-Dobrze, dzięki. A Tobie?-robię sobie kawę i musli.
-Też, gdzie Wojtek?
-Śpi jeszcze.
-Jakie plany na dziś?
-Jeszcze żadne, ale znając Wojtka na pewno coś wymyśli.-uśmiecham się słysząc kroki na korytarzu.-Dzień dobry.
-Dzień dobry.-najpierw zaspany uśmiecha się do mojej mamy, a potem delikatnie mnie obejmuje w pasie i czule dotyka ustami.
-Wyspany?-pytam mierzwiąc jego włosy.
-Trochę mnie wczoraj zmęczyłaś, ale jakoś udało się wyspać.-całuje mnie w czoło.-Tylko jest sprawa.
-Jaka?-pytam wyciągając chleb.
-Wyjeżdżam na weekend.
-Dokąd?-pytam patrząc podejrzliwie.
Mama usiadła przy barku z herbatą i jak gdyby nigdy nic, przysłuchiwała się rozmowie.
-Na Lazurowe Wybrzeże...-mówi ze spokojem robiąc sobie kawę.
-Ale dlaczego?-pytam nie rozumiejąc.
-Przecież mówiłem Ci, że Robert bierze ślub. Jedziemy na wieczór kawalerski.
-Ach, no tak, wieczór.-teraz wszystko jasne.
-W sumie to weekend...
-Weekend?
-Tak. Dziś lecimy na Riwierę Francuską, a stamtąd łódką płyniemy do Cannes, gdzie będziemy spać z soboty na niedzielę.
-A w piątek?
-Na łodzi.
-A...więc wracasz w niedzielę?
-Tak.
-Cholera, to ładnie.-uśmiecham się i podaję mu tosty.-No ale ok, jedź.
-Nie pytałem o pozwolenie, ale dziękuję.-puszcza oczko.
-O co Ci teraz chodzi?
-Nic. Od jakiegoś czasu sam o sobie decyduję i po prostu Cię informuję, gdzie spędzę weekend.-odpowiada jak gdyby nigdy nic.-Pyszne tosty, kochanie.
Moja mama rzuciła dość wymowne spojrzenie, a potem do kuchni wpadła Lilka, która od razu rzuciła się na Wojtka i rozpoczęła konwersację z nim na tematy, które tak naprawdę, interesowały tylko ją. Potem do 12 siedzimy u mnie, Wojtek jedzie się spakować i wraca, żebym odwiozła go na lotnisko... ________________________________________ ________________________________________
Jedziemy na lotnisko za Warszawą, gdzie mam się spotkać z Robertem i resztą chłopaków. Ola wygląda na nie zadowoloną, ale teraz jakoś nie bardzo się tym przejmuję. Wcale się do mnie nie odzywa. Kiedy w końcu dojeżdżamy na lotnisko i wysiadam z auta, Ola wysiada razem ze mną i odbiera klucze od Porsche.
-Oddaję Ci mój samochód, nie spierdol tego.-uśmiecham się delikatnie popychając ją na maskę auta.
-Zaufałam Ci, nie spierdol tego.-przygryza wargę.
-Do zobaczenia, kochanie.-pochylam się i całuję ją tak namiętnie, aż czuję jak przechodzą ją dreszcze, mimo 28 stopniowego upału.
-Bądź grzeczny.-całuje mnie w policzek, kiedy idę w stronę prywatnego samolotu wypożyczonego przez mojego przyjaciela.
-Tego nie mogę obiecać.-mówię pod nosem i machając odjeżdżającej Oli, idę do Roberta.
-Ostatni wolny weekend,co?-pytam witając się z nim.
-Tak.-odpowiada zadowolony.-Wołałem Cię, żebyś przyszedł tu ze swoja dziewczyną, ale nie, po co. Chyba się jej nie wstydzisz?-pyta ze śmiechem.
-Nie, nie chciałem, żebyś odwołał ślub, jak ją zobaczysz.
-Śmieszne, naprawdę.
Po chwili przybywa pozostałych trzech imprezowiczów i wsiadamy do samolotu.
W impreza zaczyna się już w samolocie od kilku kieliszków szampana.
