, że wciąż...
-Taaa?
-Tak. Bo chciałbym być tym wyjątkowym...rozumiesz?
-Rozumiem.-daje mi buziaka.-Chodźmy spać, bo jutro rano jedziemy, kotek.-łapie mnie za rękę i idziemy do sypialni. Jednak kiedy tylko kładę się obok niej, obejmuję ją i jednocześnie czuję, że jest tym chyba skrępowana. Więc po prostu puszczam i opieram głowę na jej ramieniu.
-Dobranoc, kochanie.-mówię cicho i całuję ją w kark.
-Dobranoc.-przez skórę czuję, jak się uśmiecha.
__________________________________________________________________________


-Weź mi jakiegoś muffina i red bulla jak już będziesz płacił.-proszę Wojtka kiedy wysiada na stacji niedaleko Trójmiasta.
Jest już 17 a my dopiero dojeżdżamy do Sopotu. Jednak nie mogę się już doczekać słodkiego nic nie robienia, opalania na plaży i nocnych imprez. Przynajmniej tak to wygląda w planie. 
Od rana udało nam się pozbyć tej niezręcznej atmosfery z wczoraj, a nawet wymienić jeden pocałunek.
-Spoko, zaraz wracam.-uśmiecha się i wysiada z porsche.
Czekam kilka minut i wraca Wojtek z moim zamówieniem, w tym samym czasie dzwoni telefon.
-Hej.-odbieram widząc, że to Eliza.
-Hej, gdzie jesteście?
-Już prawie w Sopocie, a co tam?
-No nic, po prostu już za Tobą tęsknię, on mi Cię zabiera, wyrodny brat.
-Nie taki straszny, przyniósł jedzenie.-śmieję się.
-Dobra a tak serio to dzwonię po to, żebyś go namówiła na tych wakacjach żeby mnie zabrał do Londynu jak będzie wracał. Błagam załatw mi to.-błaga Eliza.
-No dobra...postaram się.
-Ok, nie przeszkadzam Wam, buźka.
-No hej.-rozłączam się.
-Zaraz będziemy.-mówi Wojtek i odpala silnik.
-Cieszę się na ten wyjazd. 
-W końcu będziemy tylko we dwoje.
-Bez Lilki.-śmieję się.
-Słodkie dziecko, o co Ci chodzi?-pyta Wojtek.
-O to, że jak tylko przychodzisz to nie może się od nas odczepić.
-Kocha mnie.
-No w to nie wątpię.
Około 18 dojechaliśmy do śródmieścia w Sopocie, jak się okazało, tuż obok plaży i morza, do do hotelu Sofitel Grand. Zdecydowanie zaskoczyła mnie ilość gwiazdek ( 5 ... ) ale po Wojtku można się było tego spodziewać. I położenie-niedaleko molo, tuż przy plaży. Idealnie na wakacje.
Wjechaliśmy na parking przed hotelem, który przypominał ogromny pałac, ogrody przy wejściu robiły ogromne wrażenie. Na tle parku i morza wyglądał trochę jak z bajki. Pogoda jest idealna, 27 stopni, bezchmurne niebo. 
-Widzę, że Ci się podoba.-Wojtek chyba zauważył mój uśmiech.-Poczekaj, aż wejdziemy do środka.
-Nie mogę się doczekać.
-Ja też.-Wojtek wysiada z auta i otwiera bagażnik. 
Niecałe 30 sekund później pojawia się przy nas boy hotelowy i zabiera wszystkie bagaże po czym rusza w stronę wejścia, a my za rękę idziemy za nim.
-Czujesz to morskie powietrze? Takie inne, nie?-uśmiecham się.
-Nie, jakoś nie bardzo łapię różnicę.-puszcza mi oczko.
-Po rozpakowaniu się od razu idziemy na molo.-decyduję kiedy wchodzimy do lobby.
Wojtek odbiera kartę do pokoju i idziemy do windy, którą jedziemy na drugie piętro. Idziemy do pokoju nr.312 i wchodzimy do środka. Zanim zdążę się dobrze rozejrzeć, puka boy hotelowy i Wojtek daje mu napiwek, za przywiezienie bagażu. Zamyka drzwi i razem rozglądamy się po pokoju. Po lewej stronie od wejścia znajdują się drzwi do wszechstronnej łazienki z toaletą, blatem z dwoma zlewami, prysznicem i wanną z jacuzzi. Na przeciwko wejścia widać duże okna balkonowe z widokiem na morze. Obok drzwi jest telewizor, a przy ścianie po lewej stronie stoi duże dwuosobowe łóżko, barek, szafki i fotel. Pokój jest utrzymany w kremowo kawowej kolorystyce. Kawowe ściany i kremowe meble, ciemne podłogi i białe pościele, lampy, abażury i fotele. Po prawej stronie od wejścia znajdowała się garderoba. Nad oknami wisiały duże, ciężkie fioletowe zasłony nadające jeszcze większego uroku całemu pokojowi.
