piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 3. - " Nie zawrócę czasu"

Kiedy zamknęły się za nią drzwi wyszedłem z szoku i tego co się w ogóle stało . Niby nic ale jednak jakoś mnie to poruszyło .
Eliza i mama patrzą na mnie w ciszy.
- Kawę chyba zrobiłaś, nie ? - pytam jak gdyby nigdy nic .
- Zdziwiony? - mama gestem pokazuje na drzwi .
- Lekko ... nawet się nie pożegnała . - zabieram swoją kawę i siadam na kanapie .
- A myślisz że Ty właściwie się z nią pożegnałeś ?
- Przecież przed wyjazdem ...
- Mówię po wyjeździe. O tym jak stopniowo ją od siebie odsuwałeś a w końcu całkiem zignorowałeś i zostawiłeś ?
- Mamo, to nie tak .
- A jak ?
- Po prostu ... - brakuje mi słów .
- Właśnie Wojtek . Po prostu . - mama siada na fotelu i powoli pije swoją kawę .
Lizka popatrzyła na mnie z pogardą i poszła na górę .
- Przyjaźni się z nią, kiedy Ciebie nie było bardzo się zżyły . - mama kiwa w stronę schodów gdzie poszła Eliza.
- Nie mówmy o niej .
- Ciężko Ci się przyznać do tego że ją skrzywdziłeś ?
- Mamo, skończ .
- Nie tak Cię wychowałam ...
- Wiesz co ? Gadaliśmy o tym raz, skończyło się kłótnią . Nie psuj nam świąt i daj spokój. Zrobiłem tak a nie inaczej, nie zawrócę czasu .
- Ale mógłbyś ...
- Nie, nie mógłbym . - biorę kubek i idę na górę .
Zamykam drzwi od pokoju i siadam na łóżku . Po chwili namysłu otwieram szafkę w biurku i przeglądam co tam zostawiłem . Muszę zrobić coś co pozwoli mi zabić czas i nie myśleć o tym . Całe cztery lata o niej nie myślałem, teraz znów zaczynam .
Otwieram zeszyty, które znalazłem . Chemia, fizyka i wos. Potem wyciagam kilka książek i ... papierosa ?
- Młody i głupi ... - wyrzucam do kosza .
Wracam i wyciagam plik zdjęć . Kilka z urodzin, chyba jakiegoś kolegi a reszta ... z centrum handlowego z Olą . Mialem 16 a ona 15 lat . Siedziała mi na kolanach i robiliśmy głupie miny do automatu . Wydaje mi się że potrzebowaliśmy drobnych na automaty a tylko ten ze zdjęciami wydawał resztę z banknotów, więc strzeliliśmy kilka fotek i drobne były .
Uśmiecham się .
Po drugiej stronie były podpisane : ' 4ever ♥ '  .
- Kurwa . - rzucam zdjęciami o podłogę i kładę się na łóżku. 
Myślami cofam się pięć lat wstecz kiedy żegnałem się z nią pod jej drzwiami . Kiedy płakała i kiedy mi poleciały łzy . Tamtego dnia przeżyła ze mną swój pierwszy pocałunek, byłem pewien że ją kocham, że nie dam sobie wybić jej z głowy i że będę się z nią kontaktował cały czas .Gówno prawda jak się okazało .
Pierwszy miesiąc był najgorszy, nowe miejsce ( mieszkałem z brytyjską rodziną ), nowy język, drużyna i jeszcze tęsknota za nią . Pierwsze dwa miesiące rozmawialiśmy codziennie, potem coraz rzadziej aż po roku i mocnej kłótni zerwaliśmy kontakt . Było kilka chwil w których chciałem do niej napisać albo zadzwonić ale powiedziałem, że jej nie potrzebuje . To było po treningu, byłem zmęczony, zły bo coś mi nie wychodziło, miałem problemy z drużyną , ona chciała pogadać niby o czymś ważnym, nie miałem na to ochoty i wyraźnie dałem jej to do zrozumienia. Zaczęła mi mówić że mam dla niej coraz mniej czasu i mi nie zależy, wtedy padły słowa że do szczęścia jej nie potrzebuje i jak jej nie pasuje to nie musi ze mną wcale rozmawiać . Powiedziała że tak zrobi i rozłączyła się. Dałem radę sam, a nasza przyjaźń i miłość przeszła do historii . W końcu stopniowo o niej zapominałem aż udało się całkowicie wymazać ją z mojej pamięci. Rzadko kiedy czegoś żałuję ale są chwilę kiedy chciałbym żeby była . Ze starej ekipy kontakt mam tylko z Szymonem, nikim więcej . Leciały teksty że się zmieniłem i nie chcą mnie takiego znać - po takich przyjaciołach nie tęsknię .
Ale dzisiejsze spotkanie z Olą coś we mnie ruszyło. Postanowiłem pójść do Lizki i z nią pogadać . Muszę to zrobić ... dla siebie .
Wychodzę z pokoju i kieruję się do Lizki .
Pukam .
- Proszę . - słyszę jej głos i otwieram drzwi . - O, myślałam że to mama .
- Eee, nie . - uśmiecham się .
- Co chcesz ?
- Muszę coś chcieć żeby przyjść do siostrzyczki? - siadam na krześle obrotowym przy biurku . Przysuwam się do łóżka, gdzie Eliza przegląda facebook'a i opieram nogi na boku mebla .
- No pewnie tak . - zamyka laptopa i siada naprzeciwko mnie . - Mów .
- Przyjaźnisz się z nią, nie ?
- Z kim ? - uśmiecha się niewinnie .
- Wiesz z kim .
- Chodzi Ci o Olę, tak ?
- No tak, chciałbym wiedzieć co u niej ... - to dość krępujące .