Najpierw, jak to w typowym męskim towarzystwie, podsumowujemy sezon, kiedy kończymy wywody na temat piłki, lądujemy nad Lazurowym Wybrzeżem.
-God Damn it, nie sądziłem, że naprawdę chcesz zrobić tu wieczór, dopóki nie otrzymałem zaproszenia.-rozglądam się po plaży, na której właśnie opalają się setki ludzi. Właśnie zmierzamy w jej stronę. To miejsce jest idealne. Niebieskie morze, biały piasek, palmy i upał. Kolorowe, eleganckie budynki, tłum ludzi, który gdzieś znika, nie jest odczuwalny. Ulice są czyste, zadbane. Kawiarnie eleganckie i pewnie drogie,ekskluzywne, zachęcają do odwiedzenia. Trawa w parku idealnie przycięta, po ozdobnych schodach schodzimy na plażę, pełną ludzi. Opalone, zgrabne i te mniej zgrabne kobiety i dziewczyny leżą na ręcznikach lub leżakach. Idziemy wzdłuż morza, ku małej zatoce zaczepiani przez turystów i popijając piwo.
Zrobiłem kilka zdjęć z fanami, tak samo jak reszta. Osobiście na mój fejsbukowy profil dodałem zdjęcie z grupą hiszpańskich turystek i grupą chłopców na kolonii, byli z Polski.
Po wędrówce plażą i miasteczkiem docieramy nad zatokę, gdzie czeka duży, ekskluzywny jacht. Robiliśmy oczywiście kilka postojów w kawiarni i sklepach.
Wchodzimy na pokład, tam czekają na nas kapitan i kilka kelnerek. Jacht ma 2 piętra i duży dziób, gdzie są leżaki i stoliki. Wchodząc do środka widzimy drzwi, schody na górę i na dół. Jak się dowiadujemy schody na górę prowadzą do naszych sypialni, gdyby ktoś był zmęczony. Te na dół do kuchni. Idziemy na górę, gdzie każdy zmienia ubranie i trochę się odświeża. Jest już koło 20, słońce zachodzi, a my wyruszamy w morze.
Z mojej ' kajuty ' oglądam zachód słońca i pisze sms do Oli, że ją kocham i odezwę się w niedzielę, po czym wyłączam telefon. Biorę prysznic, zakładam krótkie czarne spodenki i białą koszulkę z napisem ' KOKO KOKO LEWY SPOKO ' i podobizną Roberta ( unikat! ). Schodzę na dół, gdzie czeka Robert, Sławek, Artur i Kamil.
-Panna, co tak długo?-pyta Sławek.
-Nie mogłem dobrać pudru do butów.-patrzę na moje siwe Jordany.-Co zrobisz.-udaję, że odgarniam włosy.
-Koniec pierdzielenia panowie, witam w raju.-Robert otwiera drzwi do sporych rozmiarów sali, wypłacającej jak dobry klub. Kanapy, stół do pokera, black jacka, barek z pełnym asortymentem, kolorowe światła i głośna muzyka. W dodatku stoliki są z rurami, które zapewne mają jeden, określony cel.
Wchodzimy do środka i od razu siadamy do pokera, gdzie zaczyna się zabawa. Barman rozlewa wódkę, leci shot za shotem, pieniądze leżą na stole, a ten kto wygra najwięcej stawia jutro kolejki, tyle ile starczy hajsu.
Kolejka za kolejką i na dobrą sprawę, nie pamiętam całego wieczoru. Wiem, że potem przyszło kilka striptizerek i dobrze grzały imprezę. Pamiętam ich seksowne tańce, dużo śmiechu i picia z ziomkami. Spać poszliśmy nad ranem, bo najlepsza impreza dopiero nadchodziła.
Obudziłem się bez większego bólu głowy, ok. godz. 14, kiedy zszedłem na dół, byli wszyscy oprócz Sławka. Jakieś szybkie śniadanie, po chwili pojawia się również Sławek.
Zakładamy spodenki do kąpieli i idziemy na dziób jachtu, gdzie leci głośna muzyka i zaczynają się skoki do wody, pływanie i picie, tym razem soczków ( oszczędzając się na wieczór ) po dwóch godzinach pływania i skakania wracamy na pokład. Po pół godzinie jesteśmy już na brzegu i idziemy zwiedzać Cannes.