Za oknami balkonowymi wcale nie było balkonu. Za nimi szerzył się widok na piękny ogród, fontanny, kwiaty, żywopłoty i plażę z morzem. Fale spokojnie wpływały i wypływały na brzeg, ludzie się opalali, dzieci biegały. W wodzie grupka ludzi grała w siatkówkę. Czubki drzew w ogrodzie delikatnie kołysały się pod lekkim morskim wiatrem. Niebo  było bezchmurne a słońce mocno grzało. Idealny wakacyjny krajobraz.
-I jak, kochanie?-Wojtek rzuca się na łóżko i pilotem włącza klimatyzację.
-Idealnie, pięknie, cudownie. Szukam stroju i idziemy na plażę.
-Już?
-No tak, a co?
-Może najpierw kopniemy się na jakiś obiad,a dopiero później opierdaling?
-Niech Ci będzie. Idę założyć jakieś bikini, albo coś.-mówię z uśmiechem i zauważam bardzo jednoznaczne spojrzenie Wojtka. Przesuwa wzrokiem po moim ciele, bez skrępowania, po prostu ogląda mnie.
Rezygnuję z bikini i po prostu zakładam koszulkę do pępka. W końcu i tak jest już po 18, pewnie pójdziemy na spacer a potem gdzieś na wieczór. Plażing dopiero jutro. 
Po godzinnym obiedzie w ogromnej restauracji udajemy się na molo, gdzie spacerując za ręce wzbudzamy ogromne zainteresowanie plażowiczów. Kilka osób chce zrobić sobie zdjęcie z Wojtkiem, dwóch ośmioletnich chłopców prosiło o autograf, para dwudziestopięciolatków robi sobie z nim zdjęcia. Później podchodziły już grupki ludzi. W końcu odeszłam na bok i w budce z napojami kupiłam sobie mrożoną kawę. Oparłam się o barierkę. Rzuciłam krótkie spojrzenie na Wojtka, który cierpliwie rozdawał autografy i pozował do zdjęć. Na oko stało obok niego ze 30 osób.
Wzdycham i patrzę w morze. Mogłam się tego spodziewać, przecież Wojtek jest bardzo rozpoznawalną osobą. Stoję tak sama myśląc o tym, że jeśli tak ma wyglądać ten wyjazd pod dziękuję bardzo. Mogłam to lepiej przemyśleć. Mija jakieś pół godziny i postanawiam wrócić do hotelu.
W połowie drogi przez molo ktoś łapie mnie za rękę.
-Przepraszam, że to tak długo trwało.-mówi Wojtek ze smutkiem.-Obiecuję, że to był pierwszy i ostatni raz.
-Na pewno?
-Tak.
-W sumie to nie mam prawa być zła, po prostu znudziło mi się stanie tam i czekanie.
-W takim razie idźmy gdzieś indziej?
-Ok.-Wojtek łapie mnie za rękę i razem idziemy w miasto.
Wieczór spędzamy na ulicach Sopotu, oglądając, zwiedzając i rozmawiając. Na portalach społecznościowych Wojtek zamieszczał zdjęcia z wspólnej wycieczki po mieście.
Rozglądaliśmy się za jakąś nocną rozrywką w końcu decydując się na jeden z klubów, gdzie planujemy spędzić chociaż pół nocy.
Kupujemy bilet wstępu i od razu zamawiamy pierwsze z wielu drinków tej nocy.
_________________________________________________________________________________
Co myślicie? :)
Wydarzy się coś czy nie? ;)

Kocham xoxo 




zapraszam, daję followback wszystkim :)






1 komentarz:

  1. Piękny opis hotelu! Aż czuje jakbym tam była :D Super piszesz :)

    OdpowiedzUsuń