czwartek, 17 października 2013

Rozdział 11. - " Nie uda się "

Budzę się w ramionach Wojtka, na kanapie. Leżę między nim a oparciem, wtulona w jego ciepłe ciało. On słodko pochrapuje. Patrzę na zegarek - 8:31. Super, dvd i telewizor są włączone, chyba zasnęliśmy na filmie. Wczorajszy wieczór był spędzony praktycznie cały czas w jego objęciach, nie mogłam ( nie chciałam) się od niego odsunąć.
Powoli wstałam z kanapy, napisałam karteczkę, żeby wpadł po południu i wyszłam z mieszkania. Godzinę jechałam do domu, gdzie wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie. Było już po 11, kiedy na dół zeszła mama i Lilka.
-Miałaś wrócić na noc.-mówi poważnie mama.
-Wiem, ale potem oglądaliśmy u niego film i zasnęłam więc ... - tłumaczę się kończąc płatki.
-Aha. Fajnie chociaż było?
-Tak, bardzo.-uśmiecham się.
-Chociaż tyle. Zajmiesz się dziś Lilką ?
-Od której?
-18...
-Ok. Ale zaraz idę z Lizą do galerii, więc wrócę raczej na wieczór.-mówię i wychodzę na korytarz.
-Ola ... - mama idzie za mną. - Czy ty z Wojtkiem...?
-Nie, nie.-przerywam jej w połowie zdania.-My tylko się przyjaźnimy...
-Na pewno?
-Tak.
-No niech będzie...leć do Lizki, pa.-mama wraca do domu,a ja idę do Lizy.
Zakładam trampki, poprawiam szorty i wychodzę z domu. Jest już chyba ze 30 stopni, kocham lato.
Wczoraj spędziłam naprawdę cudowny wieczór, Wojtek mnie całkowicie oczarował, szczególnie gdy grał na fortepianie, roztapiałam się.
Dziś pewnie będę musiała z nim porozmawiać...
- W końcu jesteś, właśnie po Ciebie szłam...- z zamyślenia wyrywa mnie głos Elizy.
-Trochę się przdłużyło, sorki. Dzisiaj znów pełnię rolę niańki...jak tam u Ciebie?
-Wszystko ok, ale mam nadzieję, że zaraz mi opowiesz o wczorajszym wieczorze.-uśmiecha się.
Razem jedziemy do Złotych Tarasów, gdzie od razu udajemy się do kawiarni, gdzie zajmujemy nasze ulubione miejsca na miękkich, fioletowych kanapach przy czarnym stoliku. Imitacje kryształowych żyrandoli oświetlają ciemne pomieszczenie. Czarno fioletowy wystrój nadawał miejscu elegancji i spokoju. Zawsze lubiłyśmy tu siedzieć.
-Więc?-pyta Liza.-Całą drogę unikałaś tematu, ale już mi nie uciekniesz i mów jak minął wieczór!-prosi kiedy złożyłyśmy zamówienie.
-No co ja mam Ci mówić, była kolacja...w sumie naprawdę świetna. Potem spacer nad Wisłą i pojechaliśmy do niego...-streszczam wszystko.
-Do niego? A o której wróciłaś?-pyta ożywiona Liza.
-W sumie...dopiero po 9 rano  przyjechałam autobusem.-mówię patrząc w stolik.
-Coś Ty! Ale co Wy tak długo...?
-Po prostu zasnęliśmy na filmie,  tyle.
-Na pewno? Ola... widzę, że coś się stało.-kiedy tylko kończy zdanie, do stolika podchodzi kelnerka z kawą i deserami.
Kiedy odchodzi widzę spojrzenie Elizy i czuję, że nie da mi spokoju, dopóki jej nie powiem.
-On kupił fortepian, grał na nim, naprawdę cudownie i ... potem tak nagle zaczęliśmy się całować. Wcześniej nad Wisłą było to samo, całował mnie, a nie umiałam go odepchnąć...prawie cały film spędziłam wtulona w niego i w końcu zasnęłam... obudziłam się rano, nie wiedziałam co mam zrobić więc napisałam mu kartkę i wyszłam...-biorę wdech i piję kawę.
-Boże, ale ... ile razy? Wy .. razem już jesteście?-pyta uśmiechnięta.
-Nie, nie...ale myślę, że dziś będę musiała pogadać o tym poważnie, on mi tego nie daruje. Pozatym sama się do niego przykleiłam po tym graniu i będę musiała się wytłumaczyć.
