poniedziałek, 18 listopada 2013

Rozdział 14.-" boi się stałych związków?"

-Wow, gratuluje, nie spodziewałem się.-mówię otwierając zaproszenie.
W środku jednak czuję, że wokół mnie dzieje się coś, czego nie rozumiem.
-To możesz tam zaprosić tą swoją dziewczynę, co?-mówi Ania, a kelner przynosi sushi.
Mi co prawda odechciało się już jeść, w ogóle wszystkiego mi się odechciało.
-Jasne, że tak. Pewnie chętnie wpadnie. Nie wierzę, że się pobieracie.-mówię, z jakże szczerym, niedowierzaniem.
-Właśnie, też w to nie wierzę, ale jestem szczęśliwy, nie mogę się doczekać.-mówi Robert.-A co do ślubu, to chciałbym, żebyś został moim świadkiem!
-Ja?
-No, a ja? Nie chcesz?
-Chcę, jasne, że tak. Kurde, stary super!-uśmiecham się.
-I jeszcze zapraszam Cię na wieczór kawalerski, weekend w sumie. Za tydzień w Cannes, jachtem po Lazurowym Wybrzeżu.-proponuje uśmiechnięty.
-Wchodzę w kto. Kto jeszcze będzie?
-Kilku znajomych, Sławek, Marco, kilku innych i Ty.-mówi uśmiechnięty.
-Spoko, szczegóły doślesz.-uśmiecham się też.
Obiad schodzi nam do 15, potem jadę do siebie, gdzie w słodkiej samotności przetwarzam to, co się dzieje wokół mnie.
W styczniu moja mama wyszła za mąż.
Teraz Janek będzie się oświadczał,a co za tym idzie-brał ślub.
W międzyczasie Robert się żeni.
Extra.
Wzdycham i oglądam zaproszenie. Za dwa tygodnie, w dworku niedaleko Krakowa...ślub.
Rzucam je na stół i idę się spakować. Zmiana planów, wyjeżdżamy dziś wieczorem.
_______________________________________________________________________
-Ola, Wojtek przyszedł.-mama wchodzi do mojego pokoju, kiedy w dresach dopinam walizkę.
-Idę.-poprawiam włosy i uśmiechnięta schodzę do salonu. Wojtek siedzi na kanapie z Lilką i oglądali bajkę.
-Cześć.-uśmiecham się stając za kanapą.
-Hej, gotowa na wyjazd?-pyta wstając i podchodząc do mnie.
Zanim zdążę odpowiedzieć, on mnie obejmuje i delikatnie całuje.
-Tak, właśnie zamykałam walizkę.A Ty?-obejmuję go w pasie i patrzę w jego piękne oczy.
-Gotowy i ... mam pomysł.-mówi uśmiechając się.
-Jaki?-pytam.
-Jedźmy już teraz.
-Co?
-No bierz walizkę i jedziemy, chcę spędzić z Tobą jak najwięcej czasu.-mówi uśmiechnięty.
-Ty tak serio? Przecież to ponad 5 godzin jazdy, jesteś na siłach? Powinieneś się wyspać i....
-Tak, no daj spokój. Ja się czuję zajebiście, przestań myśleć! Jedźmy, teraz...-prosi mnie łapiąc za rękę.
Zerkam na mamę, która obserwuje nas zza blatu w kuchni.
-No ale rano byłbyś bardziej...
-Proszę, chcę się wyrwać, zapomnieć o problemach, odpocząć. Już, teraz, zaraz. Bierz walizkę i jedźmy.-Wojtek wręcz błaga.
-Dobrze...już idę na górę po walizkę.-mówię wchodząc po schodach.
-Pomogę Ci, wezmę ją. Wszystko spakowane?-pyta Wojtek, kiedy zabiera walizkę i torbę z mojego pokoju.
-Tak, dzięki.-mówię i zamykam drzwi.
Wychodzimy przed dom i Wojtek pakuje bagaże do Porsche.
-Uważajcie na siebie, co? I zadzwoń jak dojedziecie.-Mama całuje mnie w policzek.-Jesteś pewna, że chcesz z nim tam jechać?-pyta zdecydowanie ciszej, tak żeby Wojtek nie usłyszał.
-Tak mamo, ufam mu.-mówię poważnie.-Pa Lilka! Zadzwonię jak dojedziemy.-dodaję głośno i wsiadam do auta.
-Do widzenia.-Wojtek uśmiecha się do mojej mamy i wsiada do auta.
Ruszamy Warszawą.
-Cieszysz się chociaż?-pyta Wojtek.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. A czemu tak nagle chciałeś dziś wyjechać? Coś się stało?-pytam.
-Nic, kochanie. Po prostu mam dość tego syfu i chcę odpocząć.
-Ok, jak sobie chcesz. Co dziś robiłeś?-pytam uśmiechnięta udając, że nie widzę, że coś jest nie tak.
-Byłem z Jankiem wybierać pierścionek zaręczynowy, chłopak chce się oświadczyć.-Wojtek kręci głową.
-Nie lubisz jej?
-Lubię, czemu nie, miła dziewczyna.
-To czemu nie chcesz, żeby Janek się oświadczał?
-Bo to bez sensu, on ma dopiero 25 lat.
-Dopiero? To idealny wiek i jeśli są gotowi to super.
-I Ty przeciwko mnie, Brutusie?-szyderczy uśmiech.
-To kiedy ty chciałbyś zakładać rodzinę? Po pięćdziesiątce?-pytam zdziwiona.
-Na pewno nie teraz, to trochę bezsensu. Majac 25 lat jeszcze spokojnie może pożyć. A tak? Rodzina, obowiązki...
-Mając dziewczynę też masz obowiązki.-mówię poważnie.
-Ale nie takie jak mając żonę i dziecko...znaczy...-myśli nad tym co powiedział i patrzy na moją niezadowoloną minę.
-A co masz na myśli?-pytam.
-To, że mając żonę ... nie mogę powiedzieć ' wychodzę z kumplami, wrócę za 2 dni.'
Czy to znaczy, że mogę się czegoś takiego spodziewać?
-Ale to zależy jaką będziesz miał żonę.-mówię uśmiechnięta.
Niby każdy ma jakieś potrzeby, jeśli jego potrzeba to weekend z kumplami, dla mnie to nie problem.
-Nieważne. Zapomnijmy, ok? Pora na wakacje.
-Ok. A jak obiad z ...kolegą?
-Z Robertem Lewandowskim, kochana.-uśmiecha się Wojtek.
-Coś Ty ! O Jezu ... z Robertem, o ja!-uśmiecham się. Nie wiem czemu sama na to nie wpadłam, to oczywiste, że z ' lewym' bo z jakim innym Robertem?- I jak było?
-Super, wręczył mi zaproszenie na ślub.-Jego uśmiech szybko znika.-No i na wieczór kawalerski, weekend raczej. Za tydzień w Cannes.
-W tą sobotę co będzie? A ślub kiedy?-pytam zaciekawiona.
-Nie, następną. Ślub jest trochę później.-uśmiecha się.-W tym tygodniu jestem tylko dla Ciebie.-puszcza oczko.
-To dobrze.
-A jak Tobie zleciał dzień?
-Nic ciekawego, pakowałam się prawie cały dzień. Jeszcze Eliza wpadła i poza tym to nic.-odpowiadam bawiąc się włosami.
Właśnie opuściliśmy Warszawę i wyjechaliśmy na przedmieścia. Na dworze jest ze 30 stopni, słońce wciąż praży. W aucie jest przyjemnie chłodno, klimatyzacja delikatnie powiewa.
Wojtek jest zamyślony i jednocześnie widać, że coś go męczy od środka.
Kiedy utwór z płyty przełącza się na ' All of the lights ' Kanye West'a, Wojtek pogłaśnia i uśmiecha się do mnie.
-Wiesz chyba musimy zatankować, bo później w nocy nie będzie mi się chciało stawać dwa razy.-mówi Wojtek.
-Za 3 km masz stację.-mówię.
-To dobrze, od razu jakąś kawę machniemy,nie?
-Kawy nigdy za wiele!
-Czekaj. Ktoś dzwoni.-Wojtek wyciąga telefon i odbiera.-Co jest Liza? Ale jak to... już?! Ja ... nie mogę, jestem już daleko za Warszawą. Tak, chcieliśmy z Olą wcześniej wyjechać. Nie ... nie mogę zawrócić.
Jeszcze chwilę z nią gada, a ja już doskonale wiem o co chodzi.
-Nie jesteśmy aż tak daleko, możesz zawrócić.-mówię, zdziwona jego zachowaniem, kiedy odkłada telefon.
-Nie chcę. Nie ma po co.-mówi zaciskając dłonie na kierownicy.
-Tylko Twoja mama rodzi. Masz rację, nie ma po co. Co się z Tobą dzieje?
-Nie mogę zcierpieć tego, że ma dziecko z kimś innym niż tata. Rozumiesz?! Nie mogę!-Wojtek wybucha złością.
Zjeżdża na stacje i głośno trzaska drzwiami, aż się szyby trzęsą. Idzie zatankować, a potem podjeżdża na parking obok wejścia do kas i kawiarni.
-Idziesz ze mną, czy czekasz?-pyta krótko.
-Czekam. Weź mi z mlekiem i dużym cukrem.
Wyciągam papierosy i palę dopóki Wojtek nie przyjdzie z kawą. W międzyczasie piszę sms do Lizy, że Wojtek przyjedzie do szpitala i żeby wysłała mi adres.
-Duża z mlekiem i dużo cukru, proszę kochanie.-Wojtek stawia na masce samochodu dwa kubki, a obok mojego rzuca 10 saszetek cukru.
-Bardzo śmieszne, 4 wystarczą.-wsypuję saszetki do kubka i zaczynam pić kawę oparta o maskę Porsche.
-Słuchaj...możemy pojechać rano.-zaczynam.
-Ola, ja naprawdę nie chcę tam być.-Wojtek nerwowo przeczesuje włosy dłonią.
-Wiesz co? Możesz mówić co chcesz, ale do cholery to jest twoja mama. Pozatym widzę, że się martwisz i będziesz się całą drogę denerwował, potem będziesz żałował że Cię tam nie było, choć powinieneś. Jedna noc Cię nie zbawi, a jutro pojedziemy i będziemy już tylko we dwoje, ok?-wyrzucam to siebie.
Wojtek patrzy w bok, ucieka wzrokiem oparty o samochód.
-Kochanie proszę. To tak jakby...Ona nie przyjechała na Twój ślub. Rozumiesz? Ja wiem co czujesz, jak to jest. Mam brata z innej matki, ale go kocham. Bo to mój brat. Ty jesteś w tej samej sytuacji. Twoja mama chce żebyś przy niej teraz był. Proszę, kiedy wypijemy kawę zawrócisz i pojedziemy do Warszawy, do szpitala.-obejmuję go w pasie i czekam aż na mnie spojrzy. Nie reaguje, więc dłonią kieruję jego spojrzenie w moje oczy.-Proszę  Cię. Jeśli nie robisz tego dla nich, zrób dla mnie.
Patrzy na mnie i wzdycha.
-Myślisz, że jej zależy żebym tam był?
-Jestem pewna.-uśmiecham się i dotykam jego policzka dłonią.-Jedziemy do Warszawy?
-Jedziemy.-uśmiecha się i pochyla w moją stronę.
Jego usta delikatnie muskają moje i po chwili czule mnie całuje. Wdycham jego zapach, który mnie wręcz otumania. Pachnie mieszanką perfum, kawy i czegoś czego nie umiem określić.Mocno się w niego wtulam i całujemy się do utraty tchu.
-Ale śpimy u mnie.-uśmiecha się.
-Ok.-uśmiecham się i daje mu szybkiego buziaka.
Pijemy kawę starając się nie wracać do tematów ślubów i dzieci, bo Wojtka wyraźnie to drażni.
Tylko czemu? Może boi się stałych związków? Ale gdyby tak było to raczej nie starałby się o to, żebyśmy byli razem.Nie wiem co tu jest grane, ale jakoś to ogarnę.
Jedziemy w ciszy. Ale nie tej krępującej, tylko pełnej spokoju i przemyśleń. Przerywa ją tylko radio, które cicho gra.
Zerkam w stronę, jeszcze przed chwilą zamyślonego, Wojtka i łapię go na tym samym. Oboje szybko odwracamy spojrzenie.
Sytuacja powtarza się kilka razy, dopóki oboje nie wybuchamy śmiechem.
-Trochę dziecinne, nie? Gimbaza tak jakby.-śmieje się Wojtek.
-To czemu się odwracałeś?
-Bo mnie onieśmielasz, złotko.-składa usta w dzióbek.
-Nie wiedziałam, że Ciebie się da onieśmielić.
-Tylko wybranym się udaje.
Śmieję się i znów patrzę w okno.
-Masz ładny śmiech.-mówi Wojtek i zakłada czarne nerdy.
-Co?
-Ładnie się śmiejesz, nie rżysz jak koń.-mówi z uśmiechem.
-A to dobrze wiedzieć!-znowu się śmieję.
-Taki słodki.
-Daj spokój.-uśmiecham się.
-Mówię co myślę.
-Podlizujesz się.
-Też.-uśmiecha się.
Po godzinnych korkach w końcu dostajemy się pod szpital.
Wojtek parkuje samochód i ... siedzi.
-Wszystko ok?
-Tak, po prostu...nie, nic. Chodźmy.-otwiera drzwi i wysiada.
Idę w jego ślady i razem idziemy w stronę wejścia.
Wojtek złapał mnie za rękę, a ja poczułam przyjemne ciepło w brzuchu. Uśmiechnęłam się do siebie i mocniej ściąsnęłam jego dużą i silną dłoń.
_______________________
Co myślicie? Co stanie się dalej? I co ten Wojtek? Kocham xo