-Przyjdziesz z Twoją dziewczyną?-pyta Robert, jak idziemy gorącymi ulicami miasta. Reszta poszła w drugą stronę ( jak się dowiedziałem, zarezerwować pewną miejscówkę na kawałek wieczoru...ja miałam odwracać uwagę Roberta ).
-Gdzie?-pytam zdezorientowany rozglądając się dookoła po pięknych ciałach turystek.
-Na ślub.
-Człowieku, jest weekend kawalerski,a Ty o ślubie?
-Nie zmieniaj tematu.-uśmiecha się.
-No będę z nią, a co?
-Bo się zachowujesz jakbyś miał w nią wyjebane...
-Co Ty dajesz?-pytam zdziwiony.
-Oglądasz się za każdą, ale to każdą dupą w okolicy.
-Robson, weź wyluzuj.-zatrzymuję się.-Oglądam się, bo jestem kurwa na kawalerskim i naprawdę mogę to robić. Ola to akceptuje i jesteśmy w raczej...dość otwartym związku.
-Otwartym? To chyba nie bierzesz jej na serio...
-Oczywiście, że na serio...ale jak się bawić to bawić.-wzruszam ramionami i idę dalej.
-Tylko nie zjeb tego, co?
-Postaram się.-uśmiecham się.
Do wieczora szlajamy się po mieście,bez większego sensu jednak w najlepszych humorach jakich tylko się da. Jedyne co zrobiliśmy to zameldowanie w hotelu, który znajduje się ulicę dalej od klubu, w którym będziemy się bawić. To był ten dzień, kiedy nie przebiegła mi żadna myśl o Oli... aż do wieczora, w sumie, rana.
Pierwszy klub jaki odwiedziliśmy, był dla typowych facetów, tam mieliśmy salę tylko dla siebie, wyglądało to jak typowa męska impreza. Potem, koło północy wyszliśmy do zwykłego, ekskluzywnego klubu. Niezbyt trzeźwi, ale jednak jeszcze wszystko kojarzyłem jak trzeba.
Wchodzimy do ogromnego pomieszczenia. Lasery, neony, głośna muzyka, basy uderzające po uszach. Lustra, tuby,podesty, rury, barki, główny bar. VIP room, skórzane kanapy, odgrodzone czerwonymi taśmami, wyglądającymi niczym policyjne, różnicą był napis ' VIP ' zamiast ' Police '.
Tłumy ludzi, pijane dziewczyny i nawaleni faceci. Piękne, wszystkie kobiece ciała w tym miejscu są piękne.
Rozglądając się, zaczyna mnie boleć szyja, kilka dziewczyn zalotnie się przysuwa, ociera i uśmiecha, kiedy idziemy w stronę strefy VIP. Pokazujemy VIP passy i wchodzimy. Bawi się tam dużo osób, piękne, idealne dziewczyny wyginają swoje ciała
-Za ostatnią wolną noc!-wznosimy toast i lecą kolejne kieliszki tego wieczora.
Potem wybijamy na parkiet, każdy z butelką w ręku, w pewnym momencie, kiedy tańczyłem z jakąś brunetką z Hiszpanii, podbiła do mnie naprawdę ładna blondynka i zaczyna nawijać po angielsku.
-Staram się zwrócić twoją uwagę od trzech kawałków, ale chyba do tej pory mnie nie zauważyłeś. Stawiam Ci kolejkę, chodź...-ciągnie mnie za rękę do stolika.
Posłusznie idę za nią i dosiadam się do jej stolika, który o dziwo, znajduje się dwa stoliki od naszego.
-Od kiedy to dziewczyna stawia wódkę?-pytam pijąc pierwszy z 10 shotów, które przed nami stoją.
-My Francuzki, mamy klasę.-odpowiada.-Jestem Inez.-uśmiecha się zachęcająco i wypija kieliszek.
Jednak do mnie bardziej przemawia jej głęboki dekolt w czarnej mini.
-Wojtek.-też się uśmiecham.
Miseczka D?
-Co tu robisz? Chyba nie stąd jesteś?
-Z Polski. Weekend kawalerski kolegi.-wskazuję na stolik, gdzie siedzi Sławek z Robertem.
-Och, więc przyjechaliście się zabawić?