- Więc pytaj, postaram się powiedzieć tyle ile mogę . - uśmiecha się .
- Poszła do mojego liceum ?
- Nie, skończyła technikum jako stylistka .
- Matura?
- Wszystko śpiewająco .
- Studia ?
- Psychologia, drugi rok .
- Ma kogoś bliskiego, zaufanego ?
- mnie .
- Mówiła coś ... o mnie ?
- Tu Ci nie mogę wiele mówić ...
- Czemu ?
- Obiecałam jej. 
- Tyle ile możesz powiedz .
- Była załamana. Najpierw tym że wyjechałeś, a jak jej przeszło to ją zostawiłeś ... i znowu . Pali do tej pory .
- Pali ?
- Tak. Kiedyś potrafiła paczkę dziennie, dziś tylko w stresujących sytuacjach .
- Liza, ona mnie ... kochała ?
- Za bardzo. Wiesz co ? Wybacz, że Ci to teraz mówię ale nie byłeś wart jej miłości . Za dużo wycierpiała, zostawiłeś ją w najgorszym możliwym momencie, kiedy wszystko się spieprzyło. Nie byłeś wart jej cierpienia .  . - siostra patrzy w bok i zaciska wargi .
- Ah, dzięki . Ale jak to w najgorszym możliwym momencie ?
- Wyjdź .
- Co ?
- A Ty ją kochałeś ? - mówi z zaciśniętymi zębami .
- Tak . - odpowiadam po chwili namysłu .
- Tęskniłeś ?
- Dalej tęsknię . - nie wierzę że to mówię .
- To zawalcz o nią.
- Nie rozumiemy się . Przegrałem to dawno temu, samobójem .
- Ale ...
- Samobójem, Liza . Najgorzej jak można było . 
- W takim razie wyjdź . Wróć jak wydoroślejesz .
Zamknęłem drzwi i z powrotem wróciłem do pokoju .
W najgorszym możliwym momencie ? Nie wiem o czymś ? Po godzinie siedzenia w pokoju stwierdzam, że chyba pora spytać mamę .
Na dole mama kończyła lepić pierogi. Usiadłem po drugiej stronie blatu na krzesełku barowym.
Sam nie wiem czego chcę się dowiedzieć .
- Mamo co się stało z Olą kiedy nasze kontakty się zerwały ?
- Przecież nie chcesz o tym rozmawiać .
- Już chcę, powiedz mi .
- Eh. Jakoś niedługo przed tą waszą kłótnią ... mama Oli dowiedziała się, że jej mąż ją zdradza . Dowiedziała się tego od jego kochanki, która wysłała jej list i USG dziecka. Dziewczyna była fair, bo napisała że nie wiedziała, że jest żonaty i spotykała się z nim . Zaszła w ciążę a wtedy Robert ją zostawił, poszła za nim i widziała Olę z tatą i z Mamą . Chciała żeby Krysia o tym wiedziała, z kim żyje pod jednym dachem więc wysłała zdjęcie . Potem Krysia wytoczyła sprawę z orzeczeniem o winie Roberta, kochanka była po jej stronie . Ostatecznie wygrała sprawę, ale obie ciężko to zniosły . Ola, która do osiemnastki była u ojca co drugi weekend, zniosła to okropnie, od kiedy jest pełnoletnia nie chce się z nim spotkać . Za to odwiedza swojego przyszywanego brata Michała, Krysia ma dobry kontakt z Edyta, która była kochanką. Lilka jeździ do ojca na co drugi weekend . Podobno już ma inną żonę . - mówi mama smutno  nie przerywając lepienia .
- Czyli my rozstaliśmy się przed czy po rozwodzie ?
- W trakcie . Kiedy Krysia wysyłała pozew i czekały na sprawę . A dziewczyna była załamana ... zaczęła palić, spotykać się z gorszym towarzystwem, potem straciła kontakt z waszymi wspólnymi znajomymi ... a po zakończeniu gimnazjum, jak szła do technikum to zaczęła się z Lizką  kolegować, potem odnowiła kontakty ze starymi znajomymi ... i jest okej.
- Ale ... czemu mi nie powiedziałaś ?! Zadzwoniłbym, napisał, cokolwiek, skontaktował się z nią ... Kurde, mamo .
- Kiedy chciałam z Tobą pogadać mówiłeś, że nie chcesz o niej słyszeć, w końcu przestałam nalegać .
- Ahm .
- Teraz sobie o niej przypomniałeś ? To dobra dziewczyna, może Ci wybaczy .
- Mówisz ?
- Tylko będziesz musiał się postarać . - uśmiecha się mama .
- Coś czuję, że to nie będzie proste .
- Nic nie jest proste, kiedy chodzi o dziewczynę . - mama się uśmiecha .
- Taaa ? Nigdy nie zrozumiem kobiet.
- No tak . Jutro są święta, czas przebaczenia .
- Jasne , mamo . - kręcę głową i wstaję z krzesła . - Nie wierzę w takie rzeczy .
- Może najwyższa pora uwierzyć ?
- Nie . - uśmiecham się i do pokoju wchodzi Marek .
- Cześć młody. - podaje mi rękę .
- Siema . - wstaję . - Zostawię Was samych .
- Myślałam że zjemy razem kolację, obudzimy Janka i zawołamy Lizke .
- Czemu Janek śpi ?
- Bo oglądał filmy do rana, potem był u Mileny i teraz śpi . - tłumaczy mama . - To zostaniesz na kolację ?
- Ech, ok . Kim jest Milena ?
- To jego dziewczyna, nie mówił Ci ?
- Eee, nie . - dziwię się . Och, jaki wspaniały brat .
- No są razem już z pół roku .
- Super . A ja nic o tym nie wiem, extra . - trochę przykro .