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 13. - ' Czy to są żarty?'

-Widzimy się jutro rano.-Ola daje mi buziaka w policzek i wychodzi z domu mojej mamy.
-Cześć kochanie.-uśmiecham się.
-Więc jedziecie do Sopotu?-mama siada na fotelu i odruchowo obejmuje swój ( spory...) ciążowy brzuszek. Wygląda pięknie, ale wciąż nie mogę się pogodzić z tym, że jest w ciąży. A to przecież ósmy miesiąc...
-Tak, kiedyś trzeba odpocząć.
-W zeszłym roku wybrałeś Malediwy, a nie ojczyznę. Ona ma na Ciebie dobry wpływ...częściej przyjeżdżasz. Może pora wrócić na stałe?-pyta pijąc herbatę.
-Nie, raczej nie. Teraz jak już kupiłem dom, nie mam zamiaru opuszczać Londynu.
-Trochę szkoda, że nie ma Cię tu na codzień.-mówi mama smutno.
-Masz Lizkę, Janka i teraz będzie...dziecko. Więc nie nudzi Ci się.
-Niby tak, ale zawsze będzie mi Cię brakować. Nie wiem kiedy mi tak wydoroślałeś...
-Mamo...-przewracam oczami.
-No co? Taka prawda.-śmieje się.
-Tata się do Ciebie ostatnio odzywał?-pytam zmieniając temat.
-Nie, a co?
-Do mnie też jakoś dawno...z 4 miesiące temu, nie wiem co się dzieje, nie odbiera telefonów i w ogóle.
-On tak ma i dobrze o tym wiesz. Odezwie się jak będzie czegoś potrzebował.
-Przestań tak gadać.-przygryzam wargę.
Ale to prawda, że ostatnio jak z nim rozmawiałem skończyło się tym, że pożyczył 100 tyś., ale wolę nie mówić mamie o tym fakcie.
-Przykro mi, kochanie.Słuchaj a wracając do Ciebie...czy ten buziak od Oli oznacza, że jesteście razem?
Uśmiecham się.
-Tak.
-To wspaniale, kochanie! Wiedziałam, że to się tak skończy.-uśmiecha się wyraźnie zadowolona z siebie.
Wczorajszy wieczór i noc u Oli były wspaniałe, mimo tego, że tak naprawdę do niczego nie doszło poza kilkoma namiętnymi pocałunkami i spaniem w jednym łóżku. W sumie zyskałem wspólny wyjazd do Trójmiasta i cudowną dziewczynę.
-Tylko ja jestem zaskoczony?-pytam z uśmiechem.
-Ej Mamo jest może...-do domu nagle wchodzi Janek.- O Wojtek, jesteś słuchaj bo ja mam do Ciebie ważną sprawę, pozwolisz na chwilę?
-Ee... no ok. - o co może chodzić?
Wychodzimy przed dom. Jest gorące, czerwcowe przedpołudnie. Słońce świeci, dmucha delikatny wiatr. Idealna wakacyjna pogoda.
-Co się stało?-pytam.
-Podsłuchałem dziś przez przypadek rozmowę Mileny z przyjaciółką...
-No zaczyna się ciekawie.-opieram się o moje porsche i delikatnie przecieram lakier.
-I ona powiedziała, że chyba jej nie kocham, bo jesteśmy razem od trzech lat i wciąż jej się nie oświadczyłem i nie planujemy rodziny, więc chyba nie chcę z nią czegoś więcej i że jeśli jej się nie oświadczę do końca tygodnia to z nami koniec.-Janek gada jak nakręcony i jest wyraźnie zdenerwowany.
-A chcesz z nią założyć rodzinę i się jej oświadczyć?-pytam.
-Tak, ale bałem się teraz, wiesz jej to proponować i ...
-Nie tłumacz się. A jak ja mam Ci pomóc?-nie do końca rozumiem.
-Byliśmy umówieni na dziś wieczór na kolację. I ja tak sobie pomyślałem, że mógłbym jej się dziś oświadczyć.
-To genialnie, naprawdę zajebisty pomysł,ale co ja mam do tego? Chyba nie chcesz, żebym się oświadczył za Ciebie?
-Możesz ze mną pojechać po pierścionek?
-Ja?Mamę weź albo Lizkę.
-Nie, właśnie chodzi o Ciebie. Bo może i jesteś walnięty ale masz gust.-mówi.-No stary...kasę mam tylko weź bądź człowiek i chodź z bratem po pierścionek.
Wzdycham.
-Niech będzie.Wsiadaj.-otwieram Porschaka i pokazuję mu drugie drzwi.
-Dzięki.-uśmiecha się i wsiada.-Niemożliwe, mogę jechać w twoim porsche.
-W sumie...masz rację, wysiadaj, pobiegniesz za mną.-uśmiecham się.
-Spieprzaj.
W samochodzie rozbrzmiewa Trey Songz ' Bottoms Up' i ruszamy z podjazdu.
-W ogóle to powinienem się w pizdu nie zgodzić, bo przez jakieś dwa lata nie wiedziałem, że masz dziewczynę. W ogóle gówno wiedziałem.-zakładam ciemne okulary.
-Tak wyszło, jakoś...
-Może dla Ciebie.Ale nie ważne...serio chcesz zakładać rodzinę, mając 25 lat?-pytam Janka.
-No w sumie tak, to chyba najlepszy czas, nie?
-Nie wiem, chyba masz czas się jeszcze wyszaleć, a jak będziesz miał żonę,  to potem dziecko...dziecko to obowiązki, nie pożyjesz.
-Ja już się wyszalałem, wolę mieć Milenę i być szczęśliwym, niż szaleć i być samotnym.-mówi poważnie.
-Boże, gdzie się podział mój brat?-pytam nie wierząc w to, co słyszę.
-O co Ci chodzi? Sam niedługo dojdziesz do tego, że nie chcesz być sam. Kupiłeś wielką chatę, ale jak pomieszkasz w niej dłużej niż tydzień,  po jakiś dwóch miesiącach stwierdzisz, że chcesz żeby tam na Ciebie ktoś czekał.
-Taaak, na pewno.-uśmiecham się ironicznie.
-Jakoś wątpię, żebyś do końca życia chciał być sam.
-Jak już nie jestem sam, ale jeszcze nie pora na wprowadzanie się i wspólne plany.
-Tak? A z kim i na co jest pora?
-Z Olą. Na trochę szaleństwa.
-Z Olą? Od kiedy?-pyta zdziwiony.
-Od wczoraj.
-Zaskoczę Cię, bo ona chce mieć liczną i szczęśliwą rodzinę. Chyba nie jesteście sobie przeznaczeni.
-Skąd Ty to wiesz?
-Słyszałem kilka jej rozmów z Lizą, wiem sporo. Ona naprawdę wie, czego chce. Uważaj.-uśmiecha się.
-Jasne, wczoraj stwierdziliśmy, że związek niewiele zmieni w naszym życiu.
-To znaczy?
-Nie ograniczy mojej wolności.
Janek się śmieje.
-Co?-pytam zdezorientowany.
-Każdy związek ogranicza wolność. Chyba nie myślisz, że mając dziewczynę się nie zmienisz?
-No raczej, że się nie zmienię.
-Zobaczymy.-uśmiecha się.
-Zobaczymy...
Jedziemy do Złotych Tarasów, gdzie od razu udajemy się do ' Kruka ', a następnie 'Apartu'.
-Człowieku, tutaj musi być ten idealny...-mówi Janek.
-Musi.-wziąłem się za to na poważnie, bo wiem, że to może być jeden z najważniejszych dni w życiu Janka.
-W czymś panom pomóc?-podchodzi do nas ruda dziewczyna w ciemnym żakiecie i czarnej spódnicy.
-Szukamy idealnego pierścionka...zaręczynowego.-mówię z uśmiechem.
-Coś tańszego, czy z górnej półki?
-Nie ma znaczenia, musi być idealny, żeby mi i jemu się spodobał.-mówię.
-W takim razie zapraszam.-dziewczyna idzie do gablotek i wyciąga kilka pianek z pierścionkami.
Po półgodzinie decydujemy się na pierścionek z białego złota z diamencikami. Janek był przygotowany na taki wydatek, pewnie planował to tylko może jeszcze nie na teraz.
-To teraz skombinuj jakieś ładne badyle i jest Twoja.-mówię kiedy wychodzimy ze sklepu.
-A jak się nie zgodzi?
-Zgodzi się, tylko mi tu schiz nie łap.-mówię.
-No ok, dzięki, że pojechałeś.-mówi Janek.
-Spoko, tylko daj znać jak poszło. Jutro rano jadę do Sopotu więc raczej nie pogadamy, zadzwoń albo napisz jak już będzie po wszystkim.
-Dobra. Gdzie jedziesz?
-Do Szymona, potem jeszcze może spotkam się z Robertem jak się złapiemy. Powodzenia.
-Ok, dzięki jeszcze raz. Narazie !-Janek wysiada z Porschaka i idzie do domu.
Jadę do centrum, gdzie spotykam się z Szymonem, który musi szybko wyjść, bo jego dziewczyna jest w szpitalu. Więc znów zostałem sam, po czym postanowiłem skontaktować się z Robertem.
-Jesteś jeszcze w Warszawie?-pytam, kiedy on odbiera.
-No tak, miałem dzwonić do Ciebie, że będę z Anią.-mówi jakby nie do końca przekonany.-Chyba nie będzie Ci przeszkadzać?
-Nie, Co Ty. Dawno się nie widzieliśmy. Za pół godziny w naszym sushibarze?
-Jasne. Do zobaczenia.
-Hej.
Towarzystwo Ani jakoś nie bardzo mi odpowiada. Lubię ją, jest super, ale jakoś dziś po tych poważnych tematach z bratem wolałbym bez niej.
Jadę ulicami 'żywej' Warszawy, która przypomina najmniej ruchliwe ulice Londynu. To jest ta różnica między Polską a Anglią.
Kocham wracać do tego ruchliwego, niespokojnego i uzależniającego Londynu.
Jest 14 kiedy znajduję się w sushi barze i czekam na Roberta z Anią.
-Siema!-Robert klepie mnie w plecy i dosiada się do stolika. Za nim idzie Ania ubrana w krótką fioletową zwiewną sukienkę. Jest niewątpliwie piękna, ale do Oli jej dużo brakuje.
-Cześć piękna.-całuję ją w policzek.
-No cześć, wariacie. Dawno się nie widzieliśmy!-mówi siadając obok Roberta, na przeciwko mnie.
-Ostatni raz to chyba na Wembley.-uśmiecham się.
Kelner zbiera zamówienia i przynosi kawy. Kiedy tylko spytałem co u nich, zadzwonił mój telefon.
-Cześć.-słyszę radosny głos Oli.
-Cześć kochanie, coś się stało?-pytam.
-Nie, znaczy ... jedziemy tam na tydzień?
-Tak, a co?
-Nic, chciałam wiedzieć, bo zaczynam się pakować. Sam rozumiesz. Co robisz?-pyta.
-Jestem na obiedzie z Robertem, zadzwonie później, co?-mówię.
-A. Ok, jasne nie będę przeszkadzać. Buziak.-Ola nie traci humoru.
-Pa, kotek.-rozłączam się.-Sorry, ale sami rozumiecie.-uśmiecham się przepraszająco.
-No spoko, ale czyżby wiecznie wolny, pierwszy singiel Polskiej Piłki miał dziewczynę?-pyta Robert z uśmiechem.
-Bardzo śmieszne, ale tak się składa, że mam.-śmieję się.
-Znam ją?-pyta Robert z zainteresowaniem.
-Nie. Raczej nie. To się załatwi przy okazji. Jutro jedziemy do Sopotu...
-Okazja może być niedługo.-przerywa mi Ania.
-Szczegóły proszę.-uśmiecham się.
-Bo...my się pobieramy.-Ania wyjmuje z torebki koperte i podaje mi ją przez stół.
W szoku otwieram i widzę zaproszenie na ślub, dla mnie i osoby towarzyszącej.
Czy to są żarty ?