- Ale nie masz z czego. To nie twoja wina, że Cię pociąga!-mówi Lizka stanowczo.
-Nie, nie...to nie tak.Po prostu...-brakuje mi słów.-Nie, dobra kogo ja oszukuję, podoba mi się, ale ja nie chcę się z nim wiązać, to nie wypali. On jest za daleko na codzień, nie damy rady.-mówię to co mi leży na sercu.
-Wiedziałam, od początku o tym wiedziałam.-cieszy się Eliza.-Ale jeśli mu o tym powiesz, coś wymyślicie razem. On będzie się starał...
-To nie jest takie proste. Wojtek mieszka w ... -rozmowę przerywa mój telefon.
Wojtek dzwoni. Odrzucam połączenie i wyciszam telefon.
-W Londynie i to się nie uda, jest zwyczajnie za daleko. Potrzebuję kogoś blisko i na codzień.-mówię.
-Czemu od niego odrzuciłaś?
-Skąd wiesz, że to on?
-Zgaduję. Ale Ola, on tu jest dla Ciebie, chce z Tobą być, na pewno znajdziecie jakiś sposób.
-Nie wiem ... - słyszę sygnał sms.
-przeczytaj.
Wojtek:
Co się dzieje? Musimy się dziś spotkać.
Wzięłam głęboki oddech i napisałam, żeby wpadł koło 19 do mnie do domu.
-Co pisze?-pyta Eliza jedząc ciastko.
-Wpadnie dziś do mnie, mówi, że musimy pogadać...chyba wiemy o czym.-wzdycham pijąc kawę.
-Boże, ale czemu się tego tak boisz. Będziecie razem i albo Wam wyjdzie albo nie. Nie wiadomo, musisz spróbować, bo się nie przekonasz.-mówi Lizka.
-Cześć Ola, kim jest Twoja piękna koleżanka?- nagle podchodzi do nas Norbert, mój kolega z technikum.
-Hej, to jest Eliza, Eliza to jest Norbert.-przestawiam ich sobie nawzajem.
-Miło poznać.-uśmiecha się promiennie Eliza, Norbert chyba wpadł jej w oko.
Fakt, że jest przystojny. Brązowe, delikatnie nastroszone włosy idealnie łączą się z ciemnymi oczami, fajnymi kośćmi policzkowymi i dwudniowym zarostem. Miał na sobie biały podkoszulek i siwe dresy, na nogach maxy. Na jego prawej ręce, konkretnie na odcinku między łokciem a nadgarstkiem, można było w całej okazałości zobaczyć jego tatuaże. Czarne napisy, oko Horusa, symbole i daty. Wszystko stanowiło idealną całość. Wiem, że chce mieć wytatuowany cały rękaw, aż do ramienia.
Kiedyś z nim kręciłam, byliśmy przyjaciółmi i nadal nimi jesteśmy. Nasza przyjaźń zaczęła się od rowodu moich rodziców, rozstania z Wojtkiem i dopadającej mnie rozpaczy. On był szkolnym bad boyem, palił i już w wieku 16 lat miał pierwszy tatuaż. Ale nie jest taki za kogo każdy go miał. Okazał się fajnym, normalnym chłopakiem, też z problemami. Te problemy sprawiły że długo trzymaliśmy się razem, wyciągnął mnie od złego towarzystwa w które wpadłam. Wielu myślało, że on ćpie, pije kradnie ( jak ludzie, z którymi się zadawałam) itp. A naprawdę jest super przyjacielem. Liza nie miała okazji go poznać, bo po pierwszym roku studiów wyleciał do Norwegii. Nawet nie wiedziałam, że wrócił. W sumie się cieszę.
-Kiedy wróciłeś i czemu nic nie wiem?-uśmiecham się.
-Może dlatego, że wróciłem w zeszłym tygodniu, a ostatnio gadaliśmy miesiąc temu?
-Może i tak. Siadasz?-pokazuję na fotel obok Elizy.
-A nie będę Wam przeszkadzał?-pyta się patrząc na Elizę.
-Skąd, siadaj.-uśmiecha się Liza.
W kawiarni spędzamy ponad godzinę, naprawdę świetnie spędziliśmy tam czas. Eliza poznawała Norberta i rozmawialiśmy o tym co się działo, kiedy go nie było( temat Wojtka zniknął ). Potem on poszedł do kolegów (ale najpierw wymienił się numerami z Lizą), a my ruszyłyśmy na zakupy. Zeszło nam do 16, potem kąpałyśmy się w basenie i opalałyśmy. Po 18 w końcu przyszłam do domu, w drzwiach minęłam się z mamą i zostałam sama z Lilką.