- Wojtek, chyba miał jakiś powód, nie?
- To mój brat, wszyscy się ode mnie odsuwacie ! Ale chyba muszę z tym żyć . - wstaję i idę do drzwi, ubieram się i wychodzę z domu.
Stoję przed drzwiami, w ciemności . Z domu naprzeciwko otwierają się drzwi i zapala się światło na ganku. Ola wyciąga papierosa z kurtki i odpala go .
Stoję w ciemności i przyglądam się jej . Jest śliczna, bez dwóch zdań . Włosy związała w wysoką kitkę, idealnie widać jej delikatne rysy twarzy i śliczne oczy . Była smutna albo się czymś martwiła .Po kilku minutach zgasiła papierosa i weszła do domu .
Postanowiłem spróbować z nią porozmawiać .
Przeszedłem przez ulicę zadzwoniłem do drzwi spodziewając się Oli, jednak kiedy się otworzyły nie było nikogo widać . Spojrzałem w dół na, mająca może z 9 lat blondynkę . Lilka ?
- Cześć, jest Twoja siostra ? - pytam z uśmiechem .
- Ola ! Przyszedł do Ciebie ten chłopak z plakatu ! - krzyczy uśmiechnięta .
O co chodzi ?
- Co ? Lilka o czym ty ... co chcesz ? - Ola wychodzi z salonu . - Idź do pokoju . - zwraca się do Lilki .
Dziewczynka poszła do pokoju . Zostałem sam z Olą. I teraz ogarnąłem że nie wiem co powiedzieć .
____________________________________

Komentarze są w końcu odblokowane , co myślicie o tym rozdziale ? Uda mu się ? :)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 2.

Warszawa, Okęcie . godz. 15:32

Kiedy tylko wychodzę z lotniska i wsiadam do mojego Audi R8 dzwoni telefon .
Mama. Ledwo doleciałem, a ona już dzwoni, Jezu.
- Halo ?
- Cześć kochanie, już doleciałeś ? - pyta radośnie .
W końcu pierwszy raz od pięciu lat przyleciałem do Polski . Wcześniej to oni odwiedzali mnie w Londynie, na wszystkie święta i na ważne mecze. Oni to mama, Marek-jej mąż i Eliza - moja młodsza, teraz 16 letnia, przyszywana siostra . No i Janek mój starszy brat.  Czasem też wpadał tata, sam .
- Tak, właśnie wyjeżdżam z lotniska, za chwilę będę . - patrząc na korki, za godzinę.  
- To świetnie, wszyscy czekamy .
- Cieszę się, do zobaczenia . - rozłączam się .
Jest 23 grudnia, dzień przed wigilią . Przyleciałem tylko dlatego, że nie dawno miałem poważną kontuzję barku i jeszcze przez miesiąc nie biorę udziału w treningach, przez co postanowiłem przylecieć . W sumie sam nie wiem po co . Może dlatego że mama tak chciała, a może dlatego, że muszę odpocząć .
Powoli ruszam przez miasto rozglądając się i przypominając sobie stare kąty.
W ciągu ostatnich pięciu lat wiele się zmieniło. Od jakiegoś czasu coraz częściej stoję na bramce w ważnych meczach, broniłem strzały Messiego, Ronaldo i Rooneya . Pracuję z najlepszymi, mam cel i jestem bliski osiągnięcia go - mianowicie chcę zostać 1. Bramkarzem i czuję, że to się zbliża . Mam wspaniałych przyjaciół, rodzinę, wymarzoną pracę, własne mieszkanie i samochód,  czego więcej mogę chcieć ?
Uśmiecham się do swoich myśli. Jeszcze nie za dużo osiągnąłem, ale jestem na dobrej drodze na szczyt.
Ostatnio jednak na meczu po faulu miałem prawie złamany bark, muszę odpocząć i jeszcze przez trzy dni zażywać zastrzyki. Kontuzja była dwa tygodnie temu, a ja mam zawieszone treningi aż do 3 lutego, bosko .
Uśmiecham się jadąc koło stadionu Legii, potem obok mojego liceum i za chwilę znajduję się na mojej ulicy . Wygląda dokładnie tak samo jak ją zapamiętałem . Kilka drzew, samochody sąsiadów, duże górki śniegu usypane na ślepym końcu ulicy i dzieci na sankach, które zjeżdżają z nich.  Domy są ozdobione łańcuchami i lampkami, które za chwilę zaczną świecić, bo już zapada zmrok. Lampy uliczne się już świecą i widać płatki śniegu, które powoli pruszą, zasypując chodnik i ulicę . Choinki w ogródkach już się świecą, obok nich stoją ulepione bałwany i plastikowe lub dmuchane Mikołaje. W domach świecą się światła, widać sąsiadów, którzy gotują lub jeszcze zdobią domy . Na drzwiach wiszą świąteczne wieńce . Przyłapałem się na tym, że zatrzymałem samochód na środku ulicy i rozglądam się po odśnieżonych podjazdach i patrzę na kilku chłopców którzy zostawili sanki i z zainteresowaniem zerkają w moją stronę .
Domy są wyremontowane, kilka z nich pewnie zmieniło właścicieli, a te dzieci to pewnie wnuki któregoś z sąsiadów .
Wzdycham i wjeżdżam na podjazd pod garaż naszego domu . Święta spędzę z mamą i jej nową rodziną . Tak szczerze to nie taka znowu nowa bo już 4 lata są razem z Markiem . Eliza też jest okej . Tata na te święta nie przyjedzie, spędza je ze swoją narzeczoną . Do nas oczywiście dołączy babcia z dziadkiem, bo jak mogłoby ich nie być ze mną i Jankiem ? I jeszcze rodzice Marka ... ech .