____________________________________

Czo ten Wojtek, jakieś obawy przed stałym związkiem ?
Co myślicie ? :)
Kolejny rozdział w długi weekend ! Dużo więcej się wydarzy :)
Kocham xo

wtorek, 22 października 2013

Rozdział 12. - " Nie pozwolę, żeby ktoś Cię skrzywdził."

-Dzięki, będę najszybciej jak się tylko da.-żegnam się z Elizą i wsiadam do taksówki.
W radiu leci " Fairytale Gone Bad" Sunrise Avenue. Podaje adres i ruszam w Warszawę.
Szybko pożałowałam tego co powiedziałam Wojtkowi i postanowiłam go przeprosić.
____________________________________
Wchodzę do mieszkania i trzaskam drzwiami.  Ulżyło mi trochę.
Z barku zabieram Tequilę, whiskey i szklankę, po czym siadam na kanapie i nalewam sporo Tequili. Wypijam na raz i głową opieram się na zagłówku kanapy.
Siedzę sam w cichym mieszkaniu.
Pilotem włączam stereo i płytę. W głośnikach zaczynają brzmieć głośne dźwięki " Survival " Eminema.
Podkręcam głośność o kilka tonów, tak, żeby zagłuszyły moje myśli. Mam w dupie to co powiedzą sąsiedzi. Do 22 mam do tego pełne prawo.
W mojej głowie panował zamęt. Nie wiem kiedy, zakochałem się w Oli. Tak na poważnie. A dziś dostałem ostatecznego kosza. Dlaczego?
Bo mam pracę i dom w Londynie. Przecież istnieje skype, przyjeżdżałbym jakbym tylko mógł. Ale nie, nie próbujmy być razem, po co. Jeszcze by nam wyszło.
Czuję się jakbym dostał w twarz, szczególnie po wczorajszym wieczorze, kiedy byliśmy tak blisko.To co mnie boli dziś zapiję.
15 minut później, w momencie, kiedy kończyła się jedna, a zaczynała kolejna piosenka, ja nalewalem whiskey i usłyszałem dzwonek. Sekundę później leciało "Berzerk". Jeśli to jakiś sąsiad z pretensjami o muzykę, to zaraz powiem mu kilka słów od serca. Wstaję i otwieram drzwi.
___________________________________
-Hej.-witam się z zaskoczonym Wojtkiem.
-Co Ty tu robisz?
-Chciałam pogadać, mogę wejść?-pytam.
-Po co? Chyba oboje już powiedzieliśmy co trzeba.
-Nie, ja jeszcze nie skończyłam.-przechodzę między drzwiami a Wojtkiem i stoję w jego mieszkaniu.
Zrezygnowany zamyka drzwi i ścisza muzykę.
-To co chciałaś? Zajęty jestem.-mówi opierając się o blat w kuchni.
Na stoliku stoją dwie butelki i do połowy pełna szklanka.
-Właśnie widzę. Przyszłam, bo chciałam Ci powiedzieć, że to co mówiłam u mnie, to nie do końca prawda. Ja się po prostu boję, że znów Cię stracę. Chcę z Tobą być, ale boję się tej odległości, rozumiesz?-pytam podchodząc bliżej.
-Czyli?
-Ubieraj buty.
-Po co?-pyta zdziwiony.
-Bo Lilka została u Elizy, a ja chciałabym spędzić wieczór z moim chłopakiem. Oczywiście, jeśli chcesz nim być ...
-Nie musisz być ze mną z litości.-mówi zagryzając wargę.
-Nie jestem. Idziesz czy nie? Obiecałam, że szybko ją zabiorę.
-Piłem, nie mogę jechać.
-Taksówka czeka, chodź.-ciągnę go za rękę.
__________________________________
Siedzimy w altance na podwórku u Oli. Lilka ciągle siedzi z nami, więc w zasadzie nie możemy pogadać, bo ona wciąż coś robi, śmieje się i strasznie dużo do nas gada. Bardzo ją lubię, jest słodka i przezabawna, trochę przypomina mi małą Olę, z którą zawsze spędzałem czas. Chociaż teraz, kiedy już jestem dorosły przebywanie z nią zbyt długo, może lekko denerwować.
Zjedliśmy kolację ( zamówiliśmy pizzę ) i siedzimy w altance, otoczeni milionem kwiatów, roślin itp. Pani Krysia musi o to bardzo dbać, jest to bardzo przytulne zacisze w ogrodzie. Widok na basen i resztę ogrodu robi wrażenie. Efekt lekko psuje zachmurzone niebo.
-Lila, już 21 idź się umyj, co?-Ola nalewa sobie soku.
-Co Ty, jest wcześnie, są wakacje...
-Idź się umyj i potem do nas przyjdziesz.-mówi Ola stanowczo. Niezadowolona dziewczynka opuszcza ogródek i idzie do domu.
-Jezu, już miałam ochotę ją zabić.-wzdycha.
-Nie było tak źle...
-Taaa, ile można słuchać jej historii?
-No niby tak, w końcu mieliśmy spędzić ten wieczór razem.-uśmiecham się i kończę sok.
-Tak, może w końcu się uda.
Ola po drodze wyjaśniła mi, czemu wróciła. Twierdzi, że bardzo jej na mnie zależy i chce spróbować być razem.
Postaram się utwierdzić ją w tym, że ją kocham i nie pozwolę na kolejne rozstanie.
-Ona mi bardzo Cię przypomina. - siadam obok niej i obejmuję ją ramieniem.
-Serio? Aż tak mnie nie lubiłeś?-uśmiecha się.
-Też byłaś taka słodka i niewinna, ale jednak zawsze coś kombinowałaś...-uśmiecham się i delikatnie całuję ją w policzek.
-Już nie jestem?-pyta patrząc mi w oczy.
-Jeszcze troszkę jesteś.-puszczam oczko.
- Chcesz coś mocniejszego?-pyta patrząc na puste szklanki.
-A co mi oferujesz?
-Patrząc na to co lubisz pić, to mam Danielsa.-wstaje.
-Z lodem poproszę.-uśmiecham się a Ola idzie do domu.
Kiedy wraca z butelką i szklankami i lodem zaczyna padać.
Z otwartych drzwi do salonu słychać Jason'a Derulo " Talk Dirty ".
-Boże, musiało zacząć padać i romantyczny klimat upadł.-Ola nalewa whiskey i bierze swojego różowego drinka.
-Wcale nie. Przecież każda dziewczyna uwielbia deszcz i taniec w deszczu, teksty " marzę o pocałunku w deszczu, a ty? żeby zaczęło padać.."-mówię naśladując głos dziewczyn z seriali.
Ola wybucha śmiechem.
-Ja nie jestem jak każda.
-Każda tak mówi.-piję whiskey.
-Tak,a może Ty jesteś jakiś wyjątkowy?-pyta.
-Oczywiście, że jestem.
-Jasne. Udowodnij.
-Jak?
-Nie wiem?-dziwi się.
-No to czego Ty ode mnie oczekujesz?
-Nie oczekiwanego.-uśmiecha się.
-Tak to najprościej.
-Taki właśnie jesteś wyjątkowy.
-Mogę Cię zaraz wziąć i sobie potańczymy w deszczu, chcesz?-śmieję się.
-Oklepane i bez polotu.
-Tak?-pytam.
-Tak.
-Co jest oklepane?-Lilka wróciła.
-Wojtek, nie jest ani trochę wyjątkowy i szalony.-mówi Ola patrząc na mnie.
-Jak nie?-pytam.
-No nie.
-Założę się, że nie wskoczysz do basenu jak pada deszcz w ubraniach.-mówi Lilka patrząc na mnie.-Jak to zrobisz-jesteś yolo.
' YOLO' Brzmi śmiesznie z ust 9 latki.
-Zgadzam się.-uśmiecha się.-Wtedy się odczepię.
-Aha.-kończę whiskey i wyciągam telefon z kieszeni.
Zdejmuję buty i wychodzę z altanki. Pada dość mocno.
Zrobię to.
Rozpędzam się na trawie i wskakuję do basenu robiąc salto, zimna woda uderza mnie w twarz i powoli opadam na dno po czym szybko wypływam na górę.
Łapię oddech i słyszę śmiech Oli.