-Mniej więcej.-już piąty kieliszek i świat lekko zwalnia, jej nogi się wydłużają i dotykają moich.
To złudzenie, czy właśnie mnie maca po nodze?
-Chcesz się dobrze zabawić?-pyta i kokieteryjnie zaczyna dotykać swoją nogą mojej. W górę i w dół...dobrze...
Co?
-Jasne.-odpowiadam bez namysłu.
-Zaraz przyjdą moje koleżanki...o, idą.
W naszą stronę zmierzają 3 piękne dziewczyny. Wszystkie są wysokie i delikatne,dwie rude i jedna brunetka.
-To zapraszam do nas...-wstaję i pewnym, nie zachwianym krokiem ruszam do naszego stolika.
Francuzki uroczo się wszystkim przedstawiły i gdzieś przy 2 butelce wódki, przy setnym kolorowym shot'cie Inez była na moich kolanach. Nie liczę już, ile wypiliśmy. Na szczęście w każdym shocie jest więcej soku niż wódki, tak to robią w Cannes. Wygląda to mega kolorowo, podano nawet kilka podpalonych, niesamowity efekt. Miały słodki posmak, jak cukierki. Tyle tylko, że się nimi najebać można.
-Lubię Cię, chłopaczku.-szepce mi do ucha i momentalnie czuję jej usta na moim karku.
-Odważna jesteś...-mówię patrząc w jej dekolt.
-Nie zaprzeczam...-bierze ze stolika butelkę szampana i wypija to co zostało. Do dna.
Chwilę potem wchodzi na stolik i zaczyna tańczyć ze swoją przyjaciółką.
Patrzę jak seksownie wyginają ciała i w tym momencie mam ochotę tylko na jedno.
Cały świat coraz bardziej zwalnia, muzyka jest coraz głośniejsza, ich ciała coraz bardziej pociągające.
Jestem już w niebie? Moje myśli pędzą już tylko w jedną stronę. Co się dzieje? Przecież w Polsce czeka na mnie Ola...
Ale to nie jest Polska.
To jest Francja, nie ma jej tu.
I zapewne o niczym się nie dowie...yolo.
-Chciałabyś się przewietrzyć?-pytam Inez.
-Idziemy...-uśmiechnęła się.
Wypijam resztkę trunku i chwiejnym krokiem ruszam za nią do wyjścia. Ciągnie mnie za rękę i również idzie niezbyt równo. Kiedy wychodzimy, bez wahania przypieram ją do muru klubu i całuję.
-Daleko mieszkasz?-pytam.
-Pod miastem...
-To idziemy do mnie.-łapię ją za rękę i ruszam w stronę ekskluzywnego hotelu, w którym nocujemy.
Obejmuję ją i całuję przez całą drogę, moje dłonie swobodnie wędrują po jej ciele od karku, aż po pośladki.
Idąc rozświetlonymi ulicami całuję się z piękną Francuzką i mam wyjebane w resztę świata, czy to normalne?
Dochodzimy do hotelu, gdzie już w windzie zaczyna się to na co czekałem, chyba od kiedy do mnie zagadała.
Przyciskam ją do ścian windy i mimo tego, że wiruje mi cały świat mocno ją całuję i przytulam. Suwakiem od sukienki zaczynam się bawić już przy drzwiach do pokoju. Przesuwam kartą i wpadamy do pokoju, od razu na podłogę, gdzie Inez zdejmuje moją koszulkę i idziemy w stronę dwuosobowego łóżka. Zdejmuje moje spodnie i popycha na łóżko. Potem zrzuca sukienkę i wchodzi na mnie w samej bieliźnie. Wszystko wciąż się kręci, tylko ona jest wyraźna, przechodzi mnie dreszcz, gdy dłońmi dotyka mojego ciała. Całuje mnie, a ja zsuwam jej ramiączka od stanika i całuję nagie ciało. W pewnym momencie przed oczami mignął mi uśmiech Oli z Sopotu, zupełnie tak, jakby ktoś właśnie pokazał mi screen'a z filmu. Kiedy leżała obok mnie w łóżku i patrzyłem na to, jak nieśmiało zakrywa się kołdrą, rumieni i uśmiecha.