Wysiadam z auta i wyciagam walizki i torbę z bagażnika . Biorę głęboki wdech i dzwonię do drzwi, które są przystrojone mikołajami .
Otwiera mi uśmiechnięta Eliza .
- Hej Lizka . - uśmiecham się i wchodzę .
- No siemka. Niemożliwe, przyjechałeś . - patrzy na mnie z założonymi rękoma .
- Też się zdziwiłem, ale mama nie daje spokoju . Ktoś jest w domu oprócz Ciebie ?
- Mama, ja i Janek śpi u góry. 
- A Marek ?
- Tata jeszcze w pracy, będzie o dwudziestej.
- Ah , ok. 
- Wojtek ? Już jesteś ? - mama wchodzi do przedpokoju . - końcu w domu .
- Cześć mamo . - przytulam ją i pozwalam dać sobie buziaka . - Uh, nie widzieliśmy się tylko kilka miesięcy .
- Zdążyłam się stęsknić za moim synkiem !
- Synkiem co ma 21 lat ?
- Dla mnie zawsze będziesz małym synkiem, chodź, nałożę Ci obiad .
- Już idę, idę .
- Jak minął lot ? - mama nakłada mi schabowego i dużą porcję surówki .
- Dzięki, dobrze. Widzę, że wiesz co zrobić żeby umilić mi dzień ? - stawiam torby przy schodach na górę .
Jezu, chyba ze 3 lata nie jadłem domowych schabowych .
- Jasne, że wiem ! - uśmiecha się . Widać, że radość aż ją roznosi .
Ale tak jest w każde święta, ona uwielbia gotować i przygotowywać wigilię.  Lubi kiedy wszyscy się spotykamy i jesteśmy wielką rodziną. To będzie pierwsza wigilia od pięciu lat, którą spędzę z całą rodziną ... no prawie, bo bez taty .
Tak to były albo z tatą albo z mamą, Markiem i Jankiem, bo babcia i dziadek zostawali z Elizą . Teraz spotkamy się wszyscy.  W sumie to się cieszę, że te święta będą w miarę normalne. Wiadomo, że w Anglii nie było tak jak w domu .
- Kiedy mnie zabierzesz do Londynu? Obiecałeś ! - Lizka siada na kanapie .
- No nie wiem. W wakacje możesz wpaść.
- A na zimowe ferie ?
- kiedy zaczynasz ?
- mam wolne dwa tygodnie po sylwestrze .
- Odpada, bo zostaję tu aż do lutego.-uśmiecham się . 
- Aha . to w wakacje ?
- Jasne. Jeszcze dużo czasu, ale obiecuje że w końcu Cię zabiorę .
- Oh, zostajesz aż do lutego ? - mama uśmiecha się od ucha do ucha.
- No tak, bo po tej kontuzji muszę ...
- Dalej z tym barkiem? Boli ?
- Nie, ale muszę jeszcze brać zastrzyki i do lutego nie trenuję .
- Ahh . Pewnie Ci szkoda, ale ja się cieszę, że trochę z nami pomieszkasz . Może Ci pomóc z tymi zastrzykami ?
- Po dwóch tygodniach będziesz miała dość . - uśmiecham się .
- 16 lat przeżyłam to miesiąc nie zaszkodzi ! - śmieje się. 
Jest szczęśliwa i to po niej widać.  Ma swoją wymarzoną rodzinę i to jest ważne .
- Dzięki, było pyszne. Pójdę na górę zanieść torby i zmienię ciuchy, zaraz zejdę .
- Chcesz kawę ?
- Czytasz w myślach mamo, kocham Cię . - uśmiecham się do niej i wchodzę po schodach z walizkami .
Na górze wchodzę do mojego pokoju . Nic się w nim nie zmieniło odkąd wyjechałem . Kiedy wyjeżdżałem Mama mi obiecała że nikt inny w nim nie zamieszka. Dom mamy naprawdę duży, na dole jest salon i jadalnia, kuchnia, łazienka, przed pokój i biuro . U góry łazienka,  sypialnia mamy i Marka, pokój Elizy który kiedyś był pokojem z książkami i pianinem mamy, pokój Janka, mój i jeszcze gościnny . Z pokoju Janka i mojego można wyjść na balkon który jest z tylu, przodu i boku domu, właściwie to dwa balkony połączone w jeden kiedy narzekałem, że Janek ma większą część .
Siadam na łóżko i rozglądam się po dużym pokoju. Znajduje się w nim podwójne łóżko ( zawsze się rozpychałem i w końcu spadałem z pojedynczego ) biurko, szafa, worek treningowy, perkusja , telewizor i regał z filmami, grami i książkami . Na ścianach były naklejki, szaliki i koszulki z moich ulubionych klubów piłkarskich . Kilka plakatów ACDC i Nirvany . Pokój był pomalowany na granatowo zanim wyjechałem więc całkiem dobrze się trzyma przez te pięć lat .
Rozpakowuję dwie walizki i torbę . Prezenty, które przywiozłem chowam na dnie szafy i przykrywam.pustą torbą .
Na biurko wykładam Ipada, laptop, słuchawki i ładowarkę oraz mały kartonik z 5 zastrzykami ( pozostałe dwa są gdyby bark znów bardzo bolał ) . Zauważam kilka zdjęć które leżą na blacie, ale nie mogę ich obejrzeć teraz bo obiecałem, że zejdę na kawę . Zakładam Arsenalowe dresy i koszulkę z logo Nike i schodzę na dół . Idąc po schodach słyszę głos mamy, Lizki i kogoś jeszcze .
- O, mama pamiętała ! Podziękuj jej bardzo, bo ja zalatana jestem .- mówi mama .