-Co? Teraz jestem zajebisty? - pytam wychodząc z wody.
Ubranie przylega do mojego ciała, stało się ciężkie, woda ze mnie ocieka.Dobrze, że jest ciepło. 
-Tak!-śmieje się Ola.-Nie sądziłam, że to zrobisz.
-A mówisz, że ja jestem głupia!-mówi Lilka też się śmiejąc.
-Mówiłem, że jestem wyjątkowy.-uśmiecham się podchodząc do nich.
-Jesteś, ja bym się nie odważyła.-Ola patrzy z uśmiechem na mnie, jej wzrok zwalnia przy mokrej koszulce.
-Nie? To Ci pomogę.-proponuję.
-Nawet się nie waż.-powoli się cofa.
-Jak to nie?-uśmiecham się, kiedy Ola zaczyna uciekać przez trawnik.
Gonię ją i w końcu udaje mi się ją złapać. Biorę ją na ręce.
-Nie! Zostaw mnie, słyszysz?! Nie waż się!
-Tak, tak. Skończ. - niosę ją w stronę basenu.
Ona macha nogami i rękoma, żebym ją puścił.
-Nie chcę, słyszysz?! Puszczaj, Wojtek! Nie próbuj...- nie dokończyła bo wrzuciłem ją do basenu i sam wskoczyłem do wody.
-Nie wierzę, że to zrobiłeś, nie normalny jesteś?!-Krzyczy Ola, kiedy wynurza się z wody.-Boże, jesteś psychopatą. Nie dotykaj mnie!
Z altanki słychać tylko głośny śmiech Lilki.
-Jak mogłeś mnie tu wrzucić.-Kiedy Ola chce wyjść z wody z powrotem wciągam ją do środka.-Nie waż się mnie dotykać.
-Oj, wybacz.-obejmuję ją i próbuję pocałować.
-Nie, nawet o tym nie myśl!-krzyczy i wyrywa mi się, po czym odpycha mnie i ciągnie pod wodę nie pozwalając się wynurzyć.
Kiedy w końcu udaje mi się wyciągnąć głowę spod wody ona się uśmiecha.
-Chciałaś mnie utopić?-pytam śmiejąc się.
-Tak.-pokazuje mi język.
Kręcę głową i całuję ją w usta.
Obejmuje mnie i odwzajemnia pocałunek. Trwał on krótko, nawet nie zdążyłem nacieszyć się jej dotykiem, ona już odsuwała się ode mnie i wychodziła z basenu.
Pół godziny później leżę na łóżku u Oli w pokoju, ubrany w same bokserki. Ona poszła do Lilki, żeby jej z czymś tam pomóc. Mi kazała iść się wytrzeć do łazienki i wywiesić ubrania na balkonie. Jestem grzeczny, więc to zrobiłem i czekam na nią.
Kiedy tak leżałem i czekałem w końcu przyszła, uśmiechnąłem się na widok jej, całej mokrej z uśmiechem na twarzy.
-Lilka ogląda film, zaraz przyjdę, pójdę się wytrzeć i przebrać. Poczekaj chwilę.-uśmiecha się promiennie i wchodzi do łazienki.
Siadam na łóżku. Wygląda na to, że u niej nocuję, chyba, że mnie wyrzuci po 23 i będę musiał spać u mamy.
Pooglądałem kilka zdjęć, które wisiały na ścianie. Była na nich Ola i jej przyjaciele. Kilka zdjęć jest z jakimś wytatuowanym chłopakiem, tylko we dwoje. Ciekawe kto to?
-Już jestem.-Ola rzuca się na łóżko w krótkich spodenkach i bluzce Arsenalu.
-Śliczną masz koszulkę!-patrzę na czerwone barwy Arsenalu.
-Dzięki. O kurde, masz tatuaż!-uśmiecha się Ola.-W lutym go nie miałeś, kiedy to zrobiłeś i czemu nic nie wiem?!
-No jakoś w marcu, myślałem, że Ci mówiłem.-uśmiecham się.
-Nie, kurcze fajny.-Ola patrzy na moją gumkę od bokserek skąd widać do połowy czarnego, chińskiego smoka, który sięga prawie do żeber.
-No, mam zamiar zrobić kilka więcej, ale Twojemu koledze ciężko dorównać.-pokazuję głową na zdjęcia na ścianie.
-Mojemu? Przecież to Norbert. Ten, z którym kiedyś graliście w piłkę, paliliście pod szkołą, zawsze trzymałeś się z nimi...
-Co Ty? Nie wierzę, że to on.
-Tak, przyjaźniłam się z nie długo. Potem wyjechał do Irlandii. Wspierał mnie jak ... sam wiesz. Pomógł z poblemami.-Ola jakby spoważniała.
-Mogę Ci zadać dwa pytania, które mnie bardzo intrygują?-pytam.
-No ok.
-Jeśli nie chcesz, nie musisz odpowiadać.
-No pytaj, postaram się odpowiedzieć.
-Bo te problemy... każdy mi mówi, że po prostu wpadłaś w złe towarzystwo. A ja wiem, że taka nie jesteś i, że nie spotkałabyś takich ludzi znikąd. Co się stało?-pytam poważniejąc.
-Wiesz co? To było tak, że w ciągu kilku dni spławiłam wszystkich bliskich mi ludzi. I potem byłam sama, całkiem sama. Później zaczęłam interesować się narkotykami, alkoholem.Kiedy musiałam zeznawać po pierwszej rozprawie, jak wróciłam do domu pocięłam się. Pierwszy raz w życiu. Delikatnie, tak, że były tylko czerwone ślady. Potem zaczęłam uciekać z lekcji, czas spędzałam w parku, albo na blokach. Kręciłam się po Warszawie. I spotkałam kilku chłopaków na Pradze. Potem zaczęłam z nimi rozmawiać, później piłam po blokach, próbowałam nawet narkotyków. I w końcu się pocięłam. Byłam pijana, totalnie. Ale dłużej nie mogłam znieść tego, że moi rodzice, mimo że już ze 2 miesiące po rozwodzie, nie są razem. Że nie mam przyjaciół, jestem sama, piję i ćpam. Więc po prostu wzięłam żyletkę i pocięłam nadgarstek. Kilka cięć, a krew leciała... potem nie pamiętam . Obudziłam się w szpitalu. Jak wyszłam zaczęłam chodzić do psychologa, leczyć się. Potem pomogła mi Eliza, Norbert, Mama i psycholog. Dzięki niemu chciałam pomagać ludziom. Pomógł mi, powiedziałam co mi leży na sercu, byłam szczera. Każdy gada, że jak chodzi do psychologa to jakiś psychopata od razu. Potem chciałam skończyć technikum i na studia wybrałam psychologię. Głównie po to, żeby chociaż trochę zrozumieć człowieka, to co się z nim dzieje, zachowania, strach...chcę im pomóc. Wiem, że mają problemy i chcę pomagać. Ja wiem, jak to jest być samemu, chcieć się zabić.Więc chcę pomóc ludziom, żeby nie próbowali się zabijać. - ociera łzy z policzka.
Dopiero teraz zauważyłem, że łzy ciekną jej po twarzy.
-Nie płacz, przepraszam, nie powinienem pytać.-przytulam ją.
Mocno mnie obejmuje i wtula się.
-Nie musisz, po prostu trochę się rozkleiłam.
Złapałem ją za rękę. Było na niej kilka poziomych blizn.
-Nigdy więcej nie pozwolę, żeby ktoś Cię skrzywdził.-całuję ją w nadgarstek.
 A już na pewno nie ja.
-Trzymam Cię za słowo.-patrzy na mnie z uśmiechem.- Co robimy?
-Nie wiem...-pochylam się i całuję ją.
Jej delikatne usta stykają się z moimi, czuję jej ciepło. W brzuchu coś przyjemnie mnie łaskocze, a ... Ola przestaje mnie całować.
-Zostaniesz na noc?-pyta wstając z łóżka.
-A chcesz?
-Tak, bardzo mi się podobało jak byłeś obok.-rumieni się.
-To zostanę.
-Idziemy coś oglądać?
-Tak, chodźmy...-wstaję i razem z Olą schodzimy na dół.
-Wiesz, bo mam do Ciebie sprawę...-zaczynam kiedy Ola robi popcorn.
-Jaką?
-Chciałbym Cię zabrać na tydzień do Sopotu.-uśmiecham się.-Tylko we dwoje...takie małe wakacje.