Natychmiast odrywam moje usta od ciała Inez i siadam na łóżku.
-Co jest?-pyta zdziwiona, leżąc w samych stringach i w lekko rozmazanym makijażu.
-Nic, nic...-z powrotem wpijam się jej ciało.
Cicho jęczy i zdejmuje moje bokserki. Gryzie mnie w ucho i pomagam jej pozbyć się majtek.
Uprawialiśmy naprawdę dziki seks, było mi wszystko jedno gdzie i z kim jestem. Momentami chyba traciłem kontakt z rzeczywistością, tak jak ona. Czułem ból głowy, po wszystkim od razu zasnąłem.
_________________________________________________________________________________
Budzę się rano z okropnym bólem głowy, budzi mnie uderzanie w drzwi od pokoju.
-...otwórz, kurwa za godzinę mamy samolot!-słyszę głos Sławka.
-Idę...-chciałem powiedzieć głośno, ale wyszedł z tego cichy bełkot.
Próbuję zejść z łóżka, ale od razu upadam na ziemię, bo zakręciło mi się w głowie. Najszybciej jak się da wkładam bokserki, które nie wiedzieć czemu, leżą na podłodze. Otwieram drzwi na balkon i czuję świeże powietrze. Powoli idę do drzwi i otwieram je.
-Co Ty nienormalny jesteś? Też mamy kaca, ale mógłbyś ruszyć dupsko i wstać na samolot.-do pokoju wchodzi Robert, Sławek, Marcin i reszta chłopaków. Każdy ma swoją butelkę wody.
-Co tu się stało?-pyta Robert rozglądając się po pokoju.
Też dopiero teraz się rozglądam. Sławek zamyka drzwi.
Na komodzie nie ma nic, wszystkie ozdoby leżą na podłodze, obok nich leży czarny stanik, a kawałek dalej ... zużyta prezerwatywa.
Dopiero teraz słyszę szum wody spod prysznica.
Powoli otwieram drzwi od łazienki.
Pod prysznicem leje się woda, ale nikogo tam nie ma. Na lustrze znajduje się napis ' Dzień Dobry, piękny! '.
-Cholera...-klnę i wychodzę z łazienki.
-Jest tam?-pyta Robert.
-Nie...-podnoszę z podłogi mój telefon i portfel. Wszystko w nim jest.-Dobra idę się ubrać i ... i możemy iść, jakoś to po drodze poskładam.-kręcę głową.
Mój mózg chyba jeszcze nie pracuje jak trzeba, po 15 minutach opuszczamy hotel i taksówkami udajemy się na lotnisko, wracamy normalnym samolotem.
-Już ogarnąłeś wszystko?-pyta Robert kiedy ruszamy spod hotelu.
Włączam telefon, od razu wyświetla się SMS. Z dzisiaj, godz. 9:50.
Ola:
' Wracaj szybko, już się stęskniłam, kochanie. xo '
Pokazuję wiadomość Robertowi.
-Zdradziłem ją...-patrzę w okno.-Kurwa, co teraz?
-Nie możesz jej powiedzieć.
-Tyle to ja wiem. Miała na imię Inez i...-przeglądam zdjęcia w telefonie.-Była blondynką.
Usuwam wszystkie zdjęcia, na których ją widać, tak, że został sam klub i wódka.
-Cholera, jak to się stało...-zastanawiam się i powoli składam całą noc.-Znowu wszystko zjebałem.
Wysiadamy z taksówki i po 30 minutach znajdujemy się na pokładzie samolotu. My lecimy do Warszawy, chłopaki innym samolotem do Poznania i Gdańska, do rodzin. Pożegnaliśmy się na lotnisku i ustaliliśmy, że kiedyś złożymy cały weekend do kupy.
Teraz siedzę z Robertem w business class i pijemy wodę.Przed wylotem napisałem Oli SMS, żeby odebrała mnie za półtorej godziny na Okęciu. Jeszcze nie wiem jak będzie wyglądało to spotkanie, w oczy jej nie spojrzę.Przypomniałem sobie dokładnie całe wydarzenie, pamiętam prawie wszystko, kilka fragmentów byłem nieobecny, ale wiem jak to się stało. Mogłem temu zapobiec, miałem chwilową schizę z Olą, mogłem wywalić Inez z mojego pokoju. Ale nie, musiałem dokończyć.