- W porządku, ona robi to samo, lata w te i we wte, bo babcia i wujek na święta przyjeżdżają więc musi być idealnie . - słyszę kobiecy głos .
Zatrzymuję się na schodach i słucham dalej . Jeśli wyjdę o schodek dalej to mnie zauważą, a nie mam ochoty na konwersację z jakąś znajomą mamy. Muszę ogarnąć kto to i czy warto wyjść .
- A wiesz co, też mam dla Twojej mamy te soki do drinków ode mnie z działki co chciała, poczekaj, usiądź, a ja przyniosę . - mama otwiera drzwi od piwnicy i schodzi na dół .
- Nie, nie trzeba, Pani Alu ... - znowu damski głos.
-
Już za późno, przyniesie to i pięćset innych rzeczy . Siadaj . - słyszę głos Elizy .
No dobra, nie mam pojęcia kto to ale ciekawość, kogo moja mama tak chojnie obdarowuje zwycięża . Przecież jak nie będę chciał gadać to nie muszę, wezmę kawę i pójdę na górę . Zachowuję się jak dziecko .
Schodzę ze schodów jakbym nic nie słyszał i idąc do kuchni widzę Elizę na fotelu i stojącą obok niej dziewczynę, kiedy usłyszały że zszedłem odwróciły się w moją stronę i ... moje serce przestało bić na chwilę, przeszedł mnie dreszcz .
- Cze ... cześć . - zaczynam nie bardzo wiedząc co powiedzieć dalej . Przede mną stoi moja dawna przyjaciółka, moja prawie dziewczyna, którą kochałem a musiałem zostawić .
- Hej . - zmieszana patrzy w bok .
- E... pójdę pomóc mamie, niech szybciej stamtąd wyjdzie . - Lizka wyczuła napięcie i zrobiła najgorsze co mogła czyli zostawiła nas samych .
A teraz ja nie mogę zabrać kawy i spierdolić .
- Yy .. co u Ciebie ? - pytam widząc jak odwraca wzrok.
Ja za to nie mogę przestać na nią patrzeć . Ma długie, zgrabne nogi ubrane w czarne legginsy i niebieski sweterek do pasa . Delikatne loki opadają na ramiona, ma ciemne włosy z jasnymi końcówkami. Chyba nie jest pomalowana, widzę tylko długie rzęsy i ani grama makijażu więcej .
- Kpisz sobie? - spojrzała na mnie wściekła i zaczęła zakładać czarny płaszczyk .
- Że niby jak ? - pytam .
Jestem chyba trochę zamulony i muszę koniecznie napić się kawy .
- Nic . - zakłada szalik i idzie po buty na przedpokój .
Odwracam się i patrzę na nią nie wiedząc co mam zrobić . Co mnie podkusiło żeby sprawdzać kto to ?
- Mamy już . - nagle mama i Eliza wychodzą z piwnicy, ratując mnie .
- Dziękuję, będę już szła . - mówi Ola smutnym tonem . - Wesołych Świąt proszę Pani !
- Nawzajem kochanie, ucałuj mamę .
- Dobrze, do widzenia. Cześć Lizka .- całuje ją w policzek.
Mnie nie pożegnała i wyszła .
___________________________________

Drugi rozdzial :) podoba Wam się wogóle ? :)

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 1. - " Nie obiecuj czegoś czego nie będziesz mógł dotrzymać . "

Czwartek, godzina 16:32, Warszawa .

Stoję pod gimnazjum nr.46 im. Jana Kochanowskiego i jak zwykle czekam na Olę, która, jak zwykle się spóźnia .
Wyszło już kilka jej koleżanek, które się do mnie uśmiechnęły. Odpowiedziałem uśmiechem i kiedy znów się obejrzałem przede mną stała Ola . 
- Hej, sorcia, że tak długo . - uśmiecha się.
- Spoko, tylko Twoje spóźnienia są coraz dłuższe, co Cię trzyma w szkole ? - uśmiecham się i ruszamy w stronę domu .
- Nauczycielka się przyczepiła, bo znowu nie wzięłam zeszytu tak ? Ale no kurczę to tylko 3 raz w tym tygodniu, nie trzeba tak się drzeć . - zaczyna .
- Jest środa .
- ... A to dlatego ! - śmieje się . - Ale raz w życiu można . Jak u Ciebie ? Mam nadzieję, że zdasz !
- Jasne że tak !
- To dobrze . Jak Ci minął dzień ?
- Całkiem fajnie, ale mam pytanie .
- Jakie ?
- Masz plany na wieczór ?
- Ee .. w sumie nie .
- A spędzisz go ze mną ?
- Jasne, chętnie . - uśmiecha się .
Ma dziś na sobie koszulkę Nirvany,  niebieskie szorty i czarne trampki .
W każdą środę, czwartek i piątek wracając z LO ( 1. Klasa ) czekam na Olę i do domu wracamy razem . Ola chodzi do 3. Klasy gimnazjum i mieszka naprzeciwko mnie .
- A co Cię tak dzisiaj wzięło na spotkania ? - pyta uśmiechnięta .
- Dawno nie gadaliśmy dłużej niż przez drogę do domu, stęskniłem się.- uśmiecham się .
- Może dlatego że ciągle miałeś treningi i jeździłeś gdzieś niewiadomo gdzie ?
- Może . - Uśmiecham się. 
- Tylko dasz mi jakąś godzinkę, pół na przebranie się i obiad . Bo mama mnie zabije jak się dowie, że nic nie jadłam cały dzień.
- Nie jadłaś ?
- Nie, zapomniałam kanapek . - śmieje się.
- Masz . - ściągam plecak i wyciągam z niego kanapkę, którą jej podaję .
- Ojej, dzięki . - uśmiecha się i zaczyna jeść . - Mam nadzieję że dzisiejsza .