______________________________________________________________________________


Ohohohoho ;3

Więc szykuje się wycieczka? :)
Co myślicie o zachowaniu Oli ? kłamie, czy rzeczywiście coś czuje do Wojtka?

czekam na komentarze i mam nadzieję, ze jesteście ze mnie dumni, że często dodaję :*

czwartek, 17 października 2013

Rozdział 11. - " Nie uda się "

Budzę się w ramionach Wojtka, na kanapie. Leżę między nim a oparciem, wtulona w jego ciepłe ciało. On słodko pochrapuje. Patrzę na zegarek - 8:31. Super, dvd i telewizor są włączone, chyba zasnęliśmy na filmie. Wczorajszy wieczór był spędzony praktycznie cały czas w jego objęciach, nie mogłam ( nie chciałam) się od niego odsunąć.
Powoli wstałam z kanapy, napisałam karteczkę, żeby wpadł po południu i wyszłam z mieszkania. Godzinę jechałam do domu, gdzie wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie. Było już po 11, kiedy na dół zeszła mama i Lilka.
-Miałaś wrócić na noc.-mówi poważnie mama.
-Wiem, ale potem oglądaliśmy u niego film i zasnęłam więc ... - tłumaczę się kończąc płatki.
-Aha. Fajnie chociaż było?
-Tak, bardzo.-uśmiecham się.
-Chociaż tyle. Zajmiesz się dziś Lilką ?
-Od której?
-18...
-Ok. Ale zaraz idę z Lizą do galerii, więc wrócę raczej na wieczór.-mówię i wychodzę na korytarz.
-Ola ... - mama idzie za mną. - Czy ty z Wojtkiem...?
-Nie, nie.-przerywam jej w połowie zdania.-My tylko się przyjaźnimy...
-Na pewno?
-Tak.
-No niech będzie...leć do Lizki, pa.-mama wraca do domu,a ja idę do Lizy.
Zakładam trampki, poprawiam szorty i wychodzę z domu. Jest już chyba ze 30 stopni, kocham lato.
Wczoraj spędziłam naprawdę cudowny wieczór, Wojtek mnie całkowicie oczarował, szczególnie gdy grał na fortepianie, roztapiałam się.
Dziś pewnie będę musiała z nim porozmawiać...
- W końcu jesteś, właśnie po Ciebie szłam...- z zamyślenia wyrywa mnie głos Elizy.
-Trochę się przdłużyło, sorki. Dzisiaj znów pełnię rolę niańki...jak tam u Ciebie?
-Wszystko ok, ale mam nadzieję, że zaraz mi opowiesz o wczorajszym wieczorze.-uśmiecha się.
Razem jedziemy do Złotych Tarasów, gdzie od razu udajemy się do kawiarni, gdzie zajmujemy nasze ulubione miejsca na miękkich, fioletowych kanapach przy czarnym stoliku. Imitacje kryształowych żyrandoli oświetlają ciemne pomieszczenie. Czarno fioletowy wystrój nadawał miejscu elegancji i spokoju. Zawsze lubiłyśmy tu siedzieć.
-Więc?-pyta Liza.-Całą drogę unikałaś tematu, ale już mi nie uciekniesz i mów jak minął wieczór!-prosi kiedy złożyłyśmy zamówienie.
-No co ja mam Ci mówić, była kolacja...w sumie naprawdę świetna. Potem spacer nad Wisłą i pojechaliśmy do niego...-streszczam wszystko.
-Do niego? A o której wróciłaś?-pyta ożywiona Liza.
-W sumie...dopiero po 9 rano  przyjechałam autobusem.-mówię patrząc w stolik.
-Coś Ty! Ale co Wy tak długo...?
-Po prostu zasnęliśmy na filmie,  tyle.
-Na pewno? Ola... widzę, że coś się stało.-kiedy tylko kończy zdanie, do stolika podchodzi kelnerka z kawą i deserami.
Kiedy odchodzi widzę spojrzenie Elizy i czuję, że nie da mi spokoju, dopóki jej nie powiem.
-On kupił fortepian, grał na nim, naprawdę cudownie i ... potem tak nagle zaczęliśmy się całować. Wcześniej nad Wisłą było to samo, całował mnie, a nie umiałam go odepchnąć...prawie cały film spędziłam wtulona w niego i w końcu zasnęłam... obudziłam się rano, nie wiedziałam co mam zrobić więc napisałam mu kartkę i wyszłam...-biorę wdech i piję kawę.
-Boże, ale ... ile razy? Wy .. razem już jesteście?-pyta uśmiechnięta.
-Nie, nie...ale myślę, że dziś będę musiała pogadać o tym poważnie, on mi tego nie daruje. Pozatym sama się do niego przykleiłam po tym graniu i będę musiała się wytłumaczyć.
- Ale nie masz z czego. To nie twoja wina, że Cię pociąga!-mówi Lizka stanowczo.
-Nie, nie...to nie tak.Po prostu...-brakuje mi słów.-Nie, dobra kogo ja oszukuję, podoba mi się, ale ja nie chcę się z nim wiązać, to nie wypali. On jest za daleko na codzień, nie damy rady.-mówię to co mi leży na sercu.
-Wiedziałam, od początku o tym wiedziałam.-cieszy się Eliza.-Ale jeśli mu o tym powiesz, coś wymyślicie razem. On będzie się starał...
-To nie jest takie proste. Wojtek mieszka w ... -rozmowę przerywa mój telefon.
Wojtek dzwoni. Odrzucam połączenie i wyciszam telefon.
-W Londynie i to się nie uda, jest zwyczajnie za daleko. Potrzebuję kogoś blisko i na codzień.-mówię.
-Czemu od niego odrzuciłaś?
-Skąd wiesz, że to on?
-Zgaduję. Ale Ola, on tu jest dla Ciebie, chce z Tobą być, na pewno znajdziecie jakiś sposób.
-Nie wiem ... - słyszę sygnał sms.
-przeczytaj.
Wojtek:
Co się dzieje? Musimy się dziś spotkać.
Wzięłam głęboki oddech i napisałam, żeby wpadł koło 19 do mnie do domu.
-Co pisze?-pyta Eliza jedząc ciastko.
-Wpadnie dziś do mnie, mówi, że musimy pogadać...chyba wiemy o czym.-wzdycham pijąc kawę.
-Boże, ale czemu się tego tak boisz. Będziecie razem i albo Wam wyjdzie albo nie. Nie wiadomo, musisz spróbować, bo się nie przekonasz.-mówi Lizka.
-Cześć Ola, kim jest Twoja piękna koleżanka?- nagle podchodzi do nas Norbert, mój kolega z technikum.
-Hej, to jest Eliza, Eliza to jest Norbert.-przestawiam ich sobie nawzajem.
-Miło poznać.-uśmiecha się promiennie Eliza, Norbert chyba wpadł jej w oko.
Fakt, że jest przystojny. Brązowe, delikatnie nastroszone włosy idealnie łączą się z ciemnymi oczami, fajnymi kośćmi policzkowymi i dwudniowym zarostem. Miał na sobie biały podkoszulek i siwe dresy, na nogach maxy. Na jego prawej ręce, konkretnie na odcinku między łokciem a nadgarstkiem, można było w całej okazałości zobaczyć jego tatuaże. Czarne napisy, oko Horusa, symbole i daty. Wszystko stanowiło idealną całość. Wiem, że chce mieć wytatuowany cały rękaw, aż do ramienia.
Kiedyś z nim kręciłam, byliśmy przyjaciółmi i nadal nimi jesteśmy. Nasza przyjaźń zaczęła się od rowodu moich rodziców, rozstania z Wojtkiem i dopadającej mnie rozpaczy. On był szkolnym bad boyem, palił i już w wieku 16 lat miał pierwszy tatuaż. Ale nie jest taki za kogo każdy go miał. Okazał się fajnym, normalnym chłopakiem, też z problemami. Te problemy sprawiły że długo trzymaliśmy się razem, wyciągnął mnie od złego towarzystwa w które wpadłam. Wielu myślało, że on ćpie, pije kradnie ( jak ludzie, z którymi się zadawałam) itp. A naprawdę jest super przyjacielem. Liza nie miała okazji go poznać, bo po pierwszym roku studiów wyleciał do Norwegii. Nawet nie wiedziałam, że wrócił. W sumie się cieszę.
-Kiedy wróciłeś i czemu nic nie wiem?-uśmiecham się.
-Może dlatego, że wróciłem w zeszłym tygodniu, a ostatnio gadaliśmy miesiąc temu?
-Może i tak. Siadasz?-pokazuję na fotel obok Elizy.
-A nie będę Wam przeszkadzał?-pyta się patrząc na Elizę.
-Skąd, siadaj.-uśmiecha się Liza.
W kawiarni spędzamy ponad godzinę, naprawdę świetnie spędziliśmy tam czas. Eliza poznawała Norberta i rozmawialiśmy o tym co się działo, kiedy go nie było( temat Wojtka zniknął ). Potem on poszedł do kolegów (ale najpierw wymienił się numerami z Lizą), a my ruszyłyśmy na zakupy. Zeszło nam do 16, potem kąpałyśmy się w basenie i opalałyśmy. Po 18 w końcu przyszłam do domu, w drzwiach minęłam się z mamą i zostałam sama z Lilką.
-Gdzie tak długo byłaś?-Lilka wychodzi ze swojego pokoju i leci po schodach.
-Z Elizą na zakupach.
-Coś mi kupiłaś?
-A coś chciałaś?
-Nie widziałam, że idziesz...-mówi obrażona.
-Łap.-z torby z Reserved wyciągam różową bluzkę z cekinami i legginsy w cukierki, które jej rzucam.
-Dzięki!-przytula mnie.-Widziałam, że mnie kochasz. Co dziś robimy?
-Nie wiem, leniuchujemy jak zawsze.-wyciągam kupione ubrania i odcinam metki.
-Pokaż, co jeszcze kupiłaś.-Lilka natychmiast pomaga mi z wyciąganiem ubrań.-Po co Ci legginsy w krzaki?
Trzyma w rękach legginsy z wzorem w liście marihuany.
-Podobały mi się.
Jej za to podobają się fioletowe koturny i zielone szpilki.
Zawiesiła sobie na szyję wisiorek z love, faith laugh i kołnierzyk z cwiekami i chodziła z nimi w szpilkach. Zaniosłam legginsy i koszulkę do szafy, schowałam koturny i Lilka oddała resztę.
Poszłyśmy zrobić koktajl z truskawek i leżałyśmy na trawie przy basenie.
Ja czytałam książkę, a Lilka zaprosiła koleżankę z sąsiedztwa i razem coś robiły w domu.
-Ola! On do Ciebie!-krzyczy Lilka z domu.
-Idę...-pewnie Wojtek. Już 19:24.-poprawiam koszulkę i idę do domu.
-Dzięki! Ej Aga, mam simsy!-Lilka leci na górę ze swoją koleżanką.
W drzwiach stoi Wojtek w czarnej koszulce i białych spodenkach. Uśmiecha się.
-Dobry Wujek Wojtek kupił jej prezent.-uśmiecha się opierając o drzwi.-Cześć.
-Cześć. Nie musiałeś.
-Chciałem.
-Wejdź.-gestem zapraszam go do środka.-Napijesz się czegoś?
-Nie, dzięki.
-Na pewno?
-Tak. Chodź do mnie.-siada na kanapie.
-Co do wczoraj to ... -zaczynam siadając na fotelu.-Chyba przesadziliśmy.
Nie byłam gotowa na tą rozmowę, nie wiem co mam mu powiedzieć.
-Zacznijmy od tego, że nie ładnie wychodzić bez pożegnania.-uśmiecha się.-A po drugie, bardzo mi się wczoraj podobało.
-No właśnie, chciałam Ci powiedzieć, że to nie powinno ...-on wstał i powoli szedł w moją stronę.-nie powinnam Cię wtedy całować...
Pochylił się i pocałował mnie. Tak po prostu.
-Nie.-odsunęłam się.
-Dlaczego?-pyta siadając na kanapę.
-Bo dzieli nas zbyt dużo kilometrów, nie dam tak rady.
-Ale będę...
-...przyjeżdżał, dzwonił... tak wiem. Ale nie będę mogła Cię przytulić, trzymać za rękę i wyjść razem wieczorem. Ty też nie możesz w każdy weekend. Nie dam rady, Wojtek.
-Nie chcesz ze mną być, bo nie mieszkam w Warszawie?
-Nie dam rady być na taką odległość, przepraszam.
-Czyli nie?-patrzy w bok zaciskając szczękę.
-Nie...-mówię cicho.
-To chyba nie będę Ci przeszkadzał...cześć.-wstaje i idzie w stronę drzwi.
-Wojtek, chodź pokaże Ci jaką stworzyliśmy rodzinę.-Lilka woła go ze schodzów.
-Ja już idę, następnym razem zobaczę. Pa.-uśmiecha się delikatnie i wychodzi.
A ja zostaję sama z tym, że właśnie kogoś zraniłam.
Zapalam papierosa i podejmuję bardzo ważną decyzję.