-Stary, nic jej nie mów, dasz radę.-mówi Robert.-To nie jest dość lojalne, ale bezpieczne. Kochasz ją, to z nią bądź i nic nie mów. A jak Ci nie zależy to to skończ.
-Kocham ją...-mówię.
-To nic nie mów, raczej nic nie powinno się wydać.-radzi.-Będziemy Cię kryć.
-Byliście tak samo najebani...ech....jakoś to będzie, muszę dać radę. Ale jak następnym razem Ci powiem, że yolo to mi przypierdol.-zamawiam kolejną wodę i szykuję się na trudne spotkanie.
_________________________________________________________________________________
Czekam na hali przylotów z tabliczką, na której napisałam 'Wojciech Szczęsny ♥ ' i delikatnie krępują mnie uśmiechnięte spojrzenia innych ludzi, jest ich naprawdę wielu. W końcu widzę wysokiego bruneta w białej koszulce, czarnych szortach, siwych Jordanach z awiatorami na oczach i wyżej unoszę moją kartkę. Ciągnie za sobą walizkę, a kiedy mnie zauważa uśmiecha się i przyspiesza kroku.
-Dzień dobry panu.-uśmiecham się.
-Dzień dobry pięknej pani.-również się uśmiecha. Ma lekko zachrypnięty głos i anielsko się uśmiecha.
-Tęskniłam.-podchodzę bliżej i daję mu buziaka, stając na palcach. Obejmuje mnie w pasie i mocno wpija się w moje usta.
-Ja też.-całuje mnie w kark.
W tym momencie coś obok nas mocno rozbłysnęło. Wojtek mnie puścił i spojrzał na niskiego typka z wielkim aparatem, który momentalnie wmieszał się w tłum i uciekł.
-Chodź, może już pójdziemy?-widzę niezadowolenie na jego twarzy.
-Tak, chodź.
-Nawet Ci auta nie porysowałam.-łapię go za rękę.
-Cieszę się.-uśmiecha się.
Jest dziwnie blady, mimo tego że opalony, i lekko zamulony, a uśmiech dość szybko znika z jego twarzy.
-Dobrze się czujesz?-pytam kiedy podchodzimy do samochodu.
-Tak, trochę kac...trochę ogromny.-uśmiecha się.-Dawaj kluczyki, tęskniłem za nim.
-Na kacu? Nie ma mowy, wsiadaj.-idę na siedzenie kierowcy,a Wojtek z rezygnacją i wzdychnięciem siada na miejscu pasażera.
-Jestem tak wykończony, że nawet nie mam sił się wykłócać, że jestem w stanie prowadzić.
-To zapraszam Cię na kawę.-puszczam oczko i odpalam silnik.
-Ok, chętnie.-pochyla się i całuje mnie w policzek.
Całą drogę patrzy w okno.
-Jak było?-pytam, gdy stoimy w korku niedaleko naszej ulubionej kawiarni.
-Nie wiem, nie pamiętam.-śmieje się. -A tak serio to zajebiście, typowo męski weekend.
-No ja mam nadzieję, że byłeś grzeczny i nie masz nic na sumieniu.-śmieję się.
-Oczywiście, że nie mam.-uśmiecha się.
Tym razem jego uśmiech jest wyjątkowo szeroki i szczery.
________________________________________________________________________________
Co on do cholery nawywijał?
Jak myślicie, co dalej?
;)
przepraszam, że tak długo ale mam małe problemy z bloggerem.
ten rozdział pisało mi się ciężko, ciągle były jakieś poprawki.
ten rozdział pisało mi się ciężko, ciągle były jakieś poprawki.
Mam nadzieję, że Wam się podoba i jesteście choć trochę ciekawe co dalej i czy ten cały Wojtek posiada sumienie :D
Łapcie fotki z Lazurowego Wybrzeża! I jego nocnej strony ;)









.jpg)













Ale Wojtek ma przerąbane :_: Super rozdział :)
OdpowiedzUsuńTalent do kłopotów! Opisy genialne *o* Czekam na kolejne rozdziały
OdpowiedzUsuń