- Ta, te z zeszłego tygodnia wyjechały rano .
- Ok . Ej a Ty nie masz dziś treningu ? - Nie . - mówię. 
I raczej już nie będę miał .
- Czemu ?
- Odwołany . - kłamię .
- Aha . Powiedz mamie, że robi dobre kanapki .
- Dzięki, sam robiłem . - śmieję się .
- Talent po mamusi . - pokazuje mi język .
Kiedy jesteśmy już na naszej ulicy oboje kierujemy się do domów .
- Jestem . - rzucam plecak na ziemię.
- Cześć synu ! W sekretariacie dostałeś wszystkie papiery ? - do przedpokoju wchodzi tata .
- Tak, mam wszystkie.
- Odebrałem Twój paszport .
- Dzięki . - wchodzę do salonu i siadam na kanapie .
- Co jest ?
- Nic . - kładę się twarzą w poduszkę.
- Powiedziałeś jej ?
- Nie . Spotykamy się o 18, chcę z nią spędzić wieczór .
- Jesteś pewien?
- Nie .
- To po co ten wieczór ?
- Bo chcę go z nią spędzić, chcę popatrzeć na jej uśmiech, zanim powiem jej że wylatuję do Anglii i nie wiem kiedy się zobaczymy, ok ?
- Sam się w to pakujesz . Tylko pamiętaj, nie obiecuj czegoś czego nie będziesz mógł dotrzymać . - Tata wstaje i wychodzi .
Pierdolenie . Jak ja jej to powiem ?
Że po 13 latach znajomości ją tu zostawiam całkiem samą ? Znaczy z jej przyjaciółmi, ale beze mnie . Bez tego jak mając 10 lat uczyłem ją grać w piłkę i jak, mając 12 lat, w wakacje przyszła do mnie z płaczem bo jej wielka pierwsza miłość ma dziewczynę, która jej nienawidzi .
Zawsze byłem przy niej i ona przy mnie . Mówiliśmy sobie wszystko . Zresztą, co się dziwić . Poznałem ją jak miałem 4 lata, a ona się wprowadziła naprzeciwko i była wielką atrakcją dla mnie i moich kolegów, bo była jedyną dziewczyną na tej ulicy.
A dzisiaj muszę jej powiedzieć, że jutro o 12 mam samolot do Londynu, nie wiem kiedy wrócę . Może na święta a może za rok, a może za 3 lata . Lecę tam, bo muszę podpisać kontrakt z Arsenalem Londyn, na który zgodził się mój tata-manager .
Chciałem zostać w Legii, ale nie ... po co .
Wzdycham i idę do lodówki. Tata u góry pakuje swoje walizki, a ja wpierniczam jogurt .
Potem idę się przebrać w luźną koszulkę i dżinsy .
- Tato, daj stówę ! - krzyczę zakładając buty .
- Weź sobie, portfel w bluzie ! - słyszę z góry .
- Ok ! - wyciągam z portfela taty 100 zł i chowam do mojego.
W końcu sam na siebie zarabiam, nie?
Wychodzę z domu i przechodzę przez ulicę ( jest to ślepa uliczka zakończona garażami, dużo aut tu nie jeździ, bo jest tu tylko 10 domów ) do domu Oli .
Dzwonię i otwiera mi jej mama z jej młodszą, 3-letnią siostrą Lilką, na rękach .
- Dzień dobry ! - uśmiecham się .
- Witaj Wojtuś, witaj . Wchodź, Olę  już wołam . - mówi pani Krysia i uśmiecha się do mnie .
- Spokojnie, ja poczekam.  - wchodzę do przedpokoju .
- Chodź, nie zdejmuj butów, brudno tu trochę. 
Ta kobieta powtarza mi to od zawsze, że ma brudno i od zawsze ma tu czyściej  niż ja kiedykolwiek, gdziekolwiek miałem.
- Ola, Wojtek już jest ! - woła pani Krysia .
- Już idę, no ! - słyszę głos Oli widzę jak zbiega po schodach w różowych szortach i koszulce na ramiączkach . - Jestem .
- Ok, idziemy ?
-  Jasne! Mamo będę późno, pa . - Ola całuje mamę w policzek i wchodzimy . - Dokąd właściwie idziemy ?
- Zabieram Cię na romantyczną kolację do KFC .
- To randka
- W sumie to tak . - uśmiecham się do niej . - To źle ?
- Nie, fajnie . - łapie mnie pod rękę . - Mogę, nie ?
- Jasne .
- A czemu zaprosiłeś mnie dopiero teraz ?
- Bo to chyba kolacja pożegnalna . - zaczynam chyba najtrudniejszą rozmowę w moim życiu .
- Nie rozumiem?
- Słuchaj bo ... eh . - wzdycham i zatrzymuję się .
- Co jest ?
- Jutro o 12:34 mam samolot do Londynu .
- Lecisz na wakacje ? Już teraz ? Jeszcze miesiąc szkoły .
- Nie jadę na wakacje, wyjeżdżam na stałe, Ola .
- Co ? Ale dlaczego ? Nie, Wojtek nie. - Ola mnie puszcza i patrzy smutno.
- Muszę .
- Po co ? Dlaczego ? I kurczę, mogłeś mi wcześniej powiedzieć ...
- Nie chciałem, żeby było Ci smutno .
- Tak, bo przecież teraz nie jest ! - siada na murku .
- Przepraszam .
- Ale po co tam lecisz ?
- Podpisać kontrakt z Arsenalem ...
- Tak ? To ... wow, gratuluję . - wstaje i przytula mnie.
Mimo tego, że ma 172 cm, wydaje mi się niziutka, malutka i drobna . Może dlatego, że ja mam 185 .