____________________________________

Kosz :o

Co myslicie ? Czekam na kom :*

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 10 . - " Wiem co dla mnie dobre "

-Wiesz, że wciąż ciężko uwierzyć w to, że mój najlepszy przyjaciel jest gwiazdą futbolu ? - Ola bierze łyk szampana.
-Tak? A wyobrażasz sobie, jak mi jest ciężko, żyć z tym, że jestem gwiazdą futbolu ? - śmieję się patrząc jej w oczy .
-Skromny jak zawsze .
-Ale wiesz, kiedy tam wyjeżdżałem, to jakoś tak ... nie chodziło mi o pieniądze, super buty i kontrakty . A dziś jestem straszny bo mam wymagania i wiem ile chcę za reklamę ... chociaż to co jest na koncie to chaotyczne sumy, nigdy nie myślałem, że będę miał tyle kasy...to dziwne.- mówię zaczynając deser.
 Już jakieś półtorej godziny siedzimy w restauracji, jedząc wspólną kolację.
Ola zachwyca mnie na każdym kroku, uwodzi każdym spojrzeniem i zawstydza uśmiechem.
-Taaak, pewnie jeszcze sporo milionów będzie na Twoim koncie.
-Skąd ta pewność?
-Zawsze chcesz więcej niż masz. - uśmiecha się jedząc deser.
-To znaczy?
-W sumie nic, ale tak ma każdy. Zawsze chce się więcej niż się ma albo może mieć. Rozmawiasz z psychologiem, złotko .
-Ach, no tak. Jak mogłem zapomnieć. Jest dopiero 21:40 może masz ochotę na spacer brzegiem Wisły?-pytam się słodko uśmiechając.
-W sumie ... chętnie.-uśmiecha się delikatnie.
- Super.-kelner akurat przyniósł rachunek, zapłaciłem i wyszliśmy z restauracji.
Pojechaliśmy na drugi koniec ulicy, niedaleko zejścia na ' plażę ' i tam zostawiliśmy samochód, dalej poszliśmy piechotą.
-Boże, dawno nie byłam nad Wisłą... - Ola się uśmiecha. 
Kilka zakochanych par siedzi nad brzegiem, dalej biegają dzieci z rodzicami. Niedaleko grupka nastolatków paliła, jacyś inni pili piwo.
-Ładnie tu, nie? Już prawie zapomniałem, że nad Wisłą prawie tak romantycznie jak nad Tamizą.
-Twierdzisz, że w Londynie mimo wszystko ładniej?-pyta Ola przeczesując dłonią włosy.
-Chyba tak. Tam jest tak specyficznie, słodko i romantycznie. Mam swoje ulubione miejsce. Kiedyś Cię tam zabiorę.-na te słowa delikatnie się zrumieniła.
Światła latarnii odbijały się w wodzie, z daleka słychać było szum miasta, a my siedzieliśmy na piasku.
Nastolatkowie, którzy przed chwilą palili teraz leżą na piasku i ganiają się po plaży.
-Mają po 13 lat i już z fajkami i piwem ... - patrzę na to sceptycznie.
-A Ty ile miałeś?-pyta Ola ironicznie.
-Ale ja to potrafiłem rzucić, nie tak jak niektórzy.-patrzę na nią karcąco.
-Oni też mają czas na rzucenie.-udaje, że nie zrozumiała aluzji.
-Ty też.
-Dobrze mi z moim nałogiem.
-Jasne, truj się dalej.
-Będę.-uśmiecha się.-Jejku ostatni raz razem nad rzeką byliśmy 7 lat temu, czujesz to?
-Boże, jakieś dwa lata się w Tobie kochałem, a bałem się powiedzieć, to dopiero coś.
-Dwa lata? Czemu teraz mi o tym mówisz?
-Bo kiedy siedzieliśmy tu z ekipą i ten Kacper Cię podrywał, to wtedy sobie uświadomiłem, że bardzo mi na Tobie zależy.
-Słodko.-uśmiecha się.
Wyciąga papierosy z torebki.
-Nie pal tego cholerstwa.- wyciągam jej z ust papierosa i wrzucam do wody.
-Właśnie zanieczysciłeś wodę.
-Właśnie ratuję Ciebie, żebyś się nie truła.
-Dziękuję, ale nie trzeba.-wyciąga kolejnego.
-Zostaw to.-zabieram jeszcze nie odpalonego papierosa.
-Kurde, Wojtek. Jestem dorosła i mam prawo palić.
-Wciąż jesteś młodsza ode mnie i ja zabraniam Ci palić w moim towarzystwie, a beze mnie to już całkiem nie możesz.
-Nie bawię się tak.-zakłada ręce i siedzi obrażona.
-Słodka jesteś.-szturcham ją.
-Zostaw mnie.
-No nie obrażaj się.
-Daj mi spokój.
-To dla Twojego dobra.
-Wiem co dla mnie dobre.
-Nie wiesz.
-Skąd ta pewność?
-Nie widzisz jak bardzo mi na Tobie zależy.
-Wojtek...nie teraz.
-A kiedy? Na skype też było ' nie teraz '. Daj mi sprawić żebyś była szczęśliwa...
-Jestem szczęśliwa.
-Tak, właśnie widzę.
-Dobra, Wojtek, kurcze, to moje życie, mogę robić co chcę.
-Czemu nie pozwolisz mi się bardziej zbliżyć, trzymasz mnie na dystans.
-Bo ... co to kurde przesłuchanie?-odwraca głowę i patrzy w wodę.
-Chciałbym być dla Twoim całym światem wiesz?-delikatnie dotykam jej policzka i odwracam ją w swoją stronę.-Pozwól mi spróbować ...
Pochylam się i nasze usta delikatnie się łączą.Czuję jej ciepłe wargi i wdycham zapach jej ciała. Ona odwzajemnia ten delikatny pocałunek, nasze języki się stykają, jej dłoń dotyka mojego policzka, kiedy jej zimne palce stykają się z moją skórą przechodzi mnie przyjemny dreszcz, a w brzuchu panuje jakaś burza, radość mnie od środka rozsadza.
Niestety Ola się ode mnie odsuwa i zawstydzona patrzy w wodę.
-Dasz mi szansę?-pytam zaskakująco cicho.
W mojej głowie brzmiało to bardziej męsko.
-Pomyślę, ok?-odpowiada po chwili.
-Dziękuję.
Zapadła chwila ciszy.
-Jedziemy do mnie?-pytam nie wiedząc jak ją przerwać.
Patrzy na mnie zdziwiona.
Chyba zabrzmiało to jakbym chciał ją ...
-Nie o tym mowię. Po prostu chciałbym spędzić z Tobą jak najdłuższy wieczór...dobra już się nie pogrążam...
Śmieje się.
-Możemy jechać, ale nic sobie nie wyobrażaj.
-Masz mnie za jakiegoś erotomana? W sumie nie odpowiadaj ...
Ola się śmieje i idziemy do auta po czym jedziemy do mnie.
Po wejściu do mieszkania prawie wpadamy na torby i walizki.
-Jeszcze się nie rozpakowałeś?
-Nie. Przyzwyczajenie.-uśmiecham się.-Siadaj a ja skombinuje coś do picia i jedzenia.
-Jakie przyzwyczajenie?-pyta Ola siadając na kanapie.
-Wiesz jak często latasz i zmieniasz miejsce pobytu to i hotele. A w końcu Ci się znudzi rozpakowywanie i pakowanie więc zostawiasz wszystko w walizce i tylko wyciągasz i wrzucasz z powrotem.
-Aaa, no to spoko. Ty jesteś w tylu miejscach w ciągu roku, że to masakra.
-No. Ale już to polubiłem. Rano Londyn, wieczorem Hiszpania, potem znów Londyn. Najgorzej jest 8 godzin do Azji, ciężko wysiedzieć.
-Na pewno. Ale dla kibiców wszystko, nie?
-Tak. Bo tam przynajmniej z kumplami. A jak 8 godzin na Malediwy albo Borneo leciałem sam to nie mogłem wytrzymać.
-A w tym roku dokąd na wakacje?
-Tutaj. Znaczy w różnych miejscach ale w Polsce.
Najlepiej z Tobą.
-To fajnie.
Zajmuje miejsce obok niej i nalewam wina.
-Niestety lodówka pusta ...
-Spoko, bo ja i tak jestem pełna po tej kolacji... kurczę, kiedy ty kupiłeś fortepian?-Ola patrzy na wielki czarny instrument, stojący przy szklanej ścianie.
-Jak byłem na kadrze... mama zadbała o to, żeby stał w dobrym miejscu. I żeby dotarł w dobrym stanie.
-Jest piękny. Ale nie lepiej żeby był u Ciebie w Londynie?
-Tam już jeden mam.
-Od kiedy grasz?
-Już ze 2 miesiące...ale kiedyś też grałem, pamiętasz?
-Tak. Zawsze miałeś zwinne palce.-śmieje się.-Jak Ci idzie?
- Czasami sam siebie kocham. Ale czasem dosyć słabo.
-Zagrasz?
-A chcesz?
-Tak.Dawaj coś.
-Ok, ale wiesz, słabo może iść z pamięci, nuty są w torbie, musiałbym szukać...
-Graj, nie gadaj.
Siadam przy instrumencie i sprawdzam kilka dźwięków.
Potem gram kilka akordów, wyszły wyjątkowo słabo.
-Czekaj, zaraz będzie lepiej.-uśmiecham się patrząc na Olę.
-Może Ci nut poszukać?
-Spadaj. Dam radę.
Biorę głęboki oddech i zaczynam od nowa.
Teraz akrody idą melodycznie, taktownie.
Zanim się zorientowałem zagrałem pół piosenki. Przerywam.
-Czemu koniec?
-No, bo chyba trochę Cię zanudzam.
-Nie, dawaj dalej, to było super.
-A co grałem? Jak zgadniesz, to gram dalej.
- Labirynth... ale tytułu nie pamiętam.
-Beneath if you're beautiful.
-No tak! Nawet znam.-uśmiecha się i siada obok.
-Mam w torbie nuty do tego, posuzkasz?
- No ok. - Ola poszła i po chwili wróciła z kartkami.-Masz.
-Siadaj.-obracam kartkę i ukazuje się tekst piosenki.
-Po co?
-Zaśpiewasz, kiedyś fajnie Ci wychodziło.
-Kiedyś, nie teraz.
-Tego się nie zapomina. Albo śpiewasz, albo nie gram.
-Ale ...
-Bez ale. To tylko ja, przy mnie możesz pośpiewać.
-To szantaż.
-I co z tego ?
-Jesteś nie moralny.
-A Ty palisz i co?
-To nie ma nic wspólnego...
-Patrzy na to Lilka, która jest młodsza i demoralizujesz ją w ten sposób.
-Zawsze musisz mieć jakąś teorię, nie ?
-A Ty musisz się opierać kiedy Cię o coś proszę, wróciłem z Anglii, chciałem żebyś mi pośpiewała, ale nie, musisz się kłócić. Tu nie ma nikogo, tylko my. Ja dla Ciebie zagrałem, Ty zaśpiewaj. Proszę ... -przekonuję ją .
-Ok, ale nie odpwiadam za Twoje uszkodzenie słuchu. - wzdycha z rezygnacją.
-Jasne. Zaczynam...-powoli gram melodię.
- You tell all the boys "No"
Makes you feel good, yeah
I know you're out of my league
But that won't scare me away, oh, no....- zaczyna nieśmiało. Jej ciepły głos sprawia, że się uśmiecham i gram dalej, chcąc słuchać go w nieskończoność.