-Gdzie tak długo byłaś?-Lilka wychodzi ze swojego pokoju i leci po schodach.
-Z Elizą na zakupach.
-Coś mi kupiłaś?
-A coś chciałaś?
-Nie widziałam, że idziesz...-mówi obrażona.
-Łap.-z torby z Reserved wyciągam różową bluzkę z cekinami i legginsy w cukierki, które jej rzucam.
-Dzięki!-przytula mnie.-Widziałam, że mnie kochasz. Co dziś robimy?
-Nie wiem, leniuchujemy jak zawsze.-wyciągam kupione ubrania i odcinam metki.
-Pokaż, co jeszcze kupiłaś.-Lilka natychmiast pomaga mi z wyciąganiem ubrań.-Po co Ci legginsy w krzaki?
Trzyma w rękach legginsy z wzorem w liście marihuany.
-Podobały mi się.
Jej za to podobają się fioletowe koturny i zielone szpilki.
Zawiesiła sobie na szyję wisiorek z love, faith laugh i kołnierzyk z cwiekami i chodziła z nimi w szpilkach. Zaniosłam legginsy i koszulkę do szafy, schowałam koturny i Lilka oddała resztę.
Poszłyśmy zrobić koktajl z truskawek i leżałyśmy na trawie przy basenie.
Ja czytałam książkę, a Lilka zaprosiła koleżankę z sąsiedztwa i razem coś robiły w domu.
-Ola! On do Ciebie!-krzyczy Lilka z domu.
-Idę...-pewnie Wojtek. Już 19:24.-poprawiam koszulkę i idę do domu.
-Dzięki! Ej Aga, mam simsy!-Lilka leci na górę ze swoją koleżanką.
W drzwiach stoi Wojtek w czarnej koszulce i białych spodenkach. Uśmiecha się.
-Dobry Wujek Wojtek kupił jej prezent.-uśmiecha się opierając o drzwi.-Cześć.
-Cześć. Nie musiałeś.
-Chciałem.
-Wejdź.-gestem zapraszam go do środka.-Napijesz się czegoś?
-Nie, dzięki.
-Na pewno?
-Tak. Chodź do mnie.-siada na kanapie.
-Co do wczoraj to ... -zaczynam siadając na fotelu.-Chyba przesadziliśmy.
Nie byłam gotowa na tą rozmowę, nie wiem co mam mu powiedzieć.
-Zacznijmy od tego, że nie ładnie wychodzić bez pożegnania.-uśmiecha się.-A po drugie, bardzo mi się wczoraj podobało.
-No właśnie, chciałam Ci powiedzieć, że to nie powinno ...-on wstał i powoli szedł w moją stronę.-nie powinnam Cię wtedy całować...
Pochylił się i pocałował mnie. Tak po prostu.
-Nie.-odsunęłam się.
-Dlaczego?-pyta siadając na kanapę.
-Bo dzieli nas zbyt dużo kilometrów, nie dam tak rady.
-Ale będę...
-...przyjeżdżał, dzwonił... tak wiem. Ale nie będę mogła Cię przytulić, trzymać za rękę i wyjść razem wieczorem. Ty też nie możesz w każdy weekend. Nie dam rady, Wojtek.
-Nie chcesz ze mną być, bo nie mieszkam w Warszawie?
-Nie dam rady być na taką odległość, przepraszam.
-Czyli nie?-patrzy w bok zaciskając szczękę.
-Nie...-mówię cicho.
-To chyba nie będę Ci przeszkadzał...cześć.-wstaje i idzie w stronę drzwi.
-Wojtek, chodź pokaże Ci jaką stworzyliśmy rodzinę.-Lilka woła go ze schodzów.
-Ja już idę, następnym razem zobaczę. Pa.-uśmiecha się delikatnie i wychodzi.
A ja zostaję sama z tym, że właśnie kogoś zraniłam.
Zapalam papierosa i podejmuję bardzo ważną decyzję.

____________________________________

Kosz :o

Co myslicie ? Czekam na kom :*

3 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że Wojtek się nie podda ;3 Czekam na kolejny rozdział :D Proszę o szybkie "wydanie go" :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny kosz od Oli :( Biedny Wojtuś xD
    Wspaniale :)) Czekam na kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo będą razem Ola nie będzie walczyć z uczuciami

    OdpowiedzUsuń