- Dzięki . - obejmuję ją i czuję jak się we mnie wtula.
- Ja nie chcę, żebyś wyjeżdżał .
- Też tego nie chcę, ale muszę .
- Wiem, jedziesz po marzenia, nie ? - odsuwa się i łapie mnie za rękę . - Spędźmy ten wieczór jak najlepiej, ok?
- Dobrze. Chodź.-biorę ją za rękę i idziemy w stronę najbliższego KFC.
Chwila krępującej ciszy staje się nieznośna. 
- Będzie mi brakowało naszego siedzenia w domku na drzewie . - zaczynam .
- Ooo tak, mi też . - śmieje się Ola . - Szczególnie jak ktoś z niego wypadał.
- Taaaak, niezapomniane uczucie lecieć na twarz .
- Ej . - Zatrzymujemy się na chodniku.- Zamówimy pizzę i pójdziemy do domku ? - proponuje .
- Żartujesz ?
- Nie, chodź . - ciągnie mnie za rękę .
- To może jak już jesteśmy niedaleko to kupmy żarcie i wtedy pojedziemy na działki do domku ?
- Ech, ok . - zgadza się Ola i znowu idziemy w stronę KFC. - Pisz do mnie, kiedy tylko będziesz mógł.
- Postaram się codziennie, treningi to tylko 3 godziny dziennie .
- Wiem, ale pewnie będziesz miał milion zajęć . A i jak już się rozkręcisz to miliony fanów itp ...
- Faktycznie, chyba nie znajdę czasu na napisanie do Ciebie bo przecież nie jestem uzależniony od facebook'a. - śmieję się .- A tak poważnie to będę się tam super nudził.
- Nie, przecież tyle rzeczy można robić . No i szkoła też raczej Ci zapełni czas .
- Jaka szkoła ? - znów się śmieję .
- No przecież będziesz tam chodził do szkoły .
- Nie będę .
- Ale przecież ... miałeś skończyć liceum i iść na studia. Nawet do.jednego liceum mieliśmy chodzić, ale jak nie możemy to tam skończ !
- Nie chcę .
- Wojtek !
- Ola . Daj spokój, wystarczająco mnie boli, że muszę wyjechać .
- Wiem . Ale i tak będę Cię namawiać na szkołę .
Wchodzimy do KFC i kupujemy ( całkiem sporo ) jedzenia, po czym autobusem wybieramy się na przedmieścia Warszawy, gdzie moja mama ma działkę z ogródkami i tam właśnie znajduje się domek na drzewie .
Przy kluczach od domu zawsze mamy te od wejścia na działkę, bo często mama tam jest i czegoś zapomina więc ja albo Janek musimy po to jechać .
- Dawno tu nie byliśmy. - Ola wchodzi przez drewnianą, wielką furtkę i rozgląda się .
- Wiem, a we dwoje to już wieki . - Ola się zarumieniła .
Niby to moja przyjaciółka, ale od jakiegoś czasu odczuwam pociąg w jej stronę. Od piaskownicy razem, ale od kiedy poszła do gimnazjum coś iskrzy .
- Chodź . - ciągnie mnie za rękę .
Wpuszczam ją przodem i sam wchodzę na górę za nią .
Otwieramy drzwi i znajdujemy się w kwadratowym drewnianym pomieszczeniu. Na podłodze leżą rozrzucone zabawki, książki. Na półkach kolejne zabawki i rzeczy . Ściany są pooklejane piłkarzami i piosenkarzami, boysbandami Oli . Moja głowa prawo dotyka dachu, trochę urosłem .
- Tęskniłam za tym miejscem. - Ola siada na miękkim kocyku, który leży na podłodze .
- Tak ... ja też . - siadam obok niej i rozglądamy się dookoła . - Patrz ! - złapałem za pelerynę Supermana .
Ola zaczyna się śmiać i wstaje .
- Trochę za mała...- zawiązuje mi ją na szyi i patrzy z uśmiechem .
Faktycznie, materiał sięga tylko do połowy pleców . Tak naprawdę.to jest to kawałek starej zasłony, którą  mama kiedyś przerobiła na pelerynę, chyba na jakiś bal przebierańców .
- A to w czymś przeszkadza ? - pytam z uśmiechem . - Nie mogę już być Twoim Supermanem ?
- No nie wiem ... w za krótkiej pelerynie ?
- Ciesz się, że nie w za małych gaciach . - zaczynam rozwiązywać i zdejmować ciuch .
- Zostaw . - Ola z powrotem mi ją zawiązuje . - Możesz być moim Supermanem ostatni wieczór ?- rumieni się.
- Ostatni raz.  - uśmiecham się .
Jej ręce zostały na mojej klatce piersiowej i teraz się do siebie uśmiechamy w ciszy .
W końcu decyduję się na coś, czego ostatnio bardzo chciałem .
Pochylam się i czule dotykam jej ust. Są ciepłe i delikatne.
Odsuwam się kawałek i patrzę na nią. Ma zamknięte oczy i czeka na resztę tego co zacząłem, więc nasze usta znów się spotykają, tym razem pewniej.  Ujmuję jej twarz w dłonie i czuję jej ręce, które mnie obejmują .
Mój żołądek rozsadza tysiące motylków a w głowie mam pustkę . Nasze języki się delikatnie stykają i moje ręce ją przyciągają, trzymając w talii, a jej dotykają mojej szyi .
Języki delikatnie się dotykają i czuję, że w tej chwili jest tylko moja. Zawsze była moja, była moją Olą, która przynosiła mi lody kiedy byłem chory i nie mogłem ich jeść, była tą, która z mamą siedziała na moich treningach i przychodziła na mecze, tą którą uczyłem pływać i tą za którą biłem dokuczających jej kolegów, tą która uczyła mnie tańczyć wolnego i tą która była przy mnie kiedy rodzice się rozstawali .
Mocno ją do siebie przyciskam i wkładam w ten pocałunek maximum miłości .
Po chwili czułego pocałunku odrywamy się od siebie i widzę łzę na jej policzku .
- Nie płacz . - pochylam się i dotykamy się czołami .
- Kocham Cię . - wtula się we mnie .
Coś przyjemnie zaczęło grzać mnie w okolicy serca, uśmiecham się jak głupek i czuję, że nic nie może zepsuć tej chwili .
- Ja Ciebie też . - całuję ją we włosy. - Już nie płacz . - mocno ją obejmuję słysząc jak szlocha .
- Jak mam nie płakać jak ktoś kogo tak bardzo kocham wylatuje stąd i nie wiem kiedy wróci ?!Jestem zła że dopiero dziś mi powiedziałeś . - siada na ziemi i znów ciekną jej łzy .
- Wiem, ale nie chciałem, żebyś się tak długo tym martwiła. Wyjadę i już .
- Wiesz, że to nie będzie ot tak . - kręci głową .
- Wiem. - siadam i obejmuję ją ramieniem .
- Mogę Ci coś powiedzieć ?
- Jasne .
- To był mój pierwszy pocałunek... - mocniej się we mnie wtula .
Zdziwiłem się .
- Cieszę się, że to ja byłem tak wyjątkowy . A chcesz przeżyć drugi ?
- Tak .
Z zamkniętymi oczami szukam jej ust i znów łączymy się w czułym pocałunku, kiedy dzwoni mój telefon .
- Przepraszam ... - odsuwam się i odbieram. - Co chcesz tato ?
- Mógłbyś już wrócić ?
- Żartujesz sobie ? Będę po 22, cześć .
- Wojtek wracaj i nawet nie próbuj się rozłą ... - wcisnąłem czerwoną słuchawkę i wyłączyłem telefon.
- Przepraszam, tata .
- Co chciał ? - Ola podciąga kolana pod brodę .
- Ee ... nic w sumie . - dotykam dłonią jej brody i całuję ją w policzek .
Odsuwa się ode mnie kawałek .
- Nie, bo będę tęsknić jeszcze bardziej .
- I tak będziemy tęsknić oboje, chodź . - rozkładam ramiona i ona przytula się do mnie .
- Nie rozmawiajmy już o wyjeździe, co ?
- Tak . - uśmiecham się .
Do 21 siedzimy w domku, jemy i co chwilę się śmiejemy ze wspomnień z dzieciństwa, już nie rozmawiamy o wyjeździe, ale wiem, że w jej głowie nadal to siedzi - tak jak w mojej .
Przed 22 wysiadamy z autobusu i idziemy na naszą ulicę . Kiedy stoimy przed drzwiami jej domu, czuję, że zaraz pęknie mi serce. Ola wygląda ślicznie w świetle lamp, ale i tak widzę łzy w jej oczach .
- To już, tak ?  Mamy się pożegnać, jutro wyjedziesz i nie wiem kiedy Cię zobaczę ? - patrzy smutno .
- Tak ... to już .
- Zostań, proszę ... - zaczynają jej lecieć łzy .
- Chciałbym, ale nie mogę, wiesz o tym .
- Będę za Tobą bardzo tęsknić, napisz jak dolecisz i ... obiecaj, że o mnie nie zapomnisz . - obejmuje mnie za szyję .
- Obiecuję . Kocham Cię . - podnoszę ją i delikatnie całuję .
Lecą jej łzy, mocno ją przytulam i chwilę tak stoimy .
- Ostatni raz . - stanęła na palcach i sama mnie pocałowała . Czułem jej ból i tęsknotę i miłość .
Całujemy się dopóki starcza nam oddechu .
- Dobranoc . - przytulam ją i patrzę jak wchodzi do domu .
- Kocham Cię , pamiętaj . Dobranoc . - zanim zamknie drzwi podbiega i daje mi buziaka . - Powodzenia . - szybko wraca do domu i zatrzaskuje drzwi .
Ze zdziwieniem czuję, że pada deszcz, mam krople wody na policzku . Jeszcze większe zdziwienie czuję, kiedy widzę, że naokoło mnie nie pada, tylko po moim policzku lecą łzy . Ocieram je szybko i wracam do domu . Zamykam drzwi i opieram się o nie plecami po czym siadam na wycieraczce i ze złością rzucam butami w ścianę .
- Kurwa ! - krzyczę i rzucam prawym butem .
Ulżyło mi .
Do przedpokoju wszedł tata .
- Kazałem Ci wrócić do domu, coś Ty robił tak długo ?! I czemu do cholery wyłączyłeś telefon ?!
- Straciłem zasięg i bateria padła . - kłamię . - Chciałem z nią spędzić wieczór, daj mi spokój, idę do siebie .
Zamykam się w pokoju i do rana nie mogę zasnąć . Udaje mi się koło piątej .
Potem wszystko potoczyło się szybko, pożegnanie się z mamą, wyjazd taksówką, odprawa na lotnisku i wylot . Przez cały ten pośpiech nie zdążyłem dobrze się zastanowić i jeszcze raz pomyśleć nad rozmową z Olą .  Ona zaprzątała mi głowę do rana, wspomnienia i to jak bardzo ją kocham nie pozwoliło mi zasnąć .
A pośpiech nie uświadomił mi tego, że obiecałem jej coś, czego w ogóle nie dotrzymam ... tylko, że wtedy nie wiedziałem, że tak szybko zapomnę .

Hello London ! 
___________________________________________

Podoba się ? 
Proszę o kom, bo nie wiem czy dalej pisać :)x