You've carried on so long
You couldn't stop if you tried it
You've build your wall so high
That no one could climb it
But I'm gonna try
Would you let me see beneath your beautiful?
Would you let me see beneath your perfect?
Take it off now, girl, take it off now, girl
I wanna see inside
Would you let me see beneath your beautiful tonight?

....

Kiedy kończy się piosenka i przestaję  grać, nastaje cisza. Gdy Ola się rozśpiewała bez problemu wyciągnęła wysokie dźwięki, trafiała w rytm, śpiewała czysto i była rozluźniona. Chyba zapomniała o skrępowaniu, które okazywała na początku.
-Masz wspaniały głos, wiesz?-zaczynam. Rumieni się i spuszcza wzrok.-Chyba minęłaś się z powołaniem...
-Amatorsko każdy może.-wstaje i bierze łyka wina.
-Gramy coś jeszcze?
-Ty tak. - Siada obok i czeka.
-Śpiewaj...
-Co ? Nie.
-Masz wspaniały głos.-patrzę jej w oczy.
-Nie, daj spokój, mogłam nie śpiewać ...
-Właśnie doskonale, że to zrobiłaś. Masz talent.-uśmiecham się.
-Trzy razy nie, dziękujemy. Zagraj coś jeszcze, ostatni raz ...
-Ok.
Gram już końcówkę " Grenade " Bruno Marsa, kiedy Ola kładzie głowę na moim ramieniu.
Zerkam na nią, starając się nie zgubić dźwięków. Nie patrzy już na moje palce na klawiszach tylko na mnie. Kiedy wygrywam ostatni dźwięk, patrzę na nią. Podnosi się i całuje mnie.
Nie do końca wiem, czy to pod wpływem wina, chwili czy w końcu nadszedł moment, kiedy coś do mnie poczuła. W tym momencie o tym nie myślę, tylko tonę w jej ramionach, ustach i wdycham jej zapach, póki mogę...
____________________________________

W końcu udało się coś napisać! Wybaczcie mi, ale szkoła, szkoła i szkoła, ciezko jest znaleźć czas :( ale postaram się raz w miesiącu coś dodać, obiecuje ! :) kocham, czekam na kom xoxo

czwartek, 12 września 2013

Ciąg dalszy rozdziału 13 nastąpi, tymczasem...
Przepraszam, że rzadko dodaje ale SZKOŁA, SZKOŁA, SZKOŁA. Staram się pisać tak często jak to możliwe . Kocham Was bardzo <3

Teraz mykam coś napisać na love makes suprises :))

Kocham :*

wtorek, 3 września 2013

Rozdział 9. "Związki rozwalają przyjaźnie "

- Myślisz, że jak już przyjedziesz to znajdziesz dla mnie chwilkę, Panie gwiazdor ? - pyta Ola ciepłym głosem .
- Jasne, że tak . Przecież obiecałem .
- Wiele rzeczy mi obiecałeś, nie wiem jak to jest z Twoimi obietnicami . - śmieje się .
- W takim razie przysięgam, że spotkamy się jak tylko przylecę .
- Dobrze. Głupio przyznać, ale naprawdę za Tobą tęsknię .
- Ja też i mam nadzieję, że we dwoje jakoś uczcimy Twoją obronę i koniec studiów . - uśmiecham się stojąc na chodniku .
- Musimy ! Lilka też na Ciebie już czeka . W szkole naopowiadała, że się przyjaźnicie. Dzieci miały radochę i przychodziła mi do domu z pięcioma kolegami ! - śmiech Oli sprawia, że ja uśmiecham się jak pojebany .
- No i dobrze powiedziała. Słuchaj, muszę kończyć. Zadzwonię wieczorem albo skype co ?
- Ok , do wieczora . Tylko zadzwoń ! - dobry humor jej nie opuszcza .
- Zadzwonię na pewno, narazie . - rozłączam się i wsiadam do Porsche .
Wyjeżdżam z lotniska Chopina ...

______________________________________________________________________________

- Lilka kurczę ogarnij się ! - krzyczę kiedy banda dzieci biega po ogródku .
- Są wakacjeeeeeeee ! - krzyczy i razem z szóstką przyjaciół biega po podwórku .
Wzdycham i z powrotem kładę się na leżak .
Jest gorące, środowe popołudnie, 28 czerwca . W końcu wyszło słońce, więc po zimie z odchudzaniem ubrałam się w bikini i leżę na słoneczku, próbując się w końcu opalić .
W radiu leci muzyka, a ja z zimnym sprite'm leżę na leżaczku .
Spokój, cisza i pełen relaks . Mama w pracy, Lilka z kolegami bawią się w domu i w basenie u sąsiadów.
Jakieś pół godziny temu skończyłam gadać z Wojtkiem, niedługo przyjedzie . Ku własnemu zdziwieniu ogromnie za nim tęsknię . Chciałabym go przytulić.
Bardzo lubiłam nasze rozmowy na skype, bo mogłam mu się do woli wyżalać o studiach i tym wszystkim co się dzieje . Mama ma chłopaka, Lilka całymi dniami u koleżanki, a ja sama z książkami przez 5 miesięcy . Ale musiałam, żeby zdać. Zdałam, jestem psychologiem i narazie nie szukam pracy, muszę trochę odpocząć, naprawić życie towarzyskie, pobawić się trochę i wtedy może coś znajdę .
- Ola ! Ola ! Nie uwierzysz ! - głos Lilki przerywa moje przemyślenia .
- Co się stało ? - pytam nie otwierając oczu .
Pewnie znowu coś w stylu : A Jacek zjadł ślimaka - tak jak wczoraj .
- No zobacz ! - mówi podekscytowana .
- No co ? Nic nie widzę . - otwieram oczy i widzę uśmiechniętą Lilkę która wygląda, jakby jej uśmiech był dookoła głowy .
- Odwróć się ! - krzyczy uśmiechnięta .
- Co ? Po co ? - pytam powoli odwracając głowę .
Aż mi szczęka ze szczęścia opadła, kiedy zobaczyłam kto stoi na trawniku .
- WOJTEK ! - krzyczę i ze szczęścia rzucam mu się na szyję .
- Cześć, mała ! - obejmuje mnie i podnosi.
- Co Ty tu robisz ? Miałeś być za tydzień .
- Mam wracać?
- Nie, nie, nie ! - jeszcze raz go przytulam . - Tak się cieszę !
- Wiem, dusisz mnie.  - uśmiecha się .
- Przepraszam . - puszczam go i po prostu się uśmiecham .
- Ale mi się podobało . - uśmiecha się. 
Nie wiem, czy Wam mówiłam, ale dałam mu kosza, jakoś w marcu, kiedy był na kadrze w Warszawie, spotkaliśmy się wieczorem, już po meczu, na kolacji.  I on nagle po prostu spytał czy chcę z nim być .
Musiałam się chwilę zastanowić, byłam w szoku, on powiedział, że coś do mnie czuje. Trochę mnie to wystraszyło i powiedziałam, że nie chcę z nim być.  To nam trochę utrudniło kontakt, na jakiś czas, ale potem wróciło do normy. Z tym tylko, że on mówi mi wprost, że mu się podobam i wyraźnie to sugeruje ( albo mam urojenia ) .
- No już za późno . Ale co Ty tu robisz ? Miałeś być za tydzień . - pytam uśmiechnięta. I dopiero teraz przypominam sobie, że jestem w bikini . Jego spojrzenie, wyraźnie mi o tym przypomina.
- Chciałem zrobić Ci niespodziankę. 
- Udało Ci się.  Napijesz się czegoś ? - pytam wchodząc do domu, przez szklane drzwi.
- Nie, dzięki . Właściwie wpadłem się tylko przywitać, bo obiecałem mamie, że będę na obiedzie . - uśmiecha się. - Ale chcę zaproponować Ci wspólny wieczór, a Ty bardzo za mną tęskniłaś więc się zgadzasz . Dziękuję. - uśmiecha się.
Śmieję się. 
- Ech, niech Ci będzie . O której będziesz ? - pytam .
- Koło 19. Mamy zarezerwowany stolik w niezłym miejscu, więc chyba musisz wciągnąć jakąś extra kieckę, bo tak Cię niestety nie wpuszczą .- puszcza oczko . - Cześć, Lilka !
- Bardzo śmieszne, ale ok . - posyłam mu złośliwy uśmiech, a Lilka przybija mu piątke .
- Pa, Wojtek . - żegna się a on wychodzi .
Wzdycham z uśmiechem . Słodki jest, serio .
- Idziesz na randkę ? - pyta Lilka .
- Nie .
- Zaprosił Cię na kolację, to randka .
- Wcale nie .
- A co innego ?
- Przyjacielska kolacja. 
- Jasne .
- No tak . - mówię .
- Yhy, na pewno .
- A Ty co taka obeznana nagle?
- Bo mam chłopaka .
Wybucham śmiechem .
- Tak ? Któż to taki ?
- Michał, z 4c . Nosi za mną plecak i mówi, że jestem ładna . Chodzimy za rękę i wczoraj mnie odprowadził do domu. - mówi z poważną miną.
- Ah, no to gratuluje.
- Fajnie by było jakbyś była z Wojtkiem, liczę na to, bo Michał go lubi.
- Aha . To się przeliczyłaś, moja droga . - wracam do ogródka i kładę się na leżak .
W sumie to już mi się odechciało opalania, trochę mnie stresuje ta kolacja. Boję się, że on znów coś dziwnego odwali, a ja nie będę wiedziała co robić .
Wzdycham i wracam do domu .
- Heeej ! Widziałaś kto przyjechał ? - do salonu wchodzi Eliza .
- Hej . Widziałam, był u mnie . - uśmiecham się. Lizka czuje się u mnie jak w domu, bo znamy się naprawdę doskonale, moja mama traktuje ją jak trzecią córkę .
- Ale przecież on dopiero przyjechał . - mówi zdziwiona .
- No tak, ale wpadł do mnie, pokazał się, jesteśmy umówieni na wieczór i poszedł do Was, bo obiecał mamie, że będzie na obiedzie . - nalewam nam soku i siadam na kanapę .
- Wow . - mówi. - Ale jak to umówieni na wieczór ?
- Normalnie, zaproponował mi kolację, nie mogłam odmówić. 
- Po tym co się stało wtedy jeszcze się stara ?
- Wątpię . To pierwszy raz od tamtej pory, ale mam wrażenie, że dalej czegoś oczekuje .
- Aha . Czemu ? - siada na fotel i pije sok .
- No ma takie teksty, nie ukrywa, że chciałby czegoś. 
- Cały on . Może daj mu szansę ?
- Nie...
- Czemu ? To extra chłopak.
- On jest tam, a ja tu. Pozatym związki rozbijają przyjaźnie... a ja nie mam na to czasu. Po co mi facet ? Problem tylko, nic więcej .
- Gadasz jak jakaś feministka . Nic do niego nie czujesz ?
Więcej niż myślisz .
- Nie ... raczej nic . - mówię niepewnie.  Nie chcę, żeby ktoś wiedział, że Wojtek jest moim słabym punktem .
- Swoje wiem . - uśmiecha się Eliza .
_____________________________________

Ostatnie pociągnięcia błyszczyku i jestem gotowa. Mam na sobie czarną, krótką sukienkę i białą bluzkę z kołnierzykiem. Czarne, wysokie szpilki na platformie, dodały mi kilka centymetrów . Włosy luźno opadały na ramiona. Odrobina tuszu i błyszczyku, jestem gotowa .
Lilka siedzi na łóżku i patrzy na mnie.
- Też chcę być taka ładna jak Ty, kiedy dorosnę . - patrzy jak zakładam buty .
- Na pewno będziesz dużo ładniejsza . - uśmiecham się i zabieram z biurka czarną torebkę, w której znajduje się tylko telefon, błyszczyk i  chusteczki. - Chodź, Wojtek zaraz będzie.
- Fajnie, że idziecie na randkę, chciałbym żebyś z nim była .
- Haha, no to poczekasz trochę . - schodzimy po schodach .
- No, dawno się tak nie stroiłaś . - Mama wychodzi z salonu .
- Bo dawno nie było okazji .
- Albo faceta ... - uśmiecha się. 
- Mamo ... - w tym momencie słychać dzwonek do drzwi .
- Wojtek ! - krzyczy Lilka i idzie otworzyć.  - Cześć !
- Cześć, gdzie masz siostrę ? - słyszę jego ciepły głos .
- Ola, no chodź już !
- No idę, idę ! - krzyczę do Lilki . - Pa, mamuś .
- Mam nie czekać, czy może wcale nie wracasz?
- Nie czekaj, ale wrócę . Bądźcie grzeczni! - mówię bo do mamy ma przyjść jej chłopak.
- Wy też . - całuje mnie w policzek .
- Dzięki . - idę na przedpokój i widzę .... Lilkę, a za nią duży bukiet kwiatów i uśmiechniętego Wojtka . - Jejku ale śliczne . - uśmiecham się .
-Cieszę się, że Ci się podobają . - wręcza mi bukiet .
- Lilka, włóż do wazonu, a my idziemy . Pa . - uśmiecham się i wychodzimy z domu.
- Wyglądasz niesamowicie . - patrzy na mnie. 
Jest ubrany w czarne dżinsy, biała koszulkę i marynarkę . Na nogach ma czarne Jordany.
- Normalnie . - otwiera mi drzwi do ... czarnego porsche . - Zmieniłeś samochód ?
- Nie, po prostu wziąłem drugi .
- Aha . Dokąd mnie zabierasz ?
- Do miłej restauracji, chciałbym po prostu spędzić z Tobą przyjemny wieczór . - uśmiecha się i ruszamy przez Warszawę.
- Lepiej już ?
-  Z czym ?
- Końcem sezonu . Lepiej się czujesz ?
- Trochę . Jakoś nie mogę sobie wybaczyć tych bramek, nie wiem co się stało . Arsene chce kupić nowego bramkarza ...
- Nie kupi, wszystko będzie dobrze .
- Kupi ... ale nie chce mi się o tym gadać . Będę miał teraz miesiąc wolnego. Chcę odpocząć .
- Aż miesiąc ?
- Tak, mam troche rozwalone kolano .
- Jak to ?
- Coś się przestawiło, mam stabilizator .
- Fatalnie.
- Wiem . Ale kiedy dwóch osiemdziesięcio kilowych gości wjedzie Ci w nogę korkami, to dobrze być nie może . - mówi z poważną miną .
- Raczej nie . I tylko stabilizator?
- Tak . Chociaż było przez kilka godzin tak spuchnięte, że sobie nie wyobrażasz .
- Ty nie wytrzymasz sezonu bez kontuzji, prawda? 
- Nie da rady . W tym to już druga, ale dobrze, że na koniec, a nie w środku sezonu. 
- Chociaż tyle .
- Zmieńmy temat, co ? - mówi poważnie.
- Ok .
- Tęskniłaś za mną ? - pyta wracając do delikatnego uśmiechu. 
- A wiesz, że nawet ?
- Brakuje mi tam wszystkich.
- Nie dziwię się. Ja bym nie dała rady.
- Mieszkam tam już pięć lat, a dalej nie przywykłem do płacenia rachunków, mieszkania w niedończonym mieszkaniu.... i prania . Nienawidzę prać .
- Wyobraź sobie, że ja już dosyć długo sama piorę i od tego się nie umiera, kochany. - śmieję się .
- Jeśli jesteś 21 letnim chłopakiem, mieszkającym za granicą, to owszem . - Uśmiecha się.  - Jesteśmy .
Parkujemy przed dużym, eleganckim budynkiem na placu z fontanną.
__________